niedziela, 26 lutego 2012

"Czyniąc dobro nie można mieć oczekiwań"

Weekend w sumie to trudny do opisania. Bardzo ciepło minął. Szczególnie niedziela. Ale gdzieś w środku wewnętrzny oskarżyciel stara się mi go popsuć minionymi  nieprzyjemnościami. Trudno mi bronić siebie, obracac w żart przytyczki. Reaguję zaraz wyniosłością, nie patrzę  w oczy jak mówię prawdę. Krzywdzę i siebie i innych. Na ten Wielki Post m.in. podjęłam postanowienie pracy nad szacunkiem dla samej siebie. Trudne to zadanie, bo łatwiej powiedzieć co się myśli za plecami, niż na spokojnie, z uśmiechem - by nikogo nie zranić - ale stanowczo, by obronić swoje granice i nie dać się zawłaszczyć. Nie umiem znaleźć środka. Mój języczek lata jak szalony to od 0 to do 100... ale nigdy 50. Jakbym się bała. Właśnie kolejny raz strach. Bo może akurat jak zacznę umieć być po środku, to okaże się, ze znów jakieś ciepełko muszę opuścić?
Nie wiem. Wiem jedno, ze mnie to już męczy. Męczy mnie moja osoba, moje poddaństwo, a w środku złość że nie umiem być asertywna.
A tak naprawdę stoi za tym wszystkim pan zwany egoizmem. Czego jeszcze nie chcę oddać Jezusowi? Gdzie jeszcze panoszy się moja pycha? Gdzie są źródła moich bolączek i tzw. "przykrości" ?
Moja siostra pięknie powiedziała " czyniąc dobro nie można mieć oczekiwań". Otóż to... a ja oczekiwania miałam zawsze: stworzony schemat jak każdy powinien postąpić... scenariusz się sypie a ja popadam w złość na daną personę. Chyba wreszcie jestem wolna od OCZEKIWAŃ. Przestałam oczekiwać od ludzi zachowań czy reakcji na moją pomoc itp zgodnie ze swoim schematem działania. Każdy ma swój ogródek. Nie odpowiadam za kogoś emocje, myśli, kompleksy i uprzedzenia. A tak potrafiłam katować się do niedawna co kto powiedział, pomyślał itd. I to blokowało moje działania.
Mały misz -  masz, ale tak bywa jak człowiek porządkuje swoje wnętrze.

źródło: http://demotywatory.pl/1945056/Egoizm

"Czyniąc dobro nie można mieć oczekiwań"

Weekend w sumie to trudny do opisania. Bardzo ciepło minął. Szczególnie niedziela. Ale gdzieś w środku wewnętrzny oskarżyciel stara się mi go popsuć minionymi  nieprzyjemnościami. Trudno mi bronić siebie, obracac w żart przytyczki. Reaguję zaraz wyniosłością, nie patrzę  w oczy jak mówię prawdę. Krzywdzę i siebie i innych. Na ten Wielki Post m.in. podjęłam postanowienie pracy nad szacunkiem dla samej siebie. Trudne to zadanie, bo łatwiej powiedzieć co się myśli za plecami, niż na spokojnie, z uśmiechem - by nikogo nie zranić - ale stanowczo, by obronić swoje granice i nie dać się zawłaszczyć. Nie umiem znaleźć środka. Mój języczek lata jak szalony to od 0 to do 100... ale nigdy 50. Jakbym się bała. Właśnie kolejny raz strach. Bo może akurat jak zacznę umieć być po środku, to okaże się, ze znów jakieś ciepełko muszę opuścić?
Nie wiem. Wiem jedno, ze mnie to już męczy. Męczy mnie moja osoba, moje poddaństwo, a w środku złość że nie umiem być asertywna.
A tak naprawdę stoi za tym wszystkim pan zwany egoizmem. Czego jeszcze nie chcę oddać Jezusowi? Gdzie jeszcze panoszy się moja pycha? Gdzie są źródła moich bolączek i tzw. "przykrości" ?
Moja siostra pięknie powiedziała " czyniąc dobro nie można mieć oczekiwań". Otóż to... a ja oczekiwania miałam zawsze: stworzony schemat jak każdy powinien postąpić... scenariusz się sypie a ja popadam w złość na daną personę. Chyba wreszcie jestem wolna od OCZEKIWAŃ. Przestałam oczekiwać od ludzi zachowań czy reakcji na moją pomoc itp zgodnie ze swoim schematem działania. Każdy ma swój ogródek. Nie odpowiadam za kogoś emocje, myśli, kompleksy i uprzedzenia. A tak potrafiłam katować się do niedawna co kto powiedział, pomyślał itd. I to blokowało moje działania.
Mały misz -  masz, ale tak bywa jak człowiek porządkuje swoje wnętrze.

