poniedziałek, 3 lutego 2014

Male świadectwo

Kochani,

chcę podzielić się moją małą radością. Otóż dziś mamy święto Matki Bożej. Ja na mszy św byłam na 10:30, ale ponieważ w dniu dzisiejszym postanowiłam podjąć roczną krucjatę w intencji męża i dzieci oraz zawierzyć dzieciaki Matce Bożej dosżłam do wniosku, ze jak tak bez przyjęcia Komunii takie rzeczy robić. W trakcie mojej spowiedzi było poświęcenie gromnic - ja wiem, ze Pan Bóg działa i w konfesjonale i pewnie moja gromnica była poświęcona, ale ;)-w związku z powyższym moja Martyna wzięła gromnicę na mszę na 18:00. Ponieważ ciemno to ją zaprowadziłam i potem poszłam ja odebrać po mszy św. W drodze zaraz po wyjściu bardzo przeraziłam się gdy usłyszałam grupę młodych chłopaków zachowujących się w sposób który może budzić strach o swoje życie. Przyśpieszyłam kroku i dzięki Bogu dotarłam bezpiecznie pod kościół. Normalnie to się mi takie rzeczy nie zdarzają... Ale dziś dla mnie ważny dzień i widać bardzo ważny bo chyba zły szaleje ale Pan Jezus i Matka Boża jedynie na tyle mu pozwolili. 
Msza św, zakończyła się i patrze  a moje dziecko z zapaloną gromnicą wyszło. Przyglądam się gromnicy- ledwo się tli. Myślę, zaraz zgaśnie. Gdzie tam! Doniosłyśmy do samego domu! A w domu Ignacek mógł ją zgasić mówić Bogu niech będą dzięki w odpowiedzi na moje światło Chrystusa.
I tak idąc z tą zapaloną gromnicą na początku uznałam, ze za chwilę zgaśnie-no przecież mróz i wieje, ludzie w osłonkach mogli donieś a nie my bez jakiejkolwiek ochrony. I przyjęłam to jako pewnik. Kiedy byłyśmy w połowie drogi do domu-ze względu na to, ze Martynka odniosła kontuzje na stoku wybrałam dłuższą, ale bezpieczniejszą drogę dla niej-zaczęłam chcieć donieść to światło do domu. I zaczęły się małe nerwy, Wtedy dotarło do mnie, ze nie ode mnie to zależy a od Pana Boga. Nadzieję traciłam co chwila-przecież wiało!!! 
Nie zgasło to światło. Tym bardziej to dla mnie takie mocne doświadczenie opieki Matki Bożej, ze gromnicę pierwszy raz święciła Martynka i ze uczyniła to w  dniu, w którym zawierzyłam ją Matce Bożej. 
I zawstydzenie dla mnie, że ja bym z zapaloną gromnicą z kościoła nie wyszła-bo miałabym gotowy scenariusz jak się to skończy. A moje dziecko wyszło bo inni tak wychodzili i doniosła światło Chrystusa do domu, do Ignasia. 
I tak jak byłyśmy za rogiem kościoła gdzie był przeciąg i  to światło rozbłysło mocno na tym wietrze to taka nadzieja, taka radość, ze Jezus naprawdę te mroki rozświetla, ze On ze swoją Matką jest z nami, ze troszczy się i chroni od złego. Że zły to może tylko postraszyć jak wściekły pies na łańcuchu, bo tyle moze gdy z nami jest Matka Boża. 
Kochani dzielę się tą radością bo to ważny dzień dla mnie. Bóg dał mi pokój w sercu bym nie bała się o moje dzieci. Pokazał, ze ma je w opiece najlepsza Matka na świecie. Powiedziałam Martynce,, ze musi ja Maryję bardzo kochać i Jezus skoro tak ta gromnica  w jej ręku się pali :)

