Blog z onetu



W licpowy chłodny poniedziałek(edytuj)

poniedziałek, 19 lipca 2010 10:09

Dziś chłodniej ...jak przyjemnie :) Z Ignackiem byłam u kontroli i dzieciaczek zdrów. Tak się cieszę. Wierzę, ze to modlitwa znajomych i przyjaciół pomogła. 
Tak sobie dziś czytając rozważania na dziś popadłam w jakiś strach że tracę Jezusa, ze z rąk mu uciekam, bo ani na rekolekcje ignacjańskie ani dla rodzin... A potem doszło do mnie, że łatwo jechać na rekolekcje na 8 dni i zamknąć się w ciszy i tam kochać Boga -trudniej teraz gdy jest Mały, gdzie trzeba cierpliwości, odwagi do miłości (miłość każdemu dana, u mnie jednak ów kanał zapchany strachem, ze jak okażę miłość to inni zaraz odkryją moje słabości i je wykorzystają) Jaki wniosek?? Te dwa lata - planuję za rok w czerwcu jechać na IV tydzień o ile Pan Bóg nie zechce inaczej ;) to podsumowanie tych 3 tygodni jakie przeszłam, a przede wszystkim ostatniego tygodnia...moja wielka sobota trwa...wciąż Jezus wyciąga mnie z grobu, przywraca do życia I wciąż za każdym razem pokazuje, ze mam Mu ufać bo On naprawdę jest tuż obok.

PODZIEL SIĘ
OCEŃ
0
0

a lato jest upalne tego roku(edytuj)

sobota, 17 lipca 2010 12:47
Płynę, topię się, rozpływam...itp synonimy na mój stan. Wypijam hektolitry wody i kawy Inki ale nie narzekam. o nie! Na myśl zbliżających się słot, mrozów, wieczorów ciemnych i mrocznych od razu mi się chłodniej robi i radość w serce wstępuje ze to dopiero lipiec. Choć z drugiej strony w obecnej sytuacji dla mnie mimo iż zimy nie cierpię w tym roku będzie miała bardziej pozytywny wydźwięk a to przez Ignacka, który już w grudniu będzie miał 8 miesięcy. To teraz pozostaje mi tylko dotrwać. Jak na razie ma już 3 miesiące. Piszę "już" bo niedawno zastanawiałam się kiedy ten czas nastanie. Było ciężko: uczulenie na witaminę K, uczulenie na białko...od maja do połowy czerwca płacz, ból brzuszka wysypka...było okropnie. Ja siedziałam i wyłam i miałam ochotę albo się zabić albo wyjść i nie wrócić.
Poza tym wykańczały mnie sny pt Ignac umarł... do tego Martynka i mama miały podobne no nic tylko się pociąć. 
Ostatnio odetchnęłam bo śniło mi się, ze to ja umarłam. Zresztą odkąd Ignacek dostał antybiotyk sny się skończyły.
A co do mojej śmierci - było okropnie. Dużo ludzi, ale nikogo ze swoich,. Najsmutniejsze było jak zdałam sobie sprawę ze dzwoni telefon a ja nie mogę go odebrać i pogadać. Że już więcej jego głosu nie usłyszę, ze się nie pożegnaliśmy. A druga rzecz mnie zasmucająca to to, ze już nie przytulę się do Ignasia i Martynki. Weszłam jeszcze na net
(mieli taki komp  z informacjami kto własnie umarł -ileż ludzi było z całego świata!)by sprawdzić kto umarł ale nikt z mi bliskichi tak sobie odeszłam do jakiegoś białego miejsca w którym byłam SAMA i SAMOTNA.

PODZIEL SIĘ
OCEŃ
0
0

:):)(edytuj)

piątek, 16 lipca 2010 15:11
No i stary blog z onetu przeniesiony!! ale się cieszę ze nic co pisałam nie przepadnie:)
PODZIEL SIĘ
OCEŃ
0
0

Maj 2009(edytuj)

piątek, 16 lipca 2010 15:08
09 maja 2009
Dziś szukałam sobie o swoich imionach a więc Agata Iwona Magdalena:)

I jak czytam to każde imie to mój charakter :) Taka jestem .. czy ja wierze w to ze imię kształtuje charakter? Nie:) tylko mój charakter nie mógłby mieć innych imion :) Moje patronki zresztą zadbały o to by mój charakter oddawał sens moich imion:) Wszak w ST imię było wazne:) Mówić do kogoś po imieniu to coś więcej było:)

no to zaczynam

Agata to dobra..ale nie lągodna i opiekuńcza!! No i już się cieszę:) Bo moje smutki ze jestem małopiekuńcza zniknęły..nie znaczy taką mnie Boze stworzyłeś, taką mnie masz, albo imię mam takie to taka mam być, tylko hmm wiem , ze to normalmne, co nie znaczy ze tego nie zmieniam :)

Moje imiona :) Czyli cała prawda o mnie:)

Agata po grecku znaczy "dobra", choć nie jest łagodna i opiekuńcza. Optymistycznie patrzy na świat. Kocha ruch. Nie cierpi nudy. Jest bardzo uzdolniona artystycznie, że szczególnymi skłonnościami do rozwijania talentu literackiego. Na każdym kroku ujawnia swój twórczy umysł, jest skłonna do dyplomacji. Ma wspaniałe poczucie humoru, co ułatwia jej stosowne wychodzenie z sytuacji życiowych. nic dodać nic ujać:D

Iwona
 - jest odporna i nie załamuje się byle niepowodzeniem. Łatwo przystosowuje się do nowych warunków. Lubi być blisko natury. Osoby o tym imieniu maja niełatwy charakter, są materialistkami, lubią pieniądze i zaszczyty. Są bardzo subiektywne i niesłychanie przekorne. Cechuje je wyjątkowa aktywność. Cechuje właśnie cehcował... ale po to Bóg dał nam rozum i mądrych ludzi by niwelować egoistyczne zachowania :) materializm gdzieś da znać o sobie..ale pwoiem ze to też genetycznie pzrekazany

Magdalena- Magdaleny są wrażliwe i wyczulone na subtelne sygnały, których większość ludzi po prostu nie dostrzega. Jednocześnie jednak nie ulegają złudzeniom, mają dar jasnego widzenia rzeczywistości oraz - rzadko idzie to w parze - niewątpliwy życiowy spryt. Kobiety o tym imieniu dążą do tego, żeby poznać życie w całej pełni; pociągają je zarówno rzeczy idealne, jak poezja, sztuka i filozofia, jak i sprawy "świata tego" - rywalizacja, pieniądze i seks. Oddają się jednemu i drugiemu, nie dzieląc swojego życia na osobne szufladki. Uroda Magdalen polega głównie na witalności. Zdarza się, ze silnie działają na mężczyzn, choć wcale nie są pięknościami z okładki. Małżeństwo i dom raczej nie są dla Magdalen celem samym w sobie. Ich celem jest życie na wysokich obrotach. Uwaga, panowie! Tym kobietom trzeba umieć sprostać!

Ogólnie rzecz biorąc lepszych imiom mama z tatem dac nie mogli a i ja dobrałam idealne na Bierzmowanie:)
A przeczytwaszy życiorysy moich świętych patronek - ich imiona dokładnie były odbiciem ich charakteru:)
Ucieszyłam się takze że znalazłam siostre Iwonę od Miłości z Malestrait!! Moze będzie swięta? Jakby nie było dla mnie jest :) I to są moje wzory własnie by niwelować te egoistyczne cechy, postawy i róznego rodzaju przywiązania:)
aQada (09:40)
pustka i cisza 
dziś byłam u x. S. i pogadaliśmy o duszach czyścowych uświadomił mi ze codziennie można uzyskac odpust zupełny


jest pięc warunków:


1. Spowiedź święta
2. Komunia św.
3. Wierze w Boga Ojca i Ojcze nasz w intencjach papieża
4. Wolnośc od przywiązania do grzechu
5. Czynność(i tutaj jest albo obecnośc w kościele - są takie święta ze obecność w świątyni wystarcza , albo odwiedzenie cmentarza w czasie listopadowym 1-8, lub też: różaniec, koronka odmówiona wspólnie z radiem np lub z drugą osobą a jak nie ma takiej możliwości to półgodzinne czytanie Pisma św albo półgodzinna adoracja Pana Jezusa nawet w tabernakulum)

Poza tym jak mijasz Krzyż mozesz wzbudzić intencję sobie ze: Panie Jezu za tych wszystkich co Twego Krzyża nie szanowali, albo wejście do Koscioła na chwilę za tych co go za życia omijali i krótka modlitwa, każdy znak krzyza jak jest tylko intencja za tych co tego za życia nie robili to juz jest też odpust cząstkowy a jak się żegnamy wodą święconą to trzeba też intencję że za dusze w czyścu cierpiące tak samo jak całujemy Krzyż to też starczyn wzbudzić intencję za tych co go nie szanowali...

poza tym jeśli w 4. warunku jest jakieś przywiązanie do nałogu to będzie to odpust cząstkowy ale będzie!

Odpusty można ofiarowac Maryi za dusze w czyśćcu cierpiące bo Ona wie jak nimi dysponować acha i ważne: za siebie też można ofiarowac jak jakieś ważne wydarzenie np rekolekjce i spowiedź generalna, albo odpust w Kościele od czasu do czasu trzeba za siebie

aQada (09:16)
pustka i cisza 

06 maja 2009
Weekend majowy minął a ja powoli dochodzę do siebie.. takie tempo zwiedzania.. wrocław, Praga, Karpacz plus Śnieżka, potem zjazd kolejką - niedoopisania jak można się bać... 
powrót do domu... w sumie tylko w niedzielę spaliśmy do 8:00 
tzn ja 6:30, ale ze drzwi od bursy były zamknięte więc nici ze mszy i poszlam spac dalej 
Praga jest hmmm fajna.. łatwa komunikacja, to nie to co Paryz. jendak nie dla mnie molochy. Praga spokojna mimo wilości turystów, to w metrze spokój źle nie było. 
Teraz mamy w planach ZOO w Pradze. Zobaczymy.
Ogólnie ejstem bardzo zmęczona tym wyjazdem. Dobrze że Martynka była u mojej mamy
nie dałaby rady w takim tempie i tak wcześnie wstawać.
W Muzeum Miniatur w Kowarach oglądnęliśmy dolnośląskie zlotu ptaka  hehe 
mam nadzieje ze przyjdzie mi tam jeszcze się wybrac. Piękny region polski. Tylko u nas tak wszystko wypromowane. Podziwiam tych co ten Park Miniatur założyli i wciąż dokładają nowe miniaturowe budowle. 
Szkoda ze nie ma takich muzeów na całym terenie Poslki, a w każdym regionie pokazującym budowle. po parku chodzi się  zpzrewodnikiem za jedyne 13 zł. 
Coś pięknego...historia kazdego budynku. Dzięki tejze wizyci pojechaliśmy do Kszeszowa by zobaczyc Bazylikę. Cóż Paryż, Kraków i inne znane mi bazyliki to pikuś przy tej Bazylice. Arcydzieło sztuki Kszeszów taka sobie miescinka bardzo przytulna i z oddali widac diwe piękne wieze. Wchodzac na plac bazyliki widzimy tylko fasadę... TYLKo.. sama ona jakie wrażenie robi!! Wchodząc do środka czlowieka zamurowuje...
Polecam Dolny Śląsk. 
Moze sama zajmę się Lubelszczyzną? Odkrywac jej zamki, historie.. to tak samo ciekawy region .. co prawda dolnyślaśk pzrez wiele wieków najpierw był czeski, potem Pruski... ale kazdy nasz region jest piękny.. tak jak i nasza tradycyjna kuchnia... 
w sumie mam gdzieś wojaze za granice.. w Polsce jest dopiero co zwiedzać...
Polska jest piękna
Jasne swój wkład mieli też zaborcy w to jej piękno, ale też mieli wkłąd w jej zniszczenie intelektualne...
Moze dobrze że u nas takiej komercji nie ma?? 
Sama nie wiem... ale od teraz polecam Dolny Śląsk szlakiem tamtejszych zamków kórych jeśli idzie o odległości jest więcej niż Zamków na Loarą :)
aQada (11:04)

PODZIEL SIĘ
OCEŃ
0
0

Kwiecień 2009(edytuj)

piątek, 16 lipca 2010 15:07
18 kwietnia 2009
Zastanawiałam się czy pisac o tym, o moich walkach duchowych...cóż ktoś się ubawi, ktoś w głowe popuka ale moze komuś pomoże?? "Dać świadectwo prawdzie" i chyba zbędne komentarze dalsze.. znów wczoraj dopadło mnie to samo jak dejavu .. ale to nie było to... to się znó działo naprawdę. Coś czułam ze musi się coś stać niedobrego - nie mogłam spać, lęki jakieś nocne... no i wczoraj się wyjaśniło. I zapadła ciemność uznałam że nie dam rady, że to ponad moje siły ( a chodziło o moje dziecko i jego problemy duchowe) 
że po co ona mi to opowiada... byłam załamana, nie umiałam jej pomóc. Zaczęłam się zamykać  wsobie, bo pzrecież ja jej nie pomogę.. guzik prawda. Własnie jej pomogę jak?? Przebaczajac, przytuklając, pokazując gdzie jest własciwa droga. To w srodku we mnie ta ciemnosc to coś okropnego ... złapałam różaniec. Odmówiłyśmy. Ona zasnęła  wpokoju, a moje serce się uspokoiło. Poczułam wielką ulgę.. Nie ma żadnej rzeczy, której byśmy nie pokonali jeśli ofiarujemy ja Jemu. Nie ma..tylko dlaczego ja o tym tak często zapominam?? 
Potem pzreczytałam smsa od O. Jóżefa, kapucyna (nie wiem w jakiej części Polski jest ...kiedyś mój mąż dostał od neigo smsa.. myślalam ze to nasz Ojciec Józef.. napisałam wówczas podając owemu tajemniczmeu Ojcu swój numer telefonu. teraz i do mnie podsyła smsy. skad miał numer mojego męża? nie mam pojęcia... pewnie kapucyni mieli znowu jakąś akcję wysyłania smsa do kogo popadnie  :D i się udało ze trafili na nas. ) I czytam zaległego smsa.. coś mnie odciagało by nie czytać a tam co ?? przypomnienie ze ejst niedziela Miłosierdzia Bozego... no tak czarny szaleje i się wścieka bo dobrze wie co to za dzień i jakie daje łaski ...
dziuś rano wstałam pogodna pełna spokoju i radości... jeszcze chyba anioł stróż sprowadzil smsa od znajomej siostry, która dziś w Częstochowie... 
Nie ma niczego z czym nie damy sobie rady, jeśli ofiarujemy to panu 
"nie boję się gdy ciemno jest ojciec za ręke prowadzi mnie"  teraz to rozumiem bardzo dobrze...
pozostaje mi jeszcze jeden cytat od św Pawła do rozgryzienia ..niby rozumiałam już ale po wczorajsyzm artykule o przyjaźni(jednym z wileu) w Glosie Karmelu coś owo hasło "moc w słabosci się doskonali" nijak nie moze dopasować się do mnie, a juz vbyło dobrze...

piszac to miałam watpliwości czy robię dobrze... ale robię dobrze :) nie można takich wieści trzymać dla siebie :)




aQada (10:53)
pustka i cisza 

14 kwietnia 2009


Czysta krew
Dzień ma się ku schyłkowi i zmęczony jedziesz do domu. Włączasz radio. Słyszysz krótki komunikat o tym, że w małej indyjskiej wiosce kilku wieśniaków niespodziewanie zmarło na grypę. Nie jest to influenza, ale trzech lub czterech zmarło ... interesujące. Wysyłają tam lekarzy, aby zbadali cala sprawę. Ten wirus grypy nie jest znany. Nie zastanawiasz się jednak nad tym.

Niedziela. W drodze z kościoła, znowu słyszysz o tym samym, ale tym razem mowa jest nie o trzech lub czterech wieśniakach, ale trzydziestu tysiącach mieszkańców gór w tej samej części Indii. Wieczorem jest o tym w telewizji. CNN pokazuje krótką migawkę. Specjaliści z Ośrodka Kontroli Zachorowań z Atlantydy, udają się do Indii ... takiej epidemii nigdy jeszcze nie zanotowano.

Do poniedziałku rana - jest to już wiodąca wiadomość. To już nie tylko Indie, ale Pakistan, Afganistan i Iran. Czytasz o tym wszędzie, zostało to nazwane "Tajemnicza grypa." Prezydent to krotko skomentował, że on i wszyscy inni modlą się mając nadzieje, iż wszystko skończy się dobrze. Jednak wszyscy już się zastanawiają: Jak my to przetrzymamy?

Wtedy Prezydent Francji podejmuje krok, który szokuje Europę. Zamyka on granice swego kraju. Loty z Indii, Pakistanu, Indii, wszystkich tych krajów, gdzie zanotowano chorobę są odwołane.

Tej samej nocy, przed pójściem do łóżka zdecydowałeś jeszcze obejrzeć troszeczkę CNN. Twoja szczęka opada, kiedy płacząca kobieta której słowa są tłumaczone z francuskiego na angielski mówi: Mamy człowieka leżącego w paryskim szpitalu i umierającego na "tajemniczą grypę". To już przyszło do Europy.

Wybucha panika. Już wiedza, że kiedy to dostaniesz, możesz nosić w sobie przez tydzień, zanim wystąpią jakiekolwiek objawy. Następnie masz cztery dni niewiarygodnych objawów.
I potem ... umierasz.

Wielka Brytania zamyka swoje granice, ale za późno. South Hampton, Liverpool, North Hampton ...

Jest wtorek rano, kiedy Prezydent Stanów Zjednoczonych ogłasza: Ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa narodowego, wszystkie loty do i z Europy i Azji są odwołane. Jeżeli twoi bliscy są za granica, jest mi przykro. Nie mogą powrócić tak długo, dotąd nie znajdziemy lekarstwa na tę chorobę.

W ciągu czterech dni cały naród jest pogrążony w niewiarygodnym lęku. Ludzie sprzedają małe maski ochronne na twarz. Ludzie rozmawiają o tym, co się stanie jak to przyjdzie do tego kraju. A kaznodzieje mówią, że to kara od Boga.

Jest środa wieczór. Jesteś w kościele na spotkaniu modlitewnym, kiedy ktoś wbiega z parkingu i woła: Włączcie radio! Włączcie radio! Kiedy kościół słucha małego radia na baterie z przystawionym do niego głośnikiem, najnowszy komunikat: Dwie kobiety leżą w szpitalu w Long Island, i umierają na "tajemniczą grypę".

Wydaje się, iż w ciągu kilku godzin ta rzecz rozprzestrzeniła się po całym kraju Ludzie pracują dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby znaleźć antidotum. Nic jednak nie działa. Kalifornia, Oregon, Arizona, Floryda i Massachusetts ... To tak jakby to uderzało z każdej strony.

Niespodziewanie podano wiadomość: Kod został rozszyfrowany! Ratunek może być znaleziony! Można zrobić szczepionkę! Potrzeba tylko krwi kogoś, kto nie został zakażony.

Na całym Środkowym Wschodzie, poprzez wszystkie kanały jest podawany komunikat specjalny, gdzie każdy jest proszony, aby uczynił jedną prosta rzecz: Pojechał do szpitala w centrum i oddał swoją krew do badania. To wszystko o co prosimy. Kiedy usłyszycie syreny zjedzcie na bok, spieszcie się, ale równocześnie zachowajcie ostrożność.

Z cala pewnością kiedy ty i twoja rodzina dociera tam jest już późny wieczór - piątek, a kolejka jest długa. Maja tam pielęgniarki i lekarzy nakłuwających palce, pobierających krew i nalepiających naklejki na próbówki. Twoja żona i dzieci też tam są. Biorą wasza krew do zbadania i mówią: Czekajcie na parkingu. I kiedy wasze nazwiska będą wywołane, możecie czuć się zwolnieni i pojechać do domu.

Stoisz przestraszony wraz ze wszystkimi swoimi sąsiadami, zastanawiając się co jest grane, i czy to jest już koniec świata.

Nagle młody człowiek nadbiega z budynku szpitala krzycząc. Wywołuje on imię i nazwisko i powiewa tabliczką. Co?! Wykrzykuje ponownie! A twój syn ciągnie za twoja kurtkę i mówi: Tatusiu, to ja!

Zanim się zorientowałeś zabrali twojego chłopca!

- Chwileczkę, zaczekajcie!

Ale oni mówią: Wszystko w porządku. Jego krew jest wolna od zakażenia. Jego krew jest czysta. Musimy się upewnić, że on nie ma choroby. Myślimy, że on ma ten poszukiwany typ.

Pięć napiętych minut. Wychodzą lekarze i pielęgniarki, płaczą i obejmują się wzajemnie. Niektórzy się śmieją. To pierwszy raz kiedy widzisz kogoś śmiejącego się od wielu dni. Jakiś starszy lekarz podchodzi do ciebie i mówi: Dziękuje panu. Krew pańskiego syna jest idealna. Jego krew jest wolna od zakażenia. Jego krew jest czysta. Teraz możemy wyprodukować szczepionkę.

Słowo szybko rozprzestrzenia się po parkingu pełnym ludzi, jedni wykrzykują radośnie, inni modlą się, a jeszcze inni śmieją się i płaczą.

I wtedy siwowłosy lekarz odciąga ciebie i twoją żona na bok i mówi: Czy można prosić państwa na moment? Nie wiedzieliśmy, że dawca będzie dzieckiem i potrzebujemy ... potrzebujemy państwa podpisu na druczku wyrażającym zgodę.

Zacząłeś już podpisywać, gdy zauważasz, że rubryka z liczbą mililitrów krwi, która ma być pobrana jest pusta.

- I-i-i-ile mililitrów?

I właśnie wtedy uśmiech na twarzy doktora gaśnie i mówi: Nie mieliśmy pojęcia, że dawca będzie dzieckiem. Nie byliśmy przygotowani. MY POTRZEBUJEMY WSZYSTKO!

- Ale - ale ...

Pan nie rozumie. My mówimy tu o końcu świata. Proszę podpisać. My, my potrzebujmy wszystką krew - my potrzebujemy wszystko!

- Czy nie możecie dać mu transfuzji?

Jeżeli mielibyśmy nie zakażoną krew - moglibyśmy. Czy może pan podpisać?

W głuchej ciszy podpisujesz. Potem oni proponują: Czy chciałbyś spędzić z nim chwilę zanim rozpoczniemy?

Czy możesz wrócić? Czy możesz wrócić do pokoju, gdzie on siedzi na stole i pyta: Tatusiu? Mamusiu? Co się dzieje? Czy możesz wziąć jego rękę i powiedzieć: Synku, twoja mama i ja kochamy cię, i nigdy nie pozwolilibyśmy, aby ci się coś przydarzyło, jeżeli tak właśnie nie musiało by się stać. Czy to rozumiesz?

I kiedy starszy doktor przychodzi z powrotem i mówi: Jest mi przykro. Musimy już zacząć. Ludzie dookoła świata umierają.

Czy możesz wyjść? Czy możesz wyjść kiedy on mówi: Tato, Mamo, dlaczego mnie opuszczacie?

A następnego tygodnia, kiedy oni mają ceremonie upamiętniająca twojego syna, i niektórzy przysypiają, inni nawet nie przyszli, bo pojechali nad jezioro, a niektórzy przyszli z udawanym uśmiechem i udają że ich to obchodzi ...

Czy wtedy nie chciałbyś się zerwać i zawołać: MÓJ SYN UMARŁ! CZY CIEBIE TO NIE INTERESUJE?

A czyż nie tak mówi Bóg: MÓJ SYN UMARŁ! CZYŻ NIE WIESZ JAK BARDZO SIĘ O CIEBIE TROSZCZĘ?

Ojcze, patrząc na to Twoimi oczami, nasze serca są złamane. Może wreszcie zaczniemy rozumieć jak wielka miłością nas darzysz?

Autor anonimowy

aQada (11:46)
pustka i cisza 

10 kwietnia 2009
  
Wielkanoc to czas otuchy i nadziei.
Czas odradzania się wiary w siłę Chrystusa
i drugiego człowieka.
Życzę, aby Święta Wielkanocne
przyniosły radość oraz wzajemną życzliwość.
By stały się źródłem wzmacniania ducha.
Niech Zmartwychwstanie które niesie odrodzenie
napełni Was pokojem i wiarą,
niech da siłę w pokonywaniu trudności
i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość...

życzy AGATA

http://www.youtube.com/watch?v=hhtlgQ_5MEE
aQada (15:40)

 Listopad 2009
piątek, 16 lipca 2010 15:10
09 listopada 2009
Kalendarz - bluźnierstwo


* * *

Pamiętaj, że w interesach i stosunkach rodzinnych najważniejszą rzeczą jest zaufanie.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'

* * *





http://www.gugazine.com/2009/10/transsexual-virgins-calendar/

Kalendarz homoseksualistów hiszpańskich na rok 2010... gdzie motywem pzrewodnim jest Maryja... Szatan am swoje sposoby coby zbluźnić Ją.. skoro na egzorcyzmach nie może jej "dokopać" to się posłuży "narzędziami".. sama nie wiem co mam myśleć.. jestem zniesmaczona?? Zszokowana?? Zasmucona?

Na pewno to mobilizacja dla mnie do I sobót miesiąca, poza tym dzięki temu już wiem czym jest różaniec- dotarło to do mnie mocno i dobitnie. I Kim jest Maryja... skoro szatan w ten sposób działa... Teraz tylko czekać znów głosów homoseksualistów jacy są prześladowani, bo pewnie coś się zacznie...A może nie? A może my chrześcijanie już jesteśmy zaszczuci i zachowujemy się jak apostołowie przed zesłaniem Ducha św?? Zamknięci, zlęknieni???

A przecież On śmierć pokonał.. Ale to jak czytałam w Liście spostrzeżenia jednej z autorek artykułu... gdy była procesja Bożego Ciała w Krakowie, brytyjscy turyści zaczęli komentować to wydarzenie w sposób niegrzeczny i obraźliwy... i jak ona się poczuła?? Że nie są jednością na owej procesji, ze każdy jest sam... I poczuła ze oni mają rację . Nie było siły i jedności

Znów trzeba Ducha by odnowił nasze serca i pozbawił nas lęku.. to co że nazwą nas moherowymi beretami?? To co ze będą wyśmiewać... Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości...

Sama pisząc tutaj często zastanawiam się czy zachowuje się poprawnie politycznie, czy nie za dużo o Nim piszę... czy nie obrażam innych?? Czy jestem tolerancyjna??

Ja socjolog popadłam we własne sidła...

I sama jestem zalękniona i chowam się jak I chrześcijanie, chowając się za pseudo tolerancją...

A co gdy mnie znieważają, a co gdy na świecie rocznie ginie 170 tyś chrześcijan????

http://kapucyni.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1555:wiat-milczy-ty-dziaaj&catid=148:z-iycia-kopciosa&Itemid=866#

To nie są bajki... to jest rzeczywistość.. Dlaczego mówi się ze uciskani są wszyscy, poza nami ??

A czy ja nie czuję zewnętrznej presji, ze wiara to zacofanie i zabobon ???

Tu wystawa jaka pastor z jednego zborów warszawskich zorganizował:

http://www.zagorna10.waw.pl/



Dzisiejsza medytacja była o Marii i Marcie.. o dwóch skrajnych postawach... czyli słucham co Bóg do mnie mówi i nic z tym nie robię, a druga tak działam i się angażuję ale nie słucham co do mnie mówi... Jak powiedziane Maria obrała lepszą cząstkę.. bo najpierw słuchała.. ale jak zaznaczam to tylko cząstka.. bo całość to jest wówczas gdy słucham a potem umocniona idę posługiwać. Nie ważne czy działam w wielkich akcjach czy tylko prowadzę dom... ważne ze najpierw słucham czego On ode mnie oczekuje.

Nie wiem co on dla mnie przygotował, wiem że jak na razie to pozostaje mi modlitwa różańcowa i I soboty.... wg siebie nie nadaję się na szaleńca Bożego, ale jak to wiadomo Bóg objawia się w tym co słabe, by w pełni okazała się Jego moc.

Jedno pewne słuchać i wypełniać swoje obowiązki, kierując się miłością bliźniego.

W innym wypadku górę mogłyby wsiąść nade mną moje zapędy despotyczne i dyktatorskie, a także ujawnić się postawa nawracania na siłę...Lub też podejście "nie ma rady- trza wybić"

Żeby nie oszaleć, nie popaść w rozpacz, ze Boże widzisz i nie pozabijasz... wciąż mam an uwadze, ze mnie też Bóg mógł zabić dawno temu, ale wciąż wierzył, ze Go usłyszę.

Dlatego mam wewnętrzny obowiązek nie potępiania nikogo a jedynie modli się i pokładać w Niego wiarę, ze z każdego zła, wyciągnie największe dobro...bo Moc w słabości się doskonali



* * *

Kto powierza wszystkie swoje troski Bogu, ma samego Pana swoim Opiekunem.

Św. Bonawentura.

* * *










aQada (15:32) dźwięk



08 listopada 2009
Nie jest źle


Martyna padła w swoim pokoju nad Tomkiem Sawyerem. Śmiesznie to wyglądało. Myślałam, ze nie chce się jej czytać, ale patrzę nie mruga oczami, znaczy śpi. Chciałabym aby spała tu całą noc, ale zobaczymy. Wczoraj spała tu z Olą. My wracamy od szwagrów o wpół do dwunastej a panny na komórce graja.. Zasnęły 1:23

U szwagrów było bardzo miło. Ta moja szwagierka z wiekiem szaleje Zrobiła tyle jedzonka, jak na małe chrzciny!! Żartowaliśmy gdzie bigos, flaki i barszczyk czerwony

Miała przepyszne śledzie ze śliwką w occie.. żałowałam ze mam tak małą pojemność żołądka. Ale w nocy za to źle spałam...nic dziwnego jak się tak objadłam.

Jestem też zadowolona bo mój Robuś zachował umiar, aż miło było popatrzeć i miło było wracać na piechtę do domu.

Tak się ciesze... Poza tym zaczęłam chyba dostrzegać i w nim miłość do mnie. Kupiła dla mnie khaki... a ja pierwszy raz w życiu nie zbeształam go mówiąc po co to kupował.. To było tak miłe. Kupił coś z myślą o mnie i dla mnie. Mały gest i niby taki sobie owoc, a kupił go DLA MNIE. Gdyby mi przyniósł róże, chyba bym się mniej cieszyła.

Seminarium odnowy życia zaczęte. Codziennie medytacja 30 minut. Grupka dzielenia już zaliczona. Jeszcze tylko 6 spotkań... Znalazłam odpowiedź czemu stoję gdy On czeka na mnie z otwartymi ramionami... Szukajcie a znajdziecie... Moja pycha... A skoro odkryłam to, czego nie umiałam nazwać (pominę kwestię że prowadził mnie do poznania tego poprzez Dzienniczek s. Faustyny, apotem w ostatnich dniach przez zaległy numer listu gdzie dowiedziałam się czym jest POKORA CHRZEŚCIJAŃSKA, a dopiero potem przyszedł z odpowiedzią - Dzienniczek kupiłam choć wiedziałam ze te pieniądze są na co innego, a z czytaniem listu zwlekałam no bo coś tam... Wytrwałość w modlitwie i szczera z Nim rozmowa prowadzą do odkrywania tego co mnie krępuje) to znaczy ze zacznę nad tym panować z Jego pomocą.

Cieszę się ze jestem na Tym Seminarium, ale potrzeba dużo modlitwy za mnie o siłę w wytrwaniu i za całe to Seminarium, za moją grupkę...



A poza tym?? W sobotę tak mnie dobiły wyniki analizy, ze jak poszłam do katedry to całą mszę siedziałam, jakby krew ze mnie odpłynęła...fakt, nie zjadłam śniadania to raz a dwa: swoje zrobił poziom leukocytów... tydzień temu było 6-10, ja patrzę 11-20..aż się popłakałam na mszy. Potem była Eucharystia i po niej poczułam się silna i ze wszystko jest dobrze... Potem medytacja przed Najś Sakramentem - i akumulatorki doładowałam. Kiedyś tak tylko u Zawierzanek miałam. Czekałam na te rekolekcje z utęsknieniem. Treaz nie pojadę , jak Bóg da dopiero za 2 lata. I chyba po to dał mi ową wspólnotę Miłosierdzia Bożego i zaprowadził na to Seminarium, bym była w ciągłym kontakcie z Nim i ciągle mogła doładować swoje akumulatorki... Bo niedługo trudny czas przede mną... Dzidzia i pierwszy rok jej życia.... Wiem, ze On wie co dla mnie dobre. Jeśli tylko mu ufnie wszystko oddaję, prowadzi mnie i dzieją się cuda... tak jak teraz... Ale wiem, ze będzie tez ciężki czas, i teraz zbieram siły na niego. Jak to uczą na ignacjańskich, nie ma co w pocieszeniu cieszyć się jak głupi do sera tylko ze spokojem i bez euforii by tej łaski starczyło na czas strapienia...




aQada (23:05) 2 dźwięki



05 listopada 2009
Słota wewnętrzna


* * *

Powołując się na swoje prawa nie zapominaj o swoich obowiązkach.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'

* * *

Opuściłam się w robieniu zdjęć.. aparat leży i kurz go porasta... codziennie patrze na niego... nawet ze sobą nie zabieram.. nie mam weny albo doszłam do wniosku że nie nadaję się do robienia zdjęć. A kiedyś sprawiało mi to tyle radości...

Może zniechęciła mnie ta awaria kompa(nie dość ze nie ma dźwięku, to nie wiem czy cd chodzi poprawnie, nie czyta żadnych usb i nie ma mi kto tego zrobić )

Ostatnio jak szłam z Martyną do szkoły widziałam iglaka, który poprzygarniał spadające liście... wyglądały jak dzieciaczki w ramionach mamy... i co z tego jak nie miałam aparatu a poza tym i tak bym tego nie oddała na zdjęciu...

dziś zaczynam Seminarium odnowy życia w Duchu świętym.. Nastawienie nijakie chyba... chcę bardzo w tym uczestniczyć.. lęków żadnych nie mam pt jak trafię, a jak się znajdę w grupie.. idę i się zobaczy ... czyli już wielki plus .. nie chce mi się bo jak wyjdę o 15:10 to będę koło 22. mam nadzieję, ze spotkania w grupach będą w dogodnym dla mnie terminie...

Senna jestem bardzo i jakaś zdołowana... światełko w tunelu?? Chyba zgasło a może tunel zakręca... może przyjmijmy tę drugą wersję

czuję się wypompowana, pusta, zmęczona, dobita, zdruzgotana, przygnębiona, zdołowana, itp przymiotniki ... nie no, czuję się okropnie i fatalnie psychicznie... A najgorsze ze sama jestem sobie winna... ogarnęło mnie pesymistyczne widzenie siebie na tle INNYCH.. znów zaczynam ze swoją wartością... najchętniej zaszyłabym się gdzieś sama, weszła do wyra ale w takim miłym, ciepłym, dobrym miejscu i wywyła się do poduszki...ponarzekała na swój beznadziejny (podkreślam) beznadziejny los, pożaliła jaka to ja jestem beznadziejna i nic nie warta... i może by mi przeszło... nawet nie czuję się atrakcyjnie... najchętniej chciałabym być niewidoczna dla innych, by nikt na mnie nie patrzył... a sama sobie jestem temu winna bo ciekawość czasem to I stopień do piekła... nic jakoś trzeba temu podołać.. przytulnego miejsca nie mam, czapki niewidki też nie posiadam.. zaraz muszę iść... chciałabym mieć swoje miejsce na ziemie...

Pusta w środku... wiem czemu, znam przyczynę... teraz leczenie... ale jak widzę ono chyba będzie długotrwałe. pozostaje być wytrwałym i się nie poddawać. To jedyne chyba pozytywne we mnie: Upór i wytrwałość.







* * *

Przyjmujmy z uśmiechem wszystko, co Bóg zsyła i wypełniajmy Jego wolę. Pójdźmy za Jezusem i odrzućmy pozorne wartości

Matka Teresa z Kalkuty

* * *
aQada (10:32) 2 dźwięki



03 listopada 2009
Mój wtorek


* * *

Naucz się robić piękne przedmioty własnymi rękami.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'

* * *



Zabieram się do pisania jak pies do jeża...

Wczoraj ejdnak zrobiłam te placki ziemniaczane, a ponieważ wyszło sporo na dziś są z gulaszem na ostro i pekinką z sosem czosnkowym

Wczoraj Dzien Zaduszny a ja nie poszłam na żadną msze.. tłuamczyłam się tym, ze w ciązy jestem i mi niedobrze, a tak naprawde miałam lenia i tyle... Podobnie ejst dziś z Odnową. Okropnie mi się nie chce... ostatkiem sił tam idę. Ale idę... A co do mszy... niby nie obowiązkowa bo to nieobowiązkowe swięto... ale dzisiejsza Ewangeli Łuaksz w Przypowiesci o wielkiej uczcie dała mi odpowiedź właśnie na te moje tłumaczenia: "Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Gdy nadszedł jej czas, wysłał swojego sługę, aby powiedział zaproszonym: <<Przyjdźcie, bo już wszystko ejst przygotowane>> Pierwszy powiedział << kupiełm pole i musze je obejrzeć. Proszę Cię uznaj mnie za usprawiedliwionego>> (...)"

Właśnie podobnie i ja... ejstem wciąży, prosze Cię uznaj mnie za usprawiedliwioną...

I taka mnie refleksja naszła że odejście mod Boga zaczyna się od małych rzeczy, a lenistwo niby takie nic, każdemu czasem można , tak naprawdę dla mnie ejst bardzo groźne. jak ja łatwo usprawiedliwiam siebie, swoje słabości a innych ganię.. niby w dobrej wierze, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane..



Jutro pedagog .. wreszcie... mam nadzieję ze do konca roku uporam się z tmi wizytami w poradni i zanimz aczna się feie świąteczne, dostarczę opinię do szkoły.

dzis leń p[owoli mnie opuszcza, mam nadzieje jutro się już rozruszać...

W sobote impreza u szwagrów a prezentu dalej nie ma, a Robuś nai myśli zapytac czy coś mamy... zastanawim się czy czekac do piątku z zapytaniem ...

Moze lepiej nie, choc pytać go dziś mija się z celem..powie pojedziemy jutroi na tym się skonczy: na gadaniu.

Samej nie chce mi się za bardzo ejchać do Centrum naszego handlowego, a znim to jest horror... ech tak xle i tak niedobrze. Dziś w outlecie kupiłam znów body dla Dzidzi z Next Oczyswiscie mam obecnie paranoje pt a jak się urodzi nieżywe, a jak umrze w czasie ciązy lub a jeśli jest chore (25.11 mam USG)

To ze mogę umrzec przy porodzie opanowałam.. teraz nad tym musze popracowac.. a z ta chorobą to pzrez program Uwaga o dzieciach autystycznych... ubrdałam sobie, ze czemu akurat moje dziecko m być zdrow? no i jeszcze ten kijowy progesteron, ciagłe badania krwi.... Co noi jakieś koszmay senne... Ratuje mnie ejdynie moja wiara w Wolę Bożą i to ze On wie co dla mnie najlepsze... co by nie było dam rade jeśli przyjmę zpokorą... On pomoze nawet jakby było najgorzej...

Ale czasem takie paranoje zajdą niespodzianie do głowy ja się w nie zatapaiam zmaiast ucinać...







* * *

Usmiechajcie się do ludzi, spędzajcie czas ze swoimi rodzinami, uśmiechajcie się do wszystkich. Nie można sobie wyobrazić dobra, jakie może uczynić jeden uśmiech.

Matka Teresa z Kalkuty

* * *
aQada (15:59) 2 dźwięki



02 listopada 2009
nic specjalnego


* * *

Pamiętaj, że nie osiągając tego, co chciałeś osiągnąć, masz czasami szczęście.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'

* * *



Ostatnio chodzę jakaś przygnębiona, i najgorsze że jakieś głupoty mnie przygnębiają... Kompletnie nie mające wpływu na moje życie... Wkurza mnie że tak bardzo zależy mi na kontakcie zinnymi, ze zaraz roi mi się że skoro milczą to znaczy ze jestem do kitu ... moze zrobiłam albo powiedziałąm cos nie tak skoro się nie odzywają?? A sma narzucac się nie chce .. i tak się włąśnie dręczę takimi duperelami

Chore .. walczę z tym, ale jeszcze dopada... Na razie trwa kilka dni i wzięłam się za to.

Bo zamiast przejmowac się bliskimi to ja gdybam o zupełnie mi obojętnych osobach

Cięzko z tego wyjśc ale z pomocą Bozą da radę uwolnić się od takich maniactw.

Wyniki niby spadły, ale leukocyty od 4- 10. Nadal urospet będe jadła. W piątek z progesteronem znów analizę zrobię.. mam nadzieję, ze już będzie ok i leukocyty będa 3-5.

Jakoś tan ciąża mi się dłuży ... dopiero 17 tydzień. Chyba pzrez te częste wizyty u lekarza we wrześniu. Jak sie chodzi co miesiać to inaczej idzie a jak sie idzie w ciagu 2 miesięcy 4 razy .. to sie zaburza rytm miesięczny i się wydaje ze to dopiero ten tydzień...

No nic na razie II trymestr więc jeszcze wesoło, od lutego się zacznie...

Dzis znów było mi niedobrze, snułam się z tymi zakupami, ledwo doczłapałam z Martyną do szkoły...Teraz mam lenia, nic mi się robic nie chce.

Mroźno u nas i słonecznie. Jakby nie to słońce to chyba bym była wypompowana jak dętka. Nawet nie mam weny co na obiad zrobić.. Zupkę ugotuję barszczyk biały z grzybkami a na drugie? Moze placków ziemniaczanych... no ni w ząb nie mam pomysłu...

Pobyt w domu zaliczam do udanych. Oby wysjćie za tydzień było także dla mnie udane.. mam nadzieję a nawet więcej wierzę ze się nie będe odzywać, a jak będę buzować, to wyjdę coś zjeść... Dam radę nie zrobię sobie znów obciachu i poruty swoim durnym gadaniem...



* * *

Kiedy kochamy Jezusa, kochamy ludzi

Matka Teresa z Kalkuty

* * *
aQada (11:07)



Podziel się:

Trackback: http://bloog.pl/id,6187549,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Październik 2009
piątek, 16 lipca 2010 15:10
30 października 2009
Przed wyjazdem na wieś


* * *

Przestań mieć pretensje do innych. Bierz odpowiedzialność za każdy swój krok.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'

* * *

Znicze zakupione, środek do czyszczenia piekarników też. Część zaległości zapałcona, jeszcze tylko 2 przekazy i już mam czyste sumienie... choc nie wiem czy do konca bo na pierdoły umiem wydać, ale zeby się wtedy powstrzymac i pomyślec że zamiast farby do włosów mogę zapłacić za jeden z przekazów...

Nic muszę się zmobilizować.

Dzis wyjazd do domu , na wieś. mam nadzieję ze nie schrzanie tego wyjazdu sobie i innym swoją postawą pt"nikt mnie nie słucha i nikt nie powarza" Boże kochany jak tak potem analizuje te swoje idiotyczne zachowania i szukam źródła to w sumie okazuje się to raz błachostka, a dwa moja wina... czemu ja nie umiem się mówić dosłownie ZAMKNĄĆ i nic nie powiedzieć, tylko dolewam oliwy do ognia? Ten mój upór właśnie sprowadza na mnie kłopoty... i dziwie się dziecku. A skad ma być inne jkak raz obciążone gentycznie uporem matki (tym durnym) a dwa matka przykłądu nie daje....

CZasem mi ręce opadają nade mna sama.. i się zastanawiam czy dam radę sama ze sobą.. moja głupota mnie czasem załamuje...

Nic to ważne jest uswiadomienie sobie problemu i jego przyczyny...

PTo pierwszy etap w terapiach... a teraz trzeba się wziąść w garść i usilnie pracować nad poprawą.

Moze być cięzko, ale może też być pięknie.. wszystko w moich rękach...

* * *

Dobry Bóg nie odrzuca niczyjego serca. Pójdźmy do niego i kochajmy Go.

bł. Elżbieta od Trójcy Świętej

* * *
aQada (08:55) pustka i cisza



29 października 2009
Czwarty czwartek miesiąca


* * *

Zaskakuj tych, których kochasz, drobnymi niespodziewanymi prezentami.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'

* * *

Brak mi muzyki.. komp nadal na trybnie awaryjnym ... nie ma kto mi go naprawić... Tamten nadal nie ruszony, a już obiecywał ze zawiezie i moze da się dane chcoiaz z dysku E odzyskac...tam moje zdjecia :(

Tutaj ani cokolwiek na mp4 zgrać bo chce mi formatować dysk, ani zdjęc wgrać bo ten sam komunikat...

I niby mam sprzęt ale no właśnie w każdej chwili padnie... Płyty do formatu też mi nie pożyczył, ale z drugiej strony szkoda mi formatować bno moze wystarczy coś pousuwać i będzie w porzadku. Padł mi na normalnym gdy zaczełam sterowniki sciągać by mieć dxwięk I teraz mam ... tryb awaryjny

A bez muzyki już zaczynam wariować... Strony przewijają się fatalnie....

powinnam byc wytrwała w mówieniu mu ze ma zawieżć jeden komp tu a drugi tu... moze jak będę przynudzac to w koncu zrobi coś z tymi komputerami.

W sumie Zentel kupował mi 3 tygodnie... ale kupił...

pogoda dziś pochmurna, ciekawe jak z temperaturą.

Martyna ma dziś 2 sprawdziany z informatyki - tu mam nadzieję ze da radę i matmy i tu już gorzej ma miary, masę, rzymskie cyfry, czas i kalendarz jak jej się nie pomyli co ile ma jaka jednostka długości i wagi... to jak nic pał.. ale to ponad moje siły martwienie się jej nauką... Ja mogę ja tylko zaganiać i siedzieć z nią.. ile ona zapmieta- jej sprawa.

ciezko jej sie zabrać za naukę, ale jak siądzie to wpada w ten wir i potrafi się uczyć i nauczyć... ale trzeba znią siedzieć.. bo inaczej efekt jest zerowy.

I w sumie wcią mam z nia tyły z przyrody, matmy, historii bo jak nie poprawki jakieś to sprawdziany i nie mam jak się z nia uczyc na bieżąco i ta wiedza jakaś taka aby Poslka nie zginęła... wkurza mnie mój brak zorganizowania i konsekwencji...

Nic cały czas zrzucam na jezusa... i musi być dobrze

Jakos mnie dzisiejsze czytanie I podniosło na duchu

"Jesli Bóg jest przy nas, to któż przeciwko nam? On własnego Syna nie oszczędził, ale wydał Go za nas wszyskich, dlaczego więc nie miałby nam ofiarować wszystkiego wraz z Nim? Kto wystapi przeciw wybranym przez Boga? Przeciez sam Bóg usprawiedliwia! Kto wystąpi z wyrokiem potępiającym? Przecież wstawia sie za nami Chrystus Jezus, który umarł, co więcej, który zmartwychwstał i zasiada po prawej stronie Boga! Kto nas oddzieli od miłści Chrystusa? Nieszczęście czy ucisk, prześladownaie czy głód, nagość, niebezpieczenstwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas cały czas, uwazają nas za owce przeznaczone na rzeź. (Ps 44, 23) A w tym wszystkim odnosimy wielkie zwycięstwodzięki Temu, który nas umiłował. Jestem pewny że ani śmierć, ani życie, ani aniłowie, ani władze, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani wysokości, ani głębie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas oddzielić od miłości Boga, objawionej w Chrystusie Jezusie, naszym Panu" (Rz8, 31b-39)







I czegóż wiecje potrzeba...Miłość Boga objawiona w jezusie, od której odejść mozemy tylko my sami, tylko my możemy sami od niej się oddzielić.. poza tym nikt i nic nie zdoła nas od niej oddzielić...Bóg przy mnie więc na cóż się troskam?

Wszystko zrzucam na Pana Jezusa i tak powoli staję się wolna... smutno mi często gdy słucham ile ludzie mają kłopotów, problemów a On czeka by Mu TYLKO zaufać i oddać to w Jego ręce...a tym bardziej mi przykro ze często ja wolę opierac się na sobie....



no i nie miało dziś byc religijnie a wyszło... jakoś mnie tak to czytanie I zaintrygowało i wciagnęło ze musiałąm się podzielić...



"Nie lekaj się Ja zawsze będę z Tobą"



* * *

W cierpieniach pomyśl, ze Bóg kocha cię i nie przestawaj dziękować mu za wszystko" bł Elżbieta od Trójcy Świętej

* * *







aQada (09:16) pustka i cisza



28 października 2009
Wszystko sama


* * *



Nigdy nie spisuj nikogo na straty. Cuda zdarzają się co dzień.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'



* * *



Byłam u lekarza, jakoś się zasmuciłam i o niczym innym nie myślę tylko by już iść pobrać krew i iby ten progesteron rosnąć zaczął a nie spadał..

Musze brać dalej Luteinę, ale mimo to jestem zdenerwowana tymi wynikami.

Jeszcze jakaś infekcja się przyplątała... mam nadzieję ze urospet pomoze i w piątek wyniki będą ok

Mam w zwiazku z tą ciążą wieczne leki, a to ze dziecko bedzie chore, a to ze umrę w czasie porodu Albo ze wyniki się nie poprawią albo że będzie jakaś wada...

Obłęd .. staram sie to wszystko złe doganiać.. ale czarny uparty jest ...

Ostatnio śniło mi się Moje Małe jak u mnie na wsi w domu chodzić się uczyło... i tak mnie ścisnęło swoją rączką za mój palec aż poczułam prawdziwy ból...

Dopiero wczoraj sobie pomyślałam że moze też sie boi jak ja się boję?? To z Nim sobie wczoraj porozmawiałąm ze będzie wszystko dobrze.