źródło: http://demotywatory.pl/1945056/Egoizm

niedziela, 19 lutego 2012

Oto Ja dokonuję rzeczy nowej

"Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! " Mk 2, 1-12

Ten fragment ewangelii bardzo długo mnie nurtował . Nie rozumiałam o co w nim Panu Jezusowi chodzi. Dziś zrozumiałam. Bóg odpuścił mi moje grzechy i mam wreszcie to pojąć i do mnie dziś kieruje słowa, w odpowiedzi na "A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga? "
Bo jeśli uważam, ze Bóg mi nie przebaczył, to czy ja w Niego wierzę? Czy naprawdę Jezus jest moim Panem?
Dziś Jezus chce mnie uzdrawiać!! Bo grzechy mi odpuścił. W I czytaniu mówi: "Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie?" Iz 43, 18 - 19. To mówi do mnie Bóg. Dziś dokonuje nowej rzeczy i koniec ze wspominaniem, koniec tego ciepełka, z którego nie chciałam wyjść. Bóg odpuścił moje grzechy, a teraz chce obdarować mnie swoimi łaskami, uzdrowieniem. Koniec z moim "Ja". Koniec z użalaniem się nad sobą. Wyciągnął nóż z mojego serca i uświadomił mi moją pychę i niewiarę, ze jest Bogiem. Znów mnie uzdrawia z mojej ślepoty, pochylenia, głuchoty. Przychodzi nie łagodnie ale z mocą i siła. Bo jest Bogiem, który mnie kocha. Nadal ciężko mi to pisać, ale podjęłam decyzję. A Bóg wreszcie może działać.


Dziękuję Ci Boże, za ludzi jakich stawiasz na mojej drodze. Szczególnie za Elę . Amen.






"Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie?"


sobota, 18 lutego 2012

bo Ty jesteś ze mną

Na obecny moment nie umiem wyrazić słowami, jak Bóg działa w moim życiu i jak przychodzi by mnie ratować. Gdy w czwartek płakałam, w piątek rano zrobił wszystko bym wróciła do Niego. Wyszłam z domu  smutna, z poczuciem odrzucenia, wiedząc że i tak zapewne na przystanku poczekam  15 min bo w 8 min to ja nie zdążę dojść i jeszcze kupić bilety by pojechać wcześniejszym. Zdążyłam. Będąc w autobusie dopiero dotarło do mnie ze Bóg ma plan :) I miał. Mimo braku pojednania z Bogiem, poszłam na mszę a tam od razu do konfesjonału. Myślenie wyłączyłam. Prosiłam tylko Anioła Stróż i Ducha św o pomoc. Wyspowiadałam się.
Potem coaching, w którym Bóg pokazał mi że mam wziąć odpowiedzialność za swoje życie, bo inaczej nie może On w nie wejść i obdarować mnie tym co mi przeznaczył. Dziś na Sycharze uświadomił mi, że wysłuchuje moje modlitwy, ale ja nie przebaczyłam....sobie! Trzymam nóż z uporem maniaka. Jezus go chce wyciągnąć a ja trzymam i mówię Nie, niemożliwe żebyś mógł wybaczyć Tego się nie wybacza! Dziś miało mnie tam nie być. Zły szalał i mocno zasmucona tam jechałam. Smuciłam się na mszy, że dałam sobie odebrać dar radości. Nie dałam. On jest we mnie. A Jezus dziś zaczął proces uzdrawiania mnie samej. Już się nie boję, czego On może chcieć ode mnie. Ważne, ze jest przy mnie. A cała reszta to tylko na chwilę.
Moje 12 kroków i moje wystąpienie o tym, ze Bóg daje wolną wolę, potem smutek. A dziś Bóg powiedział mi Dosyć tego oskarżania się! Grzeszysz pychą! Obrażasz moje miłosierdzie! Przyjmij moje przebaczenie! I tak powiedziałam Jezusowi Tak. Pięknie osoba prowadząca spotkanie powiedziała o przebaczeniu: to jest decyzja, a gdy nachodzić będą złe myśli, trzeba sobie tą chwile przypomnieć. Bo to co innego niż emocje, które będą. Ale nigdy więcej braku przebaczenia, bo podjęłam decyzję. I wreszcie otworzyłam swój słoik.
Czemu nie umiem chwalić Boga za te cuda? Ale płakać mogłabym by wszyscy słyszeli? Bóg mnie prowadzi. Nawet do spowiedzi tak mnie kocha, a ja gardziłam Jego miłosierdziem. Dziś wierze w to, ze uwolnił mnie, ze zabrał wreszcie to poskarżenie i dał mi wolność. Swoja wolność. Niczego nie muszę się lękać bo On jest ze mną, bo mnie wykupił. Pan moim pasterzem, choćbym szedł przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę bo Ty jesteś ze mną!!!!!
Rozmowa z siostrą dziś rano też wiele mi wyjaśniła i uwolniła od złych emocji. Też wiem, że to sprawka Pana Boga.
Dziękuję mu za to czym mnie już obdarował, i proszę o to w czym jeszcze nie domagam i czego boję się poprawić, bo lękam się opuścić swoje ciepełko. A On mi pokazuje czarno na białym, ze chce bym żyła pełnią życia. tak na 100%.
Wiem, ze nie będzie łatwo. Muszę zaakceptować fakt, że upadam oraz to, że Jezus o tym wie.
Oczywiście Bóg "wysłała Go, aby każdy z was dzięki Jego błogosławieństwu odwrócił się od grzechów"/Dz 4, 26