wtorek, 17 grudnia 2013

Niech twe serce nie twardnieje, Bóg chce przytulić i uzdrowić

Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Uzdrowię cię. Iz 38,5

Musze się podzielić tym Słowem. Bóg odpowiedział i dal obietnicę, ze uzdrowi. Od kilku dni jestem pobita każdy dzień to kolejne kopniaki, razy, każdy olejny dzień to przegrana-zamiast w imię Boże i dla chwały Bożej to dla siebie i swojego ja. Nie poddałam się jednak, nie dałam się w czarną rozpacz wciągnąć. Skoro się modle jak mogę ulegać kłamstwom diabła? Pan jest moim pasterzem i choćbym szła przez ciemna dolinę, choćby mnie złe obija z każdej strony nie ulęknę się, choćby było beznadziejnie nie mogę zwątpić. Trudno było, dopóki na Fb przewijając strony - jak zwykle nie wiedziałam czemu tak przewijam i co ja chce znaleźć.. - mój wzrok utkwił n tych słowach proroka Izajasza. To Boża obietnica. Nie mogę nie wierzyć. Bóg odpowiedział na moje wołanie, na moją rozpacz. Bogu niech będą dzięki, ze mnie podniósł ze usłyszał. Tylko kiedy usłyszał? Gdy stanęłam i powiedziałam prawdę, gdy powiedziałam Panu Jezusowi swój żal do Niego. Gdy nie udawałam. Przyszedł z takim Słowem!!!! Brak mi słów... Teraz czeka mnie spowiedź - wiele trudności by się do niej zebrać. Tym słowem Bóg ożywił mnie, ożywił to co umarło. Jego słowo to życie. Jedyne moje pragnienie to takie, by wszystkie takie momenty zachowywać w sercu, by Bóg wyrył je w moim sercu i  w chwilach ciemności, mojego schodzenia do Jerycha pamiętała o tych rzeczach, tych cudach i łaskach jakich Bóg dokonał. Bym nie traciła nadziei Jakby słońce wyszło jakby mi ktoś nowe oczy dał, nie wiem. TO wspaniałe uczucie gdy czujesz, widzisz ten świat ale inaczej, Czujesz życie, jego kolor, smak. Jest radość w tobie. To najpiękniejsze momenty w życiu. Dla nich warto żyć. I po raz kolejny Bóg pokazał, że kocha najbardziej gdy upadam, gdy jestem na dnie. Niczym na takie łasi nie zasługuję, bo jestem grzesznikiem z twardym sercem. Wstyd mi i nie czuję się godna tego wszystkiego bo oddawać nie umiem. Ale wierzę, ze i z tym Pan Bóg sobie poradzi. Teraz przywrócił mi życie. Jak w Ezechielu rozdział 37, 1-14 Ożywienie suchych kości. Tego Bóg dziś dokonał we mnie. W 2009 r. 12 grudnia miałam wylanie Ducha św. Wówczas był ten fragment czytany.Dziś doświadczyłam tego na sobie samej.  

Nie lubię gdy ten czas łaski odchodzi... taka pustka i tęsknota zostaje. Pragnę jedynie umieć oddawać te miłość jaką Bóg obdarowuje mnie, moim bliźnim... 

niedziela, 8 grudnia 2013

Nie bój się

Łk 1,30
«Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga."

Mam się przestać bać, bo Bóg obdarzył mnie swoją łaską. Kolejny cytat- Słowo Boga, które mnie uzdrawia. Po wczorajszym starotestamentalnym Precz, dziś Bóg mówi mi, że On jest ze mną, Dzięki wierze mogę wszystkiego dokonać w Nim. Chwała Panu, że obdarza mnie Bóg łaską wiary. I przypomina że u Boga nie ma nic niemożliwego. 

sobota, 7 grudnia 2013

Precz!!!

Iz 30,20-22
Choćby ci dał Pan chleb ucisku i wodę utrapienia, twój Nauczyciel już nie odstąpi, ale oczy twoje patrzeć będą na twego Mistrza. Twoje uszy usłyszą słowa rozlegające się za tobą: «To jest droga, idźcie nią!», gdybyś zboczył na prawo lub na lewo. Wtedy za nieczyste uznasz srebrne obicia twych bożków i złote odzienia twych posągów. Wyrzucisz je jak brudną szmatę. Powiesz im: «Precz!»

Mocne słowo na dziś. Słowo, które Bóg dał by mnie pocieszyć. Wielka to łaska, że mogę słyszeć Boży głos i odczytywać Jego słowo jakie do mnie kieruje. W poniedziałek mam badanie, gdzie używa się igły - mam lęk przed igłami straszliwy-na początku bałam się a potem zaprosiłam do tego leku Jezusa. Nadal się boję jednak w tym leku jest już Jezus. Postanowiłam ofiarować go za dusze w czyśćcu cierpiące. Nie jest lżej ale nie wkręcam się nie myślę o tym co będzie. To jest łaska. Widać Bóg ma jakiś cel, ze tego lęku nie zabiera ode mnie. Dziś tez poszłam na modlitwę specjalnie z tymi moimi lękami - latanie samolotem do tego dochodzi, jeżdżenie autem, banie się być w domu tylko z synkiem w nocy- i jak na złość tak się poukładało,że jej nie miałam. Za to różańców na odmawiałam za cały tydzień. I to uświadomiło mi, że uzdrawia Jezus czy przez księdza, czy przez Eucharystię czy przez różaniec. To On decyduje. Przyjęłam to z pokorą i jest pokój w sercu a to najważniejsze. Do wyrycia na pamięć:  Wyrzucisz je jak brudną szmatę. Powiesz im: «Precz!» Precz lękom, precz kompleksom, precz szukaniu na siłę akceptacji innych...Precz! 