I żeby się nie bało. Ze mama Go kocha i damy radę wszystkiemu.

NAwet jakoś słuchanie Jegio tętna przeszło mi niezauwazalnie, bo skupiłam się na tym progesteronie.

A tak ślicznie je było słychać.

Tak bardzo potrzebuję modlitwy za mnie i moje dziecko i moją roidzinę.

Niby wychodze na prostą, ale z czymś daję radę, toi jest cos nowego co mnie przygniata... jestem zmęczona tym ciagłym wstawaniem, podnoszeniem się.. czasem chciałabym to wszystko rzucić ale gdzie ja wtedy sens znajdę i wolność??



pogoda jest pzrednia wieć to Słonko napawa mnie nadzieją i optymizmem.

Wczoraj udało mi się tak fajnie dopołudnie spdzić, posprzątać i w kuchni i łazience, byłąm bardzo zadowolona z siebie.. ale jak to ja musiałam schrzanić po południu. Źle się ztym czułam. Mam nadzieję ze wyciagnięte wnioski zachowam i odpowiednio sie zachowam następnym razem.



I wyhodzi mój brak zaufania Panu. i znów chcę wziąść wszystko na siebie, bo pewnie sama podołam...

Kiedy naucze się Wszystko zrzucać na Pana Jezusa.. pzreciez to nie ejst trudne.. a jednak ....

Mam sporo pracy nad sobą... Oby jakieś efekty były ...

Bo mnie wytnie w koncu jak to drzewo figowe














aQada (10:07) pustka i cisza



25 października 2009
KOŃCEM PAŹDZIERNIKA


W piątek robiłam skrutację i wyszło szydło z wora ... brak zaufania całkowity panu Bogu prowadzi mnie do wiecznych frustracji, lęków, złości a też nienawiści i wybuchów gniewu.

To cudowne ucucie gdy modlitwy zostają wysłuchiwane, gdy naprawdę Pan otwiera oczy. Bo gdy się suzka odpowiedzi, usilnie woła On odpowiada i otwiera mnie na moje wady, pokauzje mi w czym tkwi mój probelm. dlaczego brak mi tego o co proszę.

Dziś jestem napełniona ogromną radościa i pokojem.

Nie wiem jak długo ten stan potrwa, chcę utrzymac go jak najdłuzej. dziś jak to sie mówi mogę wszystko. mam siłe do wszystkiego...

zobaczymy jak to będzie dalej



Jutro wizyta u lekarza. Coś progesteron mi spadł. 2 tyg miałam 48 - jak an I trymest to bardzo wysoki, bo wdrugim trymestzre max jest 50 a ja w I już taki. Ucieszyłam się... ale radośc trwała tylko 2 tygodnie. Wczoraj odebrałam wyniki i co?? Progesteron spadł mi o 10 i mam 38,8... a to juz koniec 3 miesiąca, we wtorek II trymest a taki progesteron. A juz się ciszyłam ze skoncze z tą luteiną od której ejstem senna, ciągle mi niedobrze. I miałam nadzieję ze teraz krew tlyko raz w miesiącu... Pewnie będzie kazała mi znów za 2 tyg progesteron zrobić i potem znów za 2 ...

Ostatnio w laboratorium musiałam mówić do pielęgniarki i ja uspokajać ze nie zemdleje... bo ta się tego obawiała. W sumie to dobrze, bo nie skupiałam się czy juz mi niedobrze i ile ejszcze tej krwi. Teraz utoczyli mi 2 fiolki. Dziwię się jak wytrzymałam 4 fiolki... No ale też mi się między 3 a 4 już robiło słabo... a teraz już zaraz po pierwszej fiolce...

Mnie ta krew wykończy .. ale idę na szybko, byleby nie czkeac tylko z marszu... kurat zaczynam sie bać jak mi każe rękę prostowac.. o to najgorszy moment- i to jak sprawdza mi żyłę niecierpię tego ...a potem wkłucie ależ to boli ...

i jak wiem ze jednka fiolka to ok, ale jak widzę wiecej od razu nastawiam się negatywnie

ale w sumie jak na kogoś kto bał się tego zabigu panicznie idzie mi nieźle... cały czas mam w głowie słowa P. ani z Odnowy ze ona wie ż eP. Jezus mnie uzdrowił... zalamujące jest to, ze zamiast ja uwierzyć opieram sie na tym co ona mi powiedziała..

no włąsnie brak zaufania do Niego i ta moja nędzna wiara...



jakby nie było skoro ona tak powiedziała to tak jest i tak podchodz.e do owego zabiegu



* * *



Myślę o mojej dobrej koleżance, Basi któa wczoraj ślub brała. U nas pogoda była kijowa. Nie mogę doczekać się kiedy wróci i zda sowje I relacje a potem powoli, powoli będzie opowiadać krok po kroczku



Ech BAsiu naciesz się mężem i wracaj szybko bo tesknię



* * *

SŁOWO NA TEN TYDZIEŃ Z LECTIO DIVINA:



Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie!


aQada (15:41) pustka i cisza



22 października 2009
końcem października


Nie czuję się za dobrze to i nie pisze. trochę się wydarzyło duchowo ... ale nie wiem z jakim skutkiem, na razie "ide przez ciemną dolinę" Wąż jak zrzuca skórę ślpnie na 3 dni, moze ja też teraz oslepłam i nic dobrego nie widze, moze skóra starego człowieka złazi a to trochę boleć musi ?? Moze też starciłam wzrok?? nie wiem ... wierzę i ufam że modlitwa wsatwiennicza była skuteczna, że etraz zależy wszystko ode mnie... a z tym gorzej.

Moze za bardzo szukam, a rozwiazanie jest bardzo proste i jest bardzo blisko?

Nie wiem... na razie nie ustaje w modlitwie... poznaje swoje belki i zadry jakie we mnie siedzą. Ciezko idzie ich usuwanie.... sama nie dam rady, ale ufam ze On mi pomoże...

jestem teraz w starpieniu..ale staram sie pamiętać, ze choc chmury zasłaniaja Słonce, ono pzrecież jest ... i mam nadzieję, ze tego deszczu z moich pocieszen uzbierało się tyle ze starczy mi na czas starpienia bym się nie załamała.

Wszak on świat zwyiężył więc czegóż mam się lękać?? Fakt, Psalm 23 jak nic dla mnie... teraz mam Psalm 5 i chyba też 6 ... starałam sie nauczyć na pamięć Ps5 ale topornie mi idzie... Dobrze ze Ps23 w miarę umiem.,.. powtarzam w chwilach strapienia i gdy wydaje się ze ejst ogromna benzdzieja...No i Duch św... nie darmo zwany Pocieszycielem ...I MAryja... no cóz już nie marudz ei nie narzekam ...

Dochodze do wniosku, ze czasem musze napisać by zobaczyć ze naprawdę Słonce jest (a tak wogóle to właśnie świeci mi w plecy, piękna dziś pogoda) i ze nie ma nic niemożliwego dla Niego ... Chwała Panu




aQada (09:33) pustka i cisza



13 października 2009
co tam u mienia


I już połowa października....

A co u mnie?



Od 30 września nie miałam netu... dopiero 8 października odzyskałam dostęp do świata. Było to banalnie proste. Netyu nie miałam pbo padł mój komp, a Martyny stał bezczynnie. Ubrdałąm sobie, ze aby podłaczyć sie do sieci z jej komputera tzreba wołać chłopaków coby mi skonfigurowali...Jak się okazało można zrobic to samemu... I tak miałam odwyk od netu i wyszedł mi na dobre.

Bycie mamą IV-to klasistki ejst trudnijesze niz myślałam. Dzięki Bogu że ma dobry nauczycieli zarówno pdo względem nauczania jak i podejścia do dzieci. Inaczej bym zwariowała.

Wogóle to ja przejmuję się nauką, tym czy cos umie, czy ma spakowane rzeczy, czy ma co należy w piórniku...

CZasem mam takie przebłyski czy aby nie ma mnie to nauczyć organizacji, systematyczności i porzadku ... Skoro nie nauczyłam się do tej pory to może dziecko moje mnie nauczy, które jets jakie ejst a więc roztrzepane, nadruchliwe, zapatrzone w bajki...

Tylk0o ze mnie to ciut męczy już... czasem zastanawiam się czemu nie mam dziecka samodzielnego.. no ale własnie wtedy popadłabym w całkowite lenistwo. Ale jakby nie było MArtyna ma czas do dojrzenia w nauce do końca kwietnia. potem będzie musiała już sama sobie radzić. Chyba ze małe będzie tak dobrem, ze będzie jadło i spało...

Jetsem nerwowa i to bardzo... aż mnie to już męczy -lepiej późno niż wcale- po 32 latach odkryłam ze bycie nerwowym szkodzi samemu sobie...



Dzis wstawiennicza. Zrobiłam zapis na kartce jeszcze czeka mnie zredagowanie tego w jakiś sens ale starsznie mnie od tego odciąga poza tym boję się... ale ja przynajmniej mam szansę stanąć z Nim jeszcze za zycia i móc sie zmieniać.. bo po śmeirci to już niciewo zmienić się nie da... i tak oto niweluję w sobie starch... ale on chyba bardziej przed tym o czym mam mówić.. ale czy ja nie rposiłam w koncu na rekolekcjach by zstępował do piekieł? by swym krzyżem nie wdzierał sie moją skorupę??

I chyab to robi...



W Pn odkryłam ze jak zawierze wszystko Bogu, On anprawde sie zatroszczy i da co potzreba. i tak zamaist siedzieć w poradni od 13 do 17 siedziałyśmy do 14:30 bo jedna z pań się pochorowała - a to mnie martwiło ze będzie musiałą tyle siedzieć wróci zmęczona i kiedy się uczyć na następny dzień??

Mam jakąs paranoje z jej nauką... chyba tak ... bo wciąz mam stres ze nie nauczy się, ze dostanie jedynkę.. skzoda ze tak swoją nauką się nie przejmowałam...moze bym na ludzi wyrosła z jakimś zawodem i teraz bym sobie pracowała...



i mam net i znów lenistwo co do czytania... atak pzreczytałam ksiege wyjścia, zaczełam kapłanską, trochę Herodota... ech .. moje lenistwo mnie osłabia....
aQada (14:51)


Wrzesień 2009
piątek, 16 lipca 2010 15:09
29 września 2009
na dziś


To chyba najlepiej oddaje co czuję, jak się czuję i co mną targa i jak jest trudno uznać swą małość... i jak pomimo wad, zła Bóg kocha ale tych co pokorni i z pokorą przyjmują wszystko... nawet swoją grzeszność, małość .. to, że bez Boga giną i bez Jego łaski nie mogą niczego uczynić, ale gdy tylko oddadzą się pod Jego opiekę to jest jak w piosence religijnej:

" Ci co zaufali Panu odzyskują siły

Otrzymują skrzydła jak orły, biegną bez wytchneinia"

i ciemnośc nie jest ciemna, i siła by walczyć z grzechami i słabościami... tylko się ukorzyć i zaufać... że On naprawdę kocha...

a tak rzadko sięgam do Tomasza A Kempis... tak mało czytam Słowo Boże... coraz bardziej się oddalam... popadam w pychę celnika... fałszywą pokorę...



Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'

KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu

Rozdział L. W JAKI SPOSÓB CZŁOWIEK W ROZPACZY MA SIĘ POWIERZYĆ DŁONIOM BOŻYM

1. Panie Boże, Ojcze najwyższy, bądź błogosławiony teraz i na wieki, ponieważ chcesz tego, co się stało, a to, co się stało z Twojej woli, jest dobre. Niech się raduje w Tobie Twój sługa, nie w sobie ani w czymkolwiek innym, bo Ty jesteś radość prawdziwa, Ty nadzieja, Ty moja nagroda, Ty wesele i godność moja, o Panie.
Co posiada człowiek, Twój sługa, czego by nie otrzymał od Ciebie nawet bez zasługi? 1 Kor 4,7. Twoje jest wszystko, co dałeś i co uczyniłeś. Biedak ja Ps 88(87),16, trudzący się od dziecka, i jakże często smutno mi w duszy aż do łez, a jeszcze kiedy szarpią ją groźne namiętności.

2. Pragnę radości, pokoju, proszę Cię o pokój dzieci Twoich, które pasiesz na łąkach wiekuistych w blasku szczęśliwości. Jeśli zsyłasz pokój, jeśli zlewasz na mnie swoją radość, moje serce napełnia się ukojeniem i zachwytem dla Twojej chwały.
Ale jeżeli, jak to często bywa, odbierasz swoją łaskę, nie potrafię iść drogą Twoich nakazów Ps 119(118),32, ale tym bardziej będę się rzucał na kolana i bił w piersi, bo dziś nie jest takie jak wczoraj i przedwczoraj 1 Mch 9,44, gdy świeciło mi Twoje światło nad głową Rdz 31,2.5, a ja w cieniu Twych skrzydeł byłem bezpieczny Hi 29,3; Ps 17(16),8, nawet choćby runęły na mnie hurmy pokus.

3. Ojcze sprawiedliwy i czcigodny, przyszła na mnie pora próby J 17,25. Ojcze ukochany, trzeba aby Twój sługa zniósł ten moment dla Ciebie. Ojcze uwielbiony na wieki, przyszła pora, którą Ty przewidziałeś od wieków, abym na pewien czas upadł pozornie J 17,1, ale przecież żył zawsze w głębi Twojej miłości.
Wzgardzony będę przez jakiś czas i upokorzony i upadnę w oczach ludzi, zmiażdżą mnie namiętności i rozpacz przygniecie, a wszystko po to, abym podniósł się znowu w blasku nowej światłości i zajaśniał w niebie J 17,11. Ojcze najświętszy, Twoje to zrządzenie i Twoja wola Jdt 9,4i stało się tylko to, co sam przewidziałeś.

4. To także bowiem jest łaska Twojej przyjaźni: cierpieć udręki życia z miłości do Ciebie wtedy, kiedy zechcesz i od kogo zechcesz Ef 1,11; Jdt 9,5. Bez Twojego pomyślenia, bez Twojej wiedzy i przyczyny nic się nie dzieje na ziemi Hi 5,6. Poniżyłeś mnie, Panie, dla mojego dobra, abym poznał dogłębnie Twoją sprawiedliwość Ps 119(118),71, a odrzucił z serca pychę i zadufanie. Wstyd okrył moje policzki, ale z pożytkiem to dla mnie Ps 69(68),8, abym u Ciebie jedynie, nie u ludzi szukał pocieszenia. Nauczyłem się też dzięki temu bojaźni niepojętych Twoich wyroków, bo zsyłasz smutek i na sprawiedliwego, i na bezbożnego, ale zawsze słusznie i sprawiedliwie Koh 9,2.

5. Dziękuję Ci, że nie oszczędziłeś moich grzechów, ale wychłostałeś mnie gorzko rózgami, raniąc cierpieniem, trapiąc mnie i z zewnątrz, i z głębi mojej własnej duszy.
Nikt nie może mnie pocieszyć tu na ziemi Lm 1,2, tylko Ty, Panie, Boże mój, niebiański lekarzu dusz, który ranisz i leczysz Pwt 32,39, strącasz do piekieł i z nich wydobywasz 1 Sm 2,6; Tb 13,2; Mdr 16,13. Twoja nauka jest nade mną, a rózga Twoja mnie nauczy Ps 18(17),36.

6. Oto jestem cały w Twoich rękach, Ojcze umiłowany, pochylam się, aby rózga Twoja mnie poprawiła. Ćwicz mój grzbiet, aby mój twardy kark ugiął się przed Twoją wolą. Spraw, jak to zwykle czynisz, abym stał się uczniem pełnym pobożności i pokory, czujnym na Twoje skinienie.
Nikt nie może mnie pocieszyć tu na ziemi, tylko lepiej, abym tu został ukarany niż w życiu przyszłym. Ty wiesz wszystko J 16,30 i każdą rzecz z osobna, i nic w sumieniu ludzkim nie ukryje się przed Tobą. Znałeś to, co będzie, zanim się stałoHi 42,2; Dn 13,42, i nie ma potrzeby, aby ktoś Cię pouczał albo donosił Ci o tym, co dzieje się na ziemi.
Ty wiesz, co jest dobre dla mojego rozwoju, i wiesz, że trzeba cierpień do oczyszczenia rdzy moich wad. Czyń ze mną wszystko wedle Twojej woli, nie odwracaj się od mojego grzesznego życia, które znasz i przenikasz najgłębiej.

7. Daj mi, Panie, wiedzieć to, co godne wiedzy, kochać to, co godne kochania, chwalić to, co Tobie się podoba, szanować to, co Tobie bliskie, ganić to, co w Twoich oczach nikczemne.
Nie pozwól, abym kierował się pozorami Iz 11,3, jakie widzą oczy zewnętrzne, abym sądził według tego, co zasłyszały uszy głupców, ale spraw, abym umiał rozróżniać zawsze duchowe od widzialnego, a ponad wszystko umiał szukać we wszystkim i zawsze Twojej woli.

8. Zmysły ludzkie często się mylą, mylą się ci, co, zakochani w samym życiu, miłują tylko to, co widzialne. Czy człowiek staje się lepszy od tego, że drugi człowiek nazwie go wielkim?
Omylny omylnego, próżny próżnego, ślepy ślepego, słaby słabego zwodzi, gdy go wywyższa, a im bardziej wychwala, tym więcej go pogrąża. Bo każdy jest taki, jaki jest w Twoich oczach, nie większy - jak powiedział z pokorą święty Franciszek.

aQada (11:49) 2 dźwięki



27 września 2009
Z Herodotem






I niedziela.. zleciało...

czy cos nowego ??

wciąż staranie by lenistwo mnie nie dopadło... wciąż rozmowy z mojej strony niedokonczone, wciąż na nowo poszukiwanie siebie i celu jaki mam wyznaczony

osttanio mam straszna ochotę na herbatę z cytryną

zapijam Dilmhę w ulubionych filizankach

i marnuję czas

obiecałam sobie wiele rzeczy na rekolekcjach ... ostatnio chciałam notatnik znaleźć... chyhba wiem gdzie leży, ale aby go wziąść tzreba ciut sięgnąć... a chyba boję się

bo jak znajdę odwrotu nie będzie

ale słowa jakie dziś przeczytałam jakie znajoma na Forum umieściła idealnie pasuja do mojej sytuacji

"Jesteś letni, jeśli leniwie i niechętnie wypełniasz to, co odnosi się do Pana; jeśli z wyrachowaniem i „chytrością” starasz się ograniczyć swe obowiązki; jeśli myślisz tylko o sobie i o własnej wygodzie; jeśli twoje rozmowy są czcze i próżne; jeśli nie czujesz wstrętu do grzechów powszednich; jeśli działasz jedynie z ludzkich pobudek. (Droga, 331)

Walcz z tą ospałością, która sprawia, że do twego życia duchowego wkrada się lenistwo i niedbalstwo. — Bacz iż może to być początek letniości..., a według Pisma Bóg letnich wyrzuca z ust swoich. (Droga, 325)

Jakże mała jest twoja Miłość do Boga, gdy ulegasz bez walki, ponieważ nie jest to grzech ciężki! (Droga, 328)

Jak masz wyjść z tego stanu obojętności, godnej pożałowania gnuśności, jeżeli nie stosujesz odpowiednich środków! Bardzo mało walczysz, a kiedy się wysilasz, czynisz to ze zniecierpliwieniem i niezadowoleniem, jakbyś chciał, aby twoje nikłe wysiłki nie przynosiły wyniku, byle tylko się usprawiedliwić przed sobą: byle od siebie nie wymagać i byle nie wymagano od ciebie więcej. (Bruzda, 146) Jose Maria

cdn



28.09.09



A co ma do tego Herodot ?? Ano to, ze aby wyruszyc w jakąkolwiek podróż trzeba być otwartym, pełnym zapała i uważac ze nie ma rzeczy niemożliwych.

On przemierzał antyczny świat pełen determinacji, pełen podziwu dla swiata i wyrozumiałości.

I każdy ma swoja podróż do odbycia. A jej wrogiem jest właśnie lenistwo. Powolne gnuśnienie, przyjmowanie danego stanu rzeczy za właściwy, popadanie w kompleksy i myslenie że "e tam gdzie mi się uda"

No właśnie...



Zaczynam gnuśnieć...



Musze iśc do UP coby się znów zarejestrować... Miałam iść dziś, ale Martyna chora. Żałuję ze nie poszłam wtedy, jak wyszłam z Poradni PP. Miałam pod nosem i miałabym załatwione. A tak specjalnie trzeba będzie jechać.

Ale muszę co by dostać pieczątkę że nie pracuję. Tak sobie wczoraj to uzmysłowiłam, że skoro Robert będzie miał pieczątkę, że pracuje, ja muszę mieć że nie pracuję.. i olśniło mnie: musisz iść do UP... Poraża mnie uprzejmość urzędników, i zawsze boję się że coś nie tak wypełnie i mnie odeślą... a mnie to od razu zniechęca....

Ale to mnie tak drąży - ten fakt, ze muszę pójść bo spać przez to nie będę mogła.

Wezmę Herodota to czas zleci przyjemnie na czekaniu.
aQada (16:52) 2 dźwięki



21 września 2009
poniedziałkowo


I znów poniedziałek... Ale lubię jak mam coś zaplanowane na poniedziałki. Wtedy jakoś tak tydzien pracowicie biegnie. A nie na lenistwie i niechceniu.

Sobota mineła, było przyjemnie. Torcik przepyszny. Co prawda dotarł do nas zamiast na 11 to na 15 - pomylili cukiernie, ale warto było czekać. A tak pysznego sernika -ja serników nie lubię - nigdy nie jadłam. Urodziny Martynki zaliczam do udanych .

Poradnia PP dziś też załatwiona, pozostaje tylko wniosek ze szkoły by badanie było pod kątem dysleksji.

W piątek czeka mnie spotkanie w laboratorium. na razie o tym nie myślę.

dziś po raz I ucieszyłam się idąc z zakupami, że jestem w ciąży.

Tak słonko pięknie świeciło, w powietrzu czuć wrześniowy chłód, na chodniku mnóstwo liści, ale jednak wszystko to optymistycznie nastraja. Lubię takie jesienie....



dziś złapałam jakiejś werwy. Uprzątnęłam mniejszy bałagan... nadal jednak szafy i komoda pozostają nietknięte... moze jak więcej sił zbiorę lub jak tylko to miec będę do zronbienia to sie za nie wezmę, bo mnie już ten brak miejsca wykancza.. segregację zrobic muszę






aQada (11:45) 4 dźwięki



19 września 2009
Almost blue








Znalazłam cos co mi muzycznie odpowiada ... i odzwierciedla mój stan na jedno nwielkie ogólne teraz Lubię jazz a ten wybitnie mi pasuje



to ja dzis właśnie taka.,.. i chyba wczoraj i pzredwczoraj i jutro i pojutrze



http://www.youtube.com/watch?v=z4PKzz81m5c



Nowy List poświęcony kobiecie



"Grzech przeciwko prawdziwej miłośćci siebie jest równie ciężki jak grzech przeciw miłości bliźniego"/ z wywiadu z o. Józefem Augustynem tak musze to zapamiętać



"(...)dorosłe dziecko moze mieć problemy z nawiazywaniem głębszych i trwalszych więzi. Bedzie budowało barierę międzyu sobą a światem. Takie osoby wycofują się, chowają w sobie, walczą z każdym, kto próbuje nawiązac z nimi bliższą więź. CZasami zdarza się ze wobec przyjaciela czy partnera mają wygórowane wymagania emocjonalne i oczekują ze wypełni on pustkę (...) WEchodząc w relacje z innymi nieswiadomie odgrywaja czarny scenariusz (...) Zdarza się ze utrzymują patologiczny zwiazek bojąc się, że po odejściu nie będą miały nikogo. Nie radzą sobie z problemami, z trudem przyjmują krytykę, uwazają sie za bezwartosciowe. Często doswiadczają poczucia pustki, wpadają w uzależnienia, mają zaburzoną ocenę rzeczywistości, co moze prowadzić do depresji i psychozy. Nie potrafią dostzrec sensu życia"/ Lis 09/09 "Sprawdź czy znasz takie matki" str. 26



"(...) Fromm idzie dalej przedstawiając typ narcyza, również obsesyjnie zajętego sobą, ale który zamiast podziwiania swoich zalet przeżywa ustawiczny lęk o siebie, bojąc się choroby i utraty życia (hipochondria) lub doszukjąc w sobie samym niedobrych skłonności i cech. (...) Fromm zauwaza, że narcyzm moze jeszcze przybrać trzecią postać, którą nazywa on "hipochondrią moralną". Jest ona odmianą negatywnego narcyzmu(...0 osoba wmawia sobie ze jest nieuleczalnie winna. Obsesyjnie zajmuje się rzeczami, które źle zrobiła, błędami, które popełniła i krzywdami, które - nawet absolutnie niechcacy i bez złej woli - wyrządziła innym. To uporczywe poczucie winy może wydawac się kwestią wysokiej moralności, wzorowo uczciwej i odważnej samooceny oraz głebokiej troski o innych ludzi. Faktem jest jendak, ze osoba taka zajmuje się i interesuje przede wszystkim sobą, swoim sumieniem oraz tym, co inni mogą o niej sądzić i myśleć. Głównym szkodliwym skutkiem hipochondrii moralnej jest niezdolnośc do wybaczania sobie(...). Niekiedy narcystyczni ludzie okazują innym pomoc lub zajmują się wybawianiem ich z kłopotów ponieważ bardzo lubią siebie widzieć w roli dobrodziejów(...) Podświadomym celem tych działań jest dążenie do odkupienia win, po to by samemu poczuć się lepiej."/ List 09/09 "Moja wielka wina" E. Woydyłło, str. 32-33



Przeczytałam to wczoraj. Wiele z tcyh rzeczy jeszcze wwe mnie tkwi, ale z wieloma walcze i staram sie zmieniać. pomaga mi modlitwa, Przykazania i Pismo św. I pamietam ze na I miejscu Bóg i to co on o mnie myśli bo tylko on zna moje serce i wie jaka jestem naprawdę. Ostatnio mam ciezki czas.. własnie to poczucie winy... i to że ejstem jaka jestem... i moje pretensje do Niego ze stoi z boku i patrzy, nie cche mi pomóc..a pomógł..list leżał i czekał na mnie od II tygodnia września... ale moze gdybym nie pzreszła tego wszysktiego wewnętrznie, gdybym nie rozmawiała z Nim w taki spoósb moze nie dsoztregłabym w tym czegoś ważnego, nie dosztregła Jego odpowiedzi...

Modlitwy są wysłuchiwane... po raz kolejny się pzrekonałam. Te teksty ukoiły mój smutek i przygnębienie. A wiara w Niego przynosi ogromne pocieszenie i ogromną siłę.

Chyba znalazłm włącznik światła.. nie zmieni się wsio nagle na dobre, ale teraz widze jak prowadził mnie, jak mnie kocha i jak nie jestem sama. on naprawdę chcę bym Go przytuliła. A to ze nie umiem kcohać, ze mam tak a nie inaczej on zaradzi tylko bym dała się mu porwać... a ja uparcie nie bo jestem TAKA... po pzreczytaniu jest mi łatwiej bo poznałąm przyczyne moich jeszcze wielu problemów. Kóre teraz sa już mniejsze niz kiedyś. Ale to wszystko Jego łaska. Na myśl o tym jaki człowiek bez Niego jest smutny, pogrążony w ciemnościach, opuszczony, uwaza ze nikt go nie kocha i jak jest starsznie sam... tym bardziejs zkoda mi tych ludzi i tym bardziej pokornieje...bo gdyby nie Jego łąska mogłabym też udać ze nie słyszę jak mówi do mnie... nie pójsc wtedy do spowiedzi, nie powziąśc decyzji ze czas skończyć z tym zcyiem jakie zaczełam wieść .. ze nie tędy droga... A wydawało mi się ze była wtedy pęłnia szczęscia... jakie to okrutne kłamstwo...

Szczęsliwa jestem dopiero teraz.. tak mam poczucie pustki, ale depresji juz nie mam. Popadałam w nałogi -teraz trzymam się, na ile- zobaczymy... Tak, krytykę odbieram bardzo boleśnie, nawet słowa które tylko zwracaja uwagę bym coś poprawiła... podkopują moje poczucie pewnosci siebie... z tym walczyc muszę.. ocena innych czasem się temu daje ale wteyd pamiętam o Bogu i tym ze On mnie jeden zna a mimo to kocha... pzrez to przestałam plotkować i osądzać innych...

Tak wiara pomogła mi i nadal pomaga wychodzić z tych hipochondrii moralnych, dręczen i poczucia beznadziei i tego, ze ejstem nikim... dla Niego jestem Wszystkim...

Dziękuję mu kazdego dnia, za to ze mnie wybrał... Juz nie stoję pyszna jak za czasów licealnych o tak ja chodzę na pielgrzymki, ja się modlę a oni nie... teraz jestem pół na pół i celnikiem i łazarzem ... kiedyś byłam tylko celnikiem...

Sama nie wiem - tyle chcę napisać, tyle opowiedziec a wszystko schodzi i tak do jednego - do ogro,mnej wdziecznosci za Jego miłość... i współczucia dla tych, którzy Go odrzucaja.. siegnęłam dna w wierze i wiem jak to jest byc z dala od Niego, gdy kiedyś było sie bardzo blisko ...Jestem takim synem marnotrawnym ... który czasem zapomina jak trudno jest walczyć z nałogiem, ile mnie samą kosztowąło powrót do Niego... zapominam ze jak się nie ma korzeni wiary to tylko modlitwa i wytrwałość jest potzrebna za taką osobę..

zapominam bo chciałabym już... ale to uczy mnie pokory, chyba też miłośći by kochać ludzi takimi jacy są, nie patzreć na pryzmat ich nałogów i złych zachowań.. tak jak moje one z czegoś wynikają...



pocieszenia przyuchodzą tak cicho, ze mozna ich nie zauwazyć.. on przychodzi tak delikatnie, tak pokornie... ogarmnia mnie ogromny lęk dla Tej pokory i Tej Jego Miłości...



chyba na dzis tyle....



przepraszam za błędy ... pewnie później poprawię


aQada (11:31) 4 dźwięki



17 września 2009
Un café solo en la taza rota


Brak mi hiszpańskiego.. wściekła jestem na siebie, ze 3,5 roku tak zmarnowałam.. a to jedyny język który łatwo wchodził mi do głowy i nawet w tym języku zaczynałam rozmawiać...A teraz nie mam siły by zaczynać od nowa... Czytałam czytanki, słuchałam radia..a teraz?? zero nic ... tak chciałabym mieć tyle zapału co wtedy... by zacząć



wcinam migdały w czekoladzie.. pyszne!! dobrze ze wcześniej nie wiedziałam ze sa tak smaczne bo bym się nimi opychała. Teraz przynajmniej mam powód: zdrowie dziecka na przyszłość.



Jak je robiłam dzisiaj przypomniało mi się, jak mama w czasie komuny - choc ja mieskzajac na wsi wogóle nie odczułam komuny. W klasie 2 i 3 normalnie Pani lekcje zaczynała od pacierza, odpusty, św Kostka było wolne i wszystkie dzieci do kościoła, na mszę... Jaka komuna... byłam wogóle zdziwona ze ja w jakiejś komunie żyję...

No tak fakt nie było czekolady, nie było fajnych słodyczy, ajak oglądałam katalog przywieziony z Niemiec pzrez śp dziadka Staszka to nie mogłam uwierzyc ze takie cuda sa:) pamietam jak z Ewką to oglądałysmy... to jak jakąś księgę największej wagi.. potem chowałyśmy do szuflady coby się nie zniszczyła...

A słodycze jak dziadek przywiózł niemieckie... rany aż Ewka się pożygała miała chyba ze 4 albo 5 lat do tej pory jak to wspominam chce mi się śmiać Ale wetdy dała czadu ... opyliła chyba wszystko co można było



A Marta ... my do szkoły, a Marcia pasiona pzrez babcię jajkami codziennie była Miala taki cholesterol ze niejeden zawałowiec by się nie powstydził

Oj ale najbardziej zazdrosciłysmy jej z Ewką jak było bicie świnki... my w szkole się męczymy a ta wcina sobie pyszności świnkowe

No ale chciałam napisać ze jak migdały robiłam to przypomniała mi się czekoalda mojej mamy... tak żadna nie smakuje jak tamta :) Była przepyszna.. dla nas to był największy rarytas na świcie



tak mnie naszło na wspominki ... ostatnio czesto wspominamy dzieciństwo.. chyba to juz ten wiek że się zaczyna rozumieć ze tamto już nie wróci.. a najbardziej dobitnie uzmysłowiła mi to smierć mojej babci...

nadal to przezywam ...



moje dziecinstwo u dziadków było fajne...



a teraz jestem stara mam sowje życie, jedo doratsjące dziecko, drugie dopiero zaczyna swoją drogę...

rano się powyłam, potem jak wstąpiłam do kościoła...

ogólnie.. jak patzrę na moje zycie to nic specjalnego nie soiagnełam.. autem nie jeżdze bo się boję, do pracy nie dię bo nie dam rady, zresztą kto zajmie się Martyną, kto zaprowadzi na zespół?? No i nie wyobrazam sobie by ktoś poza mną zajmował się moim drugim dziekciem.. poza mną i mężem..

osoby w moim wieku nieźle prosperują, kariera, własny kąt, a ja... wciąz na jakimś choelrnym zakrecie i zamaist byc lepiej jest coraz gorzej... zamiast z bagna wychodzić to w nie coraz bardziej wpadam ...



gdzie jest ten cholerny włącznik światła...








aQada (12:02) 2 dźwięki



16 września 2009
Dziś -czyli jak dobrze że "wczoraj" mam za sobą

Dziś wizyta lekarska. Wszystko dobrze. Tętno dziecka 177 … rozczuliłam się trochę jak usłyszałam bijące gdzieś w środku mnie serducho małego człowieka, który nawet nie wie że zacząć żyć...
Uśmiechnęłam się... Jak na moje podejście to duży postęp. Niestety za 9 dni stawiam czoła znów krwiopijcom z luxmedu … znów progesteron. Ale nie utoczą mi już tyle co wtedy krwi więc jest szansa że dam radę...
Dobiła mnie waga mojego ciała... 67 kg... no cóż i taka ma pozostać do 7 miesiąca ciąży a najlepiej do końca ciąży a jeszcze lepiej jakbym zrzuciła trochę kg ze swej tylnej części.. I nad tym mam zamiar się skupić.. stepper stoi w kącie i piszczy... trzeba go rozruszać...
Kolejna wizyta jednak nie za miesiąc a za 2 tygodnie... poraża mnie ile gotówki zostawić będę musiała... na kij kolejne usg i cytologia, ale cóż lekarz mówi, pacjent słucha...

Wczoraj byłam na spotkaniu wspólnoty. Jak zwykle nie miałam ochoty iść, ale się zebrałam i oczywiście jak zwykle nie żałowałam... To pocieszenie jakiego doznaję w czasie spotkania i od ludzi jest niesamowite, ładuję mi akumulatory na cały tydzień by nie wątpić i nie tracić nadziei... od razu robi się jasno, wszelkie smutki zostały przegonione... dziś mogłam zacząć radośnie...
wczoraj byłam bardzo smutna i przygnębiona, wiele rzeczy jak gdyby sama wbijałam sobie do głowy utwierdzając się ze to ja mam rację , choć tak naprawdę nie znam powodów jednak podejrzenia miałam i uznałam je za słuszne, co sprawiło ze miałam mroczny i beznadziejny dzień...
Dziś mimo faktu że mam znów za 2 tyg iść się zmierzyć z igła jest inaczej... mam nadzieję ze utrzymam ten stan długo i nie dam się chorym podżeganiom czarnego

ja w ogóle za zaborcza jestem w kwestii przyjaciół.. i dlatego ich nie mam... raz ze zaborcza dwa najlepiej by oni robili jak ja chcę – czyli dochodzi tyrania... poza tym moja emocjonalność zbytnia, branie wszystkiego do siebie, uważanie że to ja zawsze coś źle robię że ludzie zaczynają mnie unikać.... daje wynik 0 przyjaciół. Nie uznaję innych faktów że są zajęci, nie mają czasu.... poza tym moje święte przeświadczenie ze się narzucam i ze przeszkadzam .. to wszystko powoduje moją izolację od innych ….

ot taka refleksja ostatnio mnie nachodzi … nie mówię ze mi z tym źle i że nie mam bliskich mi osób no mam moje siostry, moja ukochana J, siostra E. To są osoby do których w nocy o północy mogę smsa napisać i wiem że pomogą...

Ale to są jednostki te pierwsze mają nakaz mnie kochać bo rodzeństwo , tamte pozostałe dwie no chyba mnie nawet lubią no i wsparcie zapewnione jak nic


I cóż nic ciekawego nie wyszło, a myślałam ze znajdę odpowiedź na nurtujące mnie pytania w kwestii nowych znajomości
W sobotę ur Martynce robię. Przyjdą szwagry. Torcik zamówiłam plus dwa ciacha – szwagierka uwielbia słodycze :) A dla reszty jarzynowa sałatka -oj mam okropną chęć!! I jaja faszerowane -a kto powiedział ze tylko na Wielkanoc :D jakieś pikle i uważam full wypas



Co mnie dobija tak że mi się żyć odechciewa?? Edukacja mego dziecięcia... te codzienne że coś się stało... to jej lenistwo i niechęć do nauki... czarno widzę koniec roku... W Pn idę złożyć podanie o skierowanie na badania, może dostanie się na jakieś ćwiczenia do poradni .. mam nadzieję jedynie ze nie jest dyslektykiem, a problemy z ortografią to jedynie brak wyedukowania …Wczoraj to mnie dobiła jak pow że dlaczego 2 kanapki jej zrobiłam.. ręce mi opadły ... Ja zrobiłam jedną..znakiem tego druga była „wczorajsza” … dlaczego ona jest taka roztargniona, ja nie wiem w jakim ona świecie żyje, na myśl o drugim dziecku i o tym że mam znów przechodzić to samo co z nią w przedszkolu i w szkole popadam w czarną rozpacz...

Dobrze ze jest dziś... wczoraj zmęczyło mnie swoim mrokiem .. bardzo źle się miałam ... ale to z własnej winy bo dopuszczałąm chore myśli i się nimi katowałam ...





ps.1

wczoraj uświadomiłam sobie na odnowie, ze nie umiem ani Wielbić Pana, ani mu dziekować ani przperaszac.. jeśli juz cos mi zaświtało miałam blokadę myśląc ze to takie trywialne, po czym za chwilę te słowa, któe miałam w głowie mówiła inna osoba...

ps2.

wciąż od Niego uciekam... boję się że znów czegoś będzie chciał.. a ja już tyle dałam i nawet pogodziłam się z ciążą, a tu nic poza tym się w mym zyciu nie dzieje.. chyba się buntuje i chce uciec przed Nim... ze złości ze ja tyle daję z siebie a on nic... głuchy na wszystko... nie chcę widzieć dobra wokół mnie...


aQada (12:16) 2 dźwięki



14 września 2009
Poniedziałkowe refleksje


Przeżyłam ... pobranie krwi... na myśl o kolejnym robi mi się słabo, a przez umysł wciąż przewija się moment wkłucia, potem ten stan gdy wiesz, ze jak za chwilę nie skończy - zemdlejesz. Jak to moja siostra powiedziała mam się uspokoić i nie histeryzować, to dla celów wyższych. Nie skomentuje owych celów... ni słowem.

W srodę znów wizyta i stanę się pełnoprawną kobietą w ciąży - założona zostanie moja karta, bedę uprawniona do odbioru becikowego bo zdąże pzred 10 tygodniem więc powinnam się cieszyć...

Duchow mam się nieźle... ja się zastanawiam czy spowiedź u o. M nie traktuje jak leku na całe zło...każda spowiedź to juz pomoc, ezgzorcyzm itd... moze ja sobie wmówiłam że po spowiedzi u niego bedzie mi lepiej? No i faktycznie jest?? Nie zagłebiam się w to. Cieszę się ze duchowo wyszłam z bagna. Modlę się więc zabezpieczona jestem ;)

Ostatnio na odnowie każdy dzielił się swoimi przemyśleniami na temat urywków jakie dostali w czerwcu z listów św Pawła... mnie nie było więc teoretycznie nie powinnam takiego mieć... ale miałam... przypadkeim na nazaretanskich dla rodzin s. Klara powiedziała jak ona czasem sobie szuka fragmentów Pisma -poprzez ważne daty. Mi od razu wpadła data naszego ślubu:5.4 ... i cóz trafiłam ??? Od razu do Rzymian: "wytrwałość do cierpliwośći, cierpliwość zaś do nadziei" bym to zrozumiała musiało trochę minąć.

Tym fragmentem podzieliłam sie we wspólnocie.. ale jak zwykle ja źle :D po wyjściu pomyślałam ze On chce bym była w tej wspólnocie, to taki Jego znak widzialny dla mnie, ze tam moje miejsce, i jak dba o mnie!!! Nie było mnie, a fragment odstałam!!

Ostatnio przez to bagno zastanawiałam sie czy powinnam chodzić.. ten fragment pomógł mi dostrzec to, czego nie widziałam. Tam jest moje miejsce tyle, ile On będzie chciał.

Poddanie się Jego woli z jednej strony boli, ale zdrugiej po powiedzeniu Tak przychodzi moment radosci i ulgi...

Poza tym wytrwałość w modlitwie bo też miałam dość.. nic się nie zmienia... to znaczy nie chcę chyba widzieć jak wiele się zmieniło...zamykam oczy i udaję ślepą i mam pretensje ze nie jest jak ja chcę....

modlitwa to wytrwałość ogromna...

Choć zastanawiam sie jak oni rozumieja to o co ich prosimy.. bo po nowennie do sw Józefa o dobrą prace dla siebie i Robeta .. okazało sie ze jestem w ciązy... to moze własny kat to M1 na cmentarzu ?? No cieszę się ze tym stwierdzeniem Basię rozbawiłam :D Po czym ona mnie jeszcze bardziej wiarą w to ze znajdzie mi pracę :D Kochana Basia!!

Powiedziałam jej ze ja się poddałam i koniec... no cóż... moze jakoś ją modlitewnie wesprę w tej jej wierze we mnie :D zebym ja tak wierzyła w siebie jak inni we mnie i moje zdolności....

Z niemiłych rzeczy ?? Wczoraj dowiedziałam się że nie wszytko jest takie na jakie wygląda i że jednak jestem naiwna w ocenie ludzi ... znów się pomyliłam. najbardziej zal mi mojej przyjaciółki, której to zajscie dotyczy i jej rodziny... omadlam i ich i tą osobę, która doprowadziła ich do łez i tego smutko jaki teraz u nich gośći.

wogóel poiwnnam zeszyt modlitw założyć bo połowy omadlanych zapominam :D

najlepiej stali członkowie plus dodatkowe intencje ;)



ps.1 Brak mi kawy !!!!!



ps2. Podróżuje z Herodotem ... i Kapuścinskim... zastanawia mnie dlaczego jak człowiek umrze, dopiero wtedy wzbudza zainteresowanie?? No dobrze po Lema nie sięgnęłam, kołakowskiego nie czytałam - ale mam zamiar! Ale Kapuścinski - jak jemu Herodot tak on mnie bliski :) Ciesze się ze nie tylko ja świat rozkładam na części I i pytam ... :)
aQada (09:56) 2 dźwięki



04 września 2009
nigdy nie mów nigdy


wakacje minęły...dużo się działo... bardzo wiele się zmieniło...

czy na dobre?? chyba tak...

przez ostatni rok - myślę ze nie dłużej - czułam się jak zamknięta w pudle. Najpierw było ciemno i nie mogłam znaleźć wyjścia. Chodziłam po omacku, powoli by znaleźc drzwi. A one jakby wciąż zmieniały miejsce swej lokalizacji.

Nie wiedzieć kiedy ktoś zapalił światło. Okazało się ze pudło całe wyściełane jest czymś białym, miękkim. Drzwi chyba były, ale dojście do nich też niemożlwie. Dlaczego? Każdy ruch powodował ze nagle zaczynało się odbijać. jak piłka kauczukowa...

A teraz?? Nie ma nic... drzwi się odnalazły. Pustka została wypełniona. Czym?? Tym przed czym tak przez 10 lat uciekałam...

Rok mijał na dośc intensywnej mdlitwie -inaczej bym zwariowała. Pzred ignacjanskimi trafiłam do Odnowy. Potem ignacjaskie- zuepłnie inny czas niż rok czy dwa lata wcześniej. Spałam jak zabita, co prawda światło miałam zapalone ale byłam mocna :)

To był czas ogromnej radosci i oby tylko to co zasiane dobrze rosło. Potem NAzaret. I spotkanie tych wszystkich których spotkałam w ostzreszowie... Górka Klasztorna.. w powietrzu czuło się to coś czego w Żdżarach mi brakowało... Nie było pustki, był spokój, ufność no i mozlwiośc swobodnej rozmowy z Maryją...

Potem juz po świecku,... czas starcony?? Nie wiem wróciłam zmęczna, ale chyba czegoś się nauczyłam.. coś odkryłam?? Nie wiem ...

Będąc nad mozrem dowiedziałam się jestem w ciąży... własnie to wypełniło ten mój bezsens życia. Zastanmawiam sie czy może ja się źle modliłam prosząc o dobrą prace?? Moze winnam była dodać taką gdzie się materialnie zarabia :D

ale poważnie... modlitwy są wysłuchiwane tylko zawsze trzeba zaufać i "nie moja a Twoja wola Panie niech się stanie"



A ciąża?? Strasznie pzreszłam czas po wizycie u lekarza... nie chcę nadal pokazac po sobie ze jednak się cieszę... serce co innego a rozum wypycha te uczucia by panował chłod by sie nie złapać na tym że się ciesze...

jedynie odpowiedzialność...



najdziwniejsze ze wiem ze wszystko będzie dobrze

nawet ten mój lęk pzre igłami chyba zniknął ewentualnie na czas ciąży stracuił na znaczeniu



nie wiem jak dam radę... ja i dwoje dzieci... i to drugie po 11 latach ...nie chcę myśleć o tym co będzie a żyć tym co teraz...



liczyłam ze pójdę do pracy- Martyna już duża dziewczyna, ze moze własne mieskzanie... a tu ???

To przed czym tyle lat uciekałam w koncu mnie dopadło... myślę ze dopadło bo powiedziałóam tak .. chyba jeszcze z lękiem , ale po wstawienniczej wiedziałam czego On ode mnie cche... a czy tat chce źle dla swojego dziecka??



Mam cięzki czas i duchowo i psychiocznie ale wiem ze nie jestem sama...

ciesze się ze mam swoją wspólnotę. czuję się w niej jak za czasó i chrześcijan... i ta miłośc i ich wsparcie i troska o mnie...nieprawdopodobne...



a to wszystko zawdzięczam jednemu słowu : TAK


aQada (10:28) 6 koncertów

01 września 2009
to jak to z tym życiem po zyciu ?? ze niby go nie ma??




Pod sercem ...

… mamy rozmawiały ze sobą bliźnięta:

- A ty wierzysz w „życie po porodzie”?

- No jasne, tam musi przecież coś być! … Mnie się wydaje, że właśnie po to teraz tu jesteśmy, by się przygotować na to, co będzie dopiero potem.

- Ej, ty głupoty opowiadasz! Żadnego życia po porodzie przecież nie ma, bo jakby to miało wyglądać?

- Nie wiem jeszcze… Ale będzie więcej światła, będziemy biegać, skakać, jeść buzią?

- To bez sensu! Biegać się nie da! Kto widział, by jeść ustami? Przecież żywi nas pępowina!

- Nie wiem jeszcze… Na pewno zobaczymy naszą mamę. Ona się będziee o nas troszczyć.

- Mama? Ty wierzysz w mamę? Toż to jakieś bajki! A kto to w ogóle według ciebie jest?

- No, przecież ona jest wszędzie, wokół nas. Dzięki niej żyjemy. Bez niej, nas by tu nie było.

- Nie wierzę! Ja żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma.

- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, to możesz posłuchać jak śpiewa, jak do nas mówi, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później…

Biuletyn Informacyjny Apostolstwa Dobrej Śmierci "Nadzieja i życie" nr 51/2009
aQada (15:05)



Podziel się:

Trackback: http://bloog.pl/id,6187543,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Maj 2009
piątek, 16 lipca 2010 15:08
09 maja 2009
Moje imiona czyli cala prawda o mnie

Dziś szukałam sobie o swoich imionach a więc Agata Iwona Magdalena:)

I jak czytam to każde imie to mój charakter :) Taka jestem .. czy ja wierze w to ze imię kształtuje charakter? Nie:) tylko mój charakter nie mógłby mieć innych imion :) Moje patronki zresztą zadbały o to by mój charakter oddawał sens moich imion:) Wszak w ST imię było wazne:) Mówić do kogoś po imieniu to coś więcej było:)

no to zaczynam

Agata to dobra..ale nie lągodna i opiekuńcza!! No i już się cieszę:) Bo moje smutki ze jestem małopiekuńcza zniknęły..nie znaczy taką mnie Boze stworzyłeś, taką mnie masz, albo imię mam takie to taka mam być, tylko hmm wiem , ze to normalmne, co nie znaczy ze tego nie zmieniam :)

Moje imiona :) Czyli cała prawda o mnie:)

Agata - po grecku znaczy "dobra", choć nie jest łagodna i opiekuńcza. Optymistycznie patrzy na świat. Kocha ruch. Nie cierpi nudy. Jest bardzo uzdolniona artystycznie, że szczególnymi skłonnościami do rozwijania talentu literackiego. Na każdym kroku ujawnia swój twórczy umysł, jest skłonna do dyplomacji. Ma wspaniałe poczucie humoru, co ułatwia jej stosowne wychodzenie z sytuacji życiowych. nic dodać nic ujać:D

Iwona - jest odporna i nie załamuje się byle niepowodzeniem. Łatwo przystosowuje się do nowych warunków. Lubi być blisko natury. Osoby o tym imieniu maja niełatwy charakter, są materialistkami, lubią pieniądze i zaszczyty. Są bardzo subiektywne i niesłychanie przekorne. Cechuje je wyjątkowa aktywność. Cechuje właśnie cehcował... ale po to Bóg dał nam rozum i mądrych ludzi by niwelować egoistyczne zachowania :) materializm gdzieś da znać o sobie..ale pwoiem ze to też genetycznie pzrekazany

Magdalena- Magdaleny są wrażliwe i wyczulone na subtelne sygnały, których większość ludzi po prostu nie dostrzega. Jednocześnie jednak nie ulegają złudzeniom, mają dar jasnego widzenia rzeczywistości oraz - rzadko idzie to w parze - niewątpliwy życiowy spryt. Kobiety o tym imieniu dążą do tego, żeby poznać życie w całej pełni; pociągają je zarówno rzeczy idealne, jak poezja, sztuka i filozofia, jak i sprawy "świata tego" - rywalizacja, pieniądze i seks. Oddają się jednemu i drugiemu, nie dzieląc swojego życia na osobne szufladki. Uroda Magdalen polega głównie na witalności. Zdarza się, ze silnie działają na mężczyzn, choć wcale nie są pięknościami z okładki. Małżeństwo i dom raczej nie są dla Magdalen celem samym w sobie. Ich celem jest życie na wysokich obrotach. Uwaga, panowie! Tym kobietom trzeba umieć sprostać!