źródło: http://dwellingintheword.wordpress.com/2011/08/
* * *

Nie proszę o cuda ani wizje, o Panie,

Lecz o sile na co dzień!

Naucz mnie sztuki małych kroków:

Uczyń mnie pomysłowym i wynalazczym,

Abym w codziennej różnorodności i mnogości

W porę dostrzegł moje doświadczenia i poznania,

Które spotykają mnie.

Uczyń mnie bardziej zręcznym we właściwym podziale czasu,

Obdaruj mnie wyczuciem, abym dowiedział się,

Co jest najważniejsze, a co stoi na drugim miejscu.

Pozwól dostrzec mi, ze sny nie prowadza do niczego,

Ani odnośnie przeszłości, ani tez przyszłości.

Pomóż mi czynić jak najlepiej moje następne zadania

Oraz dostrzec teraźniejszość jako najważniejszą rzecz.

Uchroń mnie przed naiwna wiara,

Iż w życiu wszystko musi gładko przebiegać.

Obdarz mnie trzeźwym poznaniem,

Ze trudności, upadki, niepowodzenia i zmiany na gorsze

Są normalnym dodatkiem do życia,

Za pomocą których wzrastamy i dojrzewamy.

Przypomnij mi o tym, ze czasami serce sprzeciwia sie rozumowi.

Przyślij mi w odpowiednim momencie kogoś, kto ma dosyć odwagi,

Powiedzieć mi prawdę.

Chciałbym pozwolić wypowiedzieć się tobie i innym.

Prawdy nie mówi się samemu sobie,

Prawdy dowiadujemy się od innych.

Wiesz, jak bardzo potrzebujemy przyjaźni.

Spraw, abym dorósł do najpiękniejszego, najtrudniejszego,

Najbardziej ryzykownego i najdelikatniejszego przedsięwzięcia w życiu.

Użycz mi potrzebnej wyobraźni,

Abym we właściwej chwili, z udziałem słów lub w milczeniu,

Przesłał paczuszkę dobra pod właściwym adresem.

Uczyń ze mnie człowieka, który

Podobny jest do głęboko zanurzonego statku,

Abym osiągnął także tych będących na dole.

Ustrzeż mnie przed strachem,

Iz mógłbym zaniedbać moje życie.