sobota, 12 października 2013

Raport Anioła



"Starszy rangą Anioł spogląda surowo na podopiecznego: 

- Opowiadaj. Krótko.
- Żyje. Chodzi do pracy. Liczy na coś.
- Na co?
- Trudno powiedzieć. Dwa razy pokazywałem mu szczęśliwy sen – nie widzi. Mówi, że praca go męczy.
- A co jest nie tak z jego pracą?
- Praca jak praca. Jak u wszystkich: szefostwo, robota, palarnia, plotki…
- Szef jest wymagający?
- Szef jak to szef, jak wszędzie. Boi się szefa, nie wiem czemu…
- Strachy przeganiałeś?
- Ma się rozumieć, w drodze do firmy. Skrzydłami machałem mu nad głową. Nawet chmury przegoniłem. Musiałem go skrzydłem w łeb palnąć, żeby zauważył, że słońce wyszło.
- A po pracy?
- Sklep. Telewizja. Zmywanie. Internet. Sen.
- Telewizor popsułeś?
- Popsułem, ale kupił nowy, nie wiem po co…
- Internet wyłączyłeś?
- Na pięć dni. To w pracy siedział do późna. Wolno im.
- No dobrze, a dni wolne?
- Śpi do południa. Sprząta mieszkanie. Wieczorem spotkanie z przyjaciółmi. Ględzenie bez sensu. Wódka. Rano z bólem głowy pod kołdrą. Albo przed telewizorem. Albo przed komputerem.
- A ona?
- Całkiem blisko. Trzy domy dalej. Robią zakupy w tym samym supermarkecie.
- Ustawiałeś ich razem w kolejce?
- Tak, zgodnie z instrukcją. A nawet z własnej inicjatywy – na przystanku autobusowym, w święta.
- Linie życia sprawdzałeś?
- Sprawdzałem, przecinają się. Wszystko się zgadza… Takie miasto widocznie… taki styl życia… nie mogę, szefie, nie dam rady wykonać zadania!
- Co ty pleciesz! Masz listę środków nadzwyczajnych?
- Mam, szefie: grypa z wysoką gorączką, zwichnięcie, złamanie, wypadek samochodowy, bankructwo, pożar, zamieszki, kryzys finansowy, wojna…
- Dobra, wyhamuj… 252 raporty niedokończonych spraw! Pracować wam się nie chce! Masz zgodę na wykorzystanie środków nadzwyczajnych – w imię Miłości! Tylko wybierz coś jednego…"

piątek, 11 października 2013

Powierz Panu swą drogę


Byłam 11 lat bezrobotna. W tym czasie odeszłam od Pana Boga, zaczęłam zamykać się na ludzi, moje serce stało się pełne nienawiści a z drugiej bardzo chciałam kochać i być kochaną. Kiedy Bóg postawił mi ultimatum albo idziesz w lewo i giniesz albo prawo i wtedy Ja cię prowadzę - w święto 3 króli w 2005 roku, moje życie zaczęło się zmieniać. Także i na gorsze. Bo zły zawsze daje od razu szczęście, tylko czemu to szczęście tak gorzko smakuje? Zmiany szły jak teraz na to patrze jak torpeda, choć wtedy wydawało mi się, że wszystko stoi w miejscu. Po 4 latach od nawrócenia usłyszałam o pompejańskiej i ją odmówiłam. W między czasie na świat przyszedł mój synek, pracę dostałam gdy mały miał rok, wcześniej znalazłam "przypadkiem" kurs dla trenerów finansowany z UE. Po jego ukończeniu tak dzwoniłam, tak byłam upierdliwa, ze dostałam zatrudnienie, a po miesiącu zatrudniła mnie fundacja do projektu na półtora roku. Samo przejście z jednego miejsca do drugiego formalnie było najeżone samymi niemożliwymi. Ale taką siłę jaką ja miałam starając się o staż, wysyłając CV do fundacji a potem egzekwować umożliwienie mi podjęcia pracy w fundacji, to po ludzku nie możliwe. Jestem ostatnią osobą, która walczy o swoje. A najlepsze to że Pan Bóg zadbał bym bez pracy nie została, gdy tam mi umowy nie przedłużono. Pracując w fundacji poznałam dziewczynę, która jako ewaluatora współpracowała na Uniwersytecie Medycznym. I zaproponowała mi bym tam razem z nią poszła. I tak bezrobotna byłam 10 dni, bo tyle zajęły mi badania lekarskie. Na początku było pół etatu, więc ciężko z kasą, ale teraz cały etat do lutego 2016 r. Czasem dopada mnie zwątpienie, że co zrobię, ale zaraz to odsuwam bo wiem, ze Pan Bóg ma mnie na oku i wie co dla mnie dobre. Zadba o moja pracę. Chwała Panu!