Ogólnie rzecz biorąc lepszych imiom mama z tatem dac nie mogli a i ja dobrałam idealne na Bierzmowanie:)
A przeczytwaszy życiorysy moich świętych patronek - ich imiona dokładnie były odbiciem ich charakteru:)
Ucieszyłam się takze że znalazłam siostre Iwonę od Miłości z Malestrait!! Moze będzie swięta? Jakby nie było dla mnie jest :) I to są moje wzory własnie by niwelować te egoistyczne cechy, postawy i róznego rodzaju przywiązania:)

aQada (09:40) pustka i cisza


O odpustach

dziś byłam u x. S. i pogadaliśmy o duszach czyścowych uświadomił mi ze codziennie można uzyskac odpust zupełny


jest pięc warunków:


1. Spowiedź święta
2. Komunia św.
3. Wierze w Boga Ojca i Ojcze nasz w intencjach papieża
4. Wolnośc od przywiązania do grzechu
5. Czynność(i tutaj jest albo obecnośc w kościele - są takie święta ze obecność w świątyni wystarcza , albo odwiedzenie cmentarza w czasie listopadowym 1-8, lub też: różaniec, koronka odmówiona wspólnie z radiem np lub z drugą osobą a jak nie ma takiej możliwości to półgodzinne czytanie Pisma św albo półgodzinna adoracja Pana Jezusa nawet w tabernakulum)

Poza tym jak mijasz Krzyż mozesz wzbudzić intencję sobie ze: Panie Jezu za tych wszystkich co Twego Krzyża nie szanowali, albo wejście do Koscioła na chwilę za tych co go za życia omijali i krótka modlitwa, każdy znak krzyza jak jest tylko intencja za tych co tego za życia nie robili to juz jest też odpust cząstkowy a jak się żegnamy wodą święconą to trzeba też intencję że za dusze w czyścu cierpiące tak samo jak całujemy Krzyż to też starczyn wzbudzić intencję za tych co go nie szanowali...

poza tym jeśli w 4. warunku jest jakieś przywiązanie do nałogu to będzie to odpust cząstkowy ale będzie!

Odpusty można ofiarowac Maryi za dusze w czyśćcu cierpiące bo Ona wie jak nimi dysponować acha i ważne: za siebie też można ofiarowac jak jakieś ważne wydarzenie np rekolekjce i spowiedź generalna, albo odpust w Kościele od czasu do czasu trzeba za siebie



aQada (09:16) pustka i cisza



06 maja 2009
Majówka


Weekend majowy minął a ja powoli dochodzę do siebie.. takie tempo zwiedzania.. wrocław, Praga, Karpacz plus Śnieżka, potem zjazd kolejką - niedoopisania jak można się bać...

powrót do domu... w sumie tylko w niedzielę spaliśmy do 8:00

tzn ja 6:30, ale ze drzwi od bursy były zamknięte więc nici ze mszy i poszlam spac dalej

Praga jest hmmm fajna.. łatwa komunikacja, to nie to co Paryz. jendak nie dla mnie molochy. Praga spokojna mimo wilości turystów, to w metrze spokój źle nie było.

Teraz mamy w planach ZOO w Pradze. Zobaczymy.

Ogólnie ejstem bardzo zmęczona tym wyjazdem. Dobrze że Martynka była u mojej mamy

nie dałaby rady w takim tempie i tak wcześnie wstawać.

W Muzeum Miniatur w Kowarach oglądnęliśmy dolnośląskie zlotu ptaka

mam nadzieje ze przyjdzie mi tam jeszcze się wybrac. Piękny region polski. Tylko u nas tak wszystko wypromowane. Podziwiam tych co ten Park Miniatur założyli i wciąż dokładają nowe miniaturowe budowle.

Szkoda ze nie ma takich muzeów na całym terenie Poslki, a w każdym regionie pokazującym budowle. po parku chodzi się zpzrewodnikiem za jedyne 13 zł.

Coś pięknego...historia kazdego budynku. Dzięki tejze wizyci pojechaliśmy do Kszeszowa by zobaczyc Bazylikę. Cóż Paryż, Kraków i inne znane mi bazyliki to pikuś przy tej Bazylice. Arcydzieło sztuki Kszeszów taka sobie miescinka bardzo przytulna i z oddali widac diwe piękne wieze. Wchodzac na plac bazyliki widzimy tylko fasadę... TYLKo.. sama ona jakie wrażenie robi!! Wchodząc do środka czlowieka zamurowuje...

Polecam Dolny Śląsk.

Moze sama zajmę się Lubelszczyzną? Odkrywac jej zamki, historie.. to tak samo ciekawy region .. co prawda dolnyślaśk pzrez wiele wieków najpierw był czeski, potem Pruski... ale kazdy nasz region jest piękny.. tak jak i nasza tradycyjna kuchnia...

w sumie mam gdzieś wojaze za granice.. w Polsce jest dopiero co zwiedzać...

Polska jest piękna

Jasne swój wkład mieli też zaborcy w to jej piękno, ale też mieli wkłąd w jej zniszczenie intelektualne...

Moze dobrze że u nas takiej komercji nie ma??

Sama nie wiem... ale od teraz polecam Dolny Śląsk szlakiem tamtejszych zamków kórych jeśli idzie o odległości jest więcej niż Zamków na Loarą :)
aQada (11:04)




Podziel się:

Trackback: http://bloog.pl/id,6187539,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Kwiecień 2009
piątek, 16 lipca 2010 15:07
18 kwietnia 2009
dobre wieści


Zastanawiałam się czy pisac o tym, o moich walkach duchowych...cóż ktoś się ubawi, ktoś w głowe popuka ale moze komuś pomoże?? "Dać świadectwo prawdzie" i chyba zbędne komentarze dalsze.. znów wczoraj dopadło mnie to samo jak dejavu .. ale to nie było to... to się znó działo naprawdę. Coś czułam ze musi się coś stać niedobrego - nie mogłam spać, lęki jakieś nocne... no i wczoraj się wyjaśniło. I zapadła ciemność uznałam że nie dam rady, że to ponad moje siły ( a chodziło o moje dziecko i jego problemy duchowe)

że po co ona mi to opowiada... byłam załamana, nie umiałam jej pomóc. Zaczęłam się zamykać wsobie, bo pzrecież ja jej nie pomogę.. guzik prawda. Własnie jej pomogę jak?? Przebaczajac, przytuklając, pokazując gdzie jest własciwa droga. To w srodku we mnie ta ciemnosc to coś okropnego ... złapałam różaniec. Odmówiłyśmy. Ona zasnęła wpokoju, a moje serce się uspokoiło. Poczułam wielką ulgę.. Nie ma żadnej rzeczy, której byśmy nie pokonali jeśli ofiarujemy ja Jemu. Nie ma..tylko dlaczego ja o tym tak często zapominam??

Potem pzreczytałam smsa od O. Jóżefa, kapucyna (nie wiem w jakiej części Polski jest ...kiedyś mój mąż dostał od neigo smsa.. myślalam ze to nasz Ojciec Józef.. napisałam wówczas podając owemu tajemniczmeu Ojcu swój numer telefonu. teraz i do mnie podsyła smsy. skad miał numer mojego męża? nie mam pojęcia... pewnie kapucyni mieli znowu jakąś akcję wysyłania smsa do kogo popadnie :D i się udało ze trafili na nas. ) I czytam zaległego smsa.. coś mnie odciagało by nie czytać a tam co ?? przypomnienie ze ejst niedziela Miłosierdzia Bozego... no tak czarny szaleje i się wścieka bo dobrze wie co to za dzień i jakie daje łaski ...

dziuś rano wstałam pogodna pełna spokoju i radości... jeszcze chyba anioł stróż sprowadzil smsa od znajomej siostry, która dziś w Częstochowie...

Nie ma niczego z czym nie damy sobie rady, jeśli ofiarujemy to panu

"nie boję się gdy ciemno jest ojciec za ręke prowadzi mnie" teraz to rozumiem bardzo dobrze...

pozostaje mi jeszcze jeden cytat od św Pawła do rozgryzienia ..niby rozumiałam już ale po wczorajsyzm artykule o przyjaźni(jednym z wileu) w Glosie Karmelu coś owo hasło "moc w słabosci się doskonali" nijak nie moze dopasować się do mnie, a juz vbyło dobrze...



piszac to miałam watpliwości czy robię dobrze... ale robię dobrze :) nie można takich wieści trzymać dla siebie :)








aQada (10:53) pustka i cisz

Wrzesień 2009 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:09
29 września 2009
na dziś


To chyba najlepiej oddaje co czuję, jak się czuję i co mną targa i jak jest trudno uznać swą małość... i jak pomimo wad, zła Bóg kocha ale tych co pokorni i z pokorą przyjmują wszystko... nawet swoją grzeszność, małość .. to, że bez Boga giną i bez Jego łaski nie mogą niczego uczynić, ale gdy tylko oddadzą się pod Jego opiekę to jest jak w piosence religijnej:

" Ci co zaufali Panu odzyskują siły

Otrzymują skrzydła jak orły, biegną bez wytchneinia"

i ciemnośc nie jest ciemna, i siła by walczyć z grzechami i słabościami... tylko się ukorzyć i zaufać... że On naprawdę kocha...

a tak rzadko sięgam do Tomasza A Kempis... tak mało czytam Słowo Boże... coraz bardziej się oddalam... popadam w pychę celnika... fałszywą pokorę...



Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'

KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu

Rozdział L. W JAKI SPOSÓB CZŁOWIEK W ROZPACZY MA SIĘ POWIERZYĆ DŁONIOM BOŻYM

1. Panie Boże, Ojcze najwyższy, bądź błogosławiony teraz i na wieki, ponieważ chcesz tego, co się stało, a to, co się stało z Twojej woli, jest dobre. Niech się raduje w Tobie Twój sługa, nie w sobie ani w czymkolwiek innym, bo Ty jesteś radość prawdziwa, Ty nadzieja, Ty moja nagroda, Ty wesele i godność moja, o Panie.
Co posiada człowiek, Twój sługa, czego by nie otrzymał od Ciebie nawet bez zasługi? 1 Kor 4,7. Twoje jest wszystko, co dałeś i co uczyniłeś. Biedak ja Ps 88(87),16, trudzący się od dziecka, i jakże często smutno mi w duszy aż do łez, a jeszcze kiedy szarpią ją groźne namiętności.

2. Pragnę radości, pokoju, proszę Cię o pokój dzieci Twoich, które pasiesz na łąkach wiekuistych w blasku szczęśliwości. Jeśli zsyłasz pokój, jeśli zlewasz na mnie swoją radość, moje serce napełnia się ukojeniem i zachwytem dla Twojej chwały.
Ale jeżeli, jak to często bywa, odbierasz swoją łaskę, nie potrafię iść drogą Twoich nakazów Ps 119(118),32, ale tym bardziej będę się rzucał na kolana i bił w piersi, bo dziś nie jest takie jak wczoraj i przedwczoraj 1 Mch 9,44, gdy świeciło mi Twoje światło nad głową Rdz 31,2.5, a ja w cieniu Twych skrzydeł byłem bezpieczny Hi 29,3; Ps 17(16),8, nawet choćby runęły na mnie hurmy pokus.

3. Ojcze sprawiedliwy i czcigodny, przyszła na mnie pora próby J 17,25. Ojcze ukochany, trzeba aby Twój sługa zniósł ten moment dla Ciebie. Ojcze uwielbiony na wieki, przyszła pora, którą Ty przewidziałeś od wieków, abym na pewien czas upadł pozornie J 17,1, ale przecież żył zawsze w głębi Twojej miłości.
Wzgardzony będę przez jakiś czas i upokorzony i upadnę w oczach ludzi, zmiażdżą mnie namiętności i rozpacz przygniecie, a wszystko po to, abym podniósł się znowu w blasku nowej światłości i zajaśniał w niebie J 17,11. Ojcze najświętszy, Twoje to zrządzenie i Twoja wola Jdt 9,4i stało się tylko to, co sam przewidziałeś.

4. To także bowiem jest łaska Twojej przyjaźni: cierpieć udręki życia z miłości do Ciebie wtedy, kiedy zechcesz i od kogo zechcesz Ef 1,11; Jdt 9,5. Bez Twojego pomyślenia, bez Twojej wiedzy i przyczyny nic się nie dzieje na ziemi Hi 5,6. Poniżyłeś mnie, Panie, dla mojego dobra, abym poznał dogłębnie Twoją sprawiedliwość Ps 119(118),71, a odrzucił z serca pychę i zadufanie. Wstyd okrył moje policzki, ale z pożytkiem to dla mnie Ps 69(68),8, abym u Ciebie jedynie, nie u ludzi szukał pocieszenia. Nauczyłem się też dzięki temu bojaźni niepojętych Twoich wyroków, bo zsyłasz smutek i na sprawiedliwego, i na bezbożnego, ale zawsze słusznie i sprawiedliwie Koh 9,2.

5. Dziękuję Ci, że nie oszczędziłeś moich grzechów, ale wychłostałeś mnie gorzko rózgami, raniąc cierpieniem, trapiąc mnie i z zewnątrz, i z głębi mojej własnej duszy.
Nikt nie może mnie pocieszyć tu na ziemi Lm 1,2, tylko Ty, Panie, Boże mój, niebiański lekarzu dusz, który ranisz i leczysz Pwt 32,39, strącasz do piekieł i z nich wydobywasz 1 Sm 2,6; Tb 13,2; Mdr 16,13. Twoja nauka jest nade mną, a rózga Twoja mnie nauczy Ps 18(17),36.

6. Oto jestem cały w Twoich rękach, Ojcze umiłowany, pochylam się, aby rózga Twoja mnie poprawiła. Ćwicz mój grzbiet, aby mój twardy kark ugiął się przed Twoją wolą. Spraw, jak to zwykle czynisz, abym stał się uczniem pełnym pobożności i pokory, czujnym na Twoje skinienie.
Nikt nie może mnie pocieszyć tu na ziemi, tylko lepiej, abym tu został ukarany niż w życiu przyszłym. Ty wiesz wszystko J 16,30 i każdą rzecz z osobna, i nic w sumieniu ludzkim nie ukryje się przed Tobą. Znałeś to, co będzie, zanim się stałoHi 42,2; Dn 13,42, i nie ma potrzeby, aby ktoś Cię pouczał albo donosił Ci o tym, co dzieje się na ziemi.
Ty wiesz, co jest dobre dla mojego rozwoju, i wiesz, że trzeba cierpień do oczyszczenia rdzy moich wad. Czyń ze mną wszystko wedle Twojej woli, nie odwracaj się od mojego grzesznego życia, które znasz i przenikasz najgłębiej.

7. Daj mi, Panie, wiedzieć to, co godne wiedzy, kochać to, co godne kochania, chwalić to, co Tobie się podoba, szanować to, co Tobie bliskie, ganić to, co w Twoich oczach nikczemne.
Nie pozwól, abym kierował się pozorami Iz 11,3, jakie widzą oczy zewnętrzne, abym sądził według tego, co zasłyszały uszy głupców, ale spraw, abym umiał rozróżniać zawsze duchowe od widzialnego, a ponad wszystko umiał szukać we wszystkim i zawsze Twojej woli.

8. Zmysły ludzkie często się mylą, mylą się ci, co, zakochani w samym życiu, miłują tylko to, co widzialne. Czy człowiek staje się lepszy od tego, że drugi człowiek nazwie go wielkim?
Omylny omylnego, próżny próżnego, ślepy ślepego, słaby słabego zwodzi, gdy go wywyższa, a im bardziej wychwala, tym więcej go pogrąża. Bo każdy jest taki, jaki jest w Twoich oczach, nie większy - jak powiedział z pokorą święty Franciszek.

aQada (11:49) 2 dźwięki



27 września 2009
Z Herodotem




I niedziela.. zleciało...

czy cos nowego ??

wciąż staranie by lenistwo mnie nie dopadło... wciąż rozmowy z mojej strony niedokonczone, wciąż na nowo poszukiwanie siebie i celu jaki mam wyznaczony

osttanio mam straszna ochotę na herbatę z cytryną

zapijam Dilmhę w ulubionych filizankach

i marnuję czas

obiecałam sobie wiele rzeczy na rekolekcjach ... ostatnio chciałam notatnik znaleźć... chyhba wiem gdzie leży, ale aby go wziąść tzreba ciut sięgnąć... a chyba boję się

bo jak znajdę odwrotu nie będzie

ale słowa jakie dziś przeczytałam jakie znajoma na Forum umieściła idealnie pasuja do mojej sytuacji

"Jesteś letni, jeśli leniwie i niechętnie wypełniasz to, co odnosi się do Pana; jeśli z wyrachowaniem i „chytrością” starasz się ograniczyć swe obowiązki; jeśli myślisz tylko o sobie i o własnej wygodzie; jeśli twoje rozmowy są czcze i próżne; jeśli nie czujesz wstrętu do grzechów powszednich; jeśli działasz jedynie z ludzkich pobudek. (Droga, 331)

Walcz z tą ospałością, która sprawia, że do twego życia duchowego wkrada się lenistwo i niedbalstwo. — Bacz iż może to być początek letniości..., a według Pisma Bóg letnich wyrzuca z ust swoich. (Droga, 325)

Jakże mała jest twoja Miłość do Boga, gdy ulegasz bez walki, ponieważ nie jest to grzech ciężki! (Droga, 328)

Jak masz wyjść z tego stanu obojętności, godnej pożałowania gnuśności, jeżeli nie stosujesz odpowiednich środków! Bardzo mało walczysz, a kiedy się wysilasz, czynisz to ze zniecierpliwieniem i niezadowoleniem, jakbyś chciał, aby twoje nikłe wysiłki nie przynosiły wyniku, byle tylko się usprawiedliwić przed sobą: byle od siebie nie wymagać i byle nie wymagano od ciebie więcej. (Bruzda, 146) Jose Maria

cdn



28.09.09



A co ma do tego Herodot ?? Ano to, ze aby wyruszyc w jakąkolwiek podróż trzeba być otwartym, pełnym zapała i uważac ze nie ma rzeczy niemożliwych.

On przemierzał antyczny świat pełen determinacji, pełen podziwu dla swiata i wyrozumiałości.

I każdy ma swoja podróż do odbycia. A jej wrogiem jest właśnie lenistwo. Powolne gnuśnienie, przyjmowanie danego stanu rzeczy za właściwy, popadanie w kompleksy i myslenie że "e tam gdzie mi się uda"

No właśnie...



Zaczynam gnuśnieć...



Musze iśc do UP coby się znów zarejestrować... Miałam iść dziś, ale Martyna chora. Żałuję ze nie poszłam wtedy, jak wyszłam z Poradni PP. Miałam pod nosem i miałabym załatwione. A tak specjalnie trzeba będzie jechać.

Ale muszę co by dostać pieczątkę że nie pracuję. Tak sobie wczoraj to uzmysłowiłam, że skoro Robert będzie miał pieczątkę, że pracuje, ja muszę mieć że nie pracuję.. i olśniło mnie: musisz iść do UP... Poraża mnie uprzejmość urzędników, i zawsze boję się że coś nie tak wypełnie i mnie odeślą... a mnie to od razu zniechęca....

Ale to mnie tak drąży - ten fakt, ze muszę pójść bo spać przez to nie będę mogła.

Wezmę Herodota to czas zleci przyjemnie na czekaniu.
aQada (16:52) 2 dźwięki



21 września 2009
poniedziałkowo


I znów poniedziałek... Ale lubię jak mam coś zaplanowane na poniedziałki. Wtedy jakoś tak tydzien pracowicie biegnie. A nie na lenistwie i niechceniu.

Sobota mineła, było przyjemnie. Torcik przepyszny. Co prawda dotarł do nas zamiast na 11 to na 15 - pomylili cukiernie, ale warto było czekać. A tak pysznego sernika -ja serników nie lubię - nigdy nie jadłam. Urodziny Martynki zaliczam do udanych .

Poradnia PP dziś też załatwiona, pozostaje tylko wniosek ze szkoły by badanie było pod kątem dysleksji.

W piątek czeka mnie spotkanie w laboratorium. na razie o tym nie myślę.

dziś po raz I ucieszyłam się idąc z zakupami, że jestem w ciąży.

Tak słonko pięknie świeciło, w powietrzu czuć wrześniowy chłód, na chodniku mnóstwo liści, ale jednak wszystko to optymistycznie nastraja. Lubię takie jesienie....



dziś złapałam jakiejś werwy. Uprzątnęłam mniejszy bałagan... nadal jednak szafy i komoda pozostają nietknięte... moze jak więcej sił zbiorę lub jak tylko to miec będę do zronbienia to sie za nie wezmę, bo mnie już ten brak miejsca wykancza.. segregację zrobic muszę






aQada (11:45) 4 dźwięki



19 września 2009
Almost blue








Znalazłam cos co mi muzycznie odpowiada ... i odzwierciedla mój stan na jedno nwielkie ogólne teraz Lubię jazz a ten wybitnie mi pasuje



to ja dzis właśnie taka.,.. i chyba wczoraj i pzredwczoraj i jutro i pojutrze



http://www.youtube.com/watch?v=z4PKzz81m5c



Nowy List poświęcony kobiecie



"Grzech przeciwko prawdziwej miłośćci siebie jest równie ciężki jak grzech przeciw miłości bliźniego"/ z wywiadu z o. Józefem Augustynem tak musze to zapamiętać



"(...)dorosłe dziecko moze mieć problemy z nawiazywaniem głębszych i trwalszych więzi. Bedzie budowało barierę międzyu sobą a światem. Takie osoby wycofują się, chowają w sobie, walczą z każdym, kto próbuje nawiązac z nimi bliższą więź. CZasami zdarza się ze wobec przyjaciela czy partnera mają wygórowane wymagania emocjonalne i oczekują ze wypełni on pustkę (...) WEchodząc w relacje z innymi nieswiadomie odgrywaja czarny scenariusz (...) Zdarza się ze utrzymują patologiczny zwiazek bojąc się, że po odejściu nie będą miały nikogo. Nie radzą sobie z problemami, z trudem przyjmują krytykę, uwazają sie za bezwartosciowe. Często doswiadczają poczucia pustki, wpadają w uzależnienia, mają zaburzoną ocenę rzeczywistości, co moze prowadzić do depresji i psychozy. Nie potrafią dostzrec sensu życia"/ Lis 09/09 "Sprawdź czy znasz takie matki" str. 26



"(...) Fromm idzie dalej przedstawiając typ narcyza, również obsesyjnie zajętego sobą, ale który zamiast podziwiania swoich zalet przeżywa ustawiczny lęk o siebie, bojąc się choroby i utraty życia (hipochondria) lub doszukjąc w sobie samym niedobrych skłonności i cech. (...) Fromm zauwaza, że narcyzm moze jeszcze przybrać trzecią postać, którą nazywa on "hipochondrią moralną". Jest ona odmianą negatywnego narcyzmu(...0 osoba wmawia sobie ze jest nieuleczalnie winna. Obsesyjnie zajmuje się rzeczami, które źle zrobiła, błędami, które popełniła i krzywdami, które - nawet absolutnie niechcacy i bez złej woli - wyrządziła innym. To uporczywe poczucie winy może wydawac się kwestią wysokiej moralności, wzorowo uczciwej i odważnej samooceny oraz głebokiej troski o innych ludzi. Faktem jest jendak, ze osoba taka zajmuje się i interesuje przede wszystkim sobą, swoim sumieniem oraz tym, co inni mogą o niej sądzić i myśleć. Głównym szkodliwym skutkiem hipochondrii moralnej jest niezdolnośc do wybaczania sobie(...). Niekiedy narcystyczni ludzie okazują innym pomoc lub zajmują się wybawianiem ich z kłopotów ponieważ bardzo lubią siebie widzieć w roli dobrodziejów(...) Podświadomym celem tych działań jest dążenie do odkupienia win, po to by samemu poczuć się lepiej."/ List 09/09 "Moja wielka wina" E. Woydyłło, str. 32-33



Przeczytałam to wczoraj. Wiele z tcyh rzeczy jeszcze wwe mnie tkwi, ale z wieloma walcze i staram sie zmieniać. pomaga mi modlitwa, Przykazania i Pismo św. I pamietam ze na I miejscu Bóg i to co on o mnie myśli bo tylko on zna moje serce i wie jaka jestem naprawdę. Ostatnio mam ciezki czas.. własnie to poczucie winy... i to że ejstem jaka jestem... i moje pretensje do Niego ze stoi z boku i patrzy, nie cche mi pomóc..a pomógł..list leżał i czekał na mnie od II tygodnia września... ale moze gdybym nie pzreszła tego wszysktiego wewnętrznie, gdybym nie rozmawiała z Nim w taki spoósb moze nie dsoztregłabym w tym czegoś ważnego, nie dosztregła Jego odpowiedzi...

Modlitwy są wysłuchiwane... po raz kolejny się pzrekonałam. Te teksty ukoiły mój smutek i przygnębienie. A wiara w Niego przynosi ogromne pocieszenie i ogromną siłę.

Chyba znalazłm włącznik światła.. nie zmieni się wsio nagle na dobre, ale teraz widze jak prowadził mnie, jak mnie kocha i jak nie jestem sama. on naprawdę chcę bym Go przytuliła. A to ze nie umiem kcohać, ze mam tak a nie inaczej on zaradzi tylko bym dała się mu porwać... a ja uparcie nie bo jestem TAKA... po pzreczytaniu jest mi łatwiej bo poznałąm przyczyne moich jeszcze wielu problemów. Kóre teraz sa już mniejsze niz kiedyś. Ale to wszystko Jego łaska. Na myśl o tym jaki człowiek bez Niego jest smutny, pogrążony w ciemnościach, opuszczony, uwaza ze nikt go nie kocha i jak jest starsznie sam... tym bardziejs zkoda mi tych ludzi i tym bardziej pokornieje...bo gdyby nie Jego łąska mogłabym też udać ze nie słyszę jak mówi do mnie... nie pójsc wtedy do spowiedzi, nie powziąśc decyzji ze czas skończyć z tym zcyiem jakie zaczełam wieść .. ze nie tędy droga... A wydawało mi się ze była wtedy pęłnia szczęscia... jakie to okrutne kłamstwo...

Szczęsliwa jestem dopiero teraz.. tak mam poczucie pustki, ale depresji juz nie mam. Popadałam w nałogi -teraz trzymam się, na ile- zobaczymy... Tak, krytykę odbieram bardzo boleśnie, nawet słowa które tylko zwracaja uwagę bym coś poprawiła... podkopują moje poczucie pewnosci siebie... z tym walczyc muszę.. ocena innych czasem się temu daje ale wteyd pamiętam o Bogu i tym ze On mnie jeden zna a mimo to kocha... pzrez to przestałam plotkować i osądzać innych...

Tak wiara pomogła mi i nadal pomaga wychodzić z tych hipochondrii moralnych, dręczen i poczucia beznadziei i tego, ze ejstem nikim... dla Niego jestem Wszystkim...

Dziękuję mu kazdego dnia, za to ze mnie wybrał... Juz nie stoję pyszna jak za czasów licealnych o tak ja chodzę na pielgrzymki, ja się modlę a oni nie... teraz jestem pół na pół i celnikiem i łazarzem ... kiedyś byłam tylko celnikiem...

Sama nie wiem - tyle chcę napisać, tyle opowiedziec a wszystko schodzi i tak do jednego - do ogro,mnej wdziecznosci za Jego miłość... i współczucia dla tych, którzy Go odrzucaja.. siegnęłam dna w wierze i wiem jak to jest byc z dala od Niego, gdy kiedyś było sie bardzo blisko ...Jestem takim synem marnotrawnym ... który czasem zapomina jak trudno jest walczyć z nałogiem, ile mnie samą kosztowąło powrót do Niego... zapominam ze jak się nie ma korzeni wiary to tylko modlitwa i wytrwałość jest potzrebna za taką osobę..

zapominam bo chciałabym już... ale to uczy mnie pokory, chyba też miłośći by kochać ludzi takimi jacy są, nie patzreć na pryzmat ich nałogów i złych zachowań.. tak jak moje one z czegoś wynikają...



pocieszenia przyuchodzą tak cicho, ze mozna ich nie zauwazyć.. on przychodzi tak delikatnie, tak pokornie... ogarmnia mnie ogromny lęk dla Tej pokory i Tej Jego Miłości...



chyba na dzis tyle....



przepraszam za błędy ... pewnie później poprawię


aQada (11:31) 4 dźwięki



17 września 2009
Un café solo en la taza rota


Brak mi hiszpańskiego.. wściekła jestem na siebie, ze 3,5 roku tak zmarnowałam.. a to jedyny język który łatwo wchodził mi do głowy i nawet w tym języku zaczynałam rozmawiać...A teraz nie mam siły by zaczynać od nowa... Czytałam czytanki, słuchałam radia..a teraz?? zero nic ... tak chciałabym mieć tyle zapału co wtedy... by zacząć



wcinam migdały w czekoladzie.. pyszne!! dobrze ze wcześniej nie wiedziałam ze sa tak smaczne bo bym się nimi opychała. Teraz przynajmniej mam powód: zdrowie dziecka na przyszłość.



Jak je robiłam dzisiaj przypomniało mi się, jak mama w czasie komuny - choc ja mieskzajac na wsi wogóle nie odczułam komuny. W klasie 2 i 3 normalnie Pani lekcje zaczynała od pacierza, odpusty, św Kostka było wolne i wszystkie dzieci do kościoła, na mszę... Jaka komuna... byłam wogóle zdziwona ze ja w jakiejś komunie żyję...

No tak fakt nie było czekolady, nie było fajnych słodyczy, ajak oglądałam katalog przywieziony z Niemiec pzrez śp dziadka Staszka to nie mogłam uwierzyc ze takie cuda sa:) pamietam jak z Ewką to oglądałysmy... to jak jakąś księgę największej wagi.. potem chowałyśmy do szuflady coby się nie zniszczyła...

A słodycze jak dziadek przywiózł niemieckie... rany aż Ewka się pożygała miała chyba ze 4 albo 5 lat do tej pory jak to wspominam chce mi się śmiać Ale wetdy dała czadu ... opyliła chyba wszystko co można było



A Marta ... my do szkoły, a Marcia pasiona pzrez babcię jajkami codziennie była Miala taki cholesterol ze niejeden zawałowiec by się nie powstydził

Oj ale najbardziej zazdrosciłysmy jej z Ewką jak było bicie świnki... my w szkole się męczymy a ta wcina sobie pyszności świnkowe

No ale chciałam napisać ze jak migdały robiłam to przypomniała mi się czekoalda mojej mamy... tak żadna nie smakuje jak tamta :) Była przepyszna.. dla nas to był największy rarytas na świcie



tak mnie naszło na wspominki ... ostatnio czesto wspominamy dzieciństwo.. chyba to juz ten wiek że się zaczyna rozumieć ze tamto już nie wróci.. a najbardziej dobitnie uzmysłowiła mi to smierć mojej babci...

nadal to przezywam ...



moje dziecinstwo u dziadków było fajne...



a teraz jestem stara mam sowje życie, jedo doratsjące dziecko, drugie dopiero zaczyna swoją drogę...

rano się powyłam, potem jak wstąpiłam do kościoła...

ogólnie.. jak patzrę na moje zycie to nic specjalnego nie soiagnełam.. autem nie jeżdze bo się boję, do pracy nie dię bo nie dam rady, zresztą kto zajmie się Martyną, kto zaprowadzi na zespół?? No i nie wyobrazam sobie by ktoś poza mną zajmował się moim drugim dziekciem.. poza mną i mężem..

osoby w moim wieku nieźle prosperują, kariera, własny kąt, a ja... wciąz na jakimś choelrnym zakrecie i zamaist byc lepiej jest coraz gorzej... zamiast z bagna wychodzić to w nie coraz bardziej wpadam ...



gdzie jest ten cholerny włącznik światła...








aQada (12:02) 2 dźwięki



16 września 2009
Dziś -czyli jak dobrze że "wczoraj" mam za sobą

Dziś wizyta lekarska. Wszystko dobrze. Tętno dziecka 177 … rozczuliłam się trochę jak usłyszałam bijące gdzieś w środku mnie serducho małego człowieka, który nawet nie wie że zacząć żyć...
Uśmiechnęłam się... Jak na moje podejście to duży postęp. Niestety za 9 dni stawiam czoła znów krwiopijcom z luxmedu … znów progesteron. Ale nie utoczą mi już tyle co wtedy krwi więc jest szansa że dam radę...
Dobiła mnie waga mojego ciała... 67 kg... no cóż i taka ma pozostać do 7 miesiąca ciąży a najlepiej do końca ciąży a jeszcze lepiej jakbym zrzuciła trochę kg ze swej tylnej części.. I nad tym mam zamiar się skupić.. stepper stoi w kącie i piszczy... trzeba go rozruszać...
Kolejna wizyta jednak nie za miesiąc a za 2 tygodnie... poraża mnie ile gotówki zostawić będę musiała... na kij kolejne usg i cytologia, ale cóż lekarz mówi, pacjent słucha...

Wczoraj byłam na spotkaniu wspólnoty. Jak zwykle nie miałam ochoty iść, ale się zebrałam i oczywiście jak zwykle nie żałowałam... To pocieszenie jakiego doznaję w czasie spotkania i od ludzi jest niesamowite, ładuję mi akumulatory na cały tydzień by nie wątpić i nie tracić nadziei... od razu robi się jasno, wszelkie smutki zostały przegonione... dziś mogłam zacząć radośnie...
wczoraj byłam bardzo smutna i przygnębiona, wiele rzeczy jak gdyby sama wbijałam sobie do głowy utwierdzając się ze to ja mam rację , choć tak naprawdę nie znam powodów jednak podejrzenia miałam i uznałam je za słuszne, co sprawiło ze miałam mroczny i beznadziejny dzień...
Dziś mimo faktu że mam znów za 2 tyg iść się zmierzyć z igła jest inaczej... mam nadzieję ze utrzymam ten stan długo i nie dam się chorym podżeganiom czarnego

ja w ogóle za zaborcza jestem w kwestii przyjaciół.. i dlatego ich nie mam... raz ze zaborcza dwa najlepiej by oni robili jak ja chcę – czyli dochodzi tyrania... poza tym moja emocjonalność zbytnia, branie wszystkiego do siebie, uważanie że to ja zawsze coś źle robię że ludzie zaczynają mnie unikać.... daje wynik 0 przyjaciół. Nie uznaję innych faktów że są zajęci, nie mają czasu.... poza tym moje święte przeświadczenie ze się narzucam i ze przeszkadzam .. to wszystko powoduje moją izolację od innych ….

ot taka refleksja ostatnio mnie nachodzi … nie mówię ze mi z tym źle i że nie mam bliskich mi osób no mam moje siostry, moja ukochana J, siostra E. To są osoby do których w nocy o północy mogę smsa napisać i wiem że pomogą...

Ale to są jednostki te pierwsze mają nakaz mnie kochać bo rodzeństwo , tamte pozostałe dwie no chyba mnie nawet lubią no i wsparcie zapewnione jak nic


I cóż nic ciekawego nie wyszło, a myślałam ze znajdę odpowiedź na nurtujące mnie pytania w kwestii nowych znajomości
W sobotę ur Martynce robię. Przyjdą szwagry. Torcik zamówiłam plus dwa ciacha – szwagierka uwielbia słodycze :) A dla reszty jarzynowa sałatka -oj mam okropną chęć!! I jaja faszerowane -a kto powiedział ze tylko na Wielkanoc :D jakieś pikle i uważam full wypas



Co mnie dobija tak że mi się żyć odechciewa?? Edukacja mego dziecięcia... te codzienne że coś się stało... to jej lenistwo i niechęć do nauki... czarno widzę koniec roku... W Pn idę złożyć podanie o skierowanie na badania, może dostanie się na jakieś ćwiczenia do poradni .. mam nadzieję jedynie ze nie jest dyslektykiem, a problemy z ortografią to jedynie brak wyedukowania …Wczoraj to mnie dobiła jak pow że dlaczego 2 kanapki jej zrobiłam.. ręce mi opadły ... Ja zrobiłam jedną..znakiem tego druga była „wczorajsza” … dlaczego ona jest taka roztargniona, ja nie wiem w jakim ona świecie żyje, na myśl o drugim dziecku i o tym że mam znów przechodzić to samo co z nią w przedszkolu i w szkole popadam w czarną rozpacz...

Dobrze ze jest dziś... wczoraj zmęczyło mnie swoim mrokiem .. bardzo źle się miałam ... ale to z własnej winy bo dopuszczałąm chore myśli i się nimi katowałam ...





ps.1

wczoraj uświadomiłam sobie na odnowie, ze nie umiem ani Wielbić Pana, ani mu dziekować ani przperaszac.. jeśli juz cos mi zaświtało miałam blokadę myśląc ze to takie trywialne, po czym za chwilę te słowa, któe miałam w głowie mówiła inna osoba...

ps2.

wciąż od Niego uciekam... boję się że znów czegoś będzie chciał.. a ja już tyle dałam i nawet pogodziłam się z ciążą, a tu nic poza tym się w mym zyciu nie dzieje.. chyba się buntuje i chce uciec przed Nim... ze złości ze ja tyle daję z siebie a on nic... głuchy na wszystko... nie chcę widzieć dobra wokół mnie...


aQada (12:16) 2 dźwięki



14 września 2009
Poniedziałkowe refleksje


Przeżyłam ... pobranie krwi... na myśl o kolejnym robi mi się słabo, a przez umysł wciąż przewija się moment wkłucia, potem ten stan gdy wiesz, ze jak za chwilę nie skończy - zemdlejesz. Jak to moja siostra powiedziała mam się uspokoić i nie histeryzować, to dla celów wyższych. Nie skomentuje owych celów... ni słowem.

W srodę znów wizyta i stanę się pełnoprawną kobietą w ciąży - założona zostanie moja karta, bedę uprawniona do odbioru becikowego bo zdąże pzred 10 tygodniem więc powinnam się cieszyć...

Duchow mam się nieźle... ja się zastanawiam czy spowiedź u o. M nie traktuje jak leku na całe zło...każda spowiedź to juz pomoc, ezgzorcyzm itd... moze ja sobie wmówiłam że po spowiedzi u niego bedzie mi lepiej? No i faktycznie jest?? Nie zagłebiam się w to. Cieszę się ze duchowo wyszłam z bagna. Modlę się więc zabezpieczona jestem ;)

Ostatnio na odnowie każdy dzielił się swoimi przemyśleniami na temat urywków jakie dostali w czerwcu z listów św Pawła... mnie nie było więc teoretycznie nie powinnam takiego mieć... ale miałam... przypadkeim na nazaretanskich dla rodzin s. Klara powiedziała jak ona czasem sobie szuka fragmentów Pisma -poprzez ważne daty. Mi od razu wpadła data naszego ślubu:5.4 ... i cóz trafiłam ??? Od razu do Rzymian: "wytrwałość do cierpliwośći, cierpliwość zaś do nadziei" bym to zrozumiała musiało trochę minąć.

Tym fragmentem podzieliłam sie we wspólnocie.. ale jak zwykle ja źle :D po wyjściu pomyślałam ze On chce bym była w tej wspólnocie, to taki Jego znak widzialny dla mnie, ze tam moje miejsce, i jak dba o mnie!!! Nie było mnie, a fragment odstałam!!

Ostatnio przez to bagno zastanawiałam sie czy powinnam chodzić.. ten fragment pomógł mi dostrzec to, czego nie widziałam. Tam jest moje miejsce tyle, ile On będzie chciał.

Poddanie się Jego woli z jednej strony boli, ale zdrugiej po powiedzeniu Tak przychodzi moment radosci i ulgi...

Poza tym wytrwałość w modlitwie bo też miałam dość.. nic się nie zmienia... to znaczy nie chcę chyba widzieć jak wiele się zmieniło...zamykam oczy i udaję ślepą i mam pretensje ze nie jest jak ja chcę....

modlitwa to wytrwałość ogromna...

Choć zastanawiam sie jak oni rozumieja to o co ich prosimy.. bo po nowennie do sw Józefa o dobrą prace dla siebie i Robeta .. okazało sie ze jestem w ciązy... to moze własny kat to M1 na cmentarzu ?? No cieszę się ze tym stwierdzeniem Basię rozbawiłam :D Po czym ona mnie jeszcze bardziej wiarą w to ze znajdzie mi pracę :D Kochana Basia!!

Powiedziałam jej ze ja się poddałam i koniec... no cóż... moze jakoś ją modlitewnie wesprę w tej jej wierze we mnie :D zebym ja tak wierzyła w siebie jak inni we mnie i moje zdolności....

Z niemiłych rzeczy ?? Wczoraj dowiedziałam się że nie wszytko jest takie na jakie wygląda i że jednak jestem naiwna w ocenie ludzi ... znów się pomyliłam. najbardziej zal mi mojej przyjaciółki, której to zajscie dotyczy i jej rodziny... omadlam i ich i tą osobę, która doprowadziła ich do łez i tego smutko jaki teraz u nich gośći.

wogóel poiwnnam zeszyt modlitw założyć bo połowy omadlanych zapominam :D

najlepiej stali członkowie plus dodatkowe intencje ;)



ps.1 Brak mi kawy !!!!!



ps2. Podróżuje z Herodotem ... i Kapuścinskim... zastanawia mnie dlaczego jak człowiek umrze, dopiero wtedy wzbudza zainteresowanie?? No dobrze po Lema nie sięgnęłam, kołakowskiego nie czytałam - ale mam zamiar! Ale Kapuścinski - jak jemu Herodot tak on mnie bliski :) Ciesze się ze nie tylko ja świat rozkładam na części I i pytam ... :)
aQada (09:56) 2 dźwięki



04 września 2009
nigdy nie mów nigdy


wakacje minęły...dużo się działo... bardzo wiele się zmieniło...

czy na dobre?? chyba tak...

przez ostatni rok - myślę ze nie dłużej - czułam się jak zamknięta w pudle. Najpierw było ciemno i nie mogłam znaleźć wyjścia. Chodziłam po omacku, powoli by znaleźc drzwi. A one jakby wciąż zmieniały miejsce swej lokalizacji.

Nie wiedzieć kiedy ktoś zapalił światło. Okazało się ze pudło całe wyściełane jest czymś białym, miękkim. Drzwi chyba były, ale dojście do nich też niemożlwie. Dlaczego? Każdy ruch powodował ze nagle zaczynało się odbijać. jak piłka kauczukowa...

A teraz?? Nie ma nic... drzwi się odnalazły. Pustka została wypełniona. Czym?? Tym przed czym tak przez 10 lat uciekałam...

Rok mijał na dośc intensywnej mdlitwie -inaczej bym zwariowała. Pzred ignacjanskimi trafiłam do Odnowy. Potem ignacjaskie- zuepłnie inny czas niż rok czy dwa lata wcześniej. Spałam jak zabita, co prawda światło miałam zapalone ale byłam mocna :)

To był czas ogromnej radosci i oby tylko to co zasiane dobrze rosło. Potem NAzaret. I spotkanie tych wszystkich których spotkałam w ostzreszowie... Górka Klasztorna.. w powietrzu czuło się to coś czego w Żdżarach mi brakowało... Nie było pustki, był spokój, ufność no i mozlwiośc swobodnej rozmowy z Maryją...

Potem juz po świecku,... czas starcony?? Nie wiem wróciłam zmęczna, ale chyba czegoś się nauczyłam.. coś odkryłam?? Nie wiem ...

Będąc nad mozrem dowiedziałam się jestem w ciąży... własnie to wypełniło ten mój bezsens życia. Zastanmawiam sie czy może ja się źle modliłam prosząc o dobrą prace?? Moze winnam była dodać taką gdzie się materialnie zarabia :D

ale poważnie... modlitwy są wysłuchiwane tylko zawsze trzeba zaufać i "nie moja a Twoja wola Panie niech się stanie"



A ciąża?? Strasznie pzreszłam czas po wizycie u lekarza... nie chcę nadal pokazac po sobie ze jednak się cieszę... serce co innego a rozum wypycha te uczucia by panował chłod by sie nie złapać na tym że się ciesze...

jedynie odpowiedzialność...



najdziwniejsze ze wiem ze wszystko będzie dobrze

nawet ten mój lęk pzre igłami chyba zniknął ewentualnie na czas ciąży stracuił na znaczeniu



nie wiem jak dam radę... ja i dwoje dzieci... i to drugie po 11 latach ...nie chcę myśleć o tym co będzie a żyć tym co teraz...



liczyłam ze pójdę do pracy- Martyna już duża dziewczyna, ze moze własne mieskzanie... a tu ???

To przed czym tyle lat uciekałam w koncu mnie dopadło... myślę ze dopadło bo powiedziałóam tak .. chyba jeszcze z lękiem , ale po wstawienniczej wiedziałam czego On ode mnie cche... a czy tat chce źle dla swojego dziecka??



Mam cięzki czas i duchowo i psychiocznie ale wiem ze nie jestem sama...

ciesze się ze mam swoją wspólnotę. czuję się w niej jak za czasó i chrześcijan... i ta miłośc i ich wsparcie i troska o mnie...nieprawdopodobne...



a to wszystko zawdzięczam jednemu słowu : TAK


aQada (10:28) 6 koncertów



01 września 2009
to jak to z tym życiem po zyciu ?? ze niby go nie ma??




Pod sercem ...

… mamy rozmawiały ze sobą bliźnięta:

- A ty wierzysz w „życie po porodzie”?

- No jasne, tam musi przecież coś być! … Mnie się wydaje, że właśnie po to teraz tu jesteśmy, by się przygotować na to, co będzie dopiero potem.

- Ej, ty głupoty opowiadasz! Żadnego życia po porodzie przecież nie ma, bo jakby to miało wyglądać?

- Nie wiem jeszcze… Ale będzie więcej światła, będziemy biegać, skakać, jeść buzią?

- To bez sensu! Biegać się nie da! Kto widział, by jeść ustami? Przecież żywi nas pępowina!

- Nie wiem jeszcze… Na pewno zobaczymy naszą mamę. Ona się będziee o nas troszczyć.

- Mama? Ty wierzysz w mamę? Toż to jakieś bajki! A kto to w ogóle według ciebie jest?

- No, przecież ona jest wszędzie, wokół nas. Dzięki niej żyjemy. Bez niej, nas by tu nie było.

- Nie wierzę! Ja żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma.

- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, to możesz posłuchać jak śpiewa, jak do nas mówi, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później…

Biuletyn Informacyjny Apostolstwa Dobrej Śmierci "Nadzieja i życie" nr 51/2009
aQada (15:05)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187543,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Maj 2009 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:08
09 maja 2009
Moje imiona czyli cala prawda o mnie

Dziś szukałam sobie o swoich imionach a więc Agata Iwona Magdalena:)

I jak czytam to każde imie to mój charakter :) Taka jestem .. czy ja wierze w to ze imię kształtuje charakter? Nie:) tylko mój charakter nie mógłby mieć innych imion :) Moje patronki zresztą zadbały o to by mój charakter oddawał sens moich imion:) Wszak w ST imię było wazne:) Mówić do kogoś po imieniu to coś więcej było:)

no to zaczynam

Agata to dobra..ale nie lągodna i opiekuńcza!! No i już się cieszę:) Bo moje smutki ze jestem małopiekuńcza zniknęły..nie znaczy taką mnie Boze stworzyłeś, taką mnie masz, albo imię mam takie to taka mam być, tylko hmm wiem , ze to normalmne, co nie znaczy ze tego nie zmieniam :)

Moje imiona :) Czyli cała prawda o mnie:)

Agata - po grecku znaczy "dobra", choć nie jest łagodna i opiekuńcza. Optymistycznie patrzy na świat. Kocha ruch. Nie cierpi nudy. Jest bardzo uzdolniona artystycznie, że szczególnymi skłonnościami do rozwijania talentu literackiego. Na każdym kroku ujawnia swój twórczy umysł, jest skłonna do dyplomacji. Ma wspaniałe poczucie humoru, co ułatwia jej stosowne wychodzenie z sytuacji życiowych. nic dodać nic ujać:D

Iwona - jest odporna i nie załamuje się byle niepowodzeniem. Łatwo przystosowuje się do nowych warunków. Lubi być blisko natury. Osoby o tym imieniu maja niełatwy charakter, są materialistkami, lubią pieniądze i zaszczyty. Są bardzo subiektywne i niesłychanie przekorne. Cechuje je wyjątkowa aktywność. Cechuje właśnie cehcował... ale po to Bóg dał nam rozum i mądrych ludzi by niwelować egoistyczne zachowania :) materializm gdzieś da znać o sobie..ale pwoiem ze to też genetycznie pzrekazany

Magdalena- Magdaleny są wrażliwe i wyczulone na subtelne sygnały, których większość ludzi po prostu nie dostrzega. Jednocześnie jednak nie ulegają złudzeniom, mają dar jasnego widzenia rzeczywistości oraz - rzadko idzie to w parze - niewątpliwy życiowy spryt. Kobiety o tym imieniu dążą do tego, żeby poznać życie w całej pełni; pociągają je zarówno rzeczy idealne, jak poezja, sztuka i filozofia, jak i sprawy "świata tego" - rywalizacja, pieniądze i seks. Oddają się jednemu i drugiemu, nie dzieląc swojego życia na osobne szufladki. Uroda Magdalen polega głównie na witalności. Zdarza się, ze silnie działają na mężczyzn, choć wcale nie są pięknościami z okładki. Małżeństwo i dom raczej nie są dla Magdalen celem samym w sobie. Ich celem jest życie na wysokich obrotach. Uwaga, panowie! Tym kobietom trzeba umieć sprostać!