Nie dawaj mi tego, czego sobie życzę,

Lecz to, czego potrzebuje./A. Saint - Exupery

czwartek, 16 lutego 2012

Friend of mine


A mnie dziś smutno. Zła jestem na samą siebie, że tak bardzo zabiegam o względy ludzi, zamiast z takim samym zapałem zabiegać o względy Boga i męża. Nie umiem jeszcze pytać po co? a ciągle "dlaczego" tak otwieram innym swój ogród, likwiduje swoje granice dla nich a potem mam zal że jest jak jest. Czuję się smutno. I złą jestem na siebie, ze tak bardzo jak na kimś mi zależy tak zabiegam o niego, że zapominam o Bogu, sobie i bliskich, że psuje mi się nastrój i ma to wpływ na rodzinę. Mam żal do siebie że z takim zaangażowaniem walczę o przyjaźń innych, że aż zatracam swoją godność, wolność i na miejscu Boga stawiam takich ludzi. A Bóg mówi "Oderwijcie się od tych ludzi przewrotnych". I wcale Bóg nie mówi o tej drugiej stronie a o mnie, o tym czy aby na pewno moje intencje są czyste a nie wyrachowane i przypadkiem nie nastawione na jakąś dozgonną wdzięczność. By takim zachowaniem kupić sobie czyjąś przyjaźń, by  w razie "awarii" mieć kartę przetargową i móc w momencie złego zachowania tychże przyjaciół użalać się nad sobą, pokazując wszystkim jakąż ja dobrą i oddaną byłam.
Albo by porzucić obarczanie innych swoimi problemami, wymagać od nich by zapełniali moje pustki uczuciowe sobą i byli na moje zawołanie.
Mocno wiąże ze sobą ludzi, emocjonalnie ich pożeram. Ale głodna jestem ludzkiego ciepła. Szkoda, ze szukam go u tych, dla których  jest niczym, a dla tych, dla których jest wszystkim  -ja odrzucam i wionę chłodem.

A to dedykacja dla mnie ode mnie Nie muszę chyba tłumaczyć Kim jest Ten kto nazywa mnie w tej piosence przyjacielem : Archive chyba nie spodziewał się takiego odbioru tej piosenki  No cóż tylko Jezus chce biec ze mną i jemu powinnam oddać wszystko i zaufać Ale trudno mi, bo w pewnych obszarach swojego życia straciłam wiarę ze jeszcze me usta napełni śmiechem a moim wargom każe wołać radośnie (Hb 8,21) Tą pustkę zapełniam zamiast Jezusem, ziemskimi fascynacjami bo potrzeba kontaktu z innymi jest tak silna .... Nie dorosłam w tej dziedzinie do pytania po co a pytam wciąż dlaczego:
- jestem taka naiwna
- tak bardzo innym pozwalam przekraczać swoje granice, że potem smucąc się nie mam nawet jak powiedzieć ze mnie zranili, bo nie zrozumieją
- nie umiem być po środku tylko albo jestem zimna albo gorąca
- wolę stawiać ludzi na tronie swojego życia emocjonalnego i uczuciowego zamiast Boga, a potem zadręczam Go prośbami o pomoc
- tak bardzo szukam potwierdzenia swoich talentów w oczach innych ludzi, zamiast zaufać Bogu
- tak bardzo poniżam swoją wartość, gloryfikując innych w nadziei, ze i oni mi tym samym odpłacą
- zapominam ile jestem warta w oczach Boga i jak cenna dla Niego jestem



Nie zmienia to faktu ze jest mi smutno ;) i pewnie będzie przez jakiś czas ale jestem silna Jego siłą :)

http://www.youtube.com/watch?v=zBG24UKeR9E

tłumaczenie: Przyjacielu zasmucasz mnie
Przyjacielu jest tyle dookoła
Spróbuj się porozumieć
Nie oczekuj
Ponieważ chcę biec z Tobą 
Ponieważ chcę biec z Tobą 
Ponieważ chcę biec z Tobą 
I może wtedy będziemy mogli razem spacerować

Przyjacielu wpadasz w paranoje
Przyjacielu niszczysz swoją duszę
Oni wszyscy się z Ciebie śmieją 
Oni wszyscy Cię odrzucają
I Chcę biec z Tobą 
I Chcę biec z Tobą 
I Chcę biec z Tobą 
I może wtedy będziemy mogli razem spacerować

Ponieważ chcę Cię widzieć bez bólu tym razem
Ponieważ chcę widzieć jak błyszczysz
Oślep mnie, Oślep mnie, Oślep mnie 
Ponieważ chcę biec z Tobą 
Ponieważ chcę biec z Tobą 
Ponieważ chcę biec z Tobą 
Może wtedy będziemy mogli razem spacerować
Razem
Razem
Razem
Razem

Przychodzę żeby Cię wywlec
Wylec Cię z tego
I możemy spacerować razem
I możemy spacerować razem
I możemy spacerować razem
I możemy spacerować razem
Razem
Razem