środa, 9 października 2013

Pozwólcie się znaleźć

Dałem się znaleźć tym, którzy Mnie szukali, objawiłem się tym, którzy o mnie pytali Rz 10, 20

Pozwól  znaleźć się Jezusowi. On naprawdę czeka. Nie wywali drzwi, nie wysadzi, czeka i tyle może. Często nie mogę tego pojąć - ten, który stworzył niebo i ziemię, czeka jak żebrak by Go wpuścić, by uwierzyć ze On nie chce nic zabrać tylko dać tyle ile ten zasrany świat w życiu nie da. On da pokój, radość, pokój, da serce nowe takie co kocha ludzi- takie co kocha siebie i Boga.

Byłam po drugiej stronie, i nie chcę tam nigdy wrócić. Wole umrzeć niż odejść od Boga. Najgorsze ze On mi nie założy kajdan, nie będzie obiecywał, ze będzie super, nie da szczęścia od ręki. To straszna harówa, wyrzeczenia, bunty, to gorzej niż survival w puszczy amazońskiej. Ale mam dusze wojownika i walczę...ze sobą z pomocą Jezusa.
Tamta strona dała szczęście od razu - tylko czemu potem tak bolało? Dała kasę - tylko czemu wciąż chciałam więcej? Czemu moje serce było umarłe, nie kochało ludzi? Nie kochało siebie?

Czasem mam wszystkiego dość, a Jezus stawia ludzi, stawia sowo, stawia sytuacje które mnie umacniają ze On jest - jak mi powiedział na wstawienniczej- ze mną non stop!!!! On jest z każdym z nas cały czas! Nikt mnie tak nie kocha jak On nikt. Kocha mnie taka jaka jestem, a zmienia to co mnie niszczy ale wówczas tylko gdy ja tego chcę. Jak proszę by wywarzyć drzwi - wywarza jak proszę by zabrał - zabiera by umocnił - umacnia. Ale nigdy sam z własnej woli. Musiałam Mu dać wolną rękę, by mógł działać. I działa.


poniedziałek, 7 października 2013

Przeprowadzka

Przeprowadzam się. Zamykam swój ogródek. Powody są prozaiczne - czasem chce się napisac to co się czuje, ale nie pisze się bo... Żeby mieć większy komfort a i też odciąć sobie kolejny powód nie pisania (bo chaotyczność, bałaganiarstwo - z tym muszę się pogodzić; lenistwu mówię nie - więc tutaj sobie pousuwam co nieco a pewnie z czasem albo zlikwiduję. Jeśli kto z Was moi drodzy Obserwatorzy chciałby wejść do przygotowanego na zimową porę ogródka a nawet i dalej to piszcie na mój email jaszka27@gmail.com.
Jednak mój blog będzie mocno strzeżony przez dwa psy, więc wpuszczą tylko tych, których będą dobrze znać.
Nad likwidacją tego jeszcze się zastanowię.

Zapraszam natomiast wszystkich do nowego blogu: Opowiadania http://agataopowiada.blogspot.com/.

piątek, 30 sierpnia 2013

Moja pomoc przychodzi od Pana, który stworzył niebo i ziemię

Refleksja na koniec wakacji: moim marzeniem jest pracować w firmie takiej jak Pure Profit. Mam 36 lat, i wierzę, ze PR to moje powołanie. Skonsultuje to tylko z moim Tatem co On o tym myśli i poddam się Jego woli. Bo On wie co dla mnie najlepsze. A skoro wzbudza w moim sercu pragnienie takie, to na pewno zajmie się tym najlepiej. Po ludzku szanse są zerowe, ale po Bożemu - wynoszą 100%. Wczoraj znajomej powiedziałam, ze po ludzku bym nie uwierzyła, ale ponieważ żyjemy z Bogiem, to wierze i nie robi to wrażenia (śmiechem żartem oczywiście, bo napełnia ogromną radością i uwielbieniem Boga za Jego łaski), bo przecież u nas chrześcijan cuda to normalność :) a mając wiarę np. św Benedykt naprawia pęknięta płytę kuchni elektrycznej mojej mamy (Tak i to nie bajka), naprawia mój telefon komórkowy, który nie chcial się włączyć, ojciec Pio wspiera w szpitalu, św Filomena tak się wstawia u Jezusa, że dzieci wirusa przechodzą niestandardowo: Martyna ból brzucha i tylko gorączka, a przy tym wirusie atakującym jelita dzieci zlądowały w szpitalu; Ignaś tylko katar bez temperatury, i wirusowy katar minłą na wapnie dla alergików i oczywiście wspierany olejem św Filomeny (jak i Martyna) i ogromną moją wiarą, że moja pomoc przychodzi od Pana, który stworzył niebo i ziemię.
To jak mam nie wierzyć, ze Bóg zadba o mój rozwój zawodowy?? Że już tutaj dba i troszczy się bym była radosna???