Ogólnie rzecz biorąc lepszych imiom mama z tatem dac nie mogli a i ja dobrałam idealne na Bierzmowanie:)
A przeczytwaszy życiorysy moich świętych patronek - ich imiona dokładnie były odbiciem ich charakteru:)
Ucieszyłam się takze że znalazłam siostre Iwonę od Miłości z Malestrait!! Moze będzie swięta? Jakby nie było dla mnie jest :) I to są moje wzory własnie by niwelować te egoistyczne cechy, postawy i róznego rodzaju przywiązania:)

aQada (09:40) pustka i cisza


O odpustach

dziś byłam u x. S. i pogadaliśmy o duszach czyścowych uświadomił mi ze codziennie można uzyskac odpust zupełny


jest pięc warunków:


1. Spowiedź święta
2. Komunia św.
3. Wierze w Boga Ojca i Ojcze nasz w intencjach papieża
4. Wolnośc od przywiązania do grzechu
5. Czynność(i tutaj jest albo obecnośc w kościele - są takie święta ze obecność w świątyni wystarcza , albo odwiedzenie cmentarza w czasie listopadowym 1-8, lub też: różaniec, koronka odmówiona wspólnie z radiem np lub z drugą osobą a jak nie ma takiej możliwości to półgodzinne czytanie Pisma św albo półgodzinna adoracja Pana Jezusa nawet w tabernakulum)

Poza tym jak mijasz Krzyż mozesz wzbudzić intencję sobie ze: Panie Jezu za tych wszystkich co Twego Krzyża nie szanowali, albo wejście do Koscioła na chwilę za tych co go za życia omijali i krótka modlitwa, każdy znak krzyza jak jest tylko intencja za tych co tego za życia nie robili to juz jest też odpust cząstkowy a jak się żegnamy wodą święconą to trzeba też intencję że za dusze w czyścu cierpiące tak samo jak całujemy Krzyż to też starczyn wzbudzić intencję za tych co go nie szanowali...

poza tym jeśli w 4. warunku jest jakieś przywiązanie do nałogu to będzie to odpust cząstkowy ale będzie!

Odpusty można ofiarowac Maryi za dusze w czyśćcu cierpiące bo Ona wie jak nimi dysponować acha i ważne: za siebie też można ofiarowac jak jakieś ważne wydarzenie np rekolekjce i spowiedź generalna, albo odpust w Kościele od czasu do czasu trzeba za siebie



aQada (09:16) pustka i cisza



06 maja 2009
Majówka


Weekend majowy minął a ja powoli dochodzę do siebie.. takie tempo zwiedzania.. wrocław, Praga, Karpacz plus Śnieżka, potem zjazd kolejką - niedoopisania jak można się bać...

powrót do domu... w sumie tylko w niedzielę spaliśmy do 8:00

tzn ja 6:30, ale ze drzwi od bursy były zamknięte więc nici ze mszy i poszlam spac dalej

Praga jest hmmm fajna.. łatwa komunikacja, to nie to co Paryz. jendak nie dla mnie molochy. Praga spokojna mimo wilości turystów, to w metrze spokój źle nie było.

Teraz mamy w planach ZOO w Pradze. Zobaczymy.

Ogólnie ejstem bardzo zmęczona tym wyjazdem. Dobrze że Martynka była u mojej mamy

nie dałaby rady w takim tempie i tak wcześnie wstawać.

W Muzeum Miniatur w Kowarach oglądnęliśmy dolnośląskie zlotu ptaka

mam nadzieje ze przyjdzie mi tam jeszcze się wybrac. Piękny region polski. Tylko u nas tak wszystko wypromowane. Podziwiam tych co ten Park Miniatur założyli i wciąż dokładają nowe miniaturowe budowle.

Szkoda ze nie ma takich muzeów na całym terenie Poslki, a w każdym regionie pokazującym budowle. po parku chodzi się zpzrewodnikiem za jedyne 13 zł.

Coś pięknego...historia kazdego budynku. Dzięki tejze wizyci pojechaliśmy do Kszeszowa by zobaczyc Bazylikę. Cóż Paryż, Kraków i inne znane mi bazyliki to pikuś przy tej Bazylice. Arcydzieło sztuki Kszeszów taka sobie miescinka bardzo przytulna i z oddali widac diwe piękne wieze. Wchodzac na plac bazyliki widzimy tylko fasadę... TYLKo.. sama ona jakie wrażenie robi!! Wchodząc do środka czlowieka zamurowuje...

Polecam Dolny Śląsk.

Moze sama zajmę się Lubelszczyzną? Odkrywac jej zamki, historie.. to tak samo ciekawy region .. co prawda dolnyślaśk pzrez wiele wieków najpierw był czeski, potem Pruski... ale kazdy nasz region jest piękny.. tak jak i nasza tradycyjna kuchnia...

w sumie mam gdzieś wojaze za granice.. w Polsce jest dopiero co zwiedzać...

Polska jest piękna

Jasne swój wkład mieli też zaborcy w to jej piękno, ale też mieli wkłąd w jej zniszczenie intelektualne...

Moze dobrze że u nas takiej komercji nie ma??

Sama nie wiem... ale od teraz polecam Dolny Śląsk szlakiem tamtejszych zamków kórych jeśli idzie o odległości jest więcej niż Zamków na Loarą :)
aQada (11:04)




Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187539,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Kwiecień 2009 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:07
18 kwietnia 2009
dobre wieści


Zastanawiałam się czy pisac o tym, o moich walkach duchowych...cóż ktoś się ubawi, ktoś w głowe popuka ale moze komuś pomoże?? "Dać świadectwo prawdzie" i chyba zbędne komentarze dalsze.. znów wczoraj dopadło mnie to samo jak dejavu .. ale to nie było to... to się znó działo naprawdę. Coś czułam ze musi się coś stać niedobrego - nie mogłam spać, lęki jakieś nocne... no i wczoraj się wyjaśniło. I zapadła ciemność uznałam że nie dam rady, że to ponad moje siły ( a chodziło o moje dziecko i jego problemy duchowe)

że po co ona mi to opowiada... byłam załamana, nie umiałam jej pomóc. Zaczęłam się zamykać wsobie, bo pzrecież ja jej nie pomogę.. guzik prawda. Własnie jej pomogę jak?? Przebaczajac, przytuklając, pokazując gdzie jest własciwa droga. To w srodku we mnie ta ciemnosc to coś okropnego ... złapałam różaniec. Odmówiłyśmy. Ona zasnęła wpokoju, a moje serce się uspokoiło. Poczułam wielką ulgę.. Nie ma żadnej rzeczy, której byśmy nie pokonali jeśli ofiarujemy ja Jemu. Nie ma..tylko dlaczego ja o tym tak często zapominam??

Potem pzreczytałam smsa od O. Jóżefa, kapucyna (nie wiem w jakiej części Polski jest ...kiedyś mój mąż dostał od neigo smsa.. myślalam ze to nasz Ojciec Józef.. napisałam wówczas podając owemu tajemniczmeu Ojcu swój numer telefonu. teraz i do mnie podsyła smsy. skad miał numer mojego męża? nie mam pojęcia... pewnie kapucyni mieli znowu jakąś akcję wysyłania smsa do kogo popadnie :D i się udało ze trafili na nas. ) I czytam zaległego smsa.. coś mnie odciagało by nie czytać a tam co ?? przypomnienie ze ejst niedziela Miłosierdzia Bozego... no tak czarny szaleje i się wścieka bo dobrze wie co to za dzień i jakie daje łaski ...

dziuś rano wstałam pogodna pełna spokoju i radości... jeszcze chyba anioł stróż sprowadzil smsa od znajomej siostry, która dziś w Częstochowie...

Nie ma niczego z czym nie damy sobie rady, jeśli ofiarujemy to panu

"nie boję się gdy ciemno jest ojciec za ręke prowadzi mnie" teraz to rozumiem bardzo dobrze...

pozostaje mi jeszcze jeden cytat od św Pawła do rozgryzienia ..niby rozumiałam już ale po wczorajsyzm artykule o przyjaźni(jednym z wileu) w Glosie Karmelu coś owo hasło "moc w słabosci się doskonali" nijak nie moze dopasować się do mnie, a juz vbyło dobrze...



piszac to miałam watpliwości czy robię dobrze... ale robię dobrze :) nie można takich wieści trzymać dla siebie :)








aQada (10:53) pustka i cisza



14 kwietnia 2009
Czysta krew





Czysta krew
Dzień ma się ku schyłkowi i zmęczony jedziesz do domu. Włączasz radio. Słyszysz krótki komunikat o tym, że w małej indyjskiej wiosce kilku wieśniaków niespodziewanie zmarło na grypę. Nie jest to influenza, ale trzech lub czterech zmarło ... interesujące. Wysyłają tam lekarzy, aby zbadali cala sprawę. Ten wirus grypy nie jest znany. Nie zastanawiasz się jednak nad tym.

Niedziela. W drodze z kościoła, znowu słyszysz o tym samym, ale tym razem mowa jest nie o trzech lub czterech wieśniakach, ale trzydziestu tysiącach mieszkańców gór w tej samej części Indii. Wieczorem jest o tym w telewizji. CNN pokazuje krótką migawkę. Specjaliści z Ośrodka Kontroli Zachorowań z Atlantydy, udają się do Indii ... takiej epidemii nigdy jeszcze nie zanotowano.

Do poniedziałku rana - jest to już wiodąca wiadomość. To już nie tylko Indie, ale Pakistan, Afganistan i Iran. Czytasz o tym wszędzie, zostało to nazwane "Tajemnicza grypa." Prezydent to krotko skomentował, że on i wszyscy inni modlą się mając nadzieje, iż wszystko skończy się dobrze. Jednak wszyscy już się zastanawiają: Jak my to przetrzymamy?

Wtedy Prezydent Francji podejmuje krok, który szokuje Europę. Zamyka on granice swego kraju. Loty z Indii, Pakistanu, Indii, wszystkich tych krajów, gdzie zanotowano chorobę są odwołane.

Tej samej nocy, przed pójściem do łóżka zdecydowałeś jeszcze obejrzeć troszeczkę CNN. Twoja szczęka opada, kiedy płacząca kobieta której słowa są tłumaczone z francuskiego na angielski mówi: Mamy człowieka leżącego w paryskim szpitalu i umierającego na "tajemniczą grypę". To już przyszło do Europy.

Wybucha panika. Już wiedza, że kiedy to dostaniesz, możesz nosić w sobie przez tydzień, zanim wystąpią jakiekolwiek objawy. Następnie masz cztery dni niewiarygodnych objawów.
I potem ... umierasz.

Wielka Brytania zamyka swoje granice, ale za późno. South Hampton, Liverpool, North Hampton ...

Jest wtorek rano, kiedy Prezydent Stanów Zjednoczonych ogłasza: Ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa narodowego, wszystkie loty do i z Europy i Azji są odwołane. Jeżeli twoi bliscy są za granica, jest mi przykro. Nie mogą powrócić tak długo, dotąd nie znajdziemy lekarstwa na tę chorobę.

W ciągu czterech dni cały naród jest pogrążony w niewiarygodnym lęku. Ludzie sprzedają małe maski ochronne na twarz. Ludzie rozmawiają o tym, co się stanie jak to przyjdzie do tego kraju. A kaznodzieje mówią, że to kara od Boga.

Jest środa wieczór. Jesteś w kościele na spotkaniu modlitewnym, kiedy ktoś wbiega z parkingu i woła: Włączcie radio! Włączcie radio! Kiedy kościół słucha małego radia na baterie z przystawionym do niego głośnikiem, najnowszy komunikat: Dwie kobiety leżą w szpitalu w Long Island, i umierają na "tajemniczą grypę".

Wydaje się, iż w ciągu kilku godzin ta rzecz rozprzestrzeniła się po całym kraju Ludzie pracują dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby znaleźć antidotum. Nic jednak nie działa. Kalifornia, Oregon, Arizona, Floryda i Massachusetts ... To tak jakby to uderzało z każdej strony.

Niespodziewanie podano wiadomość: Kod został rozszyfrowany! Ratunek może być znaleziony! Można zrobić szczepionkę! Potrzeba tylko krwi kogoś, kto nie został zakażony.

Na całym Środkowym Wschodzie, poprzez wszystkie kanały jest podawany komunikat specjalny, gdzie każdy jest proszony, aby uczynił jedną prosta rzecz: Pojechał do szpitala w centrum i oddał swoją krew do badania. To wszystko o co prosimy. Kiedy usłyszycie syreny zjedzcie na bok, spieszcie się, ale równocześnie zachowajcie ostrożność.

Z cala pewnością kiedy ty i twoja rodzina dociera tam jest już późny wieczór - piątek, a kolejka jest długa. Maja tam pielęgniarki i lekarzy nakłuwających palce, pobierających krew i nalepiających naklejki na próbówki. Twoja żona i dzieci też tam są. Biorą wasza krew do zbadania i mówią: Czekajcie na parkingu. I kiedy wasze nazwiska będą wywołane, możecie czuć się zwolnieni i pojechać do domu.

Stoisz przestraszony wraz ze wszystkimi swoimi sąsiadami, zastanawiając się co jest grane, i czy to jest już koniec świata.

Nagle młody człowiek nadbiega z budynku szpitala krzycząc. Wywołuje on imię i nazwisko i powiewa tabliczką. Co?! Wykrzykuje ponownie! A twój syn ciągnie za twoja kurtkę i mówi: Tatusiu, to ja!

Zanim się zorientowałeś zabrali twojego chłopca!

- Chwileczkę, zaczekajcie!

Ale oni mówią: Wszystko w porządku. Jego krew jest wolna od zakażenia. Jego krew jest czysta. Musimy się upewnić, że on nie ma choroby. Myślimy, że on ma ten poszukiwany typ.

Pięć napiętych minut. Wychodzą lekarze i pielęgniarki, płaczą i obejmują się wzajemnie. Niektórzy się śmieją. To pierwszy raz kiedy widzisz kogoś śmiejącego się od wielu dni. Jakiś starszy lekarz podchodzi do ciebie i mówi: Dziękuje panu. Krew pańskiego syna jest idealna. Jego krew jest wolna od zakażenia. Jego krew jest czysta. Teraz możemy wyprodukować szczepionkę.

Słowo szybko rozprzestrzenia się po parkingu pełnym ludzi, jedni wykrzykują radośnie, inni modlą się, a jeszcze inni śmieją się i płaczą.

I wtedy siwowłosy lekarz odciąga ciebie i twoją żona na bok i mówi: Czy można prosić państwa na moment? Nie wiedzieliśmy, że dawca będzie dzieckiem i potrzebujemy ... potrzebujemy państwa podpisu na druczku wyrażającym zgodę.

Zacząłeś już podpisywać, gdy zauważasz, że rubryka z liczbą mililitrów krwi, która ma być pobrana jest pusta.

- I-i-i-ile mililitrów?

I właśnie wtedy uśmiech na twarzy doktora gaśnie i mówi: Nie mieliśmy pojęcia, że dawca będzie dzieckiem. Nie byliśmy przygotowani. MY POTRZEBUJEMY WSZYSTKO!

- Ale - ale ...

Pan nie rozumie. My mówimy tu o końcu świata. Proszę podpisać. My, my potrzebujmy wszystką krew - my potrzebujemy wszystko!

- Czy nie możecie dać mu transfuzji?

Jeżeli mielibyśmy nie zakażoną krew - moglibyśmy. Czy może pan podpisać?

W głuchej ciszy podpisujesz. Potem oni proponują: Czy chciałbyś spędzić z nim chwilę zanim rozpoczniemy?

Czy możesz wrócić? Czy możesz wrócić do pokoju, gdzie on siedzi na stole i pyta: Tatusiu? Mamusiu? Co się dzieje? Czy możesz wziąć jego rękę i powiedzieć: Synku, twoja mama i ja kochamy cię, i nigdy nie pozwolilibyśmy, aby ci się coś przydarzyło, jeżeli tak właśnie nie musiało by się stać. Czy to rozumiesz?

I kiedy starszy doktor przychodzi z powrotem i mówi: Jest mi przykro. Musimy już zacząć. Ludzie dookoła świata umierają.

Czy możesz wyjść? Czy możesz wyjść kiedy on mówi: Tato, Mamo, dlaczego mnie opuszczacie?

A następnego tygodnia, kiedy oni mają ceremonie upamiętniająca twojego syna, i niektórzy przysypiają, inni nawet nie przyszli, bo pojechali nad jezioro, a niektórzy przyszli z udawanym uśmiechem i udają że ich to obchodzi ...

Czy wtedy nie chciałbyś się zerwać i zawołać: MÓJ SYN UMARŁ! CZY CIEBIE TO NIE INTERESUJE?

A czyż nie tak mówi Bóg: MÓJ SYN UMARŁ! CZYŻ NIE WIESZ JAK BARDZO SIĘ O CIEBIE TROSZCZĘ?

Ojcze, patrząc na to Twoimi oczami, nasze serca są złamane. Może wreszcie zaczniemy rozumieć jak wielka miłością nas darzysz?

Autor anonimowy


aQada (11:46) pustka i cisza



10 kwietnia 2009
Brak tytułu




Wielkanoc to czas otuchy i nadziei.
Czas odradzania się wiary w siłę Chrystusa
i drugiego człowieka.
Życzę, aby Święta Wielkanocne
przyniosły radość oraz wzajemną życzliwość.
By stały się źródłem wzmacniania ducha.
Niech Zmartwychwstanie które niesie odrodzenie
napełni Was pokojem i wiarą,
niech da siłę w pokonywaniu trudności
i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość...

życzy AGATA



http://www.youtube.com/watch?v=hhtlgQ_5MEE

aQada (15:40)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187537,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Marzec 2009 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:07
29 marca 2009
urodziny


co się wydarzyło?? przede wszystkim zmiany,, zmiany, zmiany... cuda sa wokół nas... a wokół mnie - non stop ..doswiadczam ich na własnej skórze, jak to, co uważałam ze nie da rady, ze nie zmienię siebie, ze nie ma opcji by coś wybaczyć, by przebaczyc..okazuje się ze da i na dodatek ile to radości...a dzięki czemu zmiany? wytrwałości, modlitwie i książce SPRAWY INTYMNE Dillow i Pintus. Dla kogo książka? Dla każdej kobiety szczególnie zaś chrześcijanek. Dlaczego? Bo odnosi się do Biblii i Boga. Dlatego szczególnie dla nich. Ale nie tlyko dzięki nim. ogólnie dzięki zobaczeniu w świeto objawienia Panskiego siebie... byłam ja i On .. zawołała a ja usłyszałam..i miałam do wyboru On albo dalej idę w dół..wybrałam Go... to była najmądrzejsza rzecz jaka w życiu zrobiłam.

Otworzyły się oczy, umysł się zmienia i serce tez.Cieszę się ze od małego mam dar intuicji, dobrego wyczucia wielu spraw. Że to co czuję pochodzi od Niego. A jeśli dołączam do tego modlitwę podsuwa mi poprzez innych ludzi - tym razem znowu Jagódka się przyczyniła - rzeczy, ksiązki itp rzeczy, znaki i pocieszenia.

Teraz jestem po swoich 32 urodzinach ( w piątek były). Nie zapomnę jak kończyłam 30 lat i powiedziałam sobie "że życie zaczyna się po 30" - wypowiedziałąm sobie to głośno, rozmawiając z samą sobą a raczej chyba ze swoim Stróżem w kąpieli Nie sadziłam ze ta zmiana tyczyć się bedzie aż takiej zmiany ..a moze podświadomie chciałam zmiany, powrotu do tego jaka byłam do 20 roku żcyia zanim upadłam?? I brnęłam w ciemnościach? Myślę ze na pewno.. ale na strach najlepsze od razu głębie są... teraz minęło juz 4 lata..a gdzie owoce?? Mam nadzieje że są... że nie zmarnowałam tych 4 lat nowego życia...

a pomyśleć ze do 20 roku życia wiodłam dobre życie, w łasce, w radości. A potem ?? Powoli, coraz bardziej schodziłam po schodach w dół. gdzie coraz większa ciemność.. gdzies tam tliło się jakieś swiatło, gdzie tam jeszcze jakieś resztki tego co sobie wypracowałam na katechezie, na oazie, na pielgrzymkach zostawało..gdzieś tam zasiedliły się wiadomości o s. Faustynie i Bożym Miłosierdziu, gdzieś tam twkił moralny nakaz spowiedzi bożonarodzeniowej i wielkanocnej, czy też przy okazjach innych : chrzty, pogrzeby, gdzieś tam została wieczorna modlitwa, uciekanie się do niego... ale coraz bardzie dół, coraz bardziej moje na wierzchu, potem msza okazjonalnie, i nawet juz po owym "Mów Panie, sługa Twój słucha" w Objawienie Pańskie, gdzie zaczęło się Nowe Życie... ciężka droga..wciąz na nowo się czegoś ucze... ale za Chiny Ludowe nie zostawię tego co mam ... dzięki Niemu...w Nim i przez Niego i dla Niego... czuję jakby tamte 11 lat powolnego odchodzenia od niego, błądzenia i upadku były koszmarem. Że jakbym przespała ten czas. Jakby czas dla mie zatrzymał sie na 20 latach a teraz wybudziłam się z jakiegoś marazmu czy śpiączki i zaczynam ciagnąc dalej co mi przerwano...

ale niestety tamten czas jest realny...i bardzo dobrze! Bo mam porównanie do czasu gdy cała moja wiara, pobożnosc były łatwością, nie zastanawiałam się nad nimi, nie dziękowałam do czasu gdy zrozumiałam czym było tamto moje życie. Jak bardzo zazdroszczę sobie z tamtego czasu, ze w wielu rzeczach miałam taką łatwość, a teraz kosztuje mnie to pracy, wysiłku i walki... a czasem gdy to wszystko podeptałam, kopnełam i poszłam łatwa droga bez Niego. A on czuwał.. dał cudownego męża, mądrą rodzinę, cudowne dziecko..własnie chyba dał to wszystko bym się otrząsnęła i miała dla kogo się zmieniać i miała swoje misje....

właśnie...32 lata ile jeszcze nie wiem..ale życze sobie oby ten czas nie był zmarnowany, by zadna chwila nie była spożytkowana na mój egoizm i moje zachcianki. Bym bardziej służyłą swoim "czarnym" niz swojemu wygodnictwu. Pokory i cierpliwości, miłosci i patrzenia na innych jak na przyjaciół.
aQada (17:45) pustka i cisza



19 marca 2009
muzyka warta posłuchania


a dzis muzycznie..... polecam oczywiscie muzykę na http://www.muzyka.bosko.pl/

a tam cóż... Palyera Drogi, szczególnie Stróże Poranka z ich Drogą... "niech marzenia staną się twoją nocą i twoim dniem, głosem serca w życiu kieruj się"

a w Palayerze Rock projekt Sungest( http://www.sunguest.pl/

- strona projektu muzycznego) teksty napisała Kaja Chmiel - jak ktos Arki Noego słuchał to zapewne zna Agugu albo Siejeje... dorosła i śpiewa cudnie, sama pisze teksty.. początkowo odpychało, ale teraz aż ich płytkę zamówiłam.

Kto jeszcze? Izaiash i Serce proroka no i Triquetra, 2Tm2,3 Kiedy Izrael był dziecięciem i ich Nie umrę - bez komentarza!

No Mate.o koniecznie polecam, też jego "Dobranocka dla" mozna znaleźc na jego stronie:http://www.mateo.kdm.pl/

Któż jeszcze Saruel i Ap2,3. Polecam też Violę Brzezińską. Miło się rozczarowałam jej stylem śpiewania.

New Life`m takze mnie urzekł Mój dom, no Kapela Przyjaciela i ich Hymn o miłości czy Historie pisane życiem, Porozumienie: Amen i Tak, Tak...

Pewnie trochę pominęłam, ale będę uzupełniać swoją listę dobrych przebojów.

Zniewolił mnie bosko.pl :) i tamta muzyka. Moje dziecko zadziwone rzekło: no rock i o Panu Bogu.,..nieźle... no i nieźle... i o to chodzi :) By kazdy cos znalazł dla siebie:)



a jako dobry sklep polecam www.paganini.pl
aQada (13:17) pustka i cisza



18 marca 2009
modlitwa - próba naszej wiary


Ano w artykule http://www.pustyniawmiescie.pl/artykuly,13_a_jego_szata_we_krwi_skapana.htmlhttp://doczytałam.. że to że nie od razu mamy odpowiedź nie znaczy ze modlitwa nie wysłuchana.. Daniel 21 dni czekał na odpowiedź. Pan od razu Anioła posłał ale po drodze spuszczał łomot czarnemu, potem przyszedł drugi Anioł by go zastąpić a tamten udał się do Daniela.. co za siła, moc i potęga..He-Man to przy nich pikuś szkoda ze tak chłopcom nie przedstawia się wiary jako pola walki..ileż by wtedy mężczyzn gnało do kościoła... a Anioły przedsatawiac jako właśnie bohaterów jak X-man, He-man, BenTen itd... ale cóz... nie ma spotkań w kościele dla mężczyzn, dla dziewczynek, dla kobiet, dla chłopców..schola, ministranci czy jakiekolwiek ruchy są OK ale .. ludziom trzeba ciepła, wspólnoty by pogadać faceci o częściach samochodowych, muzyce, kobietach , kobiety by sobie pogotwały, podzielily się swoimi problemami, radosciami i smutkami, mogły się wypłakać a dziewczynki uczyły bycia mamą i żona: haftowanie, ksiegowości, szycia, robienia na drutach itp ..tak, tak..nie ma sie co śmiac.. haft wyrabia wielka cierpliwośc i manulanie rozwija!! Księgowosc w domu a jakże!! A chłopcom?? chłopców uczyc odpwiedzialnosci, ojcostwa, szacunku do siebie i do kobiet. Odpowiedzialności i bycia filarem w rodzinie poprzez jakieś przydzielanie im zadan, modelarstwo itd... ale to mamy np w odłamach...ale nie w takich skostniałych strukturach..a nawet jak są ruchy to sa tak zamkniete na nowych ze to czuc na kilometr... niestety :(

Zresztą co mnie odstraszało od takich wspólnot?? Poczucie ze ja jestem gorsza od nich,

i gadki o tym jak pan jest dobry itd.. w danym momencie mojego zcyia ja Pana uwazalam że jest Ok ale bez przesady.. Dopiero Nazaretanki i Jagódka :) która nie potępiała, kocha taką jaką jestem. Podeszła do mnie z MILOŚCIĄ - to bylo to!! Serce na dloni - jesteś dzieckiem Bozym Agatko, Pan cię kocha..no i jeszzce Matka Franciszka, jej szczególna opieka, uzdrwoienie.. to było coś!!! I jaka MIŁOŚĆ.. potem spotkania w Nazarecie co miesiac..bylam na dwóch..ciezko było wsród tych "dobrych", ale gdy sie nawróćiłam, uporzadkowałam życie to okazałao sie ze nie widze wtych ludziach wroga - a co najlepsze! Ja widzę w nich SAMO DOBRO!!! Skończyły się obmowy, złe myśli...

Nie znaczy że ja taka cacy wobec reszty spoleczeństwa... Jak to jeden filozof powiedział"jak wychodze domu mam ochotę dokonać eksterminacji 1/2 ludzkości" a jeden dobry przyjaciel w pewncyh okresie swego żcyia twierdził iz "society is a joke" i ja ich rozumiem!! i ciesze się że spotkalo mnie doświadczenie upadku, odwrócenia się od Boga..bo rozumiem tego, co zbłądził.. tzn rozuiem obcego..bo ze swoim błądzacym problem zawsze jest...

Pycha nas dopada...(to apropo tych stowarzyszen i dlaczego dostrasza od nich innnych) bo ja taki swięty jestem, do kościółka chodzę, grzechów nie mam ..a ten, a tamten..i też o sobię mówię...i taka smutna prawda... wymagamy Bóg wie czwgo od księży, a co my im dajemy?? Nienawiść, pogardę, zawiść, bluźnimi, złorzeczymy...

to boli i to cholernie, nie dziwę się już od dawna że traktuja nas wiernych "na odległość", z dystansem, nie chcą poświęcać nam czasu..boją się bo nie daj Bóg zobaczy ktoś księdza jak z ładną dziewczyną rozmawia, albo jeszcze lepiej:przytula ja: to na ostatnim miejscu pomyśli ze to Jego Siostra!!!

JAk będzie jechał extra furą, to na samym koncu pomyślimy, ze porzyczona. Też bym się bała. Ale ufac trzeba i zamykać sie nie wolno..ale jak się otwieraja to czy przychodzi ktoś nowy?? Nie -z uporem maniaka wszedzie Ci sami..zero zachety dla grzesnika, czyli nas wszystkich.

A o egzorcystach to nawet skzoda pisac.. mają tyle obowiazków że nie wiem jak ich dorwać, złapać i porozmawiać..nie maja czasu..dla mnie są niedostępni, są jak kilimandzaro, kontakt z nimi to jak jakaś łaska...a przeciez sa po to by nam pomagac, a nie dostawac od biskupa 1500 zbędnych zadań!!

no i tak poranione dwie strony, paraliżuje strach, a Chrystus mówi by sie nie bać, by brać krzyz na ramiona i zasuwać ... ile sił... dla mnie przykładem dla takiego "Zasuwania" na dobre i na złe są Jezuici..kiedyś się ich bałam, choć ojca Ignacego szacunkiem dażyłam po lekcjach historii. Chyba się mi za to odwdzieczył

A każda zona czy matka?? Czy my się nie boimy kochać?? Pzrecież musiałybyśmy życ nienawiścią od dnia ślubu do męża, tesció, dzieci itd... dla mnie kazda która kocha pomimo jest święta..nie męczennica a świętą, bo wiem ile tzreba by wybaczyc, by kochać pomimo.

Mialo być o modlitwie, ale chyba o wierze to mi wyszło :)

Brak jednosci wKosciele, zabija nas nienawisc. Czarny swietnie dał sobie radę znami...

Uwiódł nas, uwodzi nadal.. a kosciół -Mistyczne Ciało Pana - cierpi, tocvzy go choroba, jego czlonki, czyli my sami zabijamy nasze ciało.. unicestwiamy siebie...

Ja o tym ze jestem autentycnzie członkiem Ciałą pana dowiedziałam sie..źle dotarło do mnie na ignacjańksich..jasne ze św. paweł pisał..i co z tego... czasem słyszymy wiele razy cos, a jestmoment gdy nas uderza..od tamtej pory zrozumialam czym ejst grzech...

staram się tak wlasnei swiat wiary pzredstawiać moim dzieciom. By poczuły że są żywymi ceglami Kościoła,, a Kościół to jest to co oni w swym żcyiu i ze swoim życiem uczynią...

Nadziei i wiary nie tracę, choć cięzko czasem i pytam Go za co mnie "karze", o Miłość walczę kazdego dnia...

http://yosefpavelholy.wrzuta.pl/audio/24hYGSgERg/shema_israel_-_sluchaj_izraelu_boze_mojhttp://
aQada (10:47) pustka i cisza



16 marca 2009
siwe włosy


Ostatnio znalazłam u siebie siwe włosy...wcześniej też znajdowałam..ale teraz więcej..przeraziłam się.....czas dorosnać.. ...nagle z dziecka stałam się osobą dorosłą..

dojrzałam w ciagu 3 min...

z bólem w sercu patrzyłam na siwe włosy... oczywiscie wyrwałam je

chyba prędzej wyłysieję niz osiwieję

ale cóż dorastanie boli

i nie mówię o fizycznym a duchowym

teraz już nie jestem dzieckiem tylko świadomym człowiekiem który ma byc odpowiedzialny za drugiego

teraz wymaga się ode mnie już więcej

hmm czyli mogę się weselić bo I etap zaliczyłam

trochę to trwało

ale warto było

mam swoje misje

i mam się wywiązać z zadania mi powierzonego

a dzisiejsze pocieszenie potwierdza tylko że dobrze swe kroki kieruję jak na razie

i dobrze słucham ...

co bym tylko wilka zlasu nie wywołała takowym stwierdzeniem... jak stoisz bacz byś nie upadł...
aQada (18:51) pustka i cisza



13 marca 2009
Doświadczenie śmierci i kiedy dopada żałoba - o tym jak umiera dzieciństwo

Do tej pory moje dzieciństwo jakby nie było zamknięte.... jednak 1 lutego 2009 moje dzieciństwo umarło, skończyło się, zamknął się krąg...

Zmarła moja babcia... początkowo nie czułam nic, jakby fakt oczywisty, ze umarła. no miała 82 lata więc...chyba pora na nią.. zresztą Ciała Zmartwychwstanie, przeszła bramę śmierci, wreszcie jest szczęśliwa....itd na pogrzebie ani jednej łzy nie uroniłam...

jakby wściekła ze wszyscy plączą..nie rozumiałam żalu...



śmierć mojej babci dotarła do mnie później... ot tak nagle

ze już jej nie ma... ostatnie pożegnanie z nią jak całowałam jej głowę po Bożym Narodzeniu, i mówiłam "Pa Babciu, do zobaczenia". i wyrzuty ze poświęcałam jej mało czasu, ze pożegnałam się bo tak trzeba..jakbym się jej bała...nie wiem... a teraz do końca życia Bogu wdzięczna będę ze ja przytuliłam i pocałowałam ją w jej głowę, czułam jej włosy, jej skórę i jej oczy....

i przewijać poczęły mi się obrazy z dzieciństwa jak gotowała mi rosół z ziemniakami jak byłam chora, jak spałam u nich w pokoju by sióstr nie pozarażać, jak mnie broniła, jak rzuciła rower pod autobus bo zapomniałam do liceum kanapki czy piórnika,

jak siedziałyśmy w zimowe wieczory u niej w pokoiku gdy było darcie piór. Jak wtedy z jej koleżankami słuchałyśmy Doktora Dolittle, plot i bawiłyśmy się w "Puk, puk.. Kto tam? Czarny Duch. A po co? Po ptaszki/wstążki/itp. Jakie/jakiego koloru?"

I jak fajnie było jak darcie piór się kończyło. Jak na Prima Aprilis nabrałam ją ze cielę uciekło, jak pytała czemu jeszcze nie jadłam, jak zawracała mi głowę tym , ze herbata mi wystygnie i spać rano nie dawał bo trza jeść...

Jak wołała na mnie Polka.... Jak modliła się za nas, za nasze egzaminy, kartkówki, sprawdziany, kolokwia, jak wstawała rano do zwierząt i śpiewała godzinki - i od tamtej pory kocham tą modlitwę. Jak uczyła mnie wiązać powrósła przy żniwach, jak się darła, ze jestem niedobra, jak opowiadał jak Niemiec wyleczył jej nogę, albo jak Niemcy we wsi byli. O tacie swoim, o tym jak jej mama Kasia zmarła wcześnie, jak tata Wojtek jej zmarł na głupią grypę, która przeszła na płuca. Jak mając 14 lat została sama, jak poznała Franka, jak miał być mężem jej siostry, a został jej. Jak dziadka zabrali do obozu. I jak troszczyła się o nas.

Jak się na nią złościłam ze jest taka do tyłu.

I jak nas kochała i jak można było z nią pogadać. I to coniedzielne prostowanie chustki na jej plecach.

I jak mówiłam jej ze super wygląda:)

I jak do mamy mówiłam jak przyjeżdżałam ze studiów " no super mamo, babcia mówi ze dobrze wyglądam!!" a to znaczyło, że przytyłam

Jak mówiła mojemu I chłopakowi ze dopiero z nim tak wychodzę i jak się za to na nią wściekałam, bo robiła ze mnie jakiegoś mośka bazarowego

Jak zawsze najpierw czy Robert najedzony, czy jadł obiad...a nigdy nie pytała co u mnie, ze miała uwielbienie dla chłopów co mnie maksymalnie wnerwiało...

I jak wypiłam z nią butelkę wina ..i jak opowiedziała mi o swoim małżeństwie..i jak potem nie rozumiała dlaczego kiedy znów przyjeżdżam jestem oschła...



I jak bardzo mi smutno i ciężko ze wszystko minęło. dziękuje Bogu za to, ze się sprowadziliśmy do Turbi. Że dany mi było mieć takich dziadków, którzy obok rodziców ukształtowali mój kręgosłup religijny.

Że może i plotkowała babcia, obgadywała...ale zawsze o pokorze mówiła, dziadek mało mówił, ale świadczył swoim życiem jakim należy być człowiekiem.

Że nienawiść nie jest dobra, ze ona niszczy. Pamiętam go jak golił się w sobotę wieczorem. Jak jechał na swoim rowerze na mszę. Albo jak już nie miał siły by iść na msze w niedzielę, a szła babcia to czekał na nią przy bramce. Nie jadł bez niej...


Był ciekawy świata, nie był zamknięty, był otwartym człowiekiem, cierpliwym, spokojnym... chyba miał swój świat..Pamiętam, jak przychodziła nasza wypłata. Otwierał wtedy swoim kluczykiem szufladę i dawał każdej z nas po 10 zł... wtedy go całowałyśmy..ale nie dlatego ze dal nam te 10 zł..bo w sumie Babcia zawsze dawała jak ja prosiłyśmy, ale z miłości... choć on nie chciał. Ale mam nadzieję, ze też wiedział ze go kochamy.

I jak wycierał buty, jak dbał o porządek i czystość. JAk mało gadał a dużo robił.

I jak wóz wypychałam z nim ze stodoły :) I jak mówił "rychtych"

JAk lubiłąm na wozie drabiniastym z nim za wał w pole jechać. Jak nie przymuszał nas do pracy w polu, jak wiedział ze nauka jest najważniejsza.

A ta szuflada była dla mnie jak jakiś sezam. Ile czasu z siostrami zajęło nam by znaleźć klucz do niej, a potem się do niej dostać!! I cóż tam było? książeczki z pismem dziadka, modlitewniki, dokumenty... to była dla nas jak jakaś magia ta szuflada.

Albo jak siedziałam w szafie babci i się przebierałam np w mamy ślubną suknię...

zawsze nas bronili przed gniewem rodziców..ja wiem z perspektywy rodzica ze to może wykończyć, ale z perspektywy dziecka nie byłam sama.

Ale pamiętam tez jak powiedziała mi ze nigdy mi na mamę Matka nie wolno mówić...

Miałam wielkie szczęście mieć tak dziadków i mieszkać z nimi.


Teraz wiem, ze autorytet zdobywa się życiem i przykładem.

Oni dawali siebie bliźnim..pozwalali się zjeśc innym ...

aQada (09:46) pustka i cisza



12 marca 2009
Miłość to dawanie samego siebie....


No cytat sobie wstawiłam idealny dla siebie... a wybierając go szukałam odpowiedniego do zdjęcia..a nie do mojej osoby czy zmian na ten czas.... I tak czytałam najpierw bezwiednie, aż w pewnym momencie tompnęło mnie...Przecież to cytat do Ciebie!!!

No tak..jak nic do mnie..ze też taki wybrać musiałam..i tak patrzę na niego, w myślach już się wyrył..a zęby mało nie było zaczęłam czytać sobie kiedyś tam kupioną książkę "Eucharystia nasze uświęcenie" R. Cantalamessa OFMCap. Kiedyś czytać ja zaczęłam ale rzuciłam w kąt..bo chyba nie rozumiałam za bardzo co czytam..powiedzmy że teraz mam ciutkę większe pojecie..i cóż wyczytałam... ano to samo co zawiera się w tymże "Miłość to dawanie siebie drugim". To że On mówi"bierzcie i jedzcie to jest Ciało moje" a potem"bierzcie i pijcie to jest Krew moja" nie znaczy ze mamy tylko BRAĆ ale mamy dawać siebie..

I znowu kłania się znajomość j. hebrajskiego. Co znaczy "ciało" i co znaczy "krew".

My już skażeni jesteśmy filozofią grecką że ciało składa się z duszy, ciała i ducha. A w języku biblijnym "ciało" oznacza całe życie w ciele. W jego wymiarze cielesnym i śmiertelnym. "Ciało" oznacza zatem całe życie... On dał nam swoje życie od pierwszej chwili wcielenia aż do ostatniej chwili, z tym wszystkim co je wypełniało: milczeniem, cierpieniem, smutkami, radościami..

A krew? To nie płyn ustrojowy, który przenosi tlen... Krew w Biblii wskazuje na wydarzenie, na śmierć. Krew wg Biblii była siedliskiem życia czyli jej przelanie oznacza śmierć.

Czyli Eucharystia to Tajemnica Ciała i Krwi Pana czyli Życia i Śmierci.

Przez słowo "krew" wyrażamy także i my ofiarę naszej śmierci. I to wcale nie od razu tej fizycznej. Tylko tym co nas do niej już przygotowuje: upokorzenia, niepowodzenia, choroby, ograniczenia związane z wiekiem, to wszystko co nas męczy.

No dobrze a jak to ma się do owego dawania siebie? Ano ma tak ze my podczas mszy św. jesteśmy kapłanami a Chrystus ofiarą za nas wydaną. I nie tylko On daje się Ojcu, ale także w tym wszystkim Ojciec daje nam swojego Syna!!

A gdy wychodzimy z Eucharystii - my stajemy się ofiarami dla innych. Dla tych którzy na nas źle popatrzą, zranią nas, odrzucą, niesłusznie osądzą, gdy w domu ręce opadają bo dziecko pyskuje, teście denerwują, gdy rodzice nas nie rozumieją. Mamy innym dawać swój czas, energie z pokorą wszystko znosić.

Mówiąc do swoich Braci "bierzcie i jedzcie" mamy dać siebie "zjeść" drugim...

Przede wszystkim tym, którzy nie czynią tego delikatnie i grzecznie, jak tego oczekujemy.

Ale mamy właśnie tych najbardziej kochać, bo co to za zasługa kochać tych, co nas lubią???

A skąd ktoś zapyta, albo z politowaniem pokiwa głową ja mam na to siły wsiąść? Ja tak nie umiem, nie dam rady itd - to wszystko pycha! Każdy ma siłę a daje ją Duch sw. Przecież to dzięki niemu Jezus wydał się za nas...

On daje siłę byśmy dawali siebie samych na ofiarę drugim..

Starczy wziąć I że tak powiem lepszą modlitwę do Ducha św by zobaczyć ze ofiarowanie i zmiana myślenia, ze pokora i miłosierdzie są realne.

Dzisiejszy Bogacz z Ewangelii tez myślałam ze nie da rady się zmienić.. a [potem już nawet nie chciał..bo trzeba by było z wielu przyjemności zrezygnować

Opanowała go chciwość, nie zauważał już drugiego człowieka, nie umiał kochać ludzi..kochał tylko pochlebców i mamonę...

A Duch św. działa i daje moc...

A jak mnie idzie dawanie siebie?? Ciężko...ale ile jest radości gdy się wybaczy, gdy swój czas odda się drugiemu...a najbardziej gdy nie ma za to pochwał...

A taka mądra ja bym nie byłą gdyby nie Mama, która od dziecka wpajała że trzeba kochać bliźniego jak Bóg nas kocha, nie wolno zazdrościć, obmawiać, ziać nienawiścią itd.... I Babcia Marysia (już świętej pamięci) która powtarzała"pokorne ciele dwie krowy ssie" - uważam ze chyba żartuje jak to mam być pokorna jak mi dokuczają?? Źle wtedy rozumiałam pokorę... Ale czym skorupka za młodu...


Bądź z nami Duchu Święty

Duchu Święty, Boże! W Jezusie i w Tobie stajemy się dziećmi Boga. Ty czynisz nas chrześcijanami, ludźmi Jezusa. Ty obdarzasz nas życiem nadprzyrodzonym.

Ty jesteś prawdziwym i najgłębszym źródłem i fundamentem naszej modlitwy i naszego apostolstwa. Obdarz nas pragnieniem służenia Bogu i ludziom w Kościele.

Uczyń nas narzędziami twojej miłości, która udziela, pomaga i służy. Spraw, byśmy byli wierni i zawsze gotowi na Twoje przyjście, na Twoje w nas działanie i posłuszni Twojej woli, ile razy chcesz się nami posłużyć dla czynienia dobrze innym. Prowadź nas Duchu Święty, i działaj w nas i przez nas w świecie spragnionym Twojej obecności i Twego zbawczego działania. Módl się w nas, pracuj i objawiaj w nas Twoją miłość, prosimy Cię, Duchu Święty.

Amen.

* * *

Codzienna modlitwa do Ducha Świętego

Duchu Przenajświętszy, którego kocham z całej duszy mojej, uwielbiam Cię.
Oświecaj mnie, wzmacniaj mnie, kieruj mną.
Pokrzepiaj mnie, pocieszaj mnie.
Obiecuję poddać się wszystkiemu, co mnie spotka z Twej woli.
I przyjąć wszystko, co pragniesz, aby mnie spotkało.
Duchu Przenajświętszy, obdarz świat pokojem.


* * *

Obok Pieśni O Stworzycielu Duchu przyjdź jedna z najpiękniejszych modlitw :

Przybądź Duchu Święty - Sekwencja

Przybądź, Duchu Święty,
Spuść z niebiosów wzięty
Światła Twego strumień.
Przyjdź, Ojcze ubogich,
Przyjdź, Dawco łask drogich,
Przyjdź, światłości sumień.

O najmilszy z gości,
Słodka serc radości,
Słodkie orzeźwienie!
W pracy Tyś ochłodą,
W skwarze żywą wodą,
W płaczu utulenie.

Światłości najświętsza,
Serc wierzących wnętrza
Poddaj Twej potędze.
Bez Twojego tchnienia
Cóż jest wśród stworzenia,
Jeno cierń i nędze.

Obmyj, co nieświęte,
Oschłym wlej zachętę,
Ulecz serca ranę.
Nagnij, co jest harde,
Rozgrzej serca twarde,
Prowadź zabłąkane.

Daj Twoim wierzącym,
W Tobie ufającym
Siedmiorakie dary.
Daj zasługę męstwa,
Daj wieniec zwycięstwa,
Daj szczęście bez miary.


* * *

Modlitwa o siedem darów Ducha Świętego

Duchu Przenajświętszy, racz mi udzielić daru mądrości, abym zawsze umiejętnie rozróżniał dobro od zła i nigdy dóbr tego świata nie przedkładał nad dobro wieczne; daj mi dar rozumu, abym poznał prawdy objawione na ile tylko jest to możliwe dla nieudolności ludzkiej; daj mi dar umiejętności, abym wszystko odnosił do Boga, a gardził marnościami tego świata; daj mi dar rady, abym ostrożnie postępował wśród niebezpieczeństw życia doczesnego i spełniał wolę Bożą; daj mi dar męstwa, abym przezwyciężał pokusy nieprzyjaciela i znosił prześladowania, na które mógłbym być wystawiony; daj mi dar pobożności, abym się rozmiłował w rozmyślaniu, w modlitwie i w tym wszystkim, co się odnosi do służby Bożej; daj mi dar bojaźni Bożej, abym bał się Ciebie obrazić jedynie dla miłości Twojej. Do tych wszystkich darów, o Duchu Święty dodaj mi dar pokuty, abym grzechy swoje opłakiwał, i dar umartwienia, abym zadośćuczynił Boskiej sprawiedliwości. Napełnij Duchu Święty serce moje Boską miłością i łaską wytrwania, abym żył po chrześcijańsku i umarł śmiercią świątobliwą. Amen.


* * *

Modlitwa Karla Rahnera - przepiękna

Przyjdź, Duchu, Duchu Ojca i Syna. Przyjdź, Duchu miłości, Duchu dziecięctwa, Duchu pokoju, Duchu ufności, siły i świętej radości. Przyjdź, tajemna radości we łzach świata. Przyjdź, ojcze ubogich, wspomożycielu uciśnionych. Przyjdź, światło wiecznej prawdy. Przyjdź, miłości rozlana w naszych sercach. Nie mamy niczego, co mogłoby Cię przymusić. Ale dlatego jesteśmy ufni. Nasze serce skrycie liczy na to, że przyjdziesz, boś bezinteresowny i czuły, boś inny niż nasze serce. Wszak najpewniejszą obietnicą jest to, że jednak przyjdziesz.

Przyjdź więc, przychodź codziennie na nowo, co dzień dłużej. W Tobie pokładamy swą ufność. Na kim poza Tobą moglibyśmy polegać? Ciebie kochamy, bo Sam jesteś miłością. W Tobie Bóg jest naszym Ojcem, to Ty w nas wołasz: Abba - Ojcze. Dziękujemy Ci Ożywicielu, Duchu Święty, że mieszkasz w nas, że sam chciałeś się stać w nas pieczęcią żywego Boga, pieczęcią poświadczającą, że jesteśmy jego własnością. Pozostań z nami. Nie opuszczaj nas. Ani w gorzkiej walce życia. Ani u kresu, kiedy opuszcza nas wszystko. Veni, Sancte Spiritus.

