Ignaś dziś padł. Akurat był po myciu, ja zdążyłam tylko pieluszkę mu założyłam gdy zadzwonił telefon - po 5 min rozmowy zorientowałam się, ze małego nie słychać. Przerażona biegiem do pokoju - a on już spał! Pan Bóg pobłogosławił za posłuszeństwo wobec Jego postanowień. Ciężko było swoje "ja wiem lepiej" do kieszeni schować. A za to i telefon od dawno niesłyszanego przyjaciela, i zupa wyszła przepyszna, i mały zasnął, i nowenna pompejańska owocna i była lekka .... cuda i łaski za to tylko, ze zamiast iść do katedry z bólem serca, z pogrzebaniem "ale przecież ja muszę ..." pojechałam do domu. Teściowa była umówiona i mogłam oszukać Roberta, ze zostaję po godzinach- on jechał by jak wariat spod Lublina. Tymczasem zdecydowałam pojechać do domu. I to było miłe Bogu :) Tak jak w dzisiejszym rozważaniu Modlitwy w drodze na wtorek 11.09.2012 r.," by prosić o świadomość, że zaproszenia Jezusa skierowane do ciebie są bardzo dobrze przez Niego przygotowane, niech to dodaje ufności" I to było takie zaproszenie"Agatka, chodź Ja mam na dziś o wiele ciekawszy plan na Nas. Zaufaj mi." Mała rzecz, ale przecież Jezus mówi"sługo dobry i wierny, byłeś wierny w małych rzeczach nad wieloma cię postawię".
Akurat w niedzielę ojciec Adam w kazaniu pt Westchnienia Jezusa mówił o siedzeniu przy Nim, jak ten głuchoniemy z ewangelii, i dał słuchaczom 3 dni na własnie takie trwanie z Jezusem, by później móc odetchnąć- westchnąć z Nim, ze to już za nami, że minęło i można odpocząć. Nie sądziłam, że Jezus będzie chciał takiego trwania przy Nim:)