wtorek, 6 sierpnia 2013

Trochę z głębi mnie, czyli coś co jest za żelazną kurtyną i nikomu do tego dostępu nie daję

I koniec wakacji u rodziców. Wracam do Lublina. Nie chcę, ale muszę. W sumie to nawet nie mogę powiedzieć, ze do domu, bo tak naprawdę to ja go nie mam. TU u rodziców, tam z teściami. Jestem zmęczona tym życiem w Lublinie. Ale nic nie mogę poradzić.
Moja kondycja duchowa jest marna. Czuję się fatalnie, jadę na resztkach paliwa jakim jest Eucharystia.
Ufam Bogu do momentu, gdy idzie po mojej myśli, a jak nie, to już panika.
Czasem to się zastanawiam po co ja żyję, w jakim celu Bóg mnie stworzył?

Nie chcę wracać do Lublina. I jest mi bardzo smutno.\

A Pan Bóg si do mnie uśmiechnął i uspokoi moje serce, dając do przeczytania ten artykuł
http://gosc.pl/doc/1616342.Szkaplerz-nosze-pod-koszula i przypomniał co jest ważne w życiu: modlitwa, Pismo św i zawierzenie Mu swojego życia, przychodzenie do Niego ze wszystkim i szukanie w tu i teraz Jego obecność. I zawsze pytać Go o opinię. Na razie nie mam ku temu sił. Obumarłam, a On podlewa i mówi dasz radę, a ja zapalam się na chwilę, a potem wszystko odchodzi. Bo dopada zniechęcenie i w głowie  kołacze ciągle , że przecież to nic nie da. A ja się poddaję. Bez Jego łaski i błogosławieństwa nie dam rady niczego zmienić. Nie chcę rzucać się na Brewiarz, bo a moment ide do pracy i nie wyrobię z modlitwami. Pismo św fakt zapuściłam się w czytaniu. O mszy św codziennej nie ma mowy, bo Ignaś jest jaki jest, a po zmianie lokum naszej pracy rano nie mam jak iść. Ale tak myślę, ze może właśnie o to Panu Bogu chodzi. Żebym zaczęła od swojej rodziny, tam służyć bo On całopaleń nie potrzebuje tylko miłości, a mnie łatwiej było iść na msze niż kochać bliskich i im służyć. Walczę z Nim jeszcze o to, ale wierzę, ze jeśli mimo oporów mam w sercu pragnienie to On je zmieni i uczyni zdolnym do miłości.




czwartek, 1 sierpnia 2013

Co tam Panie w lipcu było

Wczoraj imieniny Ignasia  - zjadł miske żelków (dzięki czemu drugie danie miałam z głowy) i dostał mały motocykl. Tak go te prezenty ucieszyły, że z żelkami się nie rozstawał, póki ich nie zjadł, a z motocyklem spał. Miło patrzeć, ze do szczęścia to naprawdę mało trzeba.
Już sierpień, w przyszłym tygodniu wracamy do Lublina. Szkoda mi, że nie zostajnę tu całego tygodnia jeszcze. Ale i dentysta, i Martyny ortopeda a i trzeba się nad to morze zacząć ogarniać.
Po szpitalu (7 lipca trafiłam na neurologię, bo w czwartek dostałam strasznego bólu głowy. Neurolog położyła mnie na oddział i zleciła punkcję. Okazało się, że miałam zapalenie opon mózgowych.) dochodzę do siebie. Wczoraj nawet posiedziałam sporo na tarasie. Ale jeszcze mam zawroty głowy i lekkie miętolenia w głowie.
Z tym szpitalem i  z tą głową to palec Boży. Bo gdyby nie to pewnie bym zeszła z tego świata. Jak sobie później analizowałam swój stan zdrowia ja byłam jednym wielkim wirusem. Ale kto by mnie przyjął do spzitala na poważne leczenie? Jak czekałąm na oddziale to patrzono na mnie nieprzychylnie. Przyszła kobita, dobrze wygląda to pewnie dobrze się cuzje i wymyśla punkcje. Miny im zrzedły jak dostali wyniki. Takze choć pobyt był dla mnie okropnością duchową (nie zdałam egzaminu na zaufanie Panu Bogu, nie zdałam egzaminu z niesienia krzyża ani cierpienia) to dziękuję Panu Bogu za Jego interwencję. I za Beatkę, którą poznałam jakiś miesiąc wcześniej, bo to dzięki niej miałam załtwioną neurolog z dnia na dzień. Naprawdę wszystko to było pod czujnym okiem Bożej Opatrzności, bo patrząc po ludzku, wierzyć się nie chce.
Jak pisałam wyżej cięzki duchowo okres braku pokładania ufności w Panu Bogu (boję sie kłócia -każdy welflon to taki irracjonalny strach!!). Grunt, ze jakieś ułamki cierpienia byłam w stanie ofiarować za innych. I to naprawdę cud, ze przeżyłąm punkcję. Psalm 23 i Pan Jezus stał przy mnie. Na drugą nie wyraziłam zgdoy.
W każdym bądź razie po szpitalu dotarło do mnie czym jest modlitwa i jak ona jest ważna i wartościowa! Od tej pory mimo trudności z radością modlę się różańcem za chorych i cierpiących.
NAdto dostałam pakiet 3 w jednym: spowiedź, Komunia św. i namaszczenie chorych. W prezencie (pokuta) dostałam psalm 121 i 139. 121 był tym, czego potrzebowałam.
Powinnam była się tegio trzymać, ale nie. Wolałam po swojemu i w ten sposób dawać przystęp złemu by mógł siać spustoszenie. Mimo wszystko z tego wszystkiego Pan Bóg wyprowadza dobro.  Dużo walki było z Panem Bogiem, Jego wolą, ale też dużo prawdy w naszych relacjach i o mnie samej.
Wybieram się jutro do spowiedzi, ale przed sobą mam już takie zasieki, że zaczynam się poddawać. W takie sytuacji oddałam to Jezusowi. Niech On się tym zajmie: zasiekami, lękami i tym wszystkim co mnie zniechęca do walki.