* * *

Modlitwa o świętość

O Duchu Święty, duszo mej duszy, uwielbiam Cię. Oświecaj, kieruj, wzmacniaj i pocieszaj mnie. Powiedz mi, co mam robić i rozkaż mi to wykonać. Obiecuję Ci uległość we wszystkim, co z Twej woli mnie spotka, tylko okaż mi Twoją wolę.



korzystałam z książki: Eucharystia nasze uświęcenie, R. Cantalamessa http://eserafin.pl/Eucharystia_nasze_uswiecenie_Raniero_Cantalamessa-146.html





aQada (10:49) pustka i cisza



10 marca 2009
Prefacje wielkopostne

"Ty przyjmujesz nasze wyrzeczenia * jako ofiarę ku czci Twojej chwale, * bo one poskramiają naszą pychę * i otwierają nasze serca na potrzeby biednych. * Spiesząc im z pomocą naśladujemy Twoją dobroć."
Nie wiem jaka prefacja była dziś... wczoraj wiedziałam, a dzis zamyśliłam się, odpłynęłam..i po prefacji...obudziłam się na Święty Świety.. choć też nie wiem czy śpiewałam go tak jak powinnam ...
Tą zacytowałam bo jakoś tak mnie do niej ciagnęło...
wczorajsza dała odpowiedź na moje decyzje...
"Ty przez post cielesny uśmierzasz wady, * podnosisz ducha, udzielasz cnoty i nagrody, * przez naszego Pana Jezusa Chrystusa."
Taka króciótenka, trudna do wyłowienia - jakby nie było zawsze uciec może..
ale jak człowiek szuka szczerze z wiarą i ufnościa to znajduje, a jak znajdzie to robi sie chyba leniwy.
Tak jak ja.. wczoraj znalazłam skarb, a dzis go przeoczyłam.
Nie winię nikogo,tym bardziej siebie, a patrzę na to też na jakieś dobre działanie:)
Jak to o. Recław powiedział obrazując jeden przykład -jak idzie się do szpitala w waznych sprawach
to dostaje sie narkozę. Widać musiałeś coś ważnego zrobic i dlatego "odpłynęłam".
Chyba odkrywam piękno prefacji....
aQada (08:55) pustka i cisza



08 marca 2009
II Tydzień Wlk Postu - poligon


Jakie to niezwykle.. ze gdy prosimy z wiarą otrzymujemy... a czasem to są tak oczywiste rzeczy ze aż ich nie widzimy... mnie wystarczyło przeczytać artrykuł w gazecie by...otworzyły się moje oczy i bym pojęla jak iść..a czytając to śmiałam się bo to przecież takie oczywiste było...ale najciemniej pod latarnią.

II tydzień Wielkiego Postu to ćwiczenie , a I tydzień to był trening...

Z wielką radoscią oczekuęe jutra...

bo mam wskazówkę jak iść

nie umiem tego nazwać ale wiem ze jest wiem ze wytrwała modlitwa działa cuda

teraz by wytrwać na ćwiczeniach ... by mieć siłę do praktyki a potem by zdac egzamin w IV tygodniu....

... już ciemnośc się rozproszyła Słonce chmury odsłoniły

mój spowiednik jak zwykle miał rację... im jest gorzej tym wiadomo ze zwyciestwo blizej

ale jak na razie zwyciestwo jeszcze dalekie (choć kto to wie)

teraz ważne by wygrac bitwę

a do tego potrzebny poligon

właśnie

I tydzień: przygotowanie na sucho - zaprawa (tak się chyba po wojskowemu to nazywa)

II tydzień: poligon

III tydzień: manewry

IV tydzien: walka

Niedziela Wielkanocna... oby Zwycięstwo

i tak nie wyrażę tego co poczułam czytając ów artykuł,

to tak jak szuka się odpowiedzi na ważne pytanie

i nagle ją się znajduje i okazuje się że była taka prosta

to właśnie Ja dziś odnalazłam..

lubię gdy mnie tak prowadzi i tak mi wszyskto pokazuje

czuję się jak małe dziecko

i śmieje sie z siebie ze wydaje mi się czasem

iż tak wszystko wiem

a tak naprawdę bez niego jestem ślepa, głucha i tępa...

ale aby nie popadać w jakieś chore euforie w związku z tym

stoję sobie w tym swoim dołeczku

i obym nadal stała i niech zbiorniczek napełnia się pocieszeniem by starczyło go na strapienie

niezmienność stanu tego też mi brak...


tal myślę ze by zrozumieć taki stan wystarczy pzreczytać przypowieść o skarbie...

kiedyś nie za bardzo rozumiałam ich sens, teraz jednak wiem co czuje ów kupiec...


"Przypowieść o skarbie, o perle i o sieci Jezus opowiedział tłumom taką przypowieść:
Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.
Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.
Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Zrozumieliście to wszystko?
Odpowiedzieli Mu: Tak jest.
A On rzekł do nich: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare."




Mt 13, 44 52

aQada (14:53) pustka i cisza



05 marca 2009
rozmyślania


Apostoł Paweł napisał:
Cieszcie się z tymi, którzy się cieszą i płaczcie z płaczącymi.

do Rzymian 12,15 Współczesny Przekład



hmm ... czyli jak św. Paweł pisał ze dla każdego jest każdym .. ze umie się dostosować do ludzi. Ze to nie oni maja do niego a on do nich...ogromna pokora. I ogromne zrozumienie Przykazania miłości bliźniego aż po śmierć nawet za nich (miłujcie wzajemnie jak ja was umiłowałem). Jak o. Mokrzycki podkreślał i kazał pisać to wielkimi literami. Dekalog to stare przymierze, to Przykazanie Miłości bliźniego jest Novum bo zawiera w sobie WSZYSTKO Bo mamy miłować kazdego człowieka, mamy miłować swoich nieprzyjaciół bo On umarł za nas jako swych nieprzyajciół. Bo mamy miłować z nakazu Bozego a nie kierować sięemocjami i uczuciami. Bo mamy miłować jak On nas umiłował... stwierdzenie św. Augustyn Kochaj i rób co chcesz.. zawiera w sobie dla mnie cały sens Mandatum Novum (Nowe przykazanie miłości bliźniego)



"i wspomóż mnie opuszczoną i nie mającą nikogo oprócz Ciebie, Panie. Ty wiesz wszystko,"(Es 4,17)



To moje pocieszenie na dziś....
aQada (10:03) pustka i cisza



01 marca 2009
rozmyślanie


JESTEM ZŁA, WŚCIEKŁA ROZDRAZNIONA...

sama nie wiem na co... znowu szukam winych wokół siebie byle nie w sobie

a o co poszło?

o nic jak zwykle o nic..

jestem zła, wściekła.... bo.... i można by całą litanię

nie umiem rozeznac uczucia i powiedzieć STOP !! zatrzyumać się wybrać właściwa drogę...

nie umiem? hmm często nad tym myślę dlaczego tak nie zastanawiam się nad uczuciami tlyko idę na żywioł i dopiero po fakcie widzę co powinnam była zrobic

a czy wnisoki wyciągam? nie no ja i wnioski ...

zastanawiam się czy faktycznie to mój "krzyż" te emocje i newy czy zwykłe lenistwo...

jak to pierwsze to ztreba pokory jak to drugie to siły by sie nie dac.. ale znowu zatacza sie wielki kra i wszystko sprowadza się do LENISTWA

no tak ...od niego bierze się wszystko co złe w moim życiu...

a najłatwiej mieć pretensje do innych

nie do siebie

a najgorsze ze czujęze mam się uśmiechnac pzrestac i na złość robie i nie chcę byc dobra....

zamiast nokautowac Lenistwo, nokautuje dobro..a to nie o to w życiu idzie....

moja pzrekora mój słaby punkt i mój upór... nagminnie i sprytnie wykorzystywane w starpeiniu...

rany jaka ja teraz mądra... po fakcie

i juz nie ejstem zła ani wściekła na innych jestem zawiedziona sobą ze znowu dałam sie uwieść.... i ponieśc emocjom. Nie chciałam zatrzymać się nad uczuciem i rozeznac co będzie dobre..... wolę narzekać, marudzic... a wszystko w sumie powiedzieć można ale zależy co w danej chwili w nas siedzi...
aQada (10:15)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187534,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Luty 2009 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:06
28 lutego 2009
do Ciebie któy nigdy tego nie przeczytasz


jest tak ...

http://www.youtube.com/watch?v=-qEPvSdUOro

"Wszystkie mosty, które między nami rozwiesiła noc



kruszą się jak szkło w świetle dnia



I coraz dalszy jesteś mi i znów nie znam Cię



Więc kim był ten człowiek z którym dzieliłam swój sen.







A w mojej głowie wojna myśli niespokojnych



Między ziemią, a niebem szukamy się



Tak dalecy od siebie jak gwiazdy dwie







Kochany mów mi częściej o miłości



bo chcę wierzyć, że jest a z dnia na dzień



czasu coraz mniej by wymienić między sobą opłatki serc







Znów w mojej głowie wojna wieczna wojna



myśli niespokojnych




Między ziemią, a niebem ...



Mosty kruszą się w świetle dnia



Między ziemią a niebem..."



a czemu nie ejst tak ...:

http://mp3.teledyski.info/player.php?file=http://mp3.teledyski.info/download-ZjIxTUtidjlNRy8xMjM1ODE2NTM2.mp3&title=air+-+venus



"You could be from Venus
I could be from Mars
We would be together
Lovers forever
Care for each other

You could live in the sea
And I could be a bird
We would be together
Lovers forever
Care for each other

If you wear an illusion
I will make it real
We would be together
Lovers forever
Care for each other

If you walk in the sun
I will be your shadow
We would be together
Lovers forever
Care for each other"



czy zdobywszy upolowawszy uwaza ze jest Jego na zawsze???

a tak nieiwle tzreba by powiedzieć kocham

by zostawić drobny gest pamięci

czytają to wszyscy poza Tobą...

jakie to smutne ze obcy wiedza więcej niz Ty ...

Nie masz czasu ... zarabiasz..kasa, kasa, kasa...

rozumiem zapewniasz byt rodzinie...

ale czy aż tak zatraciłeś się wtym ze juz nic poza tym nie widzisz?

Tak to zdeterminowało twoje życie??

ja ci nie pomogę ani ty sam sobie nie dasz rady...
aQada (11:15) pustka i cisza



27 lutego 2009
refleksja




MOTTO:

"Człowiek miał sen, w którym jego życie z Chrystusem było przedstawione za pomocą śladów na piasku. Obok śladów, które zostawiał Chrystus, były i ślady tego człowieka. Ale w którymś momencie, kiedy ślady na piasku były tylko pojedyncze, człowiekowi wydawało się, że to był czas, kiedy Chrystus go opuścił. We śnie ów człowiek staje przed Chrystusem i mówi: Jak to jest, Panie? Obiecałeś, że będziesz ze mną przez całe moje życie, a wtedy, kiedy było mi bardzo ciężko, Ty mnie opuściłeś! A Jezus odpowiada: Wtedy, kiedy było Ci bardzo ciężko, i wiedziałem, że nie dasz rady, to Cię wziąłem na ręce."

taka refleksja mnie naszła

tylko to umiem znaleźć w głowie

Martyna rozprasza skutecznie moje refleksje

zanim dorwałam się do klawiatury myśli gnały przez głowę jak chmury burzowe

teraz nie ma nic

abo trzeba było sobie zdjęcie obrobić, potem pousuwać zbędne by było wolne miejsce...

i tak to dałam się zwieść

a co chciałam powiedzieć?

Że koleżanka powiedziała dokładnie to czego mi brakowało

taki mój Znak od Niego

a skąd refleksja nad ciszą??

Bo to nie ta dobra, potrzebna cisza, tylko cisza która boleśnie rani i rozrywa wszystko powolutku unicestwia każdą wspólna rzecz (o ile takowe były)

doszłam do wniosku ze jesteśmy bardzo poranieni i ja i on...

tylko dlaczego ja mam być ta silna w związku? O i tu właśnie jest zasada przyjemności... czyli mnie, dla mnie.. .

może zatem zapytać powinnam tak: czy uważasz ze jestem na tyle silna by mu pomóc? Co byś zrobił będąc w takiej sytuacji? Miałeś taką w swoim życiu??

Chyba tak - też cię odpychali, nie chcieli słuchać. A Ty co robiłeś??

Chyba ich tylko kochałeś i się modliłeś...

A ja dziś wypowiadając słowa modlitwy pierwsze: "Panie mój! Ty sam w małżonku, z jakim mnie połączyłeś, dałeś mi przewodnika w mem niedoświadczeniu, opiekuna w mojej słabości, przyjaciela wiernego w złej i dobrej doli, w dniach smutku i radości. "

Zastanowiłam się czy aby odwrotnie nie jest? A może ta modlitwa nieaktualna? Bo czy on jest moją podpora? Hmmm nie mogę być niesprawiedliwa -jest. troszczy, pracuje, spełnia zachcianki..ale czy jest podporą, wsparciem? Tak ciężko czasem z tym wszystkim sobie radzić. Nie mam źle pewnie ze nie... ale czy to oznacza ze mam machnąć ręką i sama to wszystko dźwigać a z niego zrobić "kalekę" społecznego? niedorośniętego człowieka? Nie chce by żył w [przekonaniu ze jest OK chcę by widział ze takie życie nie jest OK ...

a potem na końcu mówiąc "Niech słodki nasz związek zawarty u stóp Twych ołtarzy, przez śmierć zniszczony nie będzie, abyśmy mogli tak, jak jesteśmy na ziemi, i w niebie być nierozdzielni ze sobą." pomyślałam przecież my tak naprawdę nigdy nie jesteśmy razem ..jedynie razem byliśmy przed ołtarzem..od tamtej pory on żyje dalej jak przed ślubem (no ciut musiał wziąć odpowiedzialności) ja zaś widziałam inaczej małżeństwo... i tak coraz dalej i dalej... ja mam dostosowywać się do tego jak idzie, bo inaczej zostaję z tyłu.. wszystko w biegu wszystko szybko....
To w jaki sposób razem będziemy w niebie?? :(

a ja Go kocham .. czasem chciałabym mały liścik, kwiatek ale nie z musu nie dlatego ze8 marca, ze urodziny....

materializm go opanował i to strasznie świat go zwiódł

przyjmuje postawę "dajcie mi święty spokój"

i każde moje prośby o wyjazd rekolekcje itd to jakbym się narzucała i ciągnęła go na siłę...

tak smutno mi będąc w Nazarecie tylko z Martyną.. płakać mi się chce jak patrzę na te małżeństwa które razem ..nie wnikam w relacje ja mówię o samym byciu razem ..nie wnikam w ich prywatne problemy... albo na rekolekcjach... najtrudniej jest jak są odnowienia przyrzeczeń małżeńskich..stoję sama z boku...i wtedy robię zdjęcia by zakryć łzy ...

i wszędzie sama... na weselu tez..on się bawił, szalał..a ja sama....

ech nie żale się ale szukam odpowiedzi

co robić by mu pomóc

co robić jak działaś by go stamtąd wyrwać...

co ty byś zrobił na moim miejscu?

Tez byłeś sam ... tez cię opuścili a Ty wszak wypełniłeś wszystko do końca...

I teraz właśnie niesiesz mnie na swych rękach .. ślady są Twoje :)


aQada (13:27) pustka i cisza



25 lutego 2009
Środa popielcowa






Witam w o poranku z kawką na śniadanie.

Dziś Środa popielcowa. Zdaje sie to moja druga tutaj.

Lubię ten okres. Chyba od zawsze.

Pachnie baziami, świeżą ziemią, nadzieją.

I tulipany...

I Triduum Paschalne

moze w tym roku będę na tyle dojrzała duchowo by

nie wymawiać się od uczestnictwa tym ze stać będę musiała,

że zrobi mi sięniedobrze itd

zawsze jakiś powód się znajdzie

Ale cieszę się ze obecnie w naszym Kosciele

nie ma PRZYMUSU

bo to budzi bunt

teraz Ja sama odpowiadam za siebie i swoje czyny

a nie idę bo ktoś NAKAZAŁ

tak jak cieszy mnie fakt zmiany przykazania kościelnego z"posty nakazane zachowywać" na " 4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach "

Dlaczego? Bo odpowida wg mnie wolnej woli człowieka jaką Bóg mu dał. Do tej bramy tylko ja mam klucz, nawet On nie ma. I to ja wybieram.

Prawdziwa wolnośc i prawdziwa miłość.

Jak mówił O. Remigiusz Recław" Szkoda ze Chrystus nie zniewala"

właśnie...wybierając dobro, nie wybieramy go raz na zawsze

teraz dobrze rozeznałam duchy, wybrałam dobrze, ale nie znaczy to ze za 10 min wybiorę też dobro...a wybrawszy zło, zakładane nam są kajdany i zostajemy zniewoleni...

A On nie zniewala..szanuje...bo jak się kogoś kocha to pozwala mu się odejść...

Nic na siłę....
aQada (08:19) pustka i cisza



24 lutego 2009
radość


aQada (19:48) pustka i cisza



23 lutego 2009
poniedziałek






tak mi się ta wieża do nieba z jedną piosenką kojarzy ...



http://www.youtube.com/watch?v=HiEhxknNj0I&feature=channel_page



Tam gdzie idę


Mam dla siebie trochę ziemi
Słońce, jeśli kiedyś będzie mi zimno
Mam również o czym marzyć
Jeśli nie mogę zasnąć

Mam dla siebie uśmiechy, spojrzenia
Żeby zapomnieć to co sprawiało ból
Wziąłem również szkatułkę, gdzie schowam odwagę
Żeby zacząć wszystko od nowa

REFREN :
Tam gdzie idę chcę nieba na nowy początek
Tam gdzie idę
Tam gdzie idę życie jest częścią nowego świata
Tam gdzie idę

Mam dla siebie dwie lub trzy tajemnice
Ogród, żeby lepiej je ukryć
Mam w końcu kogo kochać otwartym sercem
Oczami często zamkniętymi

REFREN :
Tam gdzie idę chcę nieba na nowy początek
Tam gdzie idę
Tam gdzie idę życie jest częścią nowego świata
Tam gdzie idę

Mam dla siebie nasze uśmiechy, głosy
Miejsce, gdzie wszystko jest do odkrycia

Mam ochotę wierzyć w szczęście

Tam gdzie idę
Tam gdzie idę
Tam gdzie idę

Tam gdzie idę chcę nieba na nowy początek
Tam gdzie idę, to jest tam gdzie idę

Mam ochotę wierzyć w to, co widzę
Miejsce, gdzie wszystko jest do odkrycia
Mam ochotę wierzyć w szczęście
W szczęście

Tam gdzie idę życie jest częścią nowego świata
To jest tam gdzie idę


Tam gdzie idę życie jest częścią nowego świata
Częścią nowego świata

Tam gdzie idę



no bo wszak tam gdzie zmierzam to faktycznie Nowy Świat lepsze zycie..Là où je pars....


aQada (09:07) pustka i cisza



22 lutego 2009
odświeżanie


aQada (13:23)

Grudzień 2008 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:05
07 grudnia 2008
Brak tytułu


Wczoraj spotkanie w Nazarecie. Było radośnie, wesoło... Siostry zrobiły nam naprawde mikołajową niespodziankę...każdy dostał prezent...kazde dziecko i każde małżeństwo...Aż takich przentów nikt się nie spodziewał... Cieszę się ze znalazłam to miejsce :) Wczoraj myślałam ze to jest mój Dom :)

Po uduchowieniu ...spóźnione katarzyny imieniny:)

też sympatycznie i wesoło :)

wróciliśmy koło 23:00

takie soboty to ja lubię :) jeszcze tylko włąsny kąt..ale zdrugiej strony... czy nie mam dobrze i nie mam tak wiele?? a ciagle chce więcej miast powiedzieć "dziękuję", potem "przepraszam"..a dopiero "proszę"... tylko ze uważa człek ze się mu należy... niby z jakiej racji?? ech taka natura... ja, mnie, dla mnie...egoizm... tłumiony ale zawsze gdzieś tam w jakimś zakamarku się odezwie...


aQada (11:16) pustka i cisza



04 grudnia 2008
Brak tytułu

TV Polonia "Barbórka" Macieja Pieprzycy z serii Święta Polskie...
Polecam... wydaje się byc smutny, ale taki nie ejst...każdy ma swoje miejsce... ważne tylko by nie mierzyć nie wiadomo gdzie a odnaleźć radość w tym co się ma...
główne role to Marcin Dorociński i Iwona Sitkowska.
aQada (19:00) pustka i cisza



03 grudnia 2008
Brak tytułu

ech drętwo idzie mi reaktywacja..jak patrze ile tu tzreba poprawić..a na myśl ile mi się w glowie kłebi i ile chce napisać.. niechęc ogromna bierze... najbardziej chciałabym doprowadzić to wszystko do aldu i składu..matko dlaczego jestem taka nierozgarnięta i nieporządna :(:(
aQada (14:38)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187528,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Listopad 2008 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:04

14 listopada 2008
powolny powrót do pisania...


ja...

Usta delikatne
majem napełnione
nasycone maków czerwienią
rozchylone jakby coś rzec chciały
oczy zapatrzone
gdzieś gdzie kasjopea płonie
twarz delikatna
włosy jaśmin zdobi
(jakże biel tego kwiatu heban włosów podkreśla)
gdy przechodzi
jakby lekki wiatr wiosenny zawiał
i najpiękniejszym zapachem otulił
zwiewna i lekka
jak mgła o światniu
niewidoczne ślady zostawia
trudna jest w szukaniu /okolice października 2008



Pochwała mężczyzn


Wiele złego na ten ród
usłyszeć można
lecz ja w obronę wziąć ich muszę
(jak nie ja to któż się ich losem wzruszy?)

Otóż miłe Panie
wcale oni tacy źli nie są
wręcz przeciwnie -
sama słodycz i radość
naszych oczu i serc

Wrażliwi na piękno, dobra pragnący
fałszu się dopuszczają
ale tylko w celu
by nie ranić naszych dusz-
altruiści i empatycy

Kochają szczerze
oddani i cierpliwi
łzy ocierają, tulą do piersi
czułe słówka szeptają -
oj znają się na rzeczy

Jedynie dziwne zachodzą w nich zmiany
gdy to wszystko ma się skupić
na jednej tylko damie


wówczas asortyment
empatii i dobroci
w zgliszcza z niewiadomych powodów obrócony
nie ma zamiaru jak Feniks
odrodzić się z popiołów

jednak nie martwcie się drogie panie
zawsze gdzieś obok
znajdzie się Ów
co jeszcze nie padł ofiarą pożaru


słowa słodsze jego niż miód
pochwały od słońca będą jaśniejsze
jedno małe „ale” po głowie się kolebie-
po cóż nim jednak sobie życie przyciemniać


„ale” niech zostanie gdzieś głęboko schowane
a my (u)dajmy zachwycone
moje drogie, Kochane

nic tak próżności męskiej nie łechce
jak białogłowa (nie mylić z żona)
co ulega czarowi słów jego / 13.11.2008
aQada (14:22)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187524,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Lipiec 2008 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:03
08 lipca 2008
:)


"Nawet kiedy ześle ci kary i ciosy, jest godzien wdzięczności, bo wszystko, co nam się z Jego woli przydarza - zsyła On dla naszego zbawienia. Kto pragnie otrzymać łaskę Bożą, niechże będzie wdzięczny, gdy ją dostanie, a cierpliwy, gdy zostanie mu odjęta. Niech się modli, aby powróciła, niech będzie czujny i pokorny, aby łaska nie przeszła obok niezauważona."



i chyba to na tyle na dzisiaj... moze tylko to, ze wczoraj znów rzypomnieli mi ze msza u karmelitó o 11:30 ..cóz mogę powiedzuieć..poszłam a tam nowenna przed sw. MB Szkaplerznej... trafiony zatopiony :)Szkoda ze tylko do piatku udział wezmę ..ale chyba ważne są te dni na których będe...widać te bardziej przydatne będą dla mnie ..a świeto sobie obejdę w ŻdŻarach u Nazaretanek na rekolekcjach :)
aQada (09:40) pustka i cisza



01 lipca 2008
paryż


no to byłam w Paryżu... a obecnie jestem na wakacjach . Po przyjeździe myślaam ze oszaleję w tym kraju jednak po tygodniu doszłam do wniosku ze cudze chwalicice swego nie znacie a jak chcesz by ktoś był dla ciebie ,miły naucz go tego:) odtąd mówię Pani przy kasie dzień dobry a nie czekam jak nafoszona księżniczka aż mi powiedzą. Bo skoro tam tak jest to dlatego ze ich uczono...od malego :) no to mam teraz co robic... niezła pracka dla mojego charakteru... ze tez On mi musi znaleźc coś bym się nie nudziła..

ale już sie ciesze.. bo za półtora miesiaca znów tylko ja i ON...a jak da radę to w przyszłym roku z Basią na medytację chrześcijanską do Lubina...http://www.lubin-medytacje.pl/main.php?menu=1 tylko zeby było to zgodne z Jego wolą..ale jak pdosunłą mi ten akurat miesiecznik Listu na drogę to chyba po to by spelnic moje prośby... no to spełnia... a ja już niczego nie chcę przegapić



Paryż cudny... i zapewne tam będe czesto wracac. na razie nie wiem jak i dlaczego ale wiem ze będę... a na razie oczekuję spotkania z Jagódka:) I moze jednak Basia przyjedzie... dostanie urlop w tej nwoej pracy ....





http://picasaweb.google.pl/agatahrycaj/100ND70S9831

http://picasaweb.google.pl/agatahrycaj/100ND70S9832

http://picasaweb.google.pl/agatahrycaj/101ND70S3223
aQada (16:27)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187518,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Czerwiec 2008 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:03

04 czerwca 2008
takie tam śmieszne sprawy


05-06

Ja:"Martynko nie4 machaj tą lapką tak jak wiatrakiem..."

Martyna:"Bo brzydko to wygląda"

Ja:"No wlansie.."

Martyna:"A ja fajna dziewczyna jestem ?:)"

JA: zatkalam usta by nie rozśmeiac się:"TAK!"



i tlumaczyłam moim od bierzmowania ze tzreba byc dziekciem..i nie mialam racji????



02-06

Tłumaczyłam martynie ze odchudzam się ale nie dla samej idei schudniecia a wpewnej intecji.. ze doszłam do takiej dojrzałosci iz błogosławię każda ma fłądkę bo mam co Panu Bogu ofiarowac...



wczoraj Martyna leży an moich plechach:" oo mamo i fałdki ci spadły..schudło się.... i fałdki poszłyyy do pana Boga...i On jest gruby"



fajne ejst patzrenie dziecka..Pan Bóg jest Gruby :) bo ma moje fałdki :)




aQada (22:25)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187517,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Kwiecień 2008 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:02
17 kwietnia 2008
róż na policzkach


http://pl.youtube.com/watch?v=62qFOrkpwMc



nienawidze momentu nakladania różu na policzki..wtedy muszę się uśmiechać...i oglądac swoją twarz uśmiechnięta...



"Nie mogę kochać, bo słaba jestem wtedy.
Nie myślę o sobie i zatracam się.
Oddajś wszystko, a nie mam nic.
Znowu nie kochał mnie ten obcy ktoś." /O.N.A/
aQada (08:12) 2 dźwięki


Marzec 2008 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 15:02
21 marca 2008
Radosnych Świąt


Niech cię Pan błogosławi i strzeże.
Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą,
niech cię obdarzy swą łaską.
Niech zwróci ku tobie oblicze swoje
i niech cię obdarzy pokojem
Radosnych Świąt



życzy Agata
aQada (12:14) pustka i cisza



11 marca 2008
oswojenie



Gdy damy się oswoić, wtedy czekamy z utęsknieniem tej jednej godziny, pory dnia w której zazwyczaj spotykamy naszego „oswoiciela”. Cały dzień potrafimy nie tęsknić za nim, nie myśleć, jednak gdy ta pora coraz bliższa..coraz częściej w okno spoglądamy, coraz bardziej smutniejemy .... a smutek nasz tym większy im dłużej „oswoiciel” karze nam czekać na siebie.... „Oswoiciele” mają to do siebie, że zaraz po oswojeniu muszą na chwilę się oddalić by sprawdzić stopień oswojenia. W tym czasie nie dają znaku życia, nie piszą, by test był jak najbardziej wiarygodny, bez żadnych przebarwień. Sukces zostaje odniesiony wówczas gdy „oswojony” po powrocie „oswociela” zapomina o smutku jaki przez czas jego nieobecności go trawił, na jego twarzy maluje się szczęście niezmierzone, ze „oswoiciel” wrócił....
aQada (12:21)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187513,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Luty 2008 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 14:52
15 lutego 2008
intuicja


mam wyczucie gustu i wiem intuicyjnie co pić...

jestem pod swoim wrażeniem ze jednak mimo

kompletnego nie znania sie na drinkach intuicyjnie wybieram ten jaki powinnam wybrac

]piłam wczoraj old fashioned bourbone coctail.. rewelacja.. dziś patrzę..a to jest aperitife...

a ddoam ze to były drinki typu męskie :D ale zamówiłam pzred pizzą... ech ejstem z siebie dumna

znalazłam go w swojej książce drinków

nie jest drogi tylko whisky i agnostura

no cóż muszę zakupić sobie ejdnka szkalneczki takie jak w latach 30 ..z grubego szkła:)

ech... te drinki ....
aQada (11:56) dźwięk




Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187471,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Styczeń 2008 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 14:27
29 stycznia 2008
eksperymnet..czyli pseudo naukowy belkot


to wszsytko co nam teraz podają na tacy i wmawiająze to prawda...



Pewien rosyjski naukowiec wykonał eksperymnt: złapal I muchę, wydarł jej skrzydełka. Zagwizdał. Efekt: Mucha uciekła

Złapał II muchę wyrwał jej łapki. Zagwizdał. Efekt: Mucha odleciała.

Złapał III muchę. Pozbawił ją i skzrydełek i łapek. Zagwizdał. Mucha się nie ruszyła. Zanotował: MUCHA JEST GŁUCHA



Oczywiscie można uznać ze faktycznie akurat tarfił na głuchą muchę, ale czy nie byłoby to tak nam dobrze znane zamydlanie oczu??
aQada (14:35) pustka i cisza



28 stycznia 2008
banalny wierszyk


moje usta

chłodem oblane

na próżno szukają

rozkoszy

znów noc i mgła

osnuła serca nasze

znów niepokój

gości w moich myślach

kochany



lublin 27.01.2008
aQada (20:09) pustka i cisza



25 stycznia 2008
moje bycie razem




http://phoenix182.wrzuta.pl/audio/3bpFEXcIYa/karolina_kozak_-_przyjdz_i_wez_mnie



zdałam sobie sparwe

dlazcego tak walcze

o te Miłość

ktora praktycznie

szans na istnienie

mieć nie powinna

nigdy razem

nigdy te same mysli

nigdy wspólne pragnienia

nigdy tego samego na myśli nie mamy

nigdy nie odpowie tak jak ja zakładam

nigdy nie dal się mi zdobyć

to sekret

mojej walki codziennej

i jej sensu

to jedyny facet

którego nie dało się mi zdobyć

i tak go owinąc tak soki wypić

by za chwile się nim znudzić

i po prostu odejść




aQada (12:11) 2 dźwięki



22 stycznia 2008
weekend








weekend w warszawie

było świetnie

w niedzielę wystawa w Muzeum Narodowym - lata XX

piękna podróż....

ale zaliczyłyśmy etż sale renesansu z wystaw stałcyh

i Bitwę pod grunwaldem...

pogawedziłam z JAgódką o wyższości powinosci nad miłością własną...

i wróćiłam



I klasą.



zapomnialam jak to cudnie ejst jeździć pociagami

jaka to frajda

podróż nie długa

taka akurat 2,25

taka w sam raz

nie mogę doczekać się kolejnego wypadu do nich



chleb z suszonymi pomidorami zrobił furorę

dzieci zaczęly na mnie ciociu wołać - super!!!

a poza tym okazuje sie ze tzreba być soba

i nie udawać ze coś sie wie jak się nie pamięta szczegółów



wierszemoje okazują sie bez tresci i teksu

i nie są zgodne z obecną tendencją

nie ważne jak piszą - ważne ze pisza

by wsyatwić komentarz tzreba pzreczytać :)

II dna w nich nie ma

a i zakłądam ze czytelnik ejst nie inteligenty

i cóz to prawda

jestem prosta, pisze dla ludzi a nie dla jakichś grup

i nie udajęze coś jest skomplikowane

jak ejst proste

taka jestem i takie moje wiersze

proste

bez dziur w całym

ale ie wytłumaczę pzrecież innym tego co we mnie siedzi:)

myślęze gdyby picasso poddał by sie i malował zgodnie

z panująca tendencją, lub van ghog albo Witkacy



cóż .... to daje mi wiary ze zawsze jest pod górkę

ale tzreba walczyć o swoej

a a kurat tu wiem

ze mam talent

oj a jak zcegoś jestem pewna

wygrywam

jak z mężem ...




aQada (09:53) pustka i cisza



18 stycznia 2008
nie-moja a jednak z moim saldem kuchnia


http://asieklintu.wrzuta.pl/audio/cHWYcm3Wzk/michal_bajor_-_przyszla_do_nas_milosc







w moim domu

kuchnia bedzie taka akurat

taka ze stół stanie

a przy nim krzesła

ale nie bedzie zbyt wiele miejsca wokół

tak by nic się nie rozproszyło

by żadna myśl samotna nie była

w moje kuchni

będzie przytulnie

będzie tak jak jest

w nie-mojej

w której mimo to

ma więcej ze mie

niż z tych co tu żyja

w nie-mojej kuchni

tworzę swój

mikroświat

który jest akurat

w mojej kuchni
aQada (11:45) pustka i cisza



17 stycznia 2008
moje nowe "dzieci" po tak długiej przerwie


niepokój

Krew burzysz
nagle bez slowa wychodzisz
zostawiasz
cała otuloną
w rozkosz twych szeptów
twego dotyku
w niepewności
kiedy znów cie ujrzę
by móć dłoni dotknąć
by w oczy spojrzec

Lublin 15.01.2008



* * *

skrzydło wbrew woli
przytwierdzono
czeka na drugie (do pary)
ktore uniesie
tam gzdzie rozumu nie ma
gdzie zasady i normy
nie obowiązują
gdzie miłość
i tylko ona
prawo wyznacza

lublin 16.01.2008



* * *

rozum śpi
serce nigdy
póki żyje
czeka aż zasnie
i będzie mogło mówić
kocham
czy to mało ?
zbyt wiele...
oczekiwań, słów, starań....
noc to zły doradca
bezsenność- podsuwa koszmary
jak tu życ...
bez ciebie
mało dnia i nocy bez ciebie
kazde słowo
w treści
niesie imienia twego sens
przepraszam
nic tu nie pomoże
zapdła dusza i serce
na chorobę śmiertelną-
miłoscią zwaną
ale póki rozum spi
póki blask słońca
nie rozporszy jej mysli
dotąd trwa w tym stanie
do kolejnej nocy
samotnej i zimnej ....

Lublin 17.01.2008
aQada (08:33) pustka i cisza



07 stycznia 2008
na nowy dzień


http://wielbicielpiekna.wrzuta.pl/audio/8AgV4DXMW1/zyj





Bardzo właściwa piosenka

na początek dnia i nie tylko



by życ tu i teraz

trzeba siedzieć w budzie

ale przychodzą chwile

gdy siedzi się w dołku

ale wtedy trzeba pamiętać o tych momentach

gdy było się radosnym

i co obiecywało się sobie

gdy nastanie ten mrok zwątpienia

ciężko o tym pamiętać

ciężko to realizować

łatwiej w chwilach radości

pamietać o tym że nadejdzie zwątpienie

niż odwrotnie

ale dopóki się tego nie wyuczy

wciąż będą nas dotykały dośc często takie chwile

zresztą wszystko z czym sobie nie dajemy rady

albo gdy nie zauważamy ze to my mamy problem

a nie ten inny

to dotąd spotykać nas będą te rzeczy

po to abyśmy nad nimi zapanowali.

Jak dobrze odrobimy zadanie

pojawia się następne

byśmy zbytnio na laurach nie zasiedli

i nie tryumfowali że coś osiągneliśmy

bo można zgnuśnieć i popaść w fałszywą pychę

bo nic od nas nie zależy

od począcie az po grób - nic

żyjąc tylko tym jednym

zapominając że przed nami są jeszcze inne zakręty

inne szczyty do pokonania

SDM śpiewa ze wedrówką życie jest człowieka

a ja powiem ze nieustanną walką

o nasze Ja o naszą dusze

o nasze istnienie

wbrew pozorom łatwo można przejśc

na ciemną stronę mocy

szkoda ze że żyjemy

w tej swoje pysze

i nie wiemy co wielkiego dzieje się

wokoł naszj osoby

jak Zły z Dobrym walczą o nas

jak jesteśmy dla nich najważniejsi

a fakt zapomnienia o tym

to też jego sprawka

gdyby tylko o tym pamiętać

jaką siłę by wielu ludzi mogło z tego czerpać




aQada (07:50) pustka i cisza



06 stycznia 2008
Nowy tydzień


http://zozolka13.wrzuta.pl/audio/jUFMBvLRZF/sdm_-_pod_katem_ostrym





i wszystko wróciło do normy

cięzko jest żyć na równi pochyłej

na szczęście już przeszło

jak za dotknięciem

czarodziejskiej różdżki

mój stan jest właściwy

kadża rzecz na swoim miejscu

wszystko zalakowane

pewnie do następnego razu

ale jakby nie te moje

zbytnie emocje

i zbytnia wrażliwość

pewnie nie mogłabytm pisac wierszy

głębiej rozumieć

w każdej rzeczy czy zdarzeniu widzieć

cos poza nią samą

coś za coś

i mi taki układ jednak pasuje

moja wrażliwośc

i zbytnia emocjonalnośc

i ta porywczość

przeciez tworzą mnie

z moim pięknem wewnętrznym

- mój mąz zaskoczył mnie takim stwierdzeniem

pewnie kiedyś bym się obraziła

uznając że piękna zewnętrznego we mnie nie ma

ale lepiej mieć to wnętrze

niż urodę

niekoniecznie idącą z głebią

zaczynam tydzien

pozytwynie do życia nastawiona

z nowym ładunkiem sił

by stawiać opór przeciwnościom

czuję się jak żołnierz

na froncie II wojny światowej

ale jakby nie ta walka

pewnie bym już zmarniała

i przeszła na stronę codzienności

poddając się

i zapominajac o marzeniach

z okresu gdy

w głowie tysią rzeczy na raz

inne czasy inni ludzie

ale ja ta sama

tylko w ulepszonej formie

poprawiło się co nieco

a to co jeszcze niepoparwione

jest szlifowane

ale to co w środku mnie

jest to samo ...

tylko oczy szerzej otwrate

pare bielm zdjętych

i swiatło głebiej wpada

i więcej widzę

i mocniej czuję

ale tego przeciez chciałam






aQada (13:18) pustka i cisza



05 stycznia 2008
intuicja, przeczucia...


http://www.youtube.com/watch?v=ZYzuvIvsRoQ&feature=related





na dobry początek dnia....bardzo pomogło

moge brać się o pracy

i przestać szukać odpowiedzi

na to na co nigdy nie znjade

bo nawet do szczęścia

mi to niepotrzebne

ale niestety działam jak barometr

te ucieszki w przeszłośc

ode mnie niezależne

jak barometr:

czy on chce pokazywać wysokie ciśneinie

nie po prostu jest wrażliwy na zmiany

i chyba pewnie jakaś zmiana sie szykuje

tylko mam jedno drobne pytanko:

dlaczego ja muszę to czuć?

co mi do tego

jak ja już nie mam nic wspólnego

z tym??

ale co poradzę

moja intuicja jest niezawodna

i każda podjęta decyzja

pod jej wpływem

jest właściwa

i nigdy błędu nie popełniłam

kierując się nią

tylko czemu ona dotyczy też

przeszłych osób??

kiedyś tak bliskich

dziś tylko będących

na fotografii

wspomnienień jakichs tam

planów i chwil

co mi do tego ??

kiedyś tam

imię swoje wyryli wmoim sercu

teraz juz danwo pokrył je lak

ale moze jakiś kijowy

wszystkch szczelin nie zalał

dzieje się to wbrew mnie

ale z drugiej strony

nigdy jeszcze żadne wiesci mnie

nie zaskoczyły

zawsze mówię"WIEM"

tylko po co ???

pewnie kiedyś się dowiem

dlaczego nadal czuję

gdy tam dzieje się

coś ważnego
aQada (09:45) dźwięk



04 stycznia 2008
wierszo - opowiadanie...stan duszy


tyle wspomnień wróciło

znowu co bolało z powrotem boli

makatka szalona

nadal jest o mnie

mimo biegu czasu

coś zostaje

co okrutnie doskwiera

co burzy cały porządek

jaki budujesz

przypomina

że w życiu trzeba walczyć

o miłość

ze poddac mozna się wtedy

gdy już sie umarło

nigdy nie tracić nadziei

bo później

jest już za późno

i nie ma odwrotu

i nie ma biegu wstecz

iśc trzeba do przodu

wbrew sobie

jedyna słuszna racja

to jakoś trzeba przeżyć

by nowych nie ranić

swoją przeszłością

by ich nie dotknął

trąd serca

dobra mina do złej gry

wszak wszystko mija

niedopowiedziane słowa

zawisły w przstworzach

i tam pozostaną

i nikt nie zgadnie co w sobie kryją

więc na cóż się dręczyć

i pytać dlaczego

trzeba zejśc twardo na ziemię

nie tracąc nadziei

że żadna łza

na marne nie poszła

i że za każdą z nich

wystawiony zostanie rachunek

tym co teraz się śmieją

Lublin 04.01.2007










aQada (14:26) pustka i cisza



03 stycznia 2008
przypadków nie ma


* * *



Przypadków nie ma

wszystko co było

co jest i co będzie

dane nam jest

bo dla nas właściwe

i na wymiar szyte

mozemy sie uprzeć

i wybrać

inny płaszcz

po latach noszenia

wracamy po tamten

calkiem niepozorny

i szary jakiś

ale jak ulał leżący

bo nasz własny

najlepszy

dopasowany



Lublin 03.01.2008
aQada (17:48) 3 dźwięki


sen


zrywałam agrest i czułam jego smak.

owoce jego były jak bomby, które zaraz wybuchnął. Było pięknie i zielono, a dokoła rozchodził się zapch ...

nie wiem może pomidorów jeszcze nie owocujących

a moze teraz tak mi się tylko wydaje.

Agrest był piękny i dojrzały.

Pierwszy raz we śnie czułam smak,

czułam jak rozgryzam pestki.

Po raz pierwszy od długiego już czasu sniłam kolorami.

To tak jakby kupić sobie kolorowy telewizor...

i zobaczyć całą ferię barw

to było takie cudne i dobre miejsce

była tam moja mama i siostra

a agrest nie wiem dlaczego

hodowany był pod folią

a na zewnątrz ciemno, szaro

i bez kolorów

wyszłam stamtąd by rozwieść ulotki.

Był to miesięcznik katolicki

i ludziom rzucałam na trawnik

losowo wybrany numer.

Gazeta była kolorowa

a dokoła szaro.

Aby nkt nie widział chowałam sobie najciekawsze

numery.

Najbardzije podobał mi się ten,

gdzie na okładce, która była żółciusienka

widniała piękna ikona Chrystusa.

Kiedy schowałam do torby

nie potrzebowalam latarki -

taki blask bił z jej wnętrza-

to z tej ikony wychodiło

swiatło

dające poczucie bezpieczeństwa.

W końcu skończyły się te barwy

i na rowerze w okropną szarugę dotarłam do domu

mijajac po drodze a to pijanych dresiarzy

a to czując na swoich plecach

czyjś oddech

ale strach wielki nie był

wiedziałm ze mimo wszystko dotrę do domu

choć ciężko pedałować było

bo jakby koła roweru stapiały się z asfaltem...

ale się udało

dotarłam.....




aQada (08:28) pustka i cisza



02 stycznia 2008
dewaluacja uczuć


sięgnęłam dzis po Poświatowską..

i od razu otworzyło się

na moim ulubionym wierszu ....



"jest całą ziemia samotności

i tylko jedna grudka twojego uśmiechu"



jakie to dziwne

kiedyś ten wiersz odnosił sie do innej osoby,

inne myśli po głowie się kłębiły

do innej się kierowały

tak na siłę chciałam wierzyć że to ten jedyny

ale jakoś ta grudka uśmiechu nie pasowała do niego

kompletnie

czegoś brakowało

i nie wiedziałam czego

aż do tej pory

brakowało prawdziwej miłości





teraz muszę zrobić dewaluację:

zamienić stare wartosci na nowe

stare uczucia - na nowe

"tak bardzo cię kocham

mówiłam o tym wodzie..."

tak..konieczny remament, dewaluacja i wszystko co

potrzebne by nastało nowe



słowa które miały kiedyś konkretnego adresata

teraz tracą sens

i emocji już nie wzbudzają

krwi nie burzą

nawet uśmiech lekki zniknął



po prostu koniec...



a nowe??

nie wiem jakie będzie

ale wierzę że szczęsliwe

bo umiem walczyć

o swoje szczęście

wynika to uporu

i egostycznej potrzeby

bycia kochaną



mój entuzjazm obecny

nie wiem jak potrwa długo

ale ważne ze

w środku jest coś

czego już nic nie jest w stanie zburzyć

ani usunąć

jakby zamknęły sie drzwi

jakby rana się zabliźniła

i wielki Chirurg szwy wyjął




aQada (13:26) dźwięk



01 stycznia 2008
Nowy Rok

dużo mam do napisania..ale nie żadne jakies tam ślepe i głupie bilanse...nie ..takie spotkania z NIM ..i Jego cudach w moim życiu, których mogłabym nie zauważyć gdybym w zbytnią pychę popadła..nie mam dziś siły do pisania o tym ale wiem ze modląc się by mnie z rąk swych nie wypuszczał bo jestem za słaba .... poskutkowało trzyma tak mocno .... coś przedziwnego. Przedziwnego jak odmienił moje wnętrze, mnie - moje pdoejście do wielu spraw. Pozbawił mnie nienawiści, dal serce miłujące bliźniego, dał pokorę , dał oczy szeroko otwarte..jeszcze w dawce malenkiej nie za duzo...tak tylko tylko by sprawdzić czy sprostam temu darowi... kolejny raz mnie dotknął... to jest tak osobiste przezycie ze nikomu tego nie opiszę.... nie ma nawet porównania w tym naszym świcie do tego co znaczy spotkać Go jak na drogach Jerozolimy. Tak spotkałam Go gdy ksiądz biegł do chorego, lub spotkać go jak ci chorzy lub jak Zacheusz..tak czułam się jak Zacheusz gdy podszedł do mie...popatrzył tymi swoimi oczami i powiedział Kocham cię... powyłam się.... bo nikt tak jak On nie kocha..... przyszedł do mnie, dotknął mnie i powiedział Kocham Cię..czego trzeba wiecej?? Nic nie ma wartości większej do Jego miłości...życze Wam byścioe spotkali Go jak Ci wszyscy w Jerozolimie byście byli celnikami , jawnogrzesznicami, paralitykami...ułomnymi... byscie stanęli przed Nim w prawdzie a On was porzytuli jak nikt inny .....
aQada (19:13)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187380,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Grudzień 2007 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 14:26
29 grudnia 2007
Przeszłość


przeszłość

uderzyła

jak huragan wdom

zachwiała w posadach

pewność zapomnienia

i przebaczenia



znów ostry ból

przeszył serce

pytanie dlaczego

bez odpowiedzi

pozostanie



Lublin 29.12.2007
aQada (10:21) 3 dźwięki



27 grudnia 2007
CZasem ...


Czasem...



Czasem to piękne słowo

Bo trwa tylko chwilę

Za silni jestesmy

By się dać usadzać

Z byle powodu

I byle komu

By dać się

Osądzać

Tym co głebiej nie sięgają

By orzech rozgryźć

I wejść do środka

I poczuć ten smak

Tak niepowtarzalny



Lublin 27.12.2007
aQada (19:39) pustka i cisza


koljeny ....


utkane



dziergam słowa

jednym ściegiem

by sens zachować

czasem spruć muszę rzędy

bo odbiegają od formy

założonej konwencji

słownej

czasem włóczkę splątaną

rozsupłać muszę

by zawiłość zdań

wyprostować





Lublin 27.12.2007
aQada (19:33) pustka i cisza


kolejny wiersz.....


By ktoś....



By ktos pokochał

Za to jakim się jest

Te wady

I to zło w człowieku

Skrzydła znów podcięte

Jeszcze odrosnąć nie zdążyły

Jak gęsiom

By nie odleciały

I na stole świątecznym

Lsniły w wianuszku

Z jabłek pieczonych



Lublin 26.12.2007







* * *



Smutek Twój

będzie tylko dla Ciebie

jakimś bólem

dla nikogo innego

nie będzie miał znaczenia

tacy są ludzie –

takie jest życie



Lublin 24.12.2007
aQada (08:57) pustka i cisza



24 grudnia 2007
Radosnych świat


Życzenia bożonarodzeniowe by Agata H.



Powoli zbliża się czas świateczny
Czas radości a może zadumy
Czas miłowania bliźniego
Pokoju i spokoju
Lenia i obżarstwa
By to co dobre trwało
A to co złe szybko zmieniło lokatora
Marzeń spełnienia
Osiagniecia celu w tym
Nadchodzącym znów
Poraz kolejny
Nowym Roku
By podwyżki nas nie dobijały
By mimo wszystko
Radośc odnaleźc w osobie bliskich
By swiatełko betlejemskie
Wciąz w nas się tlił
By nie zapomnieć co tak naprawdę
w zyciu jest ważne
by żyć zgdonie z samym sobą
Radosnych świat
i Happy new year ...?