AMEN :)  nadal mi smutno i czuję się oszukana 

niedziela, 12 lutego 2012

Ostatni bastion

Kto ogląda ł- wie o czym piszę. Kto nie - mam nadzieję ze sięgnie po ten film.
Generała, który jest legendą, uczą o nim w szkołach wojskowych, stawiają za wzór - trafia do wojskowego więzienia. Jedyne co chce, to odsiedzieć swoje i wrócić do córki i wnuka. Ale jak to bywa, zawsze trafi się ten zły. I tu takim czarnym bohaterem jest płk. Winter, który to w osadzonych byłych żołnierzach widzi samo zło. Chce uchodzić za porządnego żołnierza, dobrze pełniącego swą służbę. Generał E. Irwin wg. jego opinii jest pyszałkiem, który nawet w więżeniu musi zaspokoić swoje ego poprzez m.in. salutowanie. Płk Winter tak naprawdę jest zepsutym, pysznym człowiekiem, karierowiczem. Idącym po trupach do celu. Jego świętością jest jego zbiór pocisków i broni zdaje się z  wojny secesyjnej. Gen. Irwing pięknie to speunotwał. ze tylko człowiek, który nigdy nie wąchał prochu, może hołubić takie żelastwo. Dla żołnierza jet to tylko kawał żelastwa, które niesie śmierć. I o tego momentu płk Winter zaczął czuć zawiść do generała Eugene`a.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, ze pułkownik czuł nienawiść do wszystkich. Chyba też i nawet do samego siebie.
Jak wspomniałam więźniów traktował jak śmieci. W ramach utrzymania karności strzelano do nich gumowymi kulkami. Zdarzyły się 3 ofiary śmiertelne. Jednak generała to nie interesowało.Chciał on odsiedzieć swoje i wyjść. Wkrótce, po śmierci jednego z więźniów, którego mogłabym nawet rzec - pokochał jak syna - uznał, że tak być nie może.
Film kończy się tym, że zły Winter traci posadę, wolność i swoje cenne zbiory, generał wreszcie jest wolny, a więźniowie odzyskują godność.
Nic specjalnego, prawda? A mnie już  w środku emocje i ogień rozpiera, by oddać to co czuję i co ten film ze sobą niesie. Czasem żałuję, ze nie mam we mnie żołnierskiego drylu. Jest tam kilka pięknych scen, które pokazują, ze nawet gdy jesteś hardy, to rozkaz jest rozkazem. Ale przyjmujesz go z ust człowieka, któremu ufasz a nie sługusa i karierowicza.
Film jest dla mnie obrazem typowo chrześcijańskim. Jasno pokazuje, jaka jest granica dobra i zła oraz to, gdzie jest nasza godność i co  w życiu żołnierza jest najważniejsze. A ja jestem żołnierzem pod flagą Jezusa Chrystusa.
Generał Eugene przeprowadza rozmowę z chłopakiem, który jest zagubiony, żyje w cieniu ojca. Który dużo myśli ale tak naprawdę nikt w niego nie ufa i nie pokłada nadziei. Generał odkrył jego postęp i powiedział, ze on chce zobaczyć w nim dobro, podczas gdy pułkownik widzi w nim tylko zło i chce je wykorzystać.
 To sprawia, ze chłopak dostaje skrzydeł i z odwagą staje przed pułkownikiem oznajmiając mu, kto ukradł flagę.
Generał Irwin powiedział więźniom, ze wszystko  mogą w nich zabić, ale nie to, ze są żołnierzami.
Rozpoczęli wojnę ze złem. Wygrali, bo wiedzieli kim są, jaka jest ich godność i pod czyją flagą walczą.
Gdy ginie  chłopak, do którego generał się bardzo przywiązał, Yates - właśnie ten zbuntowany, szukający miejsca - pyta z oburzeniem na co komu była jego śmierć. Potem już wie na co. Bo każdy ma swój bastion, którego musi bronić, nawet kosztem własnego życia, by inni mogli mieć odwagę bronić siebie.
Dlatego żałuję, że nie jestem żołnierzem, bo łatwiej byłoby m9i godzić się  z wolą Bożą. Tak jak setnik z ewangelii, który nie czuł się godnym by Jezus poszedł do jego domu, by uzdrowić sługę. On wiedział, ze wystarczy słowo, a wszystko będzie wykonane.
Przepiękny obraz o godności człowieka i o tym, że tak naprawdę mogą zabić nas nawet na śmierć - mówiąc pół żartem pół serio - ale nigdy nie zabiją naszej wiary, godności i przynależności do Chrystusa. Generał wie, ze cierpieniem jest nieodzownym elementem życia żołnierskiego. Wie czym jest honor i wie, że nie wolno opuszczać swoich w chwilach najbardziej dramatycznych.
Niesamowita kreacja Roberta Redforda mocno zapada w pamięć. Z każdym razem oglądam ten film z zapartym tchem i chłonąc mądrość, która płynie z wypowiadanych tekstów bohaterów.