A co poza duchowymi kwestiami - na tydzień przed szpitalem zakupiłąm sobie czytnik Nook. I dzieki tej inwestycji (też to palec Boży) przeczytałam w szpitalu 8 książek:

* Hobbit
*Smażone zielone pomidory
*Sprawiedliwość owiec
*Taniec z aniołem
*Wołanie z oddali
*Słońce i cień
*Trochę proroka Ezechiela
*Pierwsze Damy II Rzeczypospolitej
*Marsylski szwindel
*Hotel Pastis

Moze powoli napisze kilka słó o każdej z nich. Ale to innym razem.





wtorek, 30 lipca 2013

Medytacja z ojcem Serafinem


Medytacja z ojcem Serafinem

Kiedy się modlisz, bądź jak góra
Nieruchomo osadzona w ciszy.
Jej myśli zakorzenione są w wieczności.
Nie rób niczego, siedź, bądź,
a poznasz owoce płynące z modlitwy.
Kiedy się modlisz, bądź jak kwiat,
Zawsze skierowany ku słońcu.
Jego łodyga jak kręgosłup, zawsze jest prosta.
Bądź otwarty, gotowy przyjąć wszystko bez lęku,
a nie zabraknie ci światła w drodze
Kiedy się modlisz bądź jak ocean,
W swej głębi zawsze nieporuszony.
Jego fale przypływają i odpływają.
Bądź spokojny w swym wnętrzu,
a złe myśli same odejdą.
Kiedy się modlisz, pamiętaj o oddechu,
Dzięki niemu człowiek stał się istotą żyjącą,
Oddech od Boga pochodzi i do Boga wraca.
Zjednocz słowo modlitwy ze strumieniem życia,
a nic od Dawcy życia cię nie odłączy.
Kiedy się modlisz bądź jak ptak,
Śpiewający bez wytchnienia przed obliczem Stwórcy.
Jego pieśń wznosi się jak dym kadzidła.
Niech i twoja modlitwa będzie jak gruchanie gołębia
a nie poddasz się zniechęceniu.
Kiedy się modlisz, bądź jak Abraham
Składający swego syna w ofierze.
Był to znak, że gotów jest oddać wszystko.
I ty pozostaw wszystko,
a w opuszczeniu Bóg napełni cię swą obecnością.
Kiedy się modlisz, to Jezus
Modli się w tobie do Ojca w Duchu.
Jesteś niesiony żarem Jego miłości.
Bądź jak rzeka służąca każdemu,
a przyjdzie czas, że przemienisz się w Miłość.
Góra uczy sensu wieczności,
Kwiat, gdy więdnie uczy przemijania,
Ocean uczy spokoju wśród przeciwności,
a miłość uczy zawsze Miłości.
http://zalukaj.tv/zalukaj-film/16826/Zycie_pi_life_of_pi_2012_.html

życie Pi

niedziela, 28 lipca 2013

Czasem warto założyć kalosze by spełnić marzenia.

I wreszcie odnalazłam swój jazz. Nie ważne od jakiej książki zaczynasz, ważne do jakiej cię zaprowadzi jak to orzekł A. Einstain, a ja bym rzekła, nie ważne od jakiej zaczynasz, ważne co dzięki niej odkryjesz

A ja odkryłam dzięki Åke Edwardson`owi Johna Coltraina i gotowanie na nowo. I tak to Pan Bóg realizuje moje marzenia, trochę inaczej niż ja zamierzałam. Jak się okazuje nie musze mieszkać w pięknym mieszkaniu, być sama i pichić. Ważne jest by  marzenia realizować tu i teraz (oczywiście na miarę możliwości, ale te zawsze sa zawsze dostosowane do tu i teraz). I tak okrywam, ze mogę słuchać jazzu i gotować tak jak luibię, nawet w miejscach, ktore nie są modern. Ważne by robić to bo to się kocha. I tak przestałam walczyć o lepszy byt, a zacząłam żyć.