Lublin 21.12.2007
aQada (13:31) pustka i cisza



19 grudnia 2007
novum w mojej wierszokleciarni


śmierć przenika przez skórę kości

w tle ćwierćwiecze minione

przyjaciólka

wspomnienia

przygrywa czerwony Tulipan

i Grechuta

ból istnienia nie do zniesienia

niepowinnośc istnienia

w paszport do tutaj

byc powinna wpisana

wiza do życia

przez pomyłke wbita



Lublin 19.12.2007
aQada (22:53) dźwięk



04 grudnia 2007
Historia o ołówku


Mały chłowpiec obserwował swojego dziadka,który pisał list.W pewnym momencie chłopiec spytał?-PIszesz historie o nas?Piszesz o mnie? Jego dziadek przerwał pisanie,usmiechnął się i odparł:To prawda,piszę o Tobie.Ale ołówke,którego uzywam jest ważniejszy niz słowa,które pisze. Mam nadzieję,że będziesz na to patrzec podobnie kiedy dorosniesz.Cłopiec popatrzył z zaciekawieniem na ołówek,ale nie dostrzegł w nim nieczego nadzwyczajnego.-Ten ołówek wyglada całkiem zwyczajnie! To zależy odpunktu widzenia.Ten ołówek ma pięć cech,które powinien miec człowiek aby pozostac w dobrych relacjach ze światem.



PIerwsza cecha: człowiek,który ma wielkie osiągniecia nie powinien nigdy zapominać o sile,która go prowadzi.Tą siłą jest Bóg.To on decyduje co nam sie w zyciu przydarzy.



Druga cecha: Od czasu do czasu przestaję pisać i muszę użyć temperówki.Ołówke cierpi ale staje się ostrzejszy.Naucz się akceptować cierpienie,dzięki niemu staniesz się lepszą osobą.



Trzecia cecha: pisząc ołówkiem mozesz zawsze uzyc gumki i wymazac niechciane słowa.Chęć naprawiania błędów nie jest zła.Wprost przeciwnie,dzięki niej pozostajemy na własciwiej drodze.

Czwarta cecha: W ołówku nie jest najważniejszy ani kształ ani materiał, z jakiego został zrobiony...lecz grafit, ktory znajduje się w środku.Tak więc bądz swiadomy co się dzieje w Twoim wnętrzu.



Piata i ostatnia cecha ołówka: zawsze zostawia slad.Twoje uczynki tez zostawiają slady,dlatego uważaj na to co robisz....
aQada (11:13) pustka i cisza



03 grudnia 2007
zestawienie


pogoda - wręcz wręcz barowa. Nie pada, ale wilgoć wyłazi zewsząd.

MArtynka zaliczyła kółko plastyczne - dalej pracuje nad bramą krakowską nocą ... a potem basen....

ja uzeram się z drukarką, która rozmazuje tekst a czytać z kompa zbytnio mi się nie chce- musialbym notatki robić. Ogólnie życie jest Ok.

Prezenty ze szwagierką już mamy zaplanowane. Mi pozostaje jeszcze moja część rodziny. Zero pojęcia co im podarowac....

ze sobą wychodze na prosta... moja furia już się uspokaja..preprosiłam męża i córkę...przykład idzie z góry, nie? wiec go daję... moze bedzie dobrze?? nie wiem --moze w koncu światełko w tunelu? a może rozmowa z bliską osobą dała rezultat ??

nie wiem co, a moze moje strwierdzenie ze we mnie ani wiary ani nadziei już nie ma?? ze pustka w srodkku?? moze trzeba było to pwoiedzieć anie mieć pretensje nie tłumacząc??



co do innych spraw..cóz jakoś leci ... trzeba być twardym a nie mientkim .... i da sie żyć:) olewajac co poniektórych przepraszam - zachowujac dystans do pewnych spraw i robić swoje :) bo życie jest jedno,a wariatów nim tyle ze mozna by je zmarnowac na przejmowanie się:)

jutro dzień apelowy w szkole.. MArtynka zakłada strój galowy ;)

nie moze się mikołaja doczekać..cieszy mnie, ze chce dostac ubranka i butki, a na gwiazdę albo lego albo klocki te geomag...

ciesze się że nie chce pet shopa czy lalki.... jakoś tak wydaje mi sie ze jednak dorasta i rozumie ze są ciekawsze zabawki, kóre mogą dac wiele radości i niesamowicie pobudzac wyobraźnię....



jutro znów spotkanie z tymi do bierzmowania..na sama myśl robi mi się niedobrze... miałam opracowac materiał ale bede musiała jednak czytać w kompie i robić notatki... strasznie dużo tego... nie mam ani MS Office zeby worda otworzyć ani porządnej drukarki .... ale cóż wolę ja coś mówić niż zmarnować znó 45 min - siedzą cv w ciszy ....


aQada (20:51)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187374,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Listopad 2007 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 14:25
27 listopada 2007
znajomi ci sami a jednak inni


czas zatrzymuje się dla danej osoby w oczach innych ludzi nie tylko w momencie jej śmierci, ale w momencie ostatniego spotkania. potm całe lata nie widują się i nagle spotykają. i co wiedzą o sobie? ich wiedza bazuje na krótkim okresie czasu: na latach spędzonych w szkole, czy studiach. I nie ważne czy to była b. bliska osoba czy bardzo daleka emocjonalnie: jej obraz został nam taki jaką ją zapamietlaiśmy. I to jest b. krzywdzące. Bo jeśli ktoś mówi"oj nic się nie zmieniłeś..." przecież to kłamstwo. jak można po x latach się nie zmienic??? Wszystko się zmienia, a ludzie -najbardziej. To że był taki x lat temu nie oznacza ze teraz jest taki sam. Przecież tyle emocji, tyle doświadczen nie moze spłynąc po ludziach jak woda po przysłowiowej kaczce.



Spotykajac znajomych nigdy nie powiem im ze się nie zmienili - jedynie tylko jeśli idzie o wygląd. Bo wewnętrznie są to inni ludzie, których na nowo trzeba poznać. A jeśli ktoś mówi ze "jesteś taki sam" równocześnie nie ma ochoty poznać Cię ...tak jak kogoś nowozapoznanego ... zaklada ze nie warto, bo jesteś taki sam i przecież doskonale cię zna. Cytując za Judyta "gówno prawda" jesteśmy inni. Dajmy szanse znajomym -tym samym a jednak innym by poznać ich na nowo.
aQada (09:46) dźwięk



22 listopada 2007
lenistwo


ogarnia mnie lenistwo..nic nie pisze ani wierzy, ani zadnych esei ....



a tyle czytam osttanio, tyle mam w głowie.... i zwyczajnie mi się nie chce....

powinnma założyć sobie ze pracuje w piśmie i mam co miesiąc esej napisać...



dobrze byłoby gdyby ktoś zlecał mi tematy esei

to byłoby ciekawe - esej na miesiąc na zadany przez Was temat ....



hmmm to co podrzucicie kilka tematów ???



bo ja musze pisać...nie wiem dlaczego i po co ...ale to jest rzecz którą b. lubię...



a najgorsze ejst ze lenistwo opanowało mnie nie tylko menatlnie ale i fizycznie....

zazwyczaj zimą miałam depresje...obecnie mam lenia z dwojga złego to drugie lepsze....



fajnie było pisać recenje dla bosonogiej






aQada (09:50) 3 dźwięki



21 listopada 2007
Trzy drzewa

TRZY DRZEWKA....

Pewnego razu, na wzgórzu, rosły sobie trzy drzewa. Rozmawiały
one o swoich marzeniach i nadziejach, kiedy pierwsze z nich
powiedziało: "Mam nadzieje, że pewnego dnia będę skrzynią, w
której trzymane będą klejnoty. Będę wypełnione złotem, srebrem i
cennymi klejnotami. Będę mogło być ozdobione rozmaitymi rzeźbami
i każdy będzie mógł zobaczyć moje piękno."
Wtedy drugie drzewo powiedziało: "Może pewnego dnia stanę się
potężnym statkiem. Uniosę na swym pokładzie króla i królową i
popłyniemy poprzez szerokie wody aż na krańce wiata. I każdy
będzie czuł się bezpiecznie, z powodu solidności kadłuba, który
ze mnie będzie zbudowany."
W końcu trzecie drzewo powiedziało: "Chce rosnąć, aby być
najwyższe i najbardziej proste w całym lesie. Ludzie zobaczą
mnie na szczycie wzgórza i będą spoglądać na moje gałęzie,
i myśleć o niebie i o Bogu i o tym, jak blisko Jego jestem. Ja będę
największym drzewem wszech czasów i ludzie zawsze będą o mnie
pamiętać."
Po kilku latach modlitwy o to, aby ich marzenia się spełniły,
grupa drwali natknęła się na nie. Kiedy jeden drwal zbliżył się
do pierwszego drzewa odrzekł: "To tutaj wygląda na mocne, silne
drzewo, wydaje mi się, że będę mógł sprzedać je stolarzowi" i
zaczął je ścinać. Drzewo było szczęśliwe, ponieważ wiedziało, ze
stolarz zrobi z niego piękną skrzynie. Przy drugim, drwal
powiedział: "To drzewo również wygląda na mocne, powinienem je
sprzedać do stoczni" i drugie drzewo również było szczęśliwe, bo
wiedziało, że jest to dla niego możliwość stania się potężnym
statkiem.
Kiedy drwal podszedł do trzeciego drzewa, drzewo było
przerażone, gdyż wiedziało, ze jeżeli zostanie ścięte, jego
marzenia się nie spełnią. Jeden z drwali postanowił sobie je
zabrać.
Wkrótce po przybyciu do stolarza, z pierwszego drzewa zostały
zrobione karmniki, koryta i żłoby dla zwierząt. Zostało więc
postawione w stodole i wypełnione sianem. To wcale nie było to,
o co drzewo się modliło. Drugie drzewo zostało cięte i zrobiono
z niego małą łódkę rybacka. Skończyły się jego sny o staniu się
potężnym statkiem i braniu na swój pokład koronowanych głów.
Trzecie z nich zostało pocięte na wielkie belki i pozostawione w
ciemności.
Lata mijały, i drzewa zapomniały już o swoich marzeniach.
Pewnego dnia mężczyzna i kobieta weszli do szopki. Kobieta
urodziła i położyła niemowlę na sianie, wypełniającym żłobek
zrobiony z pierwszego drzewa. Drzewo mogło odczuć powagę tego
wydarzenia i wiedziało, że nosi największy skarb wszech czasów.
Minęło nieco lat. Grupa ludzi wybrała się na połów w łódce
zrobionej z drugiego drzewa. Jeden z nich był bardzo zmęczony i
ułożył się do snu. Kiedy wypłynęli na szerokie wody, zerwała się
burza i drzewo pomyślało, że nie będzie wystarczająco silne, aby
zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Mężczyźni obudzili śpiącego, a
on wstał i powiedział "Pokój!", a wtedy burza ustała. Wtedy już
drzewo wiedziało, że ma na swoim pokładzie Króla królów.
W końcu przyszedł kto i zabrał trzecie drzewo. Było niesione
ulicami, tłum zaś kpił z człowieka, który je niósł. Kiedy się
zatrzymali, człowiek ten został przybity gwoździami do drzewa i
podniesiony, aby umierać na szczycie wzgórza. Kiedy nadeszła
niedziela, drzewo zrozumiało, że było wystarczająco silne, aby
stać na szczycie wzgórza i być tak blisko Boga jak tylko
możliwe, ponieważ to na nim został ukrzyżowany Jezus.
Morał tej historii jest taki, że kiedy wydaje ci się, że wszystko idzie
nie po twojej myśli, zawsze wiedz, ze Bóg ma dla
ciebie pewien plan. Jeśli Mu zaufasz, obdarzy cię hojnie. Każde
z drzew otrzymało to, o co prosiło, ale nie w sposób, w jaki to
sobie wyobrażało. My nigdy nie wiemy, jakie są plany Boga wobec
nas. Wiemy tylko, że Jego drogi, nie są naszymi drogami, ale
Jego drogi są zawsze najlepsze.
Autor nieznany



tą opwieść słyszałam na rekolekcjach wielkopostnych dla dzieci...ale na zbliżajacy się adwent jest tez właściwe, a i jako komnetarz do mojego poprzedniego postu też:) własnie o marzeniach i zaufaniu Bogu ..że marzenia się spełniaja tylko nie w tej formie jaką mieliśmy dla nich....

aQada (14:11) dźwięk


środa listopadowa


wczopraj spotkanie z bierzmowanymi .....

oj cięzko być nauczycielem, jeszcze trudniej animatorem .... wiem ze to trudne pytania, wiem ze ciękzo myśleć po 6 lekcjach

ciężko0 się skupić ale ja nie moge robić im wykładów.... bo to sa moje myśli, nabyte z jakiegoś doświadczenia i mogą one wogóle nie pasować do ich pojęcia.....

wiem ze to tak naporawde jeszcze dzieci....

ale wczoraj już się zdenerwowałam

podpalały ołówke nad swiecą, naprawiały dlugpis....

no ic o ?? temat powazny, było o obozie koncemntracyjnym...a tu smeichy, hihy ....

trzeba znaleźc jakas metodę na nie...metode by je zmobilizować by zobaczyły w tym sens ....

bo skoro tak się zachowują na zajęciach

musze zmienić sposób nauczania....

one sa tam dobrowolnie...i one sa tam dla mnie a nie ja dla nich...

ale musi być jakaś współpraca, chęć

ciezko

ale cóż trzeba dobrnąc do konca ale efektywnie...

to są dobre dzieic, mądre, uśmiechniete

tylko ta skzoła zabila w nich własne zdanie

i sens myślenia :(



pogoda dziś OK

slonko świeci od razu inaczej człek ma inny nastrój

parenieprzyjemności ..ale co tam

każda kłoda po coś jest

i ciesz esię z niej i dziękuję Panu bogu zanie...

bo wtedy przypomina mie On gdzie moiej mieksce

i żebym zawsze czuwała

bo podloscnie zna granic

a ludzie są tylko ludxmi

i tzreba im wybaczać

a skoro ucze moje dziewczyny ze miłośc bliźniego znaczy wiara chrześcijańska

to nei moge dawac inne przykładu jak nie

kochać bliźniego swego jak siebie samego

czasem dobrze usłyszeć o sobie takie a ne inne rzeczy ...

bo to przywraca do pionu

i kaze twardo stąpać po ziemi

i wcale nie powtórzę za myszkowskim"ludziom nie zawsze można wierzyc" mozna zawsze...tylko co oni z tym zrobią???


aQada (10:23) pustka i cisza



20 listopada 2007
slalom


Trasa alpejska

Musze wyjść z siebie żeby nie oszaleć

krótkie sos

nieodczytane właściwie

brak słów

by siebie wyrazic

za mało samotności

za dużo pytań

czemu te kłody wciąż leżą

a ja bym raz chiała

zjechac z tej górki

a tu Syzyf mija mnie

pogadam z nim czasem

sił doda

w końcu doswiadczenie ma w przeszkodach

powstaję

pył żalu i smutku otrzepuje

jak on może to ja wręcz muszę

pcham to wszystko

marząc o slalomie alpejskim



Lublin 18.11.2007
aQada (14:48) pustka i cisza


drzewa


zapomniałam napisać



idac po AMrtyne do szkoły zobaczyłam nagie drzewa - ale tak jakbym pierwszy raz takie zjawisko widziała i tak pomyslałam ze dopiero teraz wychodzi jakie każde drzewo jest ...już nie strojne ale zwykłe a to poskręcane a to chore...i tak jest z człowiekiem za młodych lat przybiera rózne pozy, maski, tuszuje makijazem, minami - a w weiku starszym?? nic nie zamaskuje, nie ukryje i wtedy wychodzi prawda o tym jaki kto jest ... tak naprawdę... bez udawania.. myślę że to samo wychodzi w chorobie czy innych nieszczęściach..wtedy jesteśmy jak te drzewa jesienią... jesteśmy soba...
aQada (12:18) dźwięk


spełnianie marzeń


Pogoda piękna, wręcz wiosenna. dziś psotkanie z bierzmowańcami .... odkryłam że mąz jest ALEKSYTYMIKIEM (ładne słowo, prawda?) czyli analfabetą emocjonalnym... moze dzięki takim odkryciom łatwiej żyć... u siebie odkryłam (nie ja sama - ktoś mi uświadomił) syndrom osób współuzależnionych ....nie ma to jak świadomośc skad biora się problemy...

dlatego on nie rozumie dlaczego krzyczę, łez nie rozumie itd ... jak jest głodny to je, nie wiąże tego ze stresem, jak boli go serce, zaraz jeczy i leki by brał - nie pomyśli że przyczyna jest inna -emocjonalna.

Cizeko jest żyć, a już we dwoje to niezły surviwal ...

zawsze choiałam być policjantem lub żołnierzem..no to mam swoje własne koszary

czasem amrzenia spełniają się w zupełnej innejh formie niż my byśmy chcieli

ale chyba to jesat w nich najpiękniejsze no i sam fakt ze one się jednak spelniają !!!




aQada (11:59) 4 dźwięki



16 listopada 2007
nałogowcy kłamcy


każdy chory człowiek, każdy który nie chce przyznac sie do choroby - nałogu, każdy kto robi coś źle i wie o tym - każdy z nich zawsze doda na końcu coś co w podsumowaniu spowoduje ze wina lezy po stronie krzywdzonewj, okłamywanej itd..... jak to podstawowe mechanizmy psychologii sprawdzają się w takich wypadkach .... wypiz wymaluj ...najpierw miałam to ja tzw wyparcie ze przeicez to JEGO WINA skoro się tak zachowuję, teraz on : MOJA TO WINA ZE ON: wraca późno bo przeciez musi zarabiać, a jak wspominam o nadużywaniu alkoholu czepia się rzeczy kompletnie bez sesnu i nie majacych nic wspólnego....moja wina wogóle ze on tak pracuje bo ja siedze w domu..... cóż każdy nalogowiec każdy winny bedzie robił tak i mówił tak aby ta druga strona poczułą się podle, tylko ze ja jestem na etapie przymruzenia okiem. Argumenty żadne nie docierają - bo nie mogą dotrzeć. Coś musi nim wstrząsnąc i to dosyć mocno żeby przestał kłamać, przestła udawać ze pracuje o 22:00 skoro siedzi u swojego "kumpla" i chla piwo...... czekam tylko na ten wstrząs wszystko jedno jaki .... ważne by p[oczuł ze ronbi źle i się zmienił.... bo można... on jest na etapie "jestem doskonały, nie muszę się zmieniać, jakbyś była dla mnie dobra to ja tez bym był" TAk - zapomina jak to wracał nawalony do domu co niefdziela lub z firmy a ja własnie byłąm dobra, tylko jak stawaiam w końcu warunki zaczyna bredzić jak w delirium i opowiadać coś co nie m kompletnie pokrycia ...



fakt ze krzykiem nic nie wskórałam,trzeba inaczej
aQada (08:45) pustka i cisza



14 listopada 2007
Spotkanie


Spotkałam wczoraj Go...bardzo osobowo, tak blisko ze mogłam przytulić. Długo czekałam na to spotkanie, ktore przedłużałam z włąsnej woli. On czekał.....

W końcu zdecydowałam się na spotkanie.... niecierpliwiłam się okropnie jak dziecko, a kiedy nastałą ta cheila nie wiedziałąm czy milczeć czy coś mówić...wyłączyłam sie ze świata i byłam tylko ja i ON.....



o kim tak pisze??? niejedna/jeden pomysli : męża zdradza.... nie to moje spotkanie zjezusem...po pewnych pertubacjach i tak włąśnie wczoraj się czułam: jak dziecko idące do I Komunii, tylko z większą świadomością z kim się spotykam. Jednak niecierpliwośc była dzieicęca....tak jakbym nie wiedziała jak to jest gdy On jest tylko ze mną.... a jednak nien wiedziałam..kjażde spotkanie jest inne i zależy czy jestem z Nim czy traktuję Go jak przerywnik wmyślach .... Wczoraj znów doznałam przebaczenia, w nocy spać nie mogłam, demony przeszłości szalały, ale przecież osoby które skrzywdziłam sa pod jeszcze większa opieką Boga i Jego miłością....zresztap[rzeciez dla boga mój grzech nie istieje on patrzy przez pryzmat grzechu, szatna-przez pryuzmat grzechu ....

Piękne sa powroty , zwłąszcza do kogos kto zawsze przyjmie, zawsze wybaczy i pwoie ze Kohca cię bezwarunkowo
aQada (08:49) dźwięk



09 listopada 2007
rozmyślania kolejne


nigdy nie byłam osobą przebojową

zawsze uważałam ze moje pomysły nie są ciekawe ani warte uwagi

zresztą jakoś nigdy nikt nie dawał mi podstwa aby zmienić moje zdanie w tej kwestii

mimo odmiennego zdania podporzadkowywałam się innym uważajac ze oni maja jednak rację

nawet w necie nie potrafię się przebic

znajdzie sie zawsze kots kto lepiej chleb piecze

i potrafi z tego "show" zrobić

jestem osobą niewiarygodną

uznaję ze ktoś jednak jest lepszy w tym co robi ode mnie

dlatego tak cięzko znaleźc mi pracę

a jak siedzę w domu i sie ucze to i tak zadne moje soianięcia nie są chwalone

tylko zawsze zeby dobić i pokazać to czego nie umiem

jakieś moje niedociagniecia

ostatnio duzo myślę o smierci

wyobrażam sobie mój stan niestnienia

wyobrażam sobie moje kości bez skóry

siebie bez oddechu

na którą wszyscy patrza

i płaczą wspominając jaka ona była dobra

potem huk ziemi

zamkniecie płyty

i koniec mojego życia w ich glowach

nie przeraża mnie to

przejde z niebytu społecznego

w niebyt materialny

nic się nie zmieni

tylko zmienię formę z materii na duchową

aco później ?

tam będe dopiero w centrum zainteresowania

samych Wielkich osobistości świata niematerialnego

będa się bić i walczyc o moją duszę

tam będe obchodzić i tych ze złej i tych z dobrej strony








aQada (09:06) 3 dźwięki



08 listopada 2007
politycznie o poranku


Wczoraj sobie w przychodni czekając na moją kolej do lekarza pogadałam z mamą przez telefon.. doszłyśmy do wniosku ze u nas jest zdzierstwo, ze poslka to koniec świata, najczarniejszy dół Europy Bo tu nadal jest się na równi ze wszystkimi. Moja koleżanka która w II LO do USA wyjechała obecnie jest mgr antropologii, wykładała w colegu, a teraz ma dorywcza pracę na 3 miesiace bo w styczniu leci do indii na turystyczno - naukową wyprawę...a u nas???? Jakie sa szanse na wybicie się, na robienie tego co się kocha???? ZEROWE. Takie rzeczy u nas robią bogaci. Tam daleka kuzynka pojechała bez zadnej skzoły po podstawówce, obecnie pracuje w banku .. bo tam nie jest wazne jakie masz stopnie albo kim jest twój tatuś itd tylko czy masz predyspozycje. W Anglii to samo. A u nas :znajoma jest kierownikiem w firmie pewnej i jest przy rekrutacji. Podała argument ze zatrudnia tych ze średnia ze studiów powyzej 4,5. To jej wytluamczyłam jaka krzuwde robi tym z niższą. Ci z wysoką niestety kuli bez rozumienia, a reszta uczyła sie bo to jest ich pasją.... ale cóz...sratytaty pierdaty o średniej... trzeba mieć znajomosci i tyle

sie rozpisałam ale własnie czuje sie jak ludzie ci co wyjechali robią to o czym ja moge marzyć bo tutauj nigdy tego nie osiągnę. Bo tu jest już dno, i to przebite.

I co do starszych osób: to jest skandal zeby renty i emerytury były tak niskie, żeby wogóle renty mozna było sobie załatwiac, gdzie tylu ludzi naprawde ich potrzebuje a nie dostaje, ze nie ma refundacji leczenia wad ortopedycznych czy innych cięzkich chorób przewlekłych ..... nie jest dobrze i dopóki przy żłobie sa te same mordy to dobrze nie bedzie. Co z tego ze się rzadzacy zmienili jak aj te gemby widze już od 20 lat ????
aQada (09:41) 3 dźwięki



07 listopada 2007
Siła po deszczu łez


I nie ma to jak wyżalić się na swoim blogu .....



od razu mi lepiej i swiat zajaśniał

trochę psprzatałam



maż mi dziś towarzyszył (bo się szczepiłąm na tężec - wczoraj sie zakłułam, a przez te starszne sny coś mnie tknęło koło 17:00 przy lepieniu pierożków drożdżowych i zadzwoniłam do swojego lekarza - kazal sie szczepiś, potem do przychodni; Robuś mie zawiózł towarzyszył, wykazał sie wyrozumiałością)



już wrócił do domu..znó wcześniej..ale myślęze ztym ze ma kogoś to przesadzam..myślę zej emu też jest cięzko



ja też nie ejstem swieta jestem porywcza, cdzasem wulgarna, podła, pootrafię sie wydrzeć o byle gówno



nic się bez przyczyny nie dzieje



choć czułościa nigdy nie grzeszył



daje nam 10 lat ...jak nic się na dobre nie zmieni

to corcia bedzie pełnoletnia a ja będe mogła sobie życ na własną rękę bez niego .... w sumie 40 lat to jeszcze taka stara nie będę....



to jest mój plan 10-letni

i albo wyrobie normę albo się poddam
aQada (19:44) 5 koncertów


...


Jakie wesele takie życie ....

i taka prawda na weselu siedziałam za sołem smutna a mąż się świetnie bawił.... nie byłam mu potzrebna do towarzystwa....

teraz jest tak samo...zauważyłam to po prau latach ...a to dlatego ze wcześniejproblemem byl alkohol i na tym byłam skupiona..od 2 lat zaczelam obserwować dziwne zjawisko...I raz tak bardzo mie to uderzyło rok temu jak wyjechałam nad białe a potem do Krtynicy Górskiej sama z martyną....Jak przyjechał nad białe cały wieczór spędził znowopoznanym facetem mojej koleżanki, i wypił z nim tyle alkoholu że nei miał siły się przebrać. Czułam sie okropnie...nadal mi smutno na tamto wspomnienie:( wolał obcego człowieka ode mnie i swojego dziecka....pomyślałam ze jak wyjadę na tydzień do ktrynicy to jak wróce bedzie inaczej....absolutnie. na dworcu powitał jak jakaś koleżanke..do domu zakupił pare piw i poszedł spać.... nic żadnego drobiazgu tylko dom do posprzątania, do uprania ciuchy, spakowanie dziecka i branie się za remont...w tym roku wyjechałąm na rekolekcje ..też bez entuzjazmu podszedł do mojego powrotu..poczułam się znów jak 5 koło u wozu:( jak ktoś kot zawadza mu wzyciu. dziecka nad jeziorem u teściów tez nie odwiedzil..dzwonił..nie miał czasu..a tak mężczyźni walczą zenby kobiety dawały im możliwśc kontaktu z dziećmi - szczególnie po rozwodzie. On nie miał czasu by dziecko zobaczy cprzez 5 dni, potem je tylkowsadził w auto i zawiózł do mojej mamy i nie poczekał do niedzieli tylko od razu w sobotę pojechał..jak to usłyszałam poczułam się jakby mi kto sztylet w serce wbił..jaki to ojciec :(

Potem pojechaliśmy nad morze....towaryzstwo było atrakcyjniejsze od psędzania czasu ze mną.. prosiłam połóż się znami - odburkiwał tylko "przesadzasz" jak zwykle zresztą przesadzam :( i szedł delektowac się piwem z ludźmi z którymi na co dzień nie ma do czynienia :( potem mazury...tutaj ryby a potem piwo...nie my :( ani razu nie zabrał nad morzem an spacer przy ksieżycu :( pomijam kwestie jakiejś drobnostki :( dziwi sie ze nie chce kwiató :( po co mi je po co dostawać cos bo tak wypada ...bo dzień kobiet...chodzi o szarą codziennośc...i jego obsesja pienbiądza...czuje się gorzej od żebraka :( cieągle mnie poniza :( to ze wychowuje dziecko czy sprzatam lub gotuje jest oczywistościa i po co to zauwazac; to jak z nauka jak z polskiego miałam dobre oceny nikt nie chwalił, ale jak zawalkiłam przemioty scisłe bo miałam tróje czy dwóej to wtedy kazdy widział i jai to tłuman jestem :( tak samo jest z tym.... dzis wypomniał mi pieniaze jakie dostałam od mamy - 100 zl Nic sobie z anie nie kupiłam, tylko Martyni spodnie...to okazało sie ze ja się nie dokłądam do niczego, a on od szefa tez dostaje pieniaze...brak było mi słow na takie argumenty :( jak mozna porównywać te dwie sytuacje :( kiedy jest w [pracy, gdy do niego dzwonie to inny człowiek - w domu wczoraj siedział nigdzie nei jechał...jedyne co powiedział to ze facet z agencji szuka ziemi i tyle..zjadł obiad, zasiadł przed Tv: a ja posciel łóżko, uśpij dziecko, odrób lekcje, uprasuj ubranka, rano obudź, wypraw, zrób śniadanie...nie mam już czasu na swoją poranną kawę...a on śpi do 8:00 nic nie pomaga....a tylko wbuja mi nóż w plecy :( nie śmiem nawet już prosic o pieniaze na buty dla martyny na zimę :( bo zaraz usłysze z eon nie ma a ja mam wymagania :( czuję się podle..traktuje mnie jak coś bardzo uciązliwego, a odkąd wróciłam do swoich korzeni, do wiary, wyśmiewa mnie - nie tzreba żyć w krajach islamskich by być prześladowanym:( ja mam to na co dzień: moherowy beret, dewota, wytykkanie moich podknięć pod katem chodzenia do koscioła :(

bardzo ciezko jest żyć wśró ludzi o innych pogladach, cięzko jest żyć z człowikeim który nie ma zadnych wartości -liczy sie kasa i towarzystwo a ja i dziecko ejsteśmy jakąś kulą u nogi.

uważam ze on juz mnie nie kocha - bnieraz już płakałam, wyrzucalam co boli - nie rozumie słó jakbym w innym jezyku mówiła :(

czuję się jak w jakiejś matni, pułapce :( ciezko mi bardzo :( chcialabym mieć możliwość życia samej bez niego :( wolę samotność z wyboru niż łudzace bycie razem i te wieczne uwagi ...

niczym nie rózni się do faceta który bije swoją kobietę....on uderza mnei słowami.....

i najsmieszniejsze są jego odpowiedzi na moje słowa: kiedy opwoiadałama o starej znajomeju któa wstyczniu do indii jedzie...pwoiedział to rób zdjecia, wysyłaj na konkurdy moze też pojedziesz...nie rozmumie z enikomu nie zazdoszczę, nie rozumie wogóle o czym ja mówię:( jestem barzdo samotna..... taka hcolerna samotnośc wśród tłumu...

teraz znó do szwagrów 17 listopda na impreze ..nie mam siły isc ..znó siądzie jak najdalej a ja sama przy tym stole...wszyscy albo palić...albo pogadac wkuchni a ja sama...znów się upije i znów podrośnie mu meskośc i bedę słyszeć "chcesz to jedź sama adres znasz" :(

a najgorsze ze mogę wylać hektolitry łez a on i tak uzna to za PMS :(



nigdy nie czuje się winien ... na moje stwierdzenie ajk moze mi tak latwo złesłowa wuybaczyć odparł ze przecież pracuje nad sob.ą to mi wybacza..ręce mi opadły :(



nigdy nie był dla mnei wsparciem, nigdy nie moglam i nie moge na niego liczyć, czuję się psychiocznie wykonczona, amoje poczucie wartości...równa się depresji :( niejeden żul ma jej wiecej niż ja :(

jestem bardzo sama



przykre ejst ze nie mam z nim kompletnie o czym porozmawiac...albo go nie ma albo ja go nie interesuję..o tak w towarzystwie jest wygadany i umie pogadac..nie ze mną, wina się ze mna nie napoije...jak wspomniałam o jakimś wypadzie gdzieś razem zaraz padło słowow kasa, nie ma chciałąś aloes to teraz masz - tak tylko jak nei zamawiałąm aloesu były inne argumenty :(

tak bardzo potrzebuję dobrej pracy zeby się usamodzielnić i pzrestać być dluzej maltretowaym psychicznie i ekonomicznie i religijnie (



uważam ze ma kogoś

bardzo sie zmienił jest opryskliwy, wulgarny

denerwuje go mój głos kazde słowo to ejst czepainie się i pretensja

ale nie mam siły by grzebać i śledzic... wkońcu wyjdzie..zresztą sniło mi się dziś (ja byłam w sytuacji kłamiacej) ze obok mnie leżała kobieta a tu on dzwoni gdzie ejstem, na co skłamałam ze na wyjexdzie...i przez sen przemknęlo mi ze tak własnie robi on...potem ktoś strzelił mi w usta...i MArtynka płakałą ze coś styłu mi krew leci a ja tak się bałam zeby ona sie nie przestraszyła i mówiłam jej ze to nic to tylko maął rana...i potem czułam jak umieram, ale tak chciałam żyć ze stałam sie zywym trupem...nie wiem co mnei przy życiu trzymało.... wiem ze w koncu biegłąm obok furmanki, bo w środku nei było dla mnei miejsca...i się obudziałam...oprócz tego byłąm w lkrakowie gdzie po wielu dziwnych akcjach zobaczyłam siebi w czerwonej sukience lnianej u mężczyzny na kolanach. był ode mnie sporo wiekszy i barczysty ale zarazem delikatny a potem miałąm na sobie biała lnainą sukienkę bardzo cienką....i w tym momencie nie miałą przestrzelonej głowy...byłam radosna....i tak myślę ze ten żywy trup to ja teraz i tak będe żyć dopóki się nie odważe w koncu by sobą .....


aQada (14:11) 3 dźwięki



05 listopada 2007
Sen


od 6:35do 7:00 zdążyło mi sie przyśnić męczenstwo Jezusa i 12 apostołów. Jego nie widziałam ale wiedziałm ze To coś zaczyna się od Niego. Potem jakbym przespała we snie czas Jego zmartwychwstania i Wniebowstapienia i obudziłą sie w innym czasie - na prześladowaniu apostołów

i chrześcijan.... Wszytstko działo się na pustyni a ja jakbym była legionistą - kobietą i to dość na wysokim stanowisku i hołd oddawałam żonie cezara...wszystko było jak wtedy: stroje, wygląd ludzi ..i pustynia, a piasek tyak śmigał i zalewał jak fala na morzu....I obok krzyża były groby usypane ze tworzyły prostokąt; i leżeli tam aposotłowie a na srodku krzyz na koniec wyświetlały się twraze tych osób i podpisy po herbajsku a potem po polsku: np jan Ewangelista..... jak na filmie...i jeszcze nie wiem dlaczego ale jan Chryzostom się pokazał.... i wszyscy szczęśliwi



na pustyni szalała ogromna "fala" piasek tylko uderzał o malutki chorniacy nas (mnie i jeszcze kogoś - nie wiem legionistę? )kawałek blachy falistej.... i tam dalej było źle, a tu gdzie krzyż to nie docierało. i tu była ta rzymianka, która miała władzę i ja przed nią z insygniami włądzy nad legionistami a obok Martyna w różowej kurtce i wełnianej czapce i strasznie bałąm się tej kobiety, a martyna ciagle coś mówiła - bałąm sięz eja sklaze na śmierc. Potem wiem ze byłam za tą blachą i strasznie płakałam bo znów ktoś został na smierc skazany, a potem Piotr na krzyżu...... i te twarze powstajace z tego piasku co grób tworzyły .... Obudziłam się jak Piotr został powieszony na krzyżu do góry nogami w czerwonej koszuli i jeansach i krzyczał ze wiedzial że nie powiesza go tak jak jego i że nie bedzie nagi ....

aQada (09:31) dźwięk



02 listopada 2007
2 listopada

Już po Wszystkich Świętych....atmosfera spokojna, choc spędzam święta mw domu..jakoś idzie do przodu..mąz nadal nie widzi w sobnie winy..uważ ze nic się nei dzieje a moja igniorancja to moja fanaberia... io o czym tu mówić.... jutro jedzie do pracy cioeszę się że bez niego spedzę dzień..
doszłam do wniosku ze zmiana mieszkania nic nie da... trzeba najpierw zmienić się mentalnie..bo ogę wciąż uciekać ale od siebie nie ucieknę... zmiana mentalna jest potrzebna a nie miejsca.....

jest gorzej bo miejsce łatwiej zmienić niż środek..\
\

wczoraj na kazaniu usłyszałam ze do nieba prowadzi drabina...a ja mam lęk wysokości .....
aQada (17:55)

Październik 2007 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 14:24
30 października 2007
podsumowanie 8 lat


za oknem slonko, ale zaraz zajdzie, już jest chłodniej niż rano....



od czegoś trzeba zacząć trudne tematy...najlepiej od pogody

mam dziwne przemyślenia na 9 rocznice slubu

zastanawiam się jakby nasze małżenstwo wyglądało gdybym miała dobrą prace i stała świetnie finansowo czy jeszcze bylibyś,my razem



skoro żyję z kimś to zakladama ze mogę na niego liczyć i ze dla tej drugiej osoby jest to oczywiste ze tzreba coś kupić, ida świta i takie różne duperele, nie lubię prosić bo czuję się jak intruz i upierdliwiec...i tak własnie czuję się już prawei 9 lat .... o kasę, o zakupy, o wyjazdy, o pomoc...



dziś rano popatrzyłam leżał i ogladał TV to a ja się krzątam, to ja zaprowadzam dziecko do szkoły, odrabiam lekcje, usypiam - bo nawet tego nie moge od niego wymagać



i zrobiło mi się cholernie smutno ze lepiej być samemu

i wiedzieć ze liczy się na siebie

nie słucha co do niego mówię

każda taka uwaga-wolanie o pomoc jest urywane

albo obracane w jakieś moje debilizmy

najgorzej jest jak wychodzimy do jego brata

tam cwaniactwo na masę....



cholernie mi smutno

ze łudze się ze mam na kogo liczyć a tak naprawdę jestem sama

w obcym domu



zawsze spychana na najdalszy paln

zawsze sa inni lepsi mądrzejsi typu cwaniactwo dorobkowe o poziomie inteligencji nawet nie wiem czego żeby zwierząt nie obrażać

i takich słucha

a ja



i tak powoli się kule

raz byłam w takim związku i odeszlam a teraz???



wszyscy mówią dasz radę, jak nie ty to kto??

a pomyślal ktoś co ja czuję, co we mnie siedzi??

nie użalam się, nie latam na kawkę jak to on robił wszystko sama i w sobie ale tak nauczona ze trza twardym być



coraz bardziej skulona coraz mniej wolajaca o pomoc

coraz bardziej zmaknięta

coraz bardziej wredna i podła



urodziny, imieniny, rocznica ślubu - nigdy nic

ale jest argument z jego strony: przeciez zawsze sobie coś kupowałaś....i jak prowadzić rozmowę ??? skoro sobie kupowałam?



kolejny argument za samotnościa: będąc sama też kupię sobie coś na urodziny



odkryłam ze nie lubię z nim nigdzie wychodzić

nie widzę sensu sczególnie sam na sam

nie mamy nic ze sobą wspólnego



i wiem dlaczego pracy nie mogę znaleźć bo znam siebie i wiem ze jestem silna i mialabym gdzieś pretensje ze odchodzę; bym odeszła - rozwód mi do niczego nie potrzebny jego żoną będe do konca swoich dni

ale byłabym sama i szczęśliwa



dlatego nie mam poracy bo jakbym odeszla dla niego to byłby koniec...



smutne ze jeden niczego w swoim życiu nie zmineia a drugi zmienia wszystko a i tak dostaje po dupie bo zawsze znajdzie sie cos co można w plecy wbic



faceci niczym się od siebie nie różnią jak się im da kapcie i w fotelu posadzi czy inteligent czy robol mentalność ta sama....


aQada (14:19) dźwięk



26 października 2007
Swięto Wszystkich Świętych


prześciganie się w kupowaniu rzeczy na groby zmarłych.... a dla mnie w ten sposób pokazuje jak kochałam mojego dziadka czy szacunek dla moich pradziadków.... ja lubię te palące się znicze nocą i te kwiaty ...i wtedy tak dociera do mnie z eoni żyją bo ludzie żyjący o nich pamiętaja a smuca mnie puste groby, bez zniczy, kwiatów :( przynajmniej modlitwa zostaje za nich....ale to takie smutne z ealbo juz nikogo nie mają albo i nich zapomnieli..... dla mnie to wyraz wiary w obcowanie swiętych, wyraz tego ze nadal dla nas żyją tylko ze po drugiej stronie....
a i 1 listopada to Świeto wszystkich Świętych a nie zmarłych ;) czyli radosne świeto.... może dla niektóych z was wyda sie to wręcz chore i nienormalne ale dla mnie to bardzo radosne świeto: zakładam zę moi bliscy to też swięci i z tego się ciesze że już lepiej mieć nie mogą :) ze się nami opiekują itd :)

a co do przegięć (żeby nie było ze mi się WSZYSTKO podoba) -to fakt. Ale przeciez tak jest wszędzie ze wszystkimz komuniami, ślubami, pogrzebami Ale są ludzie i parapety a zresztą nigdy nie weimy co siedzi w setrcu takiego człowieka.... i jakim jest człowiekiem.....
aQada (10:05) pustka i cisza



19 października 2007
"Niedoroslam do swych Lat A. Todorczuk


słucjam sobie Anety Todorczuk "nie dorosłam do swych lat" piosenka o mnie, a może o każdym z nas??

"wszystko prostrze gdy się spiewa i gra" "cóż że wszyscy sa madrzejsi niż ja, mieć co się chce mozna gdy się przegra grę, a wsercu już zamiast krwi popioły tylko i kurz, tylko popioły, popioly, popioły", " inni zawsze wiedzą co, jak dloaczego gdzie i kto

komu wziąść a komu dac

a ja nigdy kurwa mać"

nigdy nie wiem, wszytkie rzcezy jakich sienauczyłam okazuje się że źle - egzamin nie zdany.

Są madrzejsi ode mnie

ale co tu analizować - piosenka oddaje mnie

a tu wiersz inspirowany tym utworem :)





o mnie.... (isnpirowana Aneta Todorczuk "Nie dorosłam do swych lat")

nigdy nie wiem kiedy co i komu

nie interesuje mnie dlaczego

nie wnikam czy ktoś zły czy dobry

szukam czegoś na usprawiedliwienie winnych

sama na szarym końcu kolejki

czekam cierplwie przepuszczajac inncyh

z pilniejszymi sprawami od moich

wszak ja czasu mam wiele

i nigdzie mi nie spieszno

zapada noc

ciemne myśli nachodza o przemijaniu

i znikomości tego co trwa

i znów trzeba do wlaki stanąć

ludzi uśmiechem darzyć

przebaczać samemu sobie



Lublin 19.10.2007




aQada (10:42) dźwięk



18 października 2007
praca nie dla wszystkich ....a moze nie dla nie idiotów:?


po długiej przerwie jakiejś awersji do pisania powracam ... i najdziwniejsze że do pisania motywują mnie moje niepowodzenia. A co tym razem znów się nei udało?? Praca - do której mam iśc, zeby być "szczęśliwą" i zeby ludzie kiwali głowamni "tak pracujesz ooo to faktycznie jesteśzmęczona" bo pzrecież wychowywanie dziecka i prowadzenie domu to wakacje .....



dziś mialam rozmowę na 3 stanowiska do EFS...i cóz zrobili test na zanajomośc b. dkoładną funkcjonowania Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, test wymagał min pół roku doswiadczenia na takim stanowisku





nie tłumacze się jednak taki test zaliczyć można było:

a) znając pytania

b) znajac odpoiwiedzi



niestety nie byłam w zadnej z tych grup. Nawet nie sprawdzałam na ile napisałam bo to zenada.... wystroilam się jak stróż na Boze ciało...ale przynajmniej przez 3 dni mogłam sobie posnuć marzenia o własnej kasie, o możliwości dokonywania zakupów bez nadzoru męża, o możliwości kupienia swoich 4 scian...jednak nie jest mi to dane . Nie wiem co ja takiego zrobiłam tym na Górze że tak się dzieje.



Cóż za prowadzenie domu nie płacą i nie doceniają. To nie praca.... a szkoda byłabym nieźle zarabiajaca mamą..



pozdrawiam wszystkie mamy i panie domu bo tak naprawde to odwalamy kawał cięzkeij roboty




aQada (16:26) dźwięk



16 października 2007
Brak tytułu


aQada (10:16) dźwięk


ostanio napoisane ... i sfotografowane ...


aQada (10:09)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187364,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
wrzesień 2007 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 14:23
29 września 2007
Brak tytułu


Trohę czasu minęło.



W szkole Martyna ma OK. Sytuacja jej poprawiła sie. Opinia od psychologa pomogłą. W koncu dziecko jest dostrzeżone i jednak ma zalety...



Ja czekam końca października. Do Misia wysłąlam dwa opowiadania. Chcialabym żeby choc mi jakies podziekowania za 3 miejsce przysłali...ale mam marzenia nie??



Ale zeby nie tylko marzeniami życ w końcu zebrałam się w sobie - impuls jakiś- -i wysłąłam do urzędu Marszałkowskiego 4 oferty. nie wim po jakie ch..... ale dobra niech będzie wszak feministki zapewniły mi MUS pracy, bo jak jestem szczęśliwa wdomu wychowując dziecko toć przeciez niemożliwe i zapewne zniewolona jestem ....



ręce opdaja



jakoś chęci i ochoty do pracy nie czuję....



aaa wzięłam sie za robótki ręczne...robię sobie poszewke ozdobną i szalik i nawet jakoś mi idzie



no to tyle rewelacji
aQada (19:49) dźwięk



11 września 2007
11 września -terror??


11 wrzesnia



mam swoją opinię

wyrobiona jako historyk amator a socjolg z zamiłowania

i jako czytelnik z pasji

za dużo osłuchałam się, oglądałam i czytałam o USA



dla mnie niczym nie różnią się od Stalina, tylko ż eoni maja szarą strefę i robiąto w białych rękawiczkach



ogłupiają ludzi wciskają kit

likwidują tych co utrudniają

o niczym nie wiedzą....

a ropa ich, a Wietnam , a Korea??



Na co i w imię czego??



tyle istnień ludzkich, tyle łez, tyle cierpienia i tyle bólu



wszystko ma swój czas i wszystkow swoim czasie

przyjdzie kryska na matyska mówiąc trywialnie



zeby tylko ta kryska nie dotknęła ludzi niewinnych

tak jak w tych samolotach w wiezach, w metrze,



A Biesłana?? A teratr w Moskwie?? A metody putina wobec CZzeczenii??

I oni sa terrorystami??

Podejrzewam gdyby takie pijęciefunkcjonowalo choćby 200 lat temu też bylismy terrorystami wsak za czasó zaboru podnosiliśmy ręke na władze....



punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

są uciskani nadl ale zanimi nikt sie nie wstawi ..lepiej łatke przypiąc



chwała za to amerykanom ze Husajna pogonili..ale jakby nie mogli byli tego zrobić 15 lat temu...



a talibowie?. teraz dopiero ich rozgromili i kobiety mają prawa, ale jak do władzy dochdziło bezprawie palcem nie kwinęli bo była polityka na ręke



a chiny i ih polityka??

A Korea?/

ile jeszcze cierpienia ile smierci dzieci ile łez



a Afryka?? a wysłanie broni zeby sami ze sobą się rop[zrwaili...przeciez robą tam dokładnie to samo co robili w latach 60 w Ameryce łacinksiej..skad niby problem narkotykowy i pzremyt, jak nie stad ż eCIA genci sadzili tam koke i inne "pobudzacze".. (Domoslawski Artur Goraczka latynoamerykańska) a popieranie pseudodemokrtaycznych rządów..a wmaianie nam ze oni mają system demokratyczny za zcasów panujacej u nas komuny i nasze głosy sprzeciwu wobec ich aktów prób wyzolenia i wybieraniu komunizmu?? A przeciez ich demokracja była terrorem ..ilu zaginionych, ilu zbaitych...



krew leje się ciągle krzyk dzieci nie suatje

mordowanych i katowanch ludzi tez

to się dzieje



to nie bajka ani II wojna swiatowa



ale po co o tym mówic



po co uczyć dzieci ze zło jest

że II wojna światowa to nie zamierzchła historia

to nadal trwa



mial być esej

ale wyszło co innego


aQada (10:37) dźwięk



10 września 2007
co nowego.....


dużo się wydarzyło. I dobrego i niemiłego

ale jakoś sił brakowało żeby pisać..

już nadrabiam



Przed początkiem roku spotkałam się z Ojcem Józefem w koncu - tym, którego przypadkiem spotkałam w Antoniowie. Na rozmowie było bardzo miło.



Potem początek roku -

horror w oczach, brak Moniki przytłoczył mnie. Ale cóż jakoś dam radę. Jeszcze sisotra Ewa - jej też już nie ma na korytarzach szkoły. Dziwnie tak. To tak jak rzostać się z kimś i teraz tylko wspomnienia.

3 dnia w szkole Martyna zarobiłą ustną uwagę, a razcej ja dostałąm reprymendę od PAni za nia. Potraktowano mnie jak gnoja na dodatek Pani stwierdziła że opinią nie powinnam się od psychologa i pedagoga sugerować. Cóż...to po co ja tam szłam?

ALe w takich wypadkach zawsze mam metodę - nie groxbą i pyskówką ale pomodlić się. Nie wiem czy to to podziałało, bo MArtyna od zeszłego czwartku zbiera dobre oceny. Do wypowiedzi wywołana zeby opiwadać, za pisanie 4+. Ja tam wierzę z ekażdy jest dobry tylko ma złe doswiadczenia.

A co do wyżywania się na dziekcu podejrzewam ze jakaś "dobra" mamusia poleciałą do Pani i zdałą relację jak to ja nie chciałam jej drogie prezentu kupić...A kichał to pies. Juz się wychylać nie będe. Z niczym nawet z komunią, choć dziś niepotrzebnie głos zabrałam - w obronie nowej sisotry. RAny czy ja tak zawsze musze? A kto broni mnie jak mi tyłek obrabiają????