Film ten także odsłania prawdę o mnie. Pokazuje jak bardzo chce uciekać od odpowiedzialności czy służeniu innym. O jak bardzo często jestem pułkownikiem Winterem z jego szklaną gablotą, gdzie codziennie pielęgnuje swoje eksponaty, by dzięki nim podnieść swoją wartość jako człowieka. By udawać że jestem kimś innym, lepszym.

 Polecam.

źródło: http://www.haszkod.pl/filmy,ostatni_bastion_the_last_castle_dvdrip_2001_lektor_pl,ygoow,22346.html

sobota, 4 lutego 2012

Czym rózni się dziecko urodzone od dziecka nienarodzonego


Żałujemy Madzi, która miała 6 miesięcy.. a mnie w takich chwilach nachodzi refleksja: ta matka jest potworem (wg. opinii publicznej) bo zabiła własne dziecko - chcący czy nie chcący - komentarze różne najczęściej "zabić, ukamienować" A co z milionami dzieci codziennie zabijanymi w brzuchach ich matek - w imię wolności wyboru i innych tego typu tez? 

Madzia przeszła swoje ale mogła się urodzić i prawo ja chroni. Jej matkę osądzi sąd. A tamte kobiety? Zabijają w imię prawa i wolności. I nie są potworami.

A może mała Madzia to odpowiedź na wypowiedź Czubaszek? Która dumna jest że usunęła dwoje dzieci? I ona jest bohaterką a mama Madzi potworem? Może to głos maluchów, które nie mogą się bronić bo ich nie widać?



czwartek, 2 lutego 2012

Zatrzymaj się w ciszy przed Panem i Jemu zaufaj/Ps 37,7

Przede wszytkom Bogu dziękuje, że byłam dziś na mszy. Buzia sama mi się uśmiechała. Szczególnie, gdy trzymałam gromnicę. Jakaś nadzieja ogromna mnie rozpierała.
A codzienne słowo Boże? Zaległości z dwóch dni nadrabiałam. Zauważyłam, ze bardziej przemawia Bóg do mnie Starym Testamentem i Psalmami. Ten dzisiejszy  to odpowiedź na moje modlitwy, a raczej na moją rozmowę  z Jezusem o tym co mnie obarcza, co obciąża czego się boję.
A Pan mówi: 
" Przestań się gniewać i porzuć oburzenie
nie pałaj zawiścią, byś źle nie postąpił"

To teraz już wiem, ze Bóg się tym zajmie, o ile pozwolę mu na to. Bo Jezus zostawia wolność, pyta "Co chcesz bym ci uczynił", choć widzi żem ślepa, głucha, stara duchowo i uparta. A On pyta. A ja odpowiadam, czasem boli porzucenie pewnych nawyków ale wiem, że to musi boleć. Ciężko jest ustąpić samej sobie, pokonać starą siebie.
Ale Bóg mówi:

 "Oto posyłam anioła przed tobą, aby strzegł cię w drodze i doprowadził do miejsca, które przygotowałem dla ciebie" (Wj 23,20).

 Tak więc mimo, ze oddając swój niepokój związany z moją obecną sytuacją i uzyskując dla mnie w tym momencie trudną do wcielenia w życie pomoc Bożą, to Bóg mi pokazuje, ze On daje łaski i dam radę bo On chce bym doszła tam, gdzie On przygotował dla mnie miejsce.

Na pocieszenie dodał:

"poprzedzać cię będzie groza, którą wzbudzę; ześlę przerażenie na każdy lud, przeciwko któremu wyruszysz. Sprawię, że wszyscy twoi wrogowie będą uciekać przed tobą" ( Wj 23,27)

Dla tej obietnicy od jutra zaczynam trudną pracę nad sobą.

A miało być o Trydencie :D ale nic straconego. Może dojdzie więcej przemyśleń :)

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...