Jak zaczyna padać deszcz to albo zakłada się kalosze i płaszcz, tudzież bierze parasol, albo siedzi się i się zżyma. To ja w tej kwestii wybrałam kalosze i polubiłam akurat ten rodzaj deszczu.

http://www.youtube.com/watch?v=OzHPnkrK80g zapraszam do posłuchania. Dla mnie ta piosenka pachnie czosnkiem i duszonymi świeżymi pomidorami z bazylią. Tak powstawała dzisiejsza kolacja.

zdjęcie: http://kartki.blizejnieba.pl/

wtorek, 2 lipca 2013

Tęsknota

Tak bardzo brakuje mi pisania. Pisania tego o czym myślę, co widzę co czuję. Niemoc - lenistwo, zniechęcenie a potem co ludzie powiedz lub czy można tak się wywracać na lewą stronę?
dziś rano w pokoju dał o sobie znać motyl Podczas modlitwy wyfrunął z kącika. Mięsisty był. Jak czołg tudzież meserszmit. W sumie to tez straszny jest, jak ćma W dzieciństwie łapałam je w rączki swoje małe i mówiłam że są kochane i śliczne. Teraz bym za chiny ludowe tego nie dotknęła. Ale piękny był Taki dorodny. Wypuściłam, poleciał sobie. W sumie to nie zazdroszczę im tego latania. Mam lęk wysokości, samolotami nie latam, bo mogę się rozbić.

Ostanio mój mąż niewiarek powiedział, ze to nie po Bożemu bać się w nocy być sama w domu. Zaskakujące kim Pan bóg się w naszym życiu posługuje. Nieraz myślę ze on jest bardziej sprawiedliwy ni ja katoliczka. Miał racje to nie po Bożemu nie latać i bać się ciemności.


RYSUNEK ZE STRONY WWW: http://pl.123rf.com/photo_4813210_cute-little-girl-latanie-czerwony-balon.html

niedziela, 17 lutego 2013

Coś dobrego dla każdego na Wielki Post


Dla tych co kochają Franciszkanów Konwentualnych: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/rozwazania-na-wielki-post-2013/  Przyjmij Słowo daj wiarę :)

Dla tych, co miłują dominikańską drogę: http://www.langustanapalmie.pl/zakochany-skazaniec

I dla tych, co przylgnęli do Zakonu Sercanów: http://profeto.pl/rekolekcje.html



ale wszyscy oni, jak jeden mąż, mówią o miłości, o tym by ją odnaleźć, przyjąć i dać się jej porwać. By skupiać się w tym czasie na Jezusie a nie na naszych grzechach :) Bo nie musimy prasować naszego życiorysu, usuwać czarnych plam - Jezus chce przyjść do nas na obiad :) Chce być przyjęty  a potem kto wie co się stanie Jak przyjmiemy miłość :)

Błogosławionego wyjścia na pustynię!




poniedziałek, 11 lutego 2013

"Cathol style"

"Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci." Łk 5,3

Papież pokazał co to znaczy wypłynąć na głębie i zaufać Jezusowi. Jan Paweł II pokazał czym jest cierpienie i godna śmierć, Benedykt XVI pokazał mi co znaczy zaufać Jezusowi i zrobić coś wbrew rozumowi. Dziękuję. Dla mnie ogromne świadectwo i pięknie obrazuje ewangelię niedzielną: zarzuć sieci i wypłyń na głębie. Początkowo strach, myśli jak ja mam trwać w wierze sokoro Papież się poddał. Teraz wiem, ze się nie poddał tylko dodał mi otuchy, więcej: wiary i nadziei! To kolejny znak, jakim Bóg przemawia do mojego życia. Moje problemy są małe? Nie dla Boga. Zrobi wszystko by pokazać mi, ze jest przy mnie.
Odkąd odmawiam nowennę do św Filomeny w związku z pewnymi trudnościami, jakie pojawiły się w moim życiu, Bóg odpowiada. Zaczął od niedzielnego komentarza ojca Pierzchalskiego, poprzez codzienne słowo Boże LCWords, a dziś poprzez postawę jednego człowieka.
To piękne. Kiedy dobrnęłam do końca komentarza na niedzielne czytanie, poczułam ze to do mnie. Ogromna radość, ale i wzruszenie i poczucie nieogarniania Boga. Brak słów.
Ponadto kazania na eucharystii, czytana Biblia. Bóg dwoił sie i troił aby pokazać mi, ze ma względem mnie swój plan i mam się przestać bać, tylko Mu zaufać. Dziś nie mam wyjścia. Papież swoją postawą pokazał mi, co znaczy iść za Jezusem.