Nieważne tak mam i się nie zmienię. ,



Dziś zebranie idzie Robert. JA się zbytio angażuję i pyskuję.



Dziś byłyśmy u siostry reginy -w piątek miałą imieniny,. Było b. miło. Kupiłam jej czekoaldkę i ładny kubeczek. Dobrze zesa te siostry u nas.



Zmieniłam kolor włsoów. I ludzie mają problem z rozponaniem mnie :D Ks. Tomasz chyba jest jedną znich :)



Co do resezty to miałam zeszły tydzień wyjący. Sobota i niedziela upłynęły mi na męczenstwei duchowym,, a katem był Robert. Wypłakałąm chyba wszystko z siebie po to by teraz miec siłę. MAm wiarę mam siłę by ... itd jak śpiewa GAdowski. Ale zeby sobie pomóć zaczełam słcuhać Hey i BArtosiewiczki. I wybrałam akuratne piosenki.

Z ofiary przeszłam do fazy wygr4anej, a kat5 okazał się biednym, chorym robacziem któremu trzeba pomóc. Bo to ja jestem silna - on slaby. Smutna prawda. A zawsze szukałąm faceta silniejzego ode mnie. Tylko czy taki związek miałby szansę? Odpowiedź dobrze znam. Nie miałby. To ja mam siłę.



Moje wolanie o pomoc nie dociera do niego, tzreba znaleźc inny sposób. By nie zwairować - odejśc od zmysłów. Normalnie działa.



A w kwestaich społeczno- religijnych doznałam szoku, gdy usłyszałam od bliskiej mi osoby z ewino i opłatek to symbol krwi i ciała Panskiego.... a nie ciało i krew....

tak 99% katolików - a tu takie stwierdzenie ze to symbol.....

opadły mi ręce. Uświadomiłam za co obraza była, ale nieswiadomość i nieznajomośc nam tylko szkodzi a nie usprawiedliwia.



Pozdrawiam



jak coś przypomn.e sobie - dopisze



jedna małą refleksja: brak mi Moniki. Byłam u niej wczoraj w domu, to jak w piosence ewy Demarczyk W tym samym domu, w tym pokoju, gdzie cudze meble postawiono.... jedynie obrazy i zdjecia przypominają ze tam była....



wiecie czuję teraz jakby ktoś odszedł...

dlatego śpieszmy się kochac ludzi bo tak szybko odchodza ci co nie odchodza nie zawsze wracają...





pozdrawiam


aQada (16:56)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187360,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Sierpien 2007 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 14:22
24 sierpnia 2007
news z życia agaty h.


wczoraj okropnie się czułam

pogoda fatalna. powietrze stałow miesjcu. składałam się wyłącznie z gruczołó potowych i kazdy ruch dosadnie mi o tym przypominal. aby doprawić sobie jeszcze zlosci weszlam na wage i stan wagi powiedzmy nie zaskoczył mnie zważywszy na to ile jem , ale wzbudził we mnie stan podwyzszonego stanu wściekłości i piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii

dokłądnie tak

wczoraj był chyba tez dzień na kłótnie

dziecku się oberwało mężowi tez

super

ale dziś już wieje czyli jakbny nie było- co nie tłumaczy moich furiackich zachowaą

wieje zatem pogoda ma też wpływ na mnie

dziś jak na razie spokojnie

pełna werwy

zupka ugotowana ziemniaczki na kluchy slaskie stygnłą (mam nadzieję, ze się w odzie nie rozejdą jak w tamtym roku cepeliny)

Martyna kaszle- nie wiem czy w koncu skonczy antybiotyk skonczyła jeszcze ma 1 dzień dzialania a tu zero poprawy

mnie zaczyna znów gardło boleć

ale twardo trwam przy metodachy naturalnych (obecnie zreszta od dawna alkoesik i produkciki z Forever living - mówcie co chcecie ja sobie tym angine wyleczyłam amąż miesiac się leczył)

zobaczymy

to taki maly news z mojego zycia


aQada (11:57) 2 dźwięki



23 sierpnia 2007
Sparwiedliwość losu :)


i coś jednak dodam bardziej rozwiniętego

Otóż otwieram maial niedawno - w tym tygodniu - patrzę a tu mail od "przyjaciółki" zpodstawówki któa wybrałą po 8 klasie inną "przyjaciółkę" - bogatą i odpowiadającą mamusi. Odnowiłam z nią kontakt jako tako pisałąm do niej. Ale juz dłuższy czas nie pisałąm. PAtrzę zatem - a tu mail od niej. JAkie bylo moje zaskoczenie - nie , nie zaskoczenie - jak bardzo się wlasnie nie zdziwiłam tylko zaczełam śmiać, ze nic wiedzieć nie chcę nie interesuje się życiem innym a wszystko wiem... Owej "przyjaciółce" pomyliły sie osoby: ja agata i tamta nowa psiapsióła też agata... i maial do agaty 2 wysłąla do mnie....

Dowiedziałam się co dzieje się z agatą 2, o jej problemach z wagą, ciążą (będę podła i neichrześcijanska - ale zawsze nosa zadzirała -przemawia przeze mnie zal - nie życzę nikomu braku mozliwości posiadania dzieci, ale czy aby nie jest tak ze jak się było podlym to to wraca do nas? ) Dowiedziałam sie także co słychac u tej mojej "przyjaciółki".

I czy życie nie jest sprawiedliwe??? Nie powiem abym nie poczuła malenkiej satysfakcji - takiej wiecie typowo polskiej. Jak musial się poczuć jak zorientowala się ze wysłąła tego maila do mnie? Nie wiem, pewnie była wkurzona na siebie, bo opis był dość szczegółowy....

Trzeba uwazać na mnie ... nie jestem msciwa, wybaczylam jej a o chyba prezent za to, ze okazalam się ponad nią... Ciekawa jestem jaka nagroda czeka mnie za wybaczenie jednemu palantowi -wielkiemu działaczowi PO? Hmm a moze już właśnie ta nagrode odbieram, zę zobaczyłam w swoim mężu to co powinnam była od dawa widzieć?

Co do tej wkestii, postanowiłam patzreć na niego nie przez pryzmat karteczek zapisanych przeze mnie jego wadami i naklejonymi na niego, ale poprzez te karteczki. I to jest sposób na wygranie bitwy i całej wojny.

Pozdrawiam.
aQada (13:36) dźwięk


coś


I piszę...cośkolwiek...

Mam wstrę do pisania i do komputera....

nawet nei wiem o czym napisać, a jest sporo że opinia od psychologa pow3inna dac pani dużo do myślenia, ze teściowa pochwaliła i martynę i mnie,

ze powoli leczę się ze swoich wad, ze leczę się brania wszystkiego do siebie

ze ciężko idzie

że nie pozegnałam się z s. Ewa bo się wstydziłam zajścv do zachrystii...

ze będę tego z ałować bo moze wsumie powodowałą mną jakaś zazdrość i nie wiadomo co jeszcze a mo9ze wiadomo tylko nie chce o tym pisać

o tym ze idzie szkoła ze sznase na prace zerowe ze zksięgarni się nie odezwali

ze byłam u konowała który [przepisyła dziecku zdrowemu -wmsensie bez astmy- leki jak dla starego astmatyka

że mam dośc moz eniektórych rzeczy ale nie mogę narzekac bo po rekolekacjach inaczej aptrze na życie

ze ludzie uważają ze stałam się jakas religijna

jakbym wcześniej nie była

to ze miałam zastoje - kazdy ma

aze wróciłam to najlepsza rzecz jaka mnie spotkała

że tyję ze nie moge powstrzymać się od jedzenia

że koleżanka najlepsza wyjezdża do wawy ciesze sie ale i smutno bo nie dośc ze s. ewk a to jeszcze ona...

cvoś jeszcze??

nie wiem

moze że nie umiem zmienić męża bo jestem zbyt choleryczna i nie naucze sie nigdy łagodną być???

ze nie umiem utrzymmywac znajomości ze nie mam na to siły

ze mam kijowy charakter jeśli idzie o organizowanie przyjęć i spotkań towarzyskich

ze tęsknie za antoniowem i tym co tam było

ze marzy mi się własny kącik



starczy na dziś

nawet wiersza zadnego nie napisalam i nie mam sily by pisać

po prostu nei cche mi się myślec

a najdziwniejsze ze ejstem szczęśliwa....

mimo tego wszystkiego co wydawać się kiedyś mi mogło

problemami

obecnie ejst czymś do przejścia...










aQada (11:10) dźwięk



17 sierpnia 2007
Koniec wyjazdów


I wróciłam . Nad morzem było pięknie. Pogoda dopisałą. Martynka opalona. I jej slowa II dnia po przybyciu" Nie wiedziałąm ze morze ejst takie. Myślałąm ze jest gładkie" Po 10 dniach na Mazury za Augustó. 20 km od Suwałk. I tam spotkałam moją zsaprzyjaźnioną rodzinkę eyumków. Dwa dni spędziliśmy w swoim towarzystwie. Poznałam kawałek Suwalszczyzny. Cudnie.

Bilans na plus. Opalić się specjalnie nie opaliłam. Unikałąm sło9nca ze względów dermatologicznych. Zresztą lubię słońce ale jak siedzę wcieniu. Dzieci za to miały raj bo piękne fale były.


aQada (19:14) 2 dźwięki



01 sierpnia 2007
Przed wyjazdem

PAskudnie, zimno, nic się nie chce. Jeszcze jakieś strapeinia dopadają. W sumie szans na poprawę nie ma. Inni widzą tylko co złe w Tobie, swoich wad nie widzą. A jka pouczasz to odpowiadają jakim prawem smie czlowiek im nauki prawić. I tylko wymagania, wymagania i wymagania. A ile można sie starac i wierzyć że się coś robi dobrze skoro ciągle tylko jesteś zła, nic się nie zmieniasz, nic ci nie pomaga, tak źle wyglądasz.
Nie pamiętam kiedy nosiłam spódnicę, nie pamiętam kiedy się malowałam. Przestałam to robić. Przestalam dbać o siebie. Straszne, nie? ALe skoro albo nikt tegio nie zauważa, albo jak się malnęłam słyszałam tu za mocno, tam źle, w tym ci nie do twarzy, luyb a ile to kosztowało? Odechciewa się.
Zastanawiam się kiedy dowiem się np. ze mąz ma inną a w odpwoioeidzie na "dl;aczego?" padnie bo ona dba o siebie. pomijam kwestie btarku rozstępów, krzywych nóg i innych mankamentów nabytych przy urodzeniu lub też nabytych poprzez urodzenie.
ALe tak mi się wczoraj smutno zrobiło. Że ludzie dobra nie zauważają, natomiast najmniejsze zło w czlowieku to zaraz krzyczą. I tak żeby dokopać, dobic do ziemi. I tylko wyroki skazujace z ust ludzi których ...się kocha?
Niby dla twego dobra. Nie maluje się bo chcę być anonimowa wśró innych dieki temu jestem niezauważalna, podobnie z ubiorem, nie rzucam się w oczy.
Ale zazdroszcze osobom, które lubią być w centrum uwagi, lubią ładnie wyglądac. Ja się tak czuję źle, zretszą zawsze wtedy przydarza mi się coś przykrego. A wtedy źle czuję się tak umalowana czy tak ubrana.
Kiedyś jeden amant powiedzial że xle wygladam w spónicach do kostki: nie wiadomo czy zakonica czy co...uśmiechnęłam się bo w sumie dowiedziałam się to od kolegi, ktory był laskaw mi to przekazać. Amant szedł 50 m przede mną. Teraz kolejny stierdził ze w spódnicy za kolano xle wygladam, bo krzywe nogi mi widać i dziwnie wygladam. Kiedyś moich krzywych nóg nie widział...
I tak włąsnie czasami nie zcasami od dziecka chciałam miec taką czapkę niewidke jak Kajtuś Czarodziej.
Ale czapki nie ma, pierścienia Arabeli też. Ale za to sa rumburaki i ine złe istosty co dla twego dobra zamurowały by Cie w ścianie....
A ja się nadal uśmiecham i myśle minie, ale na dobre dni nie liczę.
Dochcodze do wniosku że życie to tylko przetrwac jakoś w miarę dobrze. I czego tu żałować???

I tak optymistycznie żegam. Pogoda moze bedzie, moż enie. W sumie wszystko mi jedno. Jade dla dziecka a sama "musze to przespać, przeczekać, przeczekać trzeba mi" "A te dni ciszy które, które dzielą nas Podpowiadają mi złe obrazy"

Dobrej pogody i dobrych nastrojów. Biorę się za prace - endorfina skoczy i będzie znó lepiej. Pigułka na strapienia. A potem znowu jakies słowo, chwila rozpaczy i znów wracamy do swego.

Żyjesz i jesteś meteorem,
lata całe tętni ciepła krew,
rytmy wystukuje maleńki w piersiach motorek.
Od mózgu do ręki biegnie drucik nie nerw.
Jak na mechanizm przystało myśli masz ryte w metalu,
krążą po dziwnych kółkach, nigdy nie wyjdą z tych kółek,
jesteś system mechanicznie doskonały,
jesteś system mechanicznie doskonały
nagle coś się zepsuło...
Oto płaczesz, po kątach trudno znaleźć przeszły tydzień,
linie proste falują, zamiast kwadratów romby
w każdym głosie słychać
w całym bezwstydzie ostatecznego dnia trąby

Otworzyły się oczy niebieskie,
widzą razem witrynę sklepową i sąd,
przenika się nawzajem tłum,
archanioły i ludzie, archanioły i ludzie,
chmurne morze faluje przez ląd,
ulicami wskroś tramwaje w poprzek,

suną mgliste rydwany, suną mgliste rydwany
pod mostami różowe błyskawice, choć grudzień

otworzyły się oczy niebieskie
otworzyły się oczy niebieskie
Widzisz siebie – marynarza w Azji,
a zarazem trzyletniego, pięcioletniego chłopca
na warszawskim podwórku,
na warszawskim podwórku
i siebie przed maturą w gimnazjum,
namnożyło się tych postaci, namnożyło się tych postaci,
stoją ogromnym tłumem
a wszystko to ty, a wszystko to ty...
nie możesz tego objąć szlifowanym w żelazie rozumem
Żyjesz i jesteś meteorem
lata całe tętni ciepła krew...

G. Turnau Historia Pewnej Podróży http://www.turnau.com.pl/5.htm


A polecam też płytę Kanty -Pawluśkiewicza z 2003 Consensus ...rewelacja!!!!
Bo i tu wtej piosence Kanty się udziela, niewiele ale jednak :) NAtomniast muzyka jego, co można od razu poznać jak ktoś go troszkę zna:)






aQada (09:03)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187358,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Lipiec 2007 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 14:21
28 lipca 2007
Mój powrót cz. 4

Przede mną trudna droga, ale radosnie do tego podchodze. Bo zaprowadzi mnie do Domu mojego. Wiem ile jeszcze pracy przede mną ale to już ma iny wymiar. To tak jak robić coś dla kogoś kogo się kocha - robiet o samo dla Niego, bo się Nigdy nie wypłace zato co czuję do dzis po spowiedzi generalnej... żadnego potepnienia, zadnego krzyku, nauk nic tylko usprawiedliwienie wielkie, wielka miłośc i tylko jedno idź w pokoju...kto znas tak przebaczyłby komuś kto by nas tak splugawił, skopał, opluł?? Chyba nikt....
Ale ponieważ chcę zostać swięta - bo jak inaczej na stałe zapisac sie w historii swiata??
To najlepsza opcja :D Tylko zastrzegłam sobie -bez męczeństwa.

Z lekkim uśmiechem, refleksją i radoscią życzę Wam radosnych wakacji udanych podróży, bezpiecznych powrotó, pogody i słonka.

Ja wracam 17 sierpnia.

Do usłyszenia ;)
aQada (09:50) dźwięk


Mój powrót cz. 3

I tak Pan Bóg podsunął mi kolejne rozwiązanie: święci. I tu przekonałam się, ze jednak nie rodzili się doskonali. Żyli jak my wszyscy, ale wpewnym momencie usłyszeli wołanie, coś nimi wstrząsnęło i mamy KAmilianów, Bonifratrów, św. Augustyna i sw. PAwłą. Wsró nich jego darzę wielką wileką sympatia! JA tak do niego podobna ze swoimi wadami! A skoro on mógł to i ja. ZCyli jak mówil ojciec Mokrzycki: CHCE, MUSZE I MOGĘ.
I tak powoli zwalczyłam swoje grzechy. Uważając, ze nie musze ich już wyznawac. I później był Ostrzeszów, taka barykada przed walką a póxniej Antoniów. I tam po generalnej spowiedzi oczy się otworzyły a uszy zaczęły słyszeć.
Dotarła ohyda grzechu, czym jest, zal wielki i wielka miłośc dla Boga - bo to co on dla mnie uczynił zaden czlowiek by nie zrobił.
Nie mócie zatem, zę Bóg pozwala na cierpeinie. Nikt nie dostaje ponad to co moze zniesć, a jaeśli wtedy nie pójdziemy pod krzyż prosić o siły, a to odrzucimy to wtedy mozemy naprawde nie dac rady, bo będziemy sami. I ja tego doświadczyłam - odrzuciłam , nie chciałam swoich krzyży to dostałam okropnie po tyłku. Ale dziękuję za to, bo dzięki temu wróciłąm. Ale inna wróciłam. NAdal ze swoimi wadami, ce3chami po przodkach, ale to wszystko jest do pokonania. I wiem co mówię. Pomógł mi Duch sw,. -nowenna i co poniedziałek litania, potem sw. Juda TAdeusz litania i modlitwa, sw. gerard, sw. Filomena, i sw. Rita też się przyłożyła. Antoni - no ten to jest gigant. I wielka prośba do samego boga o nawrócenie - czyli o Metanoie i Epistrofe - o wewnętrzną przemianę a co za tym idzie zewnętrzną i czyste serca. CZyste serce dostałam po 8 dniach. Przemiana wew. się dokonuje, a owocami powinno być moje zac\howaniew stosunku do moich bliskich.
Łato lubić kogos, kto jest dla nas obcy. Ale wiem,. ze modlitwa, czujnośc i pokora to leki na szatana i jego zakusy.
Wiem tez - cvo jest wielkim pocieszeniem ze po 1 szatana nie wolno się bać, bo jak się
damy to nie ma podlejszego
i bardziej rozwścieczonego stworzenia niż on by nas zwieśc po 2) on nic bez woli
Boga nie moz e zrobic, wszelakie kuszenia to próba czy wytrwamy, dlatego mnie to
napawa radością, ze nawet w kuszeniu,
w złych myślach, moim zmęczneiu ze czegoś mi się nie chce jest Bóg!
I teraz rozumiem słowa sw. pawła które przez sotatni rok powtarzałam
"Moc w słabościach się doskonali".
Wiem teraz też, ze im bardziej czegoś mi się nie chce, to tym bardziej powinnam to zrobić, sprawdzić bo mozejest tam coś co rozwiąże mój problem? iel to razy nie chciało mi się odprawiać z Brewiarza Godziny CZytan...i za każdym razem gdy sie jednak pzremogłam, okazywało się, ze było tam rozwiązanie na mój problem, odpowiedź na moją modlitwę
Nauczyłam się siedzieć w budzie i żyć tu i teraz żyć dziś - bo to jest czas nam dany.
teraz dokonują się cuda i musimy je zauważac. Bo wcale nie jesteśmy inni od tamtych ludzi z kart ewangelii. jesteśmy tacy sami - znaki nas otaczają a my mówimy ze to nie od Niego.
Idziemy do kościoła, modlimy sie prze dobrazami a wtychodzimy jacyś my byli.
u Felliniego w filmie Noce Cabirii. to jest pieknie pokazane. Czytamy apokalipse i kiwami głowami, nie rozumiejąc ze to mowa o nas. JAk wtedy gdy pisze św. A Jan o 3 bestii co 3 część ludności starła a reszta nie odstąpiła od swoich bożków. Aże niby my ich nie mamy ????A praca, a kult ciała, a forever young, a pieniadze, a seks?? Nie tzreba lać cielców ze złota, by mieć bożków. Ludzie ci sami -tylko czasy inne.
I wcale nie trudniejsze -tylko dobrze skrojone na naszą miarę.


aQada (09:49) 2 dźwięki


Mój powrót cz. 2

Postanowiłam odp[rawic 9 I piatków, raz wmiesiacu do spowiedzi. dawało się aż do lipca 2005... no zadnej niedfzieli w kościele na mszy nie byłam... ALe ks. Paweł madrze powiedział, ze nie można mówić zeto jest coś najgorszego co nas spotkało, bo nie wiemy co spotka nas jutro.Jako pokutę miałam przeczytać coś o Eucharystii i po różnych lekturach trafiłąm na prostą Ojca Sullivana Cuda mszy św. Wstrzasnęło mną i postanowiłam codziennie uczęszczać na smze św. Moz ejeszcze z pobudek czysto ludzkich i ejdnak nadal było coś co blokowało mnie na lepsze poznanie tego wszystkiego.
Doskonale wiedziałam co, ale maskowałam to w spowiedzi formułką więcej grzechó nie pamiętam... I nadal ta spzrecznosc z tym jaką widza mnie ludzie a jaka jestem dla bliskich: podła wredna pyskata etc...
I to bolało i to bardzo.
Ale nic. Później ks. Marek po kolędzie powiedział"Ja Panią skądś znam" pomyślałam wtedy skoro ksiądz mówi mi, ze skądś mnie zna, to co powie Jezus jak zobaczy mnie na Sądzie????
ALe to jeszcze nie to. Wiedziałam ze jestem hipokrytką. Że nie pzrekladam tego co słysze na życie. ALe co ja mogłam słyszeć? Jak można słyszeć jak ma się brudne uszy? Tak samo jak można słyszeć Boga jak sumieie brudne?

aQada (09:48) pustka i cisza


Mój powrót cz. 1

Wróćiłam ,a raczej powoli wracam do codziennego życia. Tylkoż eono trochę już inaczej wyglada. Niby to samo ale ..to tak jak ktoś ma kurzą ślepotę i po operacji nagle okazuje się ze świat po zmroku wygląda inaczej. To tak ze mną. To ziarenko cow Ostrzeszowie tam zostalo zasiane, potrzebowało wody i żyznej gleby. Bez ignacjanskich nigdy by nie mogło wzejść.
Nie mówię ze ejstem swięta ale nauczyłam sie pokory i tego, ze wszystko co mnie otacza, co mnie spotkało to wszystko miało jak najbardziej sens. Nie to ze nie wiedziałam o tym(i tu właśnie brak mojej pokory -zawsze musze uświadomić inych ze coś wiem ....)
odkad pamiętam wiedziałam ze w zyciu nic nie dzieje się bez przyczyny. i dlatego zostalam socjologiem, bo tam dopiero zycie społeczne jest wyjaśnone! Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko jest zamierzone, ale trzeab pamiętać ze to od nas zależy jaką drogę wybierzemy. Dobra czy odrzucenia Miłości. I później mozemy dokonywać już wyborów tylko w oparciu o odrzucenie, a nawet przestawać ich dokonywać tylko uważać ze wszystko nam się należy, jesteśmy Panami zycia i śmierci.
Moje odejsćie od Pana Boga a raczej moze takie traktowanie Go jako zła koniecznego (?) lub jednak jakiś strach ze ejdnak niedziela to trzeba do kościoła. jednak coś tam we mnie
wołalo ze
źle robię,
ale ja chciałam sama się przekonać ze dam radę, pokazać Mu, ze bez Niego też można żyć.
Tylko po pewnym czasie zobaczyłam, ze niestety nie da się. Ile zła się we mnie wydarzyło to
tylko ja i Bóg
wiemy. Jak mnie zniszczyło to - bo co ja mogę sama???
INie mogę powiedzieć, ze żyłam bez Niego - powiedzmy, ze wybierałąm to co mi8 wygodne, popadajac powoli w hipokryzję i jakiś fałsz.
Ale w kncu PAn Bóg powiedział koniec tego dobrego Agata, wracamy do domu.
No i wróciłam. Zdałam sobie sprawę w 3 Króli, ze jeżeli pójdę teraz do spowiedzi
to musi już coś się we mnie zmienic.


aQada (09:47) dźwięk



24 lipca 2007
Powrót

Wróciłam i rekolekcje Ignacjańskie to coś niesamowitego. Przeżycie, któe zostaje w człowieku i aby na całe życie i przynosiło właściwe owoce!

Pozdrawiam
aQada (16:31) dźwięk



14 lipca 2007
Piatek 6 lipca, Sobota 7 lipca i refleksje ogólne z tygodnia

Temat: „Kobieta w szkole Maryi”.

v Dziś poczułam, że Antoniów jest mi b. Potrzebny. Potrzebny mi kontakt z Jezusem. Potrzeba mi rozwijać swoją duchowość. Pan Bóg wie, co robi. Najpierw Ostrzeszów, a potem Antoniów. Dziękuję. Siedzę właśnie na adoracji na Nabożeństwie Pokutnym i piszę. I to jest piękne. I poczułam jak nagle ktoś rozorał mi kawałek serca i wrzucił maleńkie ziarenko. To tak jakby się to śniło. A jednak czułam... To owoc nocnej adoracji. Boję się, ze nie dam rady go wypielęgnować. Że zmarnuje otrzymane łaski.

v To ludzie mnie zmienili. Musze być twarda. Bez śladu łez na policzkach. Tylko Ty możesz znać mój ból i smutek. Muszę być twarda. I nie okazywać swoich słabości innym. Udawać. Płakać w środku. Być twardym. Dziękuję, że umiem cedzić słowa, jakie ludzie do mnie wypowiadają. Ze dałeś mi tu, na tych rekolekcjach ogromnie elastyczną ochronę na sercu. Taki filtr. Taki, który tylko przepuszcza dobro. Reszta odbija się i upada z wielkim hukiem. Nie dając szans na satysfakcję.

v Stety niestety dopadł mnie ks. Grzegorz. Przypomniał sobie o mnie. Mam go „łapać” po powrocie z Góry Krzyża. Myślałam, ze zapomniał, ale na obiedzie dosiadł się by poinformować o chęci pogadania. Cóż w stosunku do niego ciężko jest mi się otworzyć. Ale nie wolno się uprzedzać i oceniać. Tak też robię. Może, dlatego, ze z księżmi nie mam nic wspólnego w kontaktach prywatnych. Do sióstr zakonnych – bez problemu. A tu 1500 barier ciężkich dla mnie do pokonania.

v Rozmowa była OK. Szybko powiedziałam o sobie, – bo pomimo, ze lubię gadać (nawet ks. Się zaśmiał się, na słowa, że mówić nie lubię, dodał, ze na pewno o sobie nie). Po czym przeszłam do pytań na temat Anioła i Szatana i wyjaśnienia wersetu z Ewangelii. Bardzo chciałam żeby ta rozmowa się skończyła. Czułam się jak na egzaminie, który okazał się b. Przyjemny. Zapomniałam nawet podziękować. Zrobiłam to mszy św. Myślę, ze gesty dużo znaczą. Później pożeganie sióstr i księży, wręczenie prezentów. Oddelegowano mnie do ks. Grzegorza, z czego się ucieszyłam, bo wszelakie moje awersje znikneły -a kto nie chciałby być blisko kogoś, kogo lubi i kto ma w sobie Jezusa? Przyjechał Robert. On poszedł spać a ja do 2:00 kawiarence.

Sobota 7 lipca


To już dzień rozjazdów. Ale miło wspominam. W skrócie: kleryk Maciej określił mnie mianem małolaty (pozytywnie oczywiście) z Teofania pogadałam sobie, doznałam uzdrowienia od bł. Marii od Dobrego Pasterza..Tak cały czas była przy mnie i mnie pilnowała. Podejrzewam, ze dzieci tez. A co do uzdrowienia –zawsze dozanawałam opieki duchowej świętych. Natomiast uzdrowienia fizyczne to komuś, ale nie nam. A jednak i nam też. Nie wiem, dlaczego ja, może by bardziej wierzyć, by umocnić mnie? Po obiedzie poszłam odkurzać w kawiarence. Pogoda była nijaka, padało, a to przestawało. Generalnie mówiąc pogoda nie sprzyjająca reumatykom. Moje lewo kolano wiecznie mnie bolało (zdaje się ze to, które uszkodziłam sobie na rajdzie Politechniki Krakowskiej w 1997 r) I zaczęło mnie boleć. Pomyślałam, jak ja dojadę, i maści czerwonej z aloesu trzeba poszukać. I tak myśląc o tym nagle poczułam ze mnie nie boli. Ciarki po plecach mi przeszły. Chwilę wcześniej znów zobaczyłam ten sam cień i czarny rąbek materiału, jaki widziałam całe rekolekcje. Teraz dotarło do mnie ze to ona – Franciszka Siedliska założycielka zakonu Nazaretanek. I ta historia Jasia o zakonnicy, co w nocy czytała książkę. Kto chce niech wierzy – kto nie, nie musi. Wiem czego doświadczyłam i do końca życia będę o tym świadczyć. Bo ona jest już święta mimo, ze w Kościele figuruje jako błogosławiona. Pisząc to z perspektywy czasu -- dziś już 14 lipca przygotowuję się do rekolekcji Ignacjańskich w Antoniowie – tam jej obecność była tak naturalna jak powietrze. Dopiero tutaj czuję brak jej obecności. Po drodze mieliśmy małą stłuczkę. S. Emmanuela wykazała się stoickim spokojem i jeszcze mnie uspokajała. Na szczęście mogliśmy jechać, drugie szczęście to to ze na trasie Bełchatów –Lublin nie trafiliśmy na policje. Cud numer dwa. Za Radomiem widzieliśmy wypadek – wtedy zrozumiałam ze nas nic takiego nie spotkało. Ot, stłuczka. Ten wypadek to tragedia. Pogotowie bez sygnału i firma pogrzebowa. To jest nieszczęście.

Po powrocie do domu nie mogłam się pozbierać. W niedzielę płakałam na mszy. W PN przyjechała moja siostra Ewa z Anglii. I nów nie miałam czasu dla siebie, na refleksje. Dopiero w czwartek cały dzień odreagowałam. Nic nie robiłam. Mam tak po powrocie z wyjazdów. Ale co z tego jak wczoraj piątek a dziś już znowu pakowanie, prasowanie. Mam nadzieje, ze tylko jak najwięcej otrzymam na tych rekolekcjach. Śnił mi się dziś chyba dobry sen. Ks. Marek Kwaśniał rozmawiał ze mną i powiedział, ze dwa dni to będę leżeć w piekle taka martwa a ja spokojnie na to, ale czy ktoś po mnie przyjdzie czy dam rade? Jak mnie obudzą? A on, ze spokojnie mam się nie denerwować. Dziwne. Bo to zazwyczaj tak zmarli się pokazują. A tu żywa osoba, może, dlatego ze cenie go jako księdza, może, dlatego on?? I faktycznie jestem spokojna. Ale sen przyniósł mi już podczas spania ulgę i spokój.


A ja już w PN jadę do Antoniowa. Wierzę, że znów Franciszka zajmie się Martyną. Szczególnie po tym śnie, wiem, że będzie dobrze i wiem, ze mi będzie bardzo ciężko. Ale kto powiedział, ze w życiu jest lekko, a szczególnie tym, co szukają???


aQada (10:09) pustka i cisza



13 lipca 2007
Czwartek 5 lipca

Konferencja Kobieta -wdowa, teściowa, babcia.

Chrześcijanskie wdowienstwo – pozostają samotni, by być wiernym zmarłemu małżonkowi. Śmierć męża/żony nie niszczy ich miłośći. List do Koryntian pochwala samotność wdowią, bo przypodobuje się Panu.

EUTANAZJA – TO MANIFEST BRAKU MIŁOŚCI.

*Po śmierci mam spotkać swoich bliskich – zawsze w towierzyłam, ale potem mi zamotano, ze ich nie poznam. Ze miłośc Boża przysłoni wszystko inne i tylko tam będą ukierunkowane nasze uczucia. Bo przecież tam nikt nie będzie się żenił ani miął matek czy sióstr.

*Czuję się fatalnie. Dopadł mnie dołek okresowy. Mam ochote zamknąć się i być sama. Ale nie w pokoju – tylko tu, w kawiarence. Chce mi się spać. Jestem smutna i nic mnie nie cieszy. Jestem przemęczona, czuję się przygnębiona. Najlepiej zebym dla reszty byłą niewidoczna i nie zwracajaca na siebie uwagi.

* Chciałąbym aby rosla moja indywidualność. Aby moja alienacja była naturalna. Chyba powoli tak się dzieje, to się czuje. Oswajam się z aparatem. Nikim wielkim nie ejstem. Nawet zdjecia nei są kładące na kolana. Ale daje mi to wolność. Artystą nie jestem. Ale podobnie się czuję jak trzymam aparat w ręku. To daje jakąś siłę. I wolnośc poniekąd. Nie lubię fotografować ludzi. Satysfakcję daje mi fotografowanie natury, przedmiotów martwych. To właśnie JA.

Na granicy

Na granicy

Nieznanego miejsca
Oddala się
Od swojej krainy szczęścia
Wyzwanie i niepokój
Odwaga i strach
To wszystko popycha
By iść naprzód
By trwać
Ostrzeszó 05.07.2007








aQada (09:13) pustka i cisza


Zapodziane notatki 3-4 lipca

Wtorek 3 lipca Kobieta – żona, matka, oblubienica

Czuję się inna. Ale nie gorsza. Biegam z tym moim aparatem i jakoś samoistnie alienuję. Nie wynika to z mojego braku akceptacji przez innych ani mojego zamknięcia. Tak po prostu.
19:50- zapomniałam napisać ze czuję się jak studentka z Harvardu. Biegam z czerwona torbą, nosze t-shirt i spodnie rury. Czuję się w tym stroju świetnie. Nie wiem dlaczego.


Środa 4 lipca Kobieta- matka

Dostałam wiadomo co :/. Beznadzieja. Oby do soboty. Dobrze, ze już 12:00Nie mam z kim pogadać o tym co czuję. Jak można komuś coś nakazywać w kwestii wiary: ”musisz”. Ale może tak Robert czuje jak ja mu „karzę”. Źle mi. Po wczorajszym też. Czekałam cały dzień na rozmowę z nim, na niego a teraz jest mi obojętny. On i jego przyjazd.


aQada (09:01) 2 dźwięki



12 lipca 2007
Sroda 4 lipca

Dzis było o kobiecie matce. MNAtka Boża CZęstochowska. NA konferencji było mi okropnie. Jakiś zal i bunt czułam. Po pierwsze dlaczego ktoś mi coś każe? Będę chciała to pójdę na adorację nocną - to takie moje reakcje obronne, bo sama chce iść ale na slowo mus lub kazać dostaję białej gorączki, po drugie jakoś mnie odpychało od tego (chyba wiadomo dlaczego i kto był sprawcą) a po 3 poczułam jak bardzo xle być samemu bez męża. Adoracja rodzinna aja sama :( Nawet się nei dopisywałąm, bo z kim?? Sama się bałam. W koncu dopadła mnie s. Teofania i poszłam z nią na 2:00 do 3:00. Było niesamowicie. Wreszcie cisza i spokój. Tego mi brakowało. Przez 45 min rozmawiałąm intensywnie z Nim. Później jakoś się wybiłam,a le potem znów się udało wejść w głąb siebie. Przed adoracją siedziałąm w kawiarence z siostrą Teofanią i siostrą esterą, która jak się okazało wrćóiła z rkolekcji u Zawierzanek!! Dużo się dowiedziałam i wiem mniej więcej jak się przygotować i jak to wyglada. Potem przyszli Ania i Darek. Ania wymiękła koło 1:10 a DArek poszedł o 1:50. Ale było ciekawie. Przerobiliśmy historię Polski i II wojny światowej. Jakoś zrobiło mi się lepiej an sercu. I tak poszłam spać koło 3:30.


miłośc to jest światło a małżanstwo to rachunek za nie.
aQada (19:51) 3 dźwięki



11 lipca 2007
Wtorek 3 lipca

Konferecnja:"Kobieta -żona. Przymierze Boga z człowiekiem. Sakrament Małżenstwa. Objawienie w La Salette."
notatki:
*kobieta w sferze w duchowej jest czymś wyższym w małżenstwie
*dar do przekazywania życia, dar Ducha Świętego- dar umiejetności
*Przebaczać to znaczy czasem milczeć.
*Sakrament małżenstwa -widzialny znak niewidzialnej łaski
*Słuchanie prze mówieniem
*Przebaczanie
*Kobeta - I wysłanniczka Chrystusa by ułagodzić i wyrównać; najbliższa Chrystusowi, podbna mu sercem do Jego serca.
*Kobieta musi odkryć swój geniusz


Czuję się szczęśliwaponieważ zrozumiałam, ze małżenstwo to nie walka, to nie udowadnianie kto ma rację, tylko WSPÓŁPRACA i ZROZUMIENIE.

Za co podziwiam swojego męża?
cierpliwość, wyrozumiałość, usmiech i spokojne podejscie do problemów, ze pokonał, swoje nałogi i daje radę.
CZy czuję się szczęśliwą żoną?
tak
Jakie oceniasz podejscie współczesnych kobiet dpo roli żony? Co ci się podoba a co byś zmienił?CZego nie ejsteś w stanie zaakaceptować?

scala i pilnuje domowe ognisko; próba narzucenia własnego zdania, czasem brak porozumienia, "ja" mam zawsze rację. Potrzebne jest zrozumienie żony dla męża. planowanie ma być wspólne. nie można narzucać swoich planó II osobie, kompromis, ważna jest rozmowa. Są sprawy, które należy omawiac na bieżąco.


Dzień minął spokojnie. Bez rewelacji. W koncu jutro wyczekiwana środa - nie wiem z jakiego powodu. Moz edlatego,ze wmiałam się dowiedzieć czy Robert bedzie w czwartek? Lepiej było, zeby ta sroda nie nadeszła choć nic nie ejst bez przyczyny.
aQada (21:00) pustka i cisza



10 lipca 2007
Poniedzialek 2 lipca

Wstałam znów o 7:00. Znów za wcześnie. Ale w koncu jutrznia, śniadanie. O 9:30 konferencja. Tytuł:" Kobieta - córka i siostra. Jestem dzieckiem Bożym. Objawienie w Fatimie". Po konferencji spotkanie wgrupach. JAkoś z grupą zaczęlam się integrować. Przestałam przejmować się ze ktoś ,może mnie nie lubić, albo powiem coś co komuś nie odpowiada. Zaczęłam żyć sobą. Notatki z tego dnia" Dopiero poniedziałek. Nie wiem jak dotrwam do piatku. Ciężkobyć samej na takich rekolekcjach. Robiłam dziś zdjecia na zajęciach grupowych.
Obraz w kościele jest niesamowity (na ołtarzu). Józef bojący, pełen strachu, dokoła chaos, atu spokojna Maryja z Jezusem na ręku. I trzyma go tak jak trzyma się dziecko, które chce się podac komuś. Coś pięknego!"
Potem msza, obiad. Dzieci pojechały nad zalew, a ja z Jagodą do miasta. A potem lektura. Książka ojca dominikanina. Bardzo sympatyczna.
Odczuwałam brak Roberta na tych rekolekcjach. Siłe dawal mi Matka Maria. jej obecnośc czułam kazdej minuty. Nie zdawalm sobie z tego sprawy bo było to dla mnie tak naturalne jak oddychanie. Czułam obecność kogoś za sobą i jak się śni jakiś materiał a ja tak widziałm róg ciemnego materialu. TAk jak ktoś się odrwaca i odchodzi. Ciężko to opisac. Wiem teraz ze to Ona bo doszło to do mojej świadomości.
Wspierali mie także siostry zakonne i ksiądz Grzegorz. Nie poprzez słowa ale popzrez drobne gesty, może nawet przez nich nieświadomie czynione.
I tak dawałam radę. Choć jak zwykle nie rozczarowałam się jego przyjazdem. Wiedziałam, ze nie ma co tęsknic i się rozklejać. Bo nie warto. Doświadczona zeszłymi wakacjami. Boli to ale co poradzić. Tzreba zrobić dobrą minę do zlej gry i mieć nadzieję, ze kiedyś ja będe umiala go przywtiać bez krempowania sie. Nie uznaje bowiem publicznego czulenia się do siebie. Nie umiem tak. Długa droga przede mną, ale zeby w nią wyruszyć trzeba być pewnym i mieć nadzieję. A ja nie wiem czy to ma sens.
aQada (08:51) pustka i cisza



09 lipca 2007
Niedziela 1 lipca

Na 8:00 jutrznia. Ja wstałam juz o 6:50. Spać nie mogłam. Po jutrzni śniadanko i o 9:45 pierwsza konferencja pt:"Kobieta w zamyśle Bożym. Objawienie w Guadelupe". Po konferencji udaliśmysię, podzieleni na d\wie grupy na wspólną dyskusję
i znalezienie odpowiedzi na pytania m.in: Jakie zadanie ma do spełnienia w swiecie kobieta?
Jaka jest jej godnośc i powołanie?;
Jak rozumiesz prawdę, ze kobieta jest pomocą dla mężczyzny?W czym widzisz bogactwo osobowości kobiety?
NAwet mój Robert się udzielił i powiedizłą ze kobieta jest apostołką miłości. Zaskoczyło mnie to.Ale to piękne co powiedział. Po konferencji msza św, obiad i niestety o 14:30 pojechał do domu. Nie pamiętam reszty dnia jak miną. Wiem, ze poszłam spac koło 22:00. Nigdzie nie schodziłam, choć w kawiarence siedzieli do 2:00. AJkoś nie miałąm czasu na refleksje tego dnia. JAkoś musiałam stanąc twardo na nogi ze zostaję sama. Nie bylo to łatwe szczególnie w środę, na którą bardzo czekałam. Ale to później.
CZas wolny jakoś minąl, potem lektura o 17:00, nieszpory i kolacja wspólna adoracja Najs. Sakramentu o 21:00 i tak minął dzień.
Nic specjalnego. Nie pamiętam bo skupiona byłam na tym, żeby dać radę i byc twardą.
I chyba następnego dnia i raz poczułąm coś dziwnego za sobą jakby ktoś za mną stał a potem widzialąm tylko kawałek czegoś czarnego - tak jak tkoś się w sukni odwraca i widac tylko jej rąbek. Nie zwracałam na to uwagi, nie dziwiło mnie to szczególnie. Nie widziałm w tymnic strasznego ani złego. Było to dla mnie naturalne.
Ale o tym też później, bo to uświadomiłam sobie dopiero w dzień wyjazdu, ze coś takiego było. Dotrało do mojej świadomości, choć przeciez czułam to cały czas. Ale trzeba było bodźcz, by zacząć to dostrzegaćw sposób racjonalny.
cdn

aQada (10:12) pustka i cisza



08 lipca 2007
Sobota 30.06.2007

Przyjazechaliśmy do Ostrzeszowa w sobote o 20:00. Trochę w Radomiu pobłądziliśmy, potem Mc Donald w Ostrzeszowie i w koncu dotarliśmy. Od razu poznałam matlkę przełożoną - bardzo spokojna kobieta. Okazalo się na zakończenie że jest z Terespola. Wypisz wymaluj MAsza z bajek Puszkina. Teraz ją przenoszą. Poszliśmy na koniec mszy. Jagodę od razu rozpoznałam. Po mszy udaliśmy sie na pogodny wieczór, który był wieczorkiem poznawczym.
S. Teofanię poznałam zaraz po mszy św. BArdzo, bardzo ciepła i bardzo bardzo śmieszna i zabawna osoba!!! Tyle ciepłą dla kogoś kogo widziala I raz. Siostra Anastazja tak samo!!!
Ta dostała przydomek od MArtyny "śmieszna siotra". Na wieczorku poznałam s. Emmanuelę, resztę uczestników (5 rodzin plus dzieci, dwie dojechały nocą i w niedzielę rano - 2 rodziny).
Było miło i zabawnie. Potem kolacja i spać. Oczywiscie poznaliśmy księdza prowadzącego - Grzegorza i kleryka Macieja - on zajmował się młodzieżą. S. Emmanulea w podziale dostała maluchy ze szkoly, a Anastazja maluchy z przedszkola.
I tak minął wieczór sobotni.
aQada (10:16) pustka i cisza


Powrót

Wróciłam.
Jestem.
Duzo wrazen i nie sposób streścić tego w jednym wpisie. Czyniłam notatki. Przemyślenia.
Nocna adoracja dużo mi dala. Czułam opiekę matki założycielkii cały czas.
To był szczególny tydzien w moim życiu. Jeszcze nigdy nie zaznałam takliego spokoju i miłości jak w ciagu tych 7 dni.
aQada (00:11)



Podziel się:

Blooguj na ten temat Trackback: http://bloog.pl/id,6187354,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Czerwiec 2007 (edytuj)
piątek, 16 lipca 2010 14:20
30 czerwca 2007
Wyjazdy

I dziś wyjazd. Już prawie spakowana. Jeszcze rzeczy ktore się suszą lub trzeba kupić i tyle.
W sumie gotowa do drogi. Mam nadzieje, ze dojedziemy bez problemów bo ten nasz BX jakoś tak ostatnio szwankuje ... oby spisał się dzielnie jak na Słowacji!
JAgoda szczęśliwie z rodzinką dotarła. Dzisaj my. Będziemy dość późno. Dobrze ze Robert jedzie ze mną i zostaje do jutra bo nie wiem co większy stres podróż czy poznanie się z tymi ludxmi - jeszcze na dodatek spóźnimy się ! I to jest chyba najbardziej mnie stresujace!!
Nienawidzę się spóźniać. Wolę być gdzieś wcześniej niz stresować się samym faktem spóźnienia się. Not o dziś mam się czym denerwować.
No cóż - szewc a bez butó chodzi. Socjolog a ludzi się boi spotkać :D
Siostra moja Marcia dotarła szczęśliwie do Anglii. W poniedziałek na 11:00 idzie z moja srednią siotrą do jej pracy - restauracja na lotnisku
Mam nadzieję, ze dostanie tam pracę i ze nie bedzie musiałą tam cięzko tyrać. Ewka mówi ze oni tam bardzo wykorzystują studentwó którzy przyjeżdżają dorobic. I nie chodzi tu o Polakó ale o studentó z całego swiata.
Trzymam,kciuki za siebie i te dzisiejsze przeprawy. ALe mnie to nerwów kosztuje....I za moją siostrę i jej chłopaka!
Pozdrawiam
Wracam 07.07. 2007
aQada (09:52) pustka i cisza



29 czerwca 2007
Wczorajszy dzień


Moja Marcia poleciała dzis o 6:00 do Birnigham z Krakowa. Bidulka musiala wyjechać ze Stalowej o 23:00. Jechala ze swoim chłopakiem Pawłem i zawoził ich jego tata.

Mam nadzieję, ze dotarli bezpiecznie.

Kolejna osonba, która wyjechała. Na szczęście za niedługo wraca.

S. Ewcia na razie na rekolekcjach w Częstochowie.

Wraca w sobotę więc się miniemy. A jak ja wracam to ona ma urlop 3 tyg i jak wraca to ja akurat nad morze wyjezdzam. Mam nadzieję, ze przed 19 sierpnia uda mi się z nią zobaczyć.

Co do mnie szmatki mam popakowane ale to taka prowizorka. Dopiero dziś wieczorem i jutro będe wszystko pakować. Jeszcze musze leków dokupić i będzie OK.

Mam nadzieję, ze szef da Robertowi ze 2 h wyjśc wcześniej z pracy :(

Będąc w swojej wsi rodzinnej poszłam z Martynią i MArtą po ammę do przychodni (jest pielegniarką środowiskową) i skoro wszyscy na wagę no to wszyscy.

I to byl mój bład bo ważę 65,5 kg. Ja wiem ze to zadna tragedia ale dla mnie taki dyskomfort psychiczny. Czuję się okropnie. A najgorsze ejst to ze nie mam sily ani ochoty z tym walczyć.Najgorzej było jak założyłam jednoczęściowy ksotium. Myślałam ze sie powyję :( Lepiej jednoczęściowy. Niby do sierpnia kawal czasu i można 5 kg zrzucić

ale obawiam się czy dam radę. Zero we mnie samodyscypliny i dlatego nigdy nie będe anorektyczką. Ale cóż zarlo się to teraz trzeba odicierpieć. Jest ze obzarstwo to grzech - jest. A jaka kara - nadwaga. MAm co chiałam. Dobra a teraz coś weselszego.

Ta dam ...!!! Tak oto wygląda zakupiony wczoraj i przeze mnie samą złożony zesatw szafka + regał dla Martynki!!! Zajęło mi to 2 godziny plus sprzątanie zabawek z pudeł 3 godziny. poszłam spać koło 2:00.

Wreszcie koniec z bałaganem i rozgardiaszem!! Pozostaje jeszcze tylko dokupić jakies kosze do środka szafki i cymes!
aQada (08:14) pustka i cisza



28 czerwca 2007
Brak tytułu


aQada (09:18) dźwięk



26 czerwca 2007
Wyjazdy wakacyjne

I za 4 dni jade z córcią do Ostrzeszowa. Na rekolekcje do sióstr Nazaretanek. Boję - źle - bałam się jazdy i jakoś mnie to przerażało. Ale dzisiejsza spowiedź wyleczyła mnie z wszelkich lękó. Teraz wiem czyja to sprawka była. Nawet nie boję się jechać do Zawierzanek
na 8 dni ciszy -ksiądz jakby czytał w moich myślach - żeby zwalczyć zło w nas i nasze wady tzreba znaleźć przyczynę, a żeby ją znaleźc tzreba odejść na odludne miejsce i pobyć w ciszy.
Tak jak Chrystus często odchodził od ludzi i apostołów by w ciszy pobyć i sie pomodlić
tak i mi tego trzeba. Bo taka cisza potrzebna zeby zatęsknic za tym na co się narzeka.
Czyli plan moich wakacji wyglada następująco:
30.06-07.07.2007 Ostrzeszów rekolekcje u Nazaretanek
16.07 - 24.07.2007 Antoniów rekolekcje ignacjanskie u Zawierzanek
02.08.2007 - 12.08.2007 Wyjazd nad morze Rozewie
w drodze znad morza:
12.08.07 -16.08.2007 jezioro Hartowskie lub inne Mazury
17.0807 - 19.08.2007 dom rodzinny
i wreszcie w domu i zaczynamy rok szkolny.
mam nadzieję ze dzięki rekolekcjom nabiorę lepszego spojrzenia na moje życie, ze bardziej się umocnię. Ze przywioze piękne zdjęcia znad morza i mazur, że będzie przednia zabawa. Że miło spędze czas z mężem, że Martynka da nam odpocząć.I ze będzie bez żadnych akcji i kłótni. tego sobie życzę.
Dziś siedzę jeszcze w Turbi, domu rodzinnym. jutro o 9:15 do lublina
i niestety siostrę swoją najmłodszą zobaczę dopiero za 2 miesiące. Przyjechałam się z nią
pożegnać - leci do Birningham do naszej średniej siostry.
Jutro czeka mnie spotkanie z pedagogiem i psychologiem w sprawie Martynki - ciekawe co wymyślą. Jak byłam poprzendio to mnie dobiły tymi swoimi "mądrościami". Ale cóż trzeba stawić temu twarz.



aQada (19:38) pustka i cisza



23 czerwca 2007
3 dni


aQada (09:39) dźwięk



21 czerwca 2007
ps

co będe owijać w bawełnę jestem cholernie smutna!! Bardzo i chce mi się płakać :( i ogólnie cierpię na zaborczość wzgledem ludzi. I przez to potem cierpię 1000 razy bardziej niż inni :(Zaborczośc polega na tym, ze nie toleruję innych osób wobec bliskich mi osób- jetsem zazdrosna o to że np więcej z nimi czasu spędzają.
Wydaje mi się wtedy, ze sa im przez to bliższe niż ja :( Bardzo mi z tym ciężko :( Mam nadzieję, ze kiedyś tak jak mamy na ranie plasterek i nagle on sam nam odpada - patrzymy a tu już zagojone; nie wiemy nawet kiedy - to mam nadzieję i ze ztym będzie tak samo. Bo ostatnio już dość dużo tak jakichś moich wywrotek życiowych się wyleczyło -ściagam palsterek - a tu rana zagojona. Wyleczyłam się przeklinania zbytniego, z darcia się o byle co, z czepiania się męża, ze strachu bycia samą w domu późno w nocy....
Działają tam Moi na górze. Ileż oni mają ze mną pracy :0 A ile ma mój Anioł stróż, nie wspominając o św. Antonim i samym Panu :)
I mam nadzieję ż ei tym razem św. Juda Tadeusz pomoze mi szybciutko wyleczyć te moje rany zeby już problemu nie sprawiały.
trochę mi lepiej jak o tym napisałam. bo jakoś tak sama sobie wytłumaczyłam.
aQada (08:59) dźwięk


Rok pożegnań

Taki smutny czas pozegnan. Monika już w Warszawie. Z s. ewcią zobacze się ostatni raz jutro bo potem się mijamy i nawet nie wiem czy się z nią pożegnam. Wczoraj wydaje mi się że było takie nasz nieoficjalne pozeganie. Poszlam na jeże na 8:45 (jeż - stworzonko boże mające kolce i straszliwie tupiące - zamieszklały u sióstr) a wróćiłam o 23:00 -bo jeże nie wyszły więc zrobiło się grilla. Bardzo cuieszył mie fakt, ze moglam sobie tak u nich posiedziec. AMrtynia wyszalałą się z siostrą.. będzie co wspominać. Przyzwyczaiłam się z eludzie odchodzą - moja siostra w anglii, druga w Krakowie studiuje, ale nigdy nie byłam tak mocno emocjonalnie i duchowo związana z obcymi dla mnie osobami. Tym bardziej mi smutno. Myślę sobie czasem, że mi jednak nie jest pisane posiadanie przyjaciela.
Cieszę się jednak, ze mogłam te osoby poznac. To dla mnie wielka łaska. Monika otworzyła mi oczy na wiele spraw i uświadomiła jak powinien żyć chrzescijanin.
Pokazałą moje wady w myśleniu i wytknęła moją pychę - całkiem o tym zupelnie nie wiedząc.
\S. Ewcia nauczyła mnie kochać bliźniego. I podbudowała we mnei moje wlasne przekonaia. Podobnie zresztą jak Monika.
Dala mi też wielką nadzieję. Spotykam w swoim życiu ludzi, którzy nie są "przypadkiem".
Wiem, ze na księżyc nie polecą, jest Skype, internet, maile.... ale wiadomo ze to nie to samo.
Nie będe już żywym uczestnikiem ich życia w jakimś stopniu.
Mam tylko nadzieję, ze przetrwamy i to co udalo mi się zbudować w rtelacjach znimi -ten mój mały fundamencik nie runie, ale powstanie na nim wspaniały dom.
Bardzo bym chciała bo już dawno nikomu tak -poza siostrami i mamą nie zaufalam.
Im otworzyłam się jak okno na przestrzał, pozwoliłam poznać mnie i dalam im szansę
by dały poznać siebie. Pierwszy raz od wielu lat ZAUFAŁAM.
Pozostaje nadzieja, ze ten fundament zaufania jest solidny i nic go nie zachwieje.
aQada (08:38) dźwięk



19 czerwca 2007
Rachunek


Z góry przepraszam za kolor czcionki i trochę niewyraźne..ciężko ustalić by bylo widoczne.. no ta była najlepsza ...


aQada (09:04) dźwięk



18 czerwca 2007
Zwierzyniec


Wczoraj byliśmy w Zwierzyncu. Bardzo miło czas spędziliśmy. Już dawno tak nie bylo serdecznie i miło.
Ciesze się.
Myśląc o tym jak inni mają w życiu - jestem pod dobrą opieką Anioła Stróża.I Antoniego mojego ukochanego. Bo nikomu innemu zaslugi znaleźienia dobrego męża
nie przypisuje!
Grunt to dojrzewać i dochodzic do wniosków własnym doświadczeniem.
Mam nadzieję, ze teraz będzie już tylko dobrze.


aQada (09:32) 3 dźwięki



16 czerwca 2007
Kilka limeryków

Jak zostać wdową

Raz sprzedawcy spod Brzozowa
uwiódł żonę drań - niemowa
drakę co była wielka
rozwiązałą szabelka
więc teraz pusta stoi alkowa

Skutki hodowli pieska

Pewnej Pani z Nowej Huty
Piesek nasikał na buty
Choć je dobrze wymyła
to woń była niemiła
Dobrze że to nie był luty
Lublin 13.06.2007


Choroba śpiewaka

Raz śpiewakowi spod Jeleniej Góry
Posłuszeństwa odmówiły mu struny
Nie pomogły kompresy ni trochę
zmartwilo to żonę jego Zochę
Od teraz zarabia hodując kuny

Lublin 14.06.2007

Dama z Gorzowa

Pewną znaną damę spod Gorzowa
paskudnie pobodla wściekła krowa
Choć plastycy się trudzili
Urody nie przywrócili
Pracuje teraz jako masarz(owa)

Lublin 16.06.2007


aQada (09:50) dźwięk



14 czerwca 2007
Kamyk w sercu

Kamyk w sercu - dla Basi Nowakowskiej

uwieranie w środku
jest nieznośne
tak jak kamyk w bucie drażni
z tą różnicą
że kamyk łatwo usunąć
jest rada na to
w środku coś siedzi
trudno to określić
a przez to ciężko
znaleźć sposób
by uwierać przestało
czuć ogromną próżnię
a w niej na cienkiej nitce zawieszone coś
nieokreślone
ciężkie do pogodzenia
tęsknota jakaś
smutek, nostalgia
a może lęk przed nazwaniem
wynika z obawy by prawdziwe pragnienia
do głosu nie doszły
i nie zburzyły ustalonego
od dawna porządku?
Lublin 14.06.2007


aQada (21:26) 2 dźwięki


refleksja

Brak słów. Miejsce gdzie myślałam, że znalazłam jakąś przystań okazało się
Nie tym, za co je brałam. Ale trudno. Przyzwyczaiłam się, ze jak ja coś pisze, zaraz następuje na mnie atak. Ale takie moje zdanie i go nie zmienie. Jestem nonkonformistką, konserwatystką jednak o zdrowym poglądzie na życie. Martwi mnie brak przyjaciół. Doszłam kiedyś (nawet niedawno) do wniosku ze jest to wynikiem mojego braku chęci przebywania i zapraszania ludzi do siebie. Nie wiem. Może, dlatego ze uważam ze samej mi najlepiej??
Nic to tak jak z miłością. W końcu przyjdzie.
Martwi mnie obłuda i hipokryzja osób, które poznałam. Smutno mi, że osoby takie jak ja nie są lubiane gdyż mówią prawdę i g.... w bawełnę nie owijają. Trudno, taka jestem. Na szczęście mam koleżankę, która myśli podobnie i choć mamy różne światopoglądy szanujemy je nawzajem. I dla takich ludzi warto żyć. Mam nadzieję ze swoim zachowaniem czy słowami pomogłam paru osobom, ze pomagam mężowi w jego szukaniu i walce z nałogiem. Ale czasem smutno, ze zwierzając się obraca się to później przeciwko nam.
Swoich poglądów nie zmienię uważam je za dobre. I spotykam takich ludzi, na jakich zasługuję. A spotykam wspaniałe osoby. Spotykały mnie też smutki od paru osób, ale to tylko bardziej umocniło mnie w wierze w człowieka i nauczyło wybaczać i iść mocniej do przodu. Dało poznać wartość siebie. Może będę świętą dla ludzi samotnych w swojej drodze, odtrącanych przez innych za swoje poglądy katolickie, osób, którym łatwo się łatkę przypina - jak mojej Martyni ze jest np. kleptomanką, na co pani Pedagog nie mogła się nadziwić takie opinii wychowawczyni. Byłabym dobrą świętą - z trudną drogą, smutkami, ale i radościami.
Z upadkami, z walką ze swoimi
Największymi słabościami i pokonywanie samej siebie. Dla ludzi a szczególnie młodzieży, która
Nie ma przyjaciół, bo ma inne hobby niż latanie po dicho i kupowanie szmat.
Wiem, bo ja taka byłam i jestem. W podstawówce nie byłam lubiana.
Uważano mnie za osobę zarozumiałą. W liceum byłam doceniona i mimo swoich poglądów spotkałam tam największe zrozumienie i akceptację. Nikomu nie przeszkadzało
że jestem ze wsi czy chodzę do kościoła.
Na studiach było beznadziejnie. Dziękuje Bogu najpierw ze był Mikołaj, a potem ze pojawił się Robert. Rok pożyłam sama i było mi bardzo ciężko.
Poczułam jak bardzo liczy się kasa.
Byłabym dobrą świętą. Taki mój cel życia. Ale chyba najwłaściwszy.
Dużo mam jeszcze do pokonania schodów, ale jak pisze św. Tereska im bardziej się staramy, tak jak dziecko, postawić nogę na I schodku i gramolimy się niezdarnie
To w końcu Bóg zejdzie do nas i sam nas zaniesie. Bo prędzej Jezus znuży się czekaniem na nas, niż my na niego.
Dobrego wieczoru.



aQada (19:48) 2 dźwięki



13 czerwca 2007
miary i wagi


wylanych łez
nikt nie liczy
straconych nocy
nikt nie rachuje
żalu i smutku
nikt nie waży
boleść ludzka ceny nie ma

Lublin 13.06.2007
aQada (20:49) dźwięk


PS

Swoją wage pominę i stan psychicvzny jak patrzę na siebie i schudnąć nie mogę.
aQada (20:39) 2 dźwięki


Streszczenie

zmęczenie materialu. tyle się zdarzyło a ja pisać nie mam siły. rcenzję też napisałam wczoraj nawet nie wiedziałam co pisze bo już się Bosonoga dopytywala co się dzieje.
1. kupilam lustrzankę. ZCekałam z ogromną radością do piątku.
2. jak zwykle ja szczęśliwa być nie mogę i marzenia tzreba opłacić smutkeim i łzami.
3. Sobota spłynęła łzami. Robert popił. rano zawiózł nas do Saskiego na próbe, ai się wyć chialo z powodu czwartkowego zajścia. Wyłam ogólnie i niedzielę. Występ się udał. bardzo ladnie wyglądaly w tych różowych spódnicvzkach.
5. niedziela też wełzach, przeplatana agresją i napadami zlości i przygnebienia. doszlam do wniosku z emusze iśc do pracy.
6. W poniedziałek lepiej- ogladnęłam Weding planer z lopezka- - a potem zmężem Bridget Jones i tak zeszlo do 1:30. trochę też pogadaliśmy. Jako tako było. Co nie znaczy ze to dało jakieś efekty na teraz.
7. Rodzice ze szkoły mnie dobijają. to ich włazidupstwo mnie rozwala na obie lopatki. uparły si.ę głupie baby na prrezent dla Pani bo jak to tak bez sama tylko bombonierka. Jak się zgodziły na te kwiaty i slodycze, to jedna mamusia doszła do wniosku ze oprócz tego niech kazde dziecko kwiaty przyniesie bo" inne będa pokrzywdzone, skoro dwoje pójdzie dać Pani a reszta nie" taa ugryzlam się w język. ja jestem za inna by się znimi dogadac ... nie wiem jak ja podstawówke przeżyje. normalnie survival.
8. w zespole też mam nawiedzone mamuski. pomijam kwestię typu" a przecież im za gorąco będzie w tych rajstopkach, nie moga by pokolanka?" na szczescie tam nie ma kompromisów. pomijam tez kwestie skłądki na prezent.... Ostatnio we wtorek mamusia jedna opowiadała tausiowi o tym jakim to ona jest obiekltem sexualnym dla innych. pomijam jej wygląd i fizycznośc - bo o glowie nie ma co mówić. Ale jak mkożna publicznie takie rzeczy opwiadać?? ja wkoncu ztego korytarza wyszlam do sklepu po wode bo ręce mi opadaly.
9. Ciesze się z epoznąłam monikę I Kasie. Mimo ze sa totalnie różne b.dobrze się znimi dogaduje. monika już do wawy się przenosi ale wierzę ze kontak nam sie nie urwie. Bo bardzo by mie to zasmuciło. Ale tak to w życiu ktoś odchodzi - ktoś przychodiz. ona do wawy, a Kasia z Poręby jak wsio pójdzie dobrze z podziałem majatku kupi mieszkanie na kalinie -bedziemy mieć blisko:)
10. opierdzuieliłam siostrę ale przeprosilam. trochę mnie poniosło, ale też chyba było jej to potzrebne zeby wyjśc z tej depresji swojej. Smutno mi bo siedzi w tej Anglii sama. i bvardzo chialabym aby już wróciła. Bardzo ja kocham.
11. bilans wychodzi na plusa. Chyba.

aQada (20:38) dźwięk



05 czerwca 2007
Brak tytułu

Dla siostry Ewy Sz.

Wczoraj mijani ludzie
obojętnie
lub z lekkim zamyśleniem
dziś są nam bliscy
znaczą sobą każdy dzień
wypełniają nazwy ulic, miast, domów
swoimi cieniami
jutro nic nie będzie znaczyć to samo
cienie poznanych ludzi
stać będą w pozach zastygłych
i przypominać minione chwile.
Lublin 4.06.2007



aQada (08:33) 2 dźwięki



04 czerwca 2007
Wczorajszy dzień

Przypadków nie ma. Rysunki jakie wykonała Monika jako dekorację na prymicyjne przyjęcie bo stała "plastyczka" zachorowała wykonała dla swoejgo kolegi, a najlepszego przyjaciela brata swojego. Ona mi już x razy o nim opowiadała, jak jemu straszemu bratu na glowie gitarę rozwaliła. okazało się jeszcze ze starszy brat Pawła - księdza prymicjanta, to dobry kumpel mojego męża, a zjego żoną chodził do klasy. tak więc monika nie przez przypadek zostałą wybrana odgórnie do tej funkcji a Robert do życzeń.
Ponieważ Monika żałowała okropnie ze go nie spotka, ja niewiele myśląc zaciągnęłam ją na przyjęcie. Zawołałam s. ewę i już Monika spotkała się z Pawłem. A potem załapaluyśmy się na prymicyjne przyjatko. Mój Robert z Martynką doszli. i o 21:00 wyszlismy z balangi. Było super.
Kochana s. Ewciu dziękuję za mozliwośc rozmowy i prosze o więcej! A od jajek się kochana nie wykręcisz!!
A dziś byłyśmy pomóc sprzątać. monika dostała styropian - akurat taki jaki potzrebny jej do wykoania ramy do lustra (takiej fajnej przetykanej siatki piórkami), potem zasiadłysmy sobie u nich w domku i bylo super!!
Najzabawniej bylo, jak losowałayśmy z karteczek jakie podarowałam s. Ewie (takie z karmelu myśli św. Tereski )
Ja wylosowałam:" Proszę Jezusa, by mnie pociągnął w płomienie swej miłości i aby mnie tak scisle ze sobą zjednoczył, zeby On żył i działął we mnie". Lepiej nie mogłam! To tak jakby moje słowa, ale wypowiedziane x lat temu przez tą swiętą!!!!Trafione idealnie. przypadków nie ma. jak je wyciągnęłam - nie byłam zdziwiona ze to te. inne byc nie mogły. A później w domu losowo wyciągnęłam zakładkę z myślami świetych karmelu i padło na" Miłość... jest rwącym potokiem, który niczego nie zostawia na swej drodze." św. Teresa od dzieciatka Jezus. Idealne dopełnienie tamtego. Albo za
ufam calkiem i dam porwac się jezusowi cała, albo nic nie ma sensu.
Każdy wybrał co dla niego własciwe. Nikt zadnych wątpliwości nie mial. S. regina wylosowałą "Zadowolić nas jedynie moze wieczność". A ona już tak po 70. I ujęło mnie tak ze one tak o tymk spokojnie i bez zadnego ściemniania. Po prostu ku temu się zbliża :)
Było swietnie :)
aQada (20:18) pustka i cisza



02 czerwca 2007
Brak tytułu

* * *

Dlaczego tak mało odwagi
by realizować siebie
dlaczego każda niewiadoma
jawi się jako cerber
na którego sposobu znaleźć nie można
tyle miejsc chciałabym zobaczyć
a życia tak mało by czekać
wciąż łańcuch obaw
z dzieciństwa
jak kula u nogi
tkwi
jak pokonać cerbera
jak zrzucić ciężar
co ciągnie się za mną
jak wreszcie
nabrać odwagi
jak uwierzyć że
strach ma wielkie oczy
jak pokonać siebie
Lublin 02.06.2007




aQada (08:37) pustka i cisza



01 czerwca 2007
Truskawki

Kupiłam na targu 2 kg truskawek. Zawze kupuję w warzywniaku, bo tam codziennie swieze.
Ale dziś na targu przy szkole. Zadowolona ze 2 kg za 10 zł.
Zaczęłam je myć. Trochę odrzuciłam.Położyłam na sito, żeby odciekły.
Zabrałam się do obierania szypułek. Około 1kg poszedł do kosza. Tak były podgnite.
Miałam zacząć już złorzeczyć babie, ale nagle pomyślałam
ze moze lepiej ze ja je kupiłóam. Moze to jeden taki koszyczek trefny był?
JA przebiorę truskawki, a jak kupiłby je ktoś albo biedniejszy to dalby dzieciom
i te podgnite
albo jakiś "skąpiec" co szkoda byłoby mu przebierac i tez dalby dzieciom takie paskudne.
JA przebrałam. Swojemu dziecku kupię już warzywniaku. I tez przebiorę. Ale nie dam podgniłych.
Cieszę się ze trafiłam na ten koszyczek truskawek.
aQada (09:08)


maj 2007
piątek, 16 lipca 2010 14:19
31 maja 2007
Brak tytułu

Już czwartek. Dziś pogoda bez słonka, ale parno. apruje to, co spadło w nocy. Jest jak w saunie. Ale przynajmniej żar nie leje się z nieba. Tydzień jakoś tak sesnownie mi mija. NA pomocy siostrze ewce przy tych
dekoracjach. Wczoraj zeszlo od 14:00 do 16:30. I wyszło jej to b. ładnie.
Jeszcze teraz tylko brzózki podoczepiać, poustawiac i będzie pięknie. ludki moniki prezentują się swietnie. Dają taki fajny koloryt temu wnętrzu (zimne marmury dolnego kościoła).
A ja od poniedzialku wzięłam się za siebie i wracam do swojego stylu życia tj nielaczenia pokarmów. Obecnie ejstem na etapie skurczania żołądka. 10 dni , potem przerwa bo Boze Ciało - oj grill będzie na działce z okazji Dnia Dziecka. Musze być twarda. i potem od piątku znowu 10 dni aż wróce do normy i unormuje swój stosunek do siebie.
Obecnie mamy 4 dzień. wczoraj było ciężko. Co ja zrobię ze lubie podjadać? Tzreba ztym walczyć i oduczyć się jedzenia po nocach! nawet jabłek !
Ale dam radę :) Jeszcze musze się przełamac włożyć kasetę do video i ćwiczyć Pilates.
Ale jak pomyślę ile to mnie wysiłku kosztuje i jak poty mnie oblewają i mięsnie bolą przy I
serii to mi sie odechciewa i od razu senność mnie dopada na myśl o fizycznym wysiłku:)
pożyjemy zobaczymy:)
Pozdrawiam truskawkowo.
aQada (08:57) 2 dźwięki



28 maja 2007
Urodziny

Dziś mój mąż skonczył 33 lata. Jak bylam mala jak tkoś mówił ze ma jakaś osoba 33 lata -oj, to już dla mnie był bardzo staryyy. Mialam tak nawet w wieku dwudziestu paru lat.
Trudno mi sobie uświadomić, że niestety teraz to ja dla tych nastolatków jestem jakimś dinozaurem, w wieku wogóle dla nich nie do pojecia. A cóż dopiero mój mąż. Choć podejrzewam niejedna nastka mialaby inne zamiary podłóg niego.
NAwet Pani w Groszku mówi mu dzien dobry jak widzi go w skelpie - natomiast ja musze pierwsza bo inaczej to się nie doczekam.
Dożywszy, dzięki Bogu lat trzydziestu, okazuje się, ze wcale straym sie nie jest.
Mój mąż ma się b. dobrze. Nadal jest przystojny, a nawet rzekłabym jeszcze bardziej przystojny, niż kiedy go poznalam.
Powtarzam często, ze chyba pracy nie mam dlatego,bo gdybym miala tomogloby mnie podkusići odejśc od niego. Bo byłabym samodzielna. Baranki musza żyć na postronku, bo inaczej mogą fikac.
Cóż, pieniądze szczęścia nie dają- - a ich brak rodzi konflikty.
Wazne by mówić o tym co nas boli. Wczoraj wylożyłam mu o co mi biega. Po czym uniesiona honorem i dumą (powinnam w takie stany częściej wpadać) w ciagu 1 godziny umyłam podlogę w kuchni, naczynia, sprzątn.ełam łazienkę i dosprzątałam w pokojach. Po czym poszłam z dzieckiem na majówkę. Oczywiscie wcześniej przeprosilam za swoej wybuchy agresji i wulgarzymów. Bo to ponizej pasa i mojej godności.
Wróciwszy, mąż mój doszedł do wniosku ze mam rację.
Ucieszyłam się - nie chodziło mi że duzo pracuje, ze jeździ, ze wraca po nocy. Chodizło mi jedynie o to ze każdy weekend to spotkania ze znajomymi i %. nie mam nic przeciwko temu, ale ja nie jestem osoba społeczna (chyba dlatego socjologię skończyłam) i wygarnęłam zal z braku wspólnych weekendów; z braku wspólknego sączenia
tequli po nocy gdy dziecko spało, kolacyjek przeze mnie przygotowanych.
A wogóle to brak mi mojej siostry, Ewy. Jak wsopominam te dawniejsze czasy jak
ona tu na studiach była - było super!!
Pamiętam jak raz przygotowalam koktajle krewetkowe, a tu pukanie do drzwi.
Ja otwieram a tu moja siostra. Ale miala minę jak zobaczyła ze przygotowalam
taka kolacyjke. Długo przepraszala, ale dla mnie to kolacja której nigdy nie zapomnę. Bo taka szczególna właśnie. Wiem, ze zmiany sa konieczne. Że pewne sytiuacje dla nas oczywiste, nagle stają się tylko wspomnieniem. Ze ludzie odchodzą i ze ci co
odchodza nie zawsze warcają, jak pisał ks. Twardowski, to jednak zawsze jakaś nostalgia i smutek rozżewniony pozostaje.
I tak mi tego brak. Tego, ze weekendy były dla Nas. Ze sobota byla taka fajna. AJ robilam lasagne, pizze, albo inne dania kuchni włoskiej i bylo przyjemnie.
Obiecał, ze wróci to wszystko. Bo mam rację.
Dlatego w tym dniu życze mu, by odnalazl swoją drogę.

aQada (08:53) dźwięk



27 maja 2007
ZESŁANIE DUCHA SWIĘTEGO -ZIELONE ŚWIATKI

Pogoda idealna do dzisiejszego swięta :) Wiatr tak wial ze aż miło.... a potem deszcz z nieba... I czyż można by sobie wyobrazić piękniejsze Zielone Światki?
Przypomnialam sobie w piątek, ze mam recenzję napisac. książkę zaczęłam czytać dzisiaj. już jestem przy koncu. BArdzo dobr4a książka. Maxcence Fermine Platek śniegu. Niepotrzebnie tylko nad tytulem napis "francuski P. Coleho". Takie to trochę dla mnie niepotrzebne. I szufladkujące.

aQada (17:06) dźwięk



25 maja 2007
duchowe zeznanie

"Moc w słabości się doskonali" św. Paweł

Myślalam, ze każdy upadek , każda moja porażka, każdy mój grzech
oddala mnie od Boga. Skoro nie umiem się poprawić, skoro moje starania
na nic, to po co spowiedź?
Pewnego dnia, a dokładnie na 3 Króli 2005 roku cos mną trząsnęło.
Nie bylo to nic niezwykłego. Po prostu coś w środku mnie nagle się obudziło. Coś zajaśniało, wszystko stało się wyraźne i dotarlo do mnie, ze źle robię.
Przecież kiedyś tak blisko kościoła, teraz kompletnie Go zaniedbałam.
Od razu poszłam do spowiedzi. Odprawiłam w koncu I piątki. Zaczęłam uczestniczyć jak tylko mogłamw codziennej mszy św.
I to moje nawrócenie wcale nie rozwiązalo moich problemów.
Ono powoli dojrzewalo. powoli otwieralo mnie na nowe rzeczy.
Mimo tego oswiecenia, caly lipiec zignorowalam kościół. I pamiętam co ksiądz Paweł wtedy powiedział mi na spowiedzi: "nigdy nie mów, ze to najgorszy miesiąć w twoim życiu, bo nie wiesz co spotka cię w przyszlości"
I znów coś mnie tknęło. CZas przestać się użalać nad sobą tylko brac sie za remont genralny. "Szukajcie z najdziecie"poiwedział Jezus. I znalazłam Go a raczej na powrót odnajduję w bardziej pięknej formie niż mialo to miejsce za czasów LO. A pomógl mi w tym na pewno mój ukochany św. Antoś (wybaczcie, ale jak można mówic inaczej o osbie, która jest tak bliska czlowiekowi, nie inaczej jak nie zdrobniając ), Maryja, z która obecnie ".walczę" Na czym to polega? Na jakiejś takiej wewnętrznej niechęci,
jakims takim przymusie odmawiania różanca
. I martwiło mnie to, kiedyś wszak gorliwie modlilam się różańcem.Ale pokonuję samą siebie, zresztą co nie pójdę do spowiedzi to jakaś
tajemnica różanca





aQada (10:27) 2 dźwięki



24 maja 2007
Kobieto puchu marny ty wietrzna istoto

"Stworzył więc Bóg czlowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył, stworzył ich mężczyzną i niewiastą"
Rdz 1,27
Tak głośno o równouprawnieniu, o tym ze kobiety górą, a mężczyźni to po prosru egoiści, szowiniści i myślące na pewno nie mózgiem istoty. Najprawdopodbniej
z Marsa - bo takie wojownicze zapędy mają. Nadeszła Era
kobiet.Teraz my,
Amazonki XXI wieku za krzywdy wyrządzane innym kobietom - naszym poprzedniczkom, za wieki ućsików pójdziemy w bój. Wszak cel uświęca środki.
A PAn Bóg stworzyl nas na swe podobienstwo, tchnął
w nas swe dobro. Abyśmy dobrze czynili braciom i siostrom. Tzreba zdać sobie sprawę z naszej funckji
jako kobiet - i chca czy nie chcą feministki
jesteśmy naturalnie obdarzone takimi funkcjami jak
macierzyństwo, dbanie o potomstwo.
I nie można wmawiać rzeszy społecznej, ze to jest szowinistyczny obraz kobiety.
To właściwy obraz jest tej pseudowyzwolonej? poniżajacej swoją godność? Występującej w roli harta gonczego - aby szybicje, aby pokazac tym draniom że , ja kobieta też potrafię.
Nie neguję potzreb samorealizacji, a jedynie zakładania ze to jest dobre a to złe.
"Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem" jak śpiewal Golden life. Wolnośc polega na daniu nam wyboru jakimi chcemy być.
Ważniejsza sprawą niż to, kto jest ważniejszy, kto silniejszy, madrzejszy jest nauczanie o partnerstwie, o tym ze ON i ONA dopelniają się. W calości stanowią pelny obraz Boga.(List, maj/2007, I Bóg stworzyl kobiete, Anna Świderkówna, str. 24)
"Wtedy to pan sprawił, że mężczynza pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z żeber (...)Po czym pan Bóg z żebra, które wyjął mężczyźnie, zbudował niewiaste"
(Rdz 2, 21- 22)
Mimo, iż Bóg obecny był, Adam widział go twarzą w twarz, był SAMOTNY. Niepojęte może się to wydawać, jak można być samotnym tak blisko Boga? Adam jednak "nie umial go w pełni zobaczyć. Dajac mu Ewę, dal mężczyćźnie w nowy sposób i Siebie" (List maj/2007,Sluch absolutny, czyli kobieta w kosciele, Ewa Konderak, str. 20)
I czego więcej chcieć? nie można walczyć, trzeba zacząć wracać do korzeni sesnu żcyia małżenskiego, do ustabilizowania społecznych funkcji mężczyzny i kobiety. trzeba zająć się , by panstwo wreszcie zaczęło dzialać na rzecz rodzin. Czas na zmaiany ale nie na rewolucję, ale powolny proces. Ważne by wtym procesie mężćzyźni przestali bac się kobiet.
Pzrestali widzieć w nich zło"to nie ja byłam Ewą" śpiewala edyta Górniak. Jestem kobietą, ale nie znaczy ze za mną stoi tylko i wyłącznie grzech. Pierwsi rodzice wspólnie popelnili grzech. razem. nei ma ze ewa zerwala... kto pierwszy...ten gorszy?
potzreba też zmiany myślenia: kobieta to "puszczalska", nie mówiąc już ostrzej, o pani,która uzwya zycia; mężczyzna zaś jest nazywany wówczas doświadczonym. ona cicha, pokorna, cnotliwa, wybaczająca jego zdrady. A on? U Boga gzrech jest grzechem, wszyscy jkestesmy równi. nie można społecznie rozgrzeszać jednej płci, a drugą winić za całe zło.
Adam , gdy zobaczył stojąca przed nim niewiaste powiedział:" Ta dopiero jest kością z kości moich i cialem z mojego ciala!"
(Rdz, 2, 23)
Niestety tekt ten jest źle interpretowany, podobnie jak wcześnijeszy o stworzeniu kobiety.
Róznego rodzaju anegdoty, zarciki, a wszytkie poniżajace kobiete, umniejszające ją.
TAk jakby mężczyźni rzeczywiście bali sie kobiet.
Co znaczą slowa Adama? Nic innego tylko wyrażneie największego stopnia pokrewieństwa z niewiastą. wita ja jako nie tylko pomoc dla siebie "Nie jest dobrze, by mężczyzna był sam;
uczynie mu zatem odpowiednią dlaniego pomoc" (rdz 2, 18 ) tę, ktora pozwoli mu w pelni zrealizować siebie, lecz takze jako czlowieka takiego samego jak on. (List maj/2007, I Bóg stworzył kobietę, A. Swiderkówna, str. 25)
RZeczownik czlowiek w j. polskim jak j. hebrajskim wyraża nie tylko pojedynczego czlowieka ale także caly rodzaj ludzki. w opsie stworzenia czlowieka jest zatem
mowa o stworzeniu zarówno kobiet jak i mężczyzn.
1000 lat minęlo, a stereotypy nadal te same i nadal twkią w ludziach.
Ale aby obraz kobiety zaczłą się zmieniac dużą rolę musi odegrać Kościół.
DLa wielu osób ważne co ksiąz z ambony powie. Moze wydac się to śmieszne, ale jeśli taki chlop mieszkajacy na wsi, z wyksztalceniem podtsawowym, wychowany w pzrekonaniu ze kobieta gorsza od psa. Mozna robic z nią co się chce, ma się słuchać i tyle - -jak usłyszy, ze bicie kobiet jest zlem, jest pzrestępstwem dotrze jak nie do niego, to zmieni ten obraz w oczach jego dzieci.
Pomijam kwestie bicia kobiet pzrez osoby z wyzszym wyksztalceniem z tzw porządnych domów - u nich ksiądz nie pomoże. Zbyt racjonalni sa i kościół szerokim łukiem omijają, lub jeśli chodza są zbyt pewni ze dobrze czynią. Prostota zawsze łatwiej chlonie dobro, niż racjonalizm i pycha.
JAko kobiety, ktore umieją czekać musimy zwyciężyć nasza cierpliwości i dobrem, A także nasza wrażliwością na Boga.
Wielkie Doktorki kościoła uznane pzrez samych mężczyzn nigdy nie myślaly o wladzy
ani o splendorze. Tylko o Nim.
i na zakończenie z artykulu ewy Konderak list maj/2007 Sluch Absolutny czyli kobiet w kosciele, str. 21: "Jakby nie patrzeć, wszystko zależy w kosciele zależy od kobiety. bez niej mężczyzna narobi zamieszania swoją chlodną kalkulacją. Gdyby prześledzić historię Kościoła pod kątem błędó, które popełnili mężczyźn, którzy nie mieli w pobliżu świętych kobiet wiele byśmy się z niej nauczyli. NAstępną odnowę w Kosciele też przygotują kobiety. Będzie inna niż poprzednie, ale raczej nie dokona się poprzez pytanie o władzę"
I male post scriptum: MAryja odpowiedzial tak na Boże wołanie. Zaufala w pelni, nie pytając i nie kaluklując. Nei zastanawiając się skad jest poslaniec. Zachariasz zaś musial zadać pytanie (Łk 1,15). Nie zaufał Panu. i został ukarany a maryja wywyższona. Daltego musimy iść razem. by tych naszych
Zachariaszów uczyć Boga i ufności w Jego slowo.










aQada (12:21) dźwięk



23 maja 2007
znów musiałam napisać

* * *

Zbyt mało odwagi
By stanąc twarzą w twarz
Ze swoimi pragnieniami
Zbyt malo odwagi
By odważnie kroczyć przez życie
By wyjść ze skorupy
I uwierzyć
Że można wiele
Ze wszystko w zasięgu reki
Ale wzrok
Za bardzo utkwiony w ziemi
Ciężko patrzeć w niebo
Gdy własne lęki
Przygniatają do ziemi
Ciężko się podnieść i iść ku słońcu
Gdy brew wyobrażeniom
Jest się samemu
Zdanemu na siebie
Ciężko iść wbrew sobie
Mała iskierka
Jakaś głupia nadzieja
Jakaś chwila zapisana w pamięci
A potem te same dni
Wypełnione czekaniem
Aż w końcu i dla mnie
Drzwi się otworzą
Stanie tam Ktoś
I powie że już jestem gotowa
Lekcje dobrze odrobiłam
Egzamin zaliczony
Mogę powstać i iść
Bo od teraz słońce podąża
Obok mnie
A niebo jest moją podłogą
Lublin 23.05.2007






aQada (20:58) dźwięk


Marzenia inaczej spełnione

To co ty śnisz
Co jest dla ciebie
Marzeniem
Inni śnią na jawie
Pławią się w twoich
Najskrytszych pragnieniach
Kradną
Twoje wnętrze
A ty coraz bardziej
Odarty
Z tego co najgłębsze
I najtajniejsze
Zaczynasz mieć mniej zludzeń
Masz dość
Bycia wróżką
Co swoją osobą
Przyczynia się
Do szczęścia innych
Zazdrość
Później smutek
Na koniec
Jednak mała refleksja
A nawet wielka
Może jednak przypadków nie ma
I może to twój smak
Takiego dobra sianie
Swoją osobą
Lublin 23.05.2007







aQada (20:48) pustka i cisza



22 maja 2007
z różą mi do twarzy

Idąc z różą dosklepu jakichś skrzydel dostalam. Przecież nikt nie mógł wiedzieć w jakich okolicznościach ją dostalama -ze to zespolowa na dzień matki. Ważne że ją mialam. Zakupilam w Groszku kawałek ciasta, humor dopisywał. NAwet strasza kobieta skomplementowala moją figurę - jakby czytala w myślach ze czas się odchudzać. I słuchając sobie Dżemu "w życiu piękne sa tylko chwile" chyba ten moment utrwalę w pamięci. Taki mój negatyw miary szczęścia.
Czy róża skrzydeł dodala, czy piosenki dziś wysłuchane czy powietrze - nie wiem co. Wiem, ze chwila byłą piękna. Taka co się rzadko zdarza. Taka co chce żeby wiecznie trwala, aona jak na złość swój bieg przyspiesza by jak najszybciej przeminąć. Pamięć jednak nie zapomni.
Z różą mi do twarzy.
aQada (22:21) 2 dźwięki



21 maja 2007
małą refleksja na temat marzeń

Gdybym dostała prace I pensja poszlaby na bilet do Włoch. Tyle wspomnień.Ale tym razem już mogłabym sama lub z koleżanką, bez zadnych zakazów. Połazić, powspominać. I pomyśleć ze 14 lat mignęło niewiadomo kiedy i w tym trak nikłym czasie tyle osób odeszlo, tyle nowych poznłąam, tyl osób dorosło, tyle się urodziło, tyle się zmieniło. moje marzenie butelka szampana pod wieżą eifla na 31 urodziny, wyprawa do wloch na jakis miesiąc i jeszcze jedno ale o tym ciiii .....
Oby każdego marzenia mogły się spel;nić, a przy tym byly odzwierciesleniem oczekiwan. z nimi związanych !!!!!
Nie mam ochoty jakoś rozpisywać się wkwestii tejze. mogłoby zająć mi to trochę. A jakaś zblazowana jestem. Na pewno zacznę pisywać eseje. już sobie kniżkę czytam, o stronie formalnej eseju. Zobaczymy...moze wkoncu dam rade być samodzielna? CZasami jednak myślę, ze ta samodzielność moja moglaby wiele zniszczyć w moim życiu. ŁAtwo się duma unosze a mając wlasne środki obawiam sie co moglabym zrobic. czyli nic sie bez przyczyny nie dzieję. W koncu przypadków nie ma.
aQada (21:08) dźwięk



20 maja 2007
Smak rosolu

Od dziecka wszystko co robiła mama było naj.... Jak dorastałam zastanawialm się czy ja dam radę umieć tak wszystko robić jak ona. później poznawałam ludzi, którzy w jakiś sposób mi imponowali i nieświadomio pzrejmowałam jakieś ich gesty czy ruchy lub specyficzne słowa
Jakoś nigdy nie mogłam być sobą, zbytnio sie demaskować. Lub uważając się za osobę jak najmniej interesującą i godną uwagi.
Rosół mojej mamy jak do tej pory jest dla mnie najlepszy. Próbowalam w domu ugotować taki jak ona. le zawsze był inny. Nie taki jak jej. Próbowalam takze przejmować innych zamilowania, hoby, starałam się też gadać o sobie, lub starać się być eteryczną, albo być
glupiutką gąską.
Rosół ma mój smak i jetsem z niego dumna. Zachowania moje sa ciekawe, mam coś do powiedzenia, a jak nie to pytam. Nie umiem być glupiutką. Popelniam wiecznietowarzyskie gafy, ale umiem się do nich przyznać. Gadam jak najęta, ale po to by w krótkim czasie powiedzieć co mam do pwoiedzenia i zejść z pola widzenia.
Okazalo się jednak, ż ejak zamilkłąm wywołalo to dekonstrenację. po raz I w zyciu, ktoś zauważył ze zamilkłam. Ale zależy to od ludzi jakimi się otaczamy. Obecnie trafiłam na takich, którzy sa z tej samej formy co ja -a to wszystko dzięki mojej koelżance Monice. Która zawsze stra się w drugim znaleźc coś dobrego i tak tą osobę przedtsawiać by ten co jej nie zna mial od razu dobre zdanie na jej temat.
Świetnie bawiłam się w ostatni piątek. brakowalo mi tego. Ale brakowalo mi takiego towarzystwa - ludzi którzy nie paplają by palać, mają poijęcie o pewnych rzeczach
Doszłam do wniosku, ze do tej pory trafiałam na osoby, ktore zazdrościły mi mojego radosnego podejścia do życia, nie mogły chyba znieść ze nie plotkuję nie obgaduję tylko staje w obronie innych nieobecnych. Zawsze trafiałam na osoby, które widziały we mnie coś mniejszego od siebie - a ja glupia dawalam sobie wmawiać ze jestem beznadziejna. Cóż siostry jak to siostry dla nich jestem zbiorem inteligentnym, majacym dużo do pwoiedzenia, dla mamy też, dla taty. ale naszą rzeczywistość tworza ci ini, ktorzy mieniąc sie dobrymi okazują się okropnymi zazdrośniukami. Myślęże chyba teraz czasna zniwo przyszeł - co zasialam to zbieram z pomocą Bożą. Uczciwośc za uczciwość (zdarzyły mi się wpadki w tej dziedzinie, ale nauczyły mnie żeby nie osądzać póki nie mam pewności), szczerość za szczerośc, pomoc za pomoc, zrozumienie za zrozumienie.
Jestem trudna -ale ci co wkładają wysiłek by dac mi szanse mają we mnie wiernego przyjaciela, ktory czasami jak ten kot potrafi przywalic z nienacka ale później żałuje okropnie i p[rzeprasza. wybaczcie zatem moje gafy, potknięcia i nietakty albo brak działania. po prostu czasami nie myślę co robie i mówię.
Ale musze pamiętać ze każdy rosół ma smak taki jakim się ejste i nie da rady przenieśc rosołu rodzinnego na sój grunt domowy. on jest niepowtarzalny tak jak my. Mój jest bardzo ostry - taki jak ja. Dlatego cieszę się, ze odkrylam własny smak życia. Ze powoli go odkrywam.



aQada (13:01) dźwięk



18 maja 2007
Wielka podróż

Mam tyle w głowie, tyle do napisania. Aż tyle, ze nie mam siły się do tego zabrać. Wczoraj napisałam ze 20 wierszy. Musiałam wyrzucić w końcu to wszystko z siebie. Ale nie mogłam zawrzeć tego w jednym, nie dało rady. Ale dzięki temu nie płaczę. Obojętność mnie dopadła. Coś strasznego. Jest mi obojętne. A to najgorsze - obojętność oznacza koniec.
Nie chcę się nad tym rozwodzić. Wiem, czego potrzebuję - wiem, ze rekolekcję są tym, czego mi trzeba. Jak święta nie zostanę, to przynajmniej z obojętności urodzi się coś nowego? Zawsze tak jest, ze, gdy dopada nas dno, znaczy ze coś nadchodzi.
Poza tym, odkryłam dzięki mojej dobrej koleżance, że jednak jestem różą - trochę utytą, ale z wnętrzem. A skąd takie wnioski? Śniło mi się wczoraj ze siedzę jako widz jakby w kinie albo na sitcomie i akcja dzieje się w kościele. Ludki siedzą i słuchają jak biskup do nich mówi. Mówił do nich z taką dobrocią, żeby przestali źle robić. I widownia byłą cicho. Z tyłu za nim było czerwone tło (coś w rodzaju ołtarza) i na samej górze tego czegoś był gołąb - tak jak zawsze Ducha Świętego się przedstawia. I nagle (jakbym w kinie do WC wyszła i przegapiła jakiś wątek) patrzę a tu ten gołąb stoi przy mikrofonie i rzuca łebkiem i jest bardzo, ale to bardzo zdenerwowany. Natomiast publika śmiała się jak to na sitcomie. Sama też chciałam się pośmiać, ale dotarło do mnie, ze to Duch Święty. I przecież to grzech ciężki i byłam zrozpaczona ślepota publiki.
Koleżanka przeczytała, ze gołąb to jakąś niesprawiedliwość, a kościół, że wszystko będzie dobrze. I ze w sumie ta niesprawiedliwość może nie dojść do skutku, bo może tak naprawdę zależy to jednak też i ode mnie???
Oby tak było. I stąd wniosek ze jestem Różą z opowiadania, jakie koleżanka mi podesłała:

*~*Bajka o RÓŻY*~*

Zasadził dziadek RÓŻĘ w ogrodzie
Inny kwiat rosnąć w nim nie był godzien.
Wyrosła RÓŻA smukła i duża,
Gotowa wszystko wonią odurzać,
Okryta cała liści przepychem,
Zwieńczona ciemno-krwawym kielichem,
Co się do słońca wdzięcznie otworzył?
Dziadek w zachwycie rzekł: Jam cię stworzył,
Swoim talentem uczynił piękną,
Przy tobie inne RÓŻE...???... Wymiękną!
(Tu mógłbym zwieńczyć wątek tematu,
Niestety dziadek zapragnął światu
Zaprezentować swą piękną RÓŻĘ,
Skoro mam powód - wątek przedłużę).
Przesadził dziadek RÓŻĘ z ogrodu
(Ze wzmiankowanych wyżej powodów)
Do parku, po czym w krzakach ukryty
Jął obserwować Świata zachwyty.
Wpierw nikt z przechodniów nie dostrzegł RÓŻY.
A to ci ślepcy - dziad się oburzył,
Lecz czekał dalej aż kwiat ujrzała
Pani, co z pieskiem spacerowała.
Ta rozpłynęła się w swych zachwytach,
Za to jej piesek - skarlały brytan
Nogę swą RÓŻY uniósł w salucie,
Oddał honory, a potem uciekł.
Nim dziadek wyrwał się z osłupienia
- Świat jakoś RÓŻY nie chciał doceniać -
Zdeptała RÓŻĘ dzieci gromada
(Tędy gonitwy tor im przypadał)
Przebiegły szybko - jak gromu mgnienie,
Z RÓŻY zostało tylko wspomnienie.
Jakiś jegomość z ławki pobliskiej
Rzekł: Brak tej RÓŻY - dla parku - zyskiem
Zresztą, mężowie oraz niewiasty,
Większość RÓŻ tutaj to zwykłe chwasty
Trzeba by przejrzeć owych RÓŻ dużo
By znaleźć RÓŻĘ, która jest RÓŻĄ
To koniec bajki, z worka banałów
Wyciągam truizm - zamiast morału:
Świat, choć z nadzieją w krzakach się skrywasz,
Nie zadowoli twych oczekiwań....

Że jednak jestem sprawiedliwa, uczciwa i głupia życiowo. Że jednak nie dałam się zagubić w wyrachowaniu i pysze. Ze zostałam sobą, ze dziecko jest we mnie i nigdy nie zapomniałam jak to jest być nim
Choć czasami do głosu dochodzi moja siła jako dorosłego, ale potem żałuję wielce, bo wiem, co czułam ja, kiedy traktowano moje problemy z pobłażliwością, robiono obiecanki cacanki.
Mam nadzieję, ze dam rade z tym wszystkim. Że zmiany idą. Czuję to. Wiem o tym. To jest tak nieuniknione jak wiosna czy lato. Czuję się teraz jak w matni. Bez wyjścia, ale taka matnia potrzeba by zobaczyć pewne rzeczy właściwie. By mieć czas na odpowiednie wnioski..
By utwierdzić się w pewnych rzeczach. Bo ta matnia to
Taj jak boksy dla koni tuż przed puszczeniem ich na tor. Czekają, wiedzą ze zaraz
Dadzą sygnał do biegu. To tak ta moja matnia. Wiem ze jestem już przy wyjściu tylko nie wiem, kiedy się otworzy, ale wiem ze na pewno już się otworzy. Czuję się jak wędrowiec przed podróżą kolejną podróżą jego życia....






aQada (10:53) dźwięk



14 maja 2007
Poniedziałek - a jednak jakaś refleksja


Jakoś zgubiłam swoje pisaninowe weny. Tzn. ogarnęło mnie umysłowe lenistwo. W związku z tym rano napisałam, co mi w głowie siedzi i powstały 3 wiersze. Takie w formie wstępnej. Teraz musze je przepisać na kompa, ale jakoś nie chce mi się, bo wiem ze musiałabym POMYŚLEC> Zrobiłam się leniwa....Nawet nie chce mi się pisać o tym, co przeczytałam, usłyszałam. A może po prostu ja całkowicie wyluzowałam??? Wiadomości, faktów nie oglądam. Gazet codziennych nie czytam portali nie odwiedzam...Ale wynika to z prostej przyczyny: kłamstwa nie dzierżę, owijanie g.... w bawełnę mnie dobija. A już tworzenie jakichś chorych ideologii jest powyżej moich nerwów. Nie będę wypaczać sobie umysłu. Chyba ze gotuję się do "bitwy”, bo dość dużo czytam książek. Ostatnio św. Paweł