"Bóg mnie ZNA – zna moje możliwości, słabości, lęk i niepewność, a mimo to powołuje i wybiera do zadań, których sam nigdy bym się nie podjął. Mówi: „Nie bój się” – nie oznacza to lekceważenia mojej słabości, ale to, że w Jezusie mam szukać siły, nie w sobie, na Jezusie mam polegać, nie na sobie, nie na swoich możliwościach, umiejętnościach, doświadczeniu. Współpraca z Jezusem, zaufanie Mu, daje niezwykłe owoce. " (http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=00&id=00-03&ident=3394)

.:. zaufanie .:..

Apostoł Paweł napisał: Nic się nie martwcie, a gdy się modlicie, zwracajcie się ze wszystkim do Boga i okazujcie Mu swoją wdzięczność.

do Filipian 4,6 






piątek, 8 lutego 2013

28,00 dag filetu z łososia

 "Postępowanie wasze niech będzie wolne od chciwości na pieniądze: zadowalajcie się tym, co macie. Sam bowiem powiedział: Nie opuszczę cię ani pozostawię." Hbr 13,5

Zastanawiając się co zjemy na obiad, weszłam na blog, który mnie zazwyczaj inspiruje. W oko od razu wpadła mi zapiekanka z łososia. Sprawdziłam składniki - stwierdziłam, ze ok, niech będzie. Za łososiem musiałam wysiąść na targu, ale o dziwo chciało mi się i pisać smsa do męża zawierającego listę sprawunków, jak i wysiąść przy targu i pójść po rybę. 
W autobusie spotkałam znajomą dziewczynę ze szkolenia - taki gratis od Pana Boga. A na targu? Jak zawsze jest pełno łososia, szczególnie surowego, tak dziś ostał się jeden, mały kawałeczek! 
Ile ważył? Bez dwóch gram - tyle  ile potrzebowałam na obiad, czyli 28 dag . Zastanawiam się, czy gdybym chciała zrobić jeszcze coś z łososia, czy znalazłoby się więcej.
A rano I czytanie i by nie martwić się pieniędzmi, bo Bóg mnie nie opuści ani nie porzuci. Cóż, teoria to teoria. Zawsze trzeba praktyki, by coś sobie utrwalić. Pan Bóg po raz kolejny zadbał o to, bym Mu zaufała. Chyba dziś wreszcie dopiął swego. Jezus naprawdę troszczy się o mnie.
 Muszę tylko więcej naczyń na oliwę brać, bo chyba nadal nie do końca ufam Panu Bogu i nie do końca pozwalam Mu "zaszaleć" i dać mi obfitość. 


*

*zdjęcie pochodzi z portalu http://www.sxc.hu

28,00 dag filetu z łososia

 "Postępowanie wasze niech będzie wolne od chciwości na pieniądze: zadowalajcie się tym, co macie. Sam bowiem powiedział: Nie opuszczę cię ani pozostawię." Hbr 13,5

Zastanawiając się co zjemy na obiad, weszłam na blog, który mnie zazwyczaj inspiruje. W oko od razu wpadła mi zapiekanka z łososia. Sprawdziłam składniki - stwierdziłam, ze ok, niech będzie. Za łososiem musiałam wysiąść na targu, ale o dziwo chciało mi się i pisać smsa do męża zawierającego listę sprawunków, jak i wysiąść przy targu i pójść po rybę. 
W autobusie spotkałam znajomą dziewczynę ze szkolenia - taki gratis od Pana Boga. A na targu? Jak zawsze jest pełno łososia, szczególnie surowego, tak dziś ostał się jeden, mały kawałeczek! 
Ile ważył? Bez dwóch gram - tyle  ile potrzebowałam na obiad, czyli 28 dag . Zastanawiam się, czy gdybym chciała zrobić jeszcze coś z łososia, czy znalazłoby się więcej.
A rano I czytanie i by nie martwić się pieniędzmi, bo Bóg mnie nie opuści ani nie porzuci. Cóż, teoria to teoria. Zawsze trzeba praktyki, by coś sobie utrwalić. Pan Bóg po raz kolejny zadbał o to, bym Mu zaufała. Chyba dziś wreszcie dopiął swego. Jezus naprawdę troszczy się o mnie.
 Muszę tylko więcej naczyń na oliwę brać, bo chyba nadal nie do końca ufam Panu Bogu i nie do końca pozwalam Mu "zaszaleć" i dać mi obfitość. 


*

*zdjęcie pochodzi z portalu http://www.sxc.hu

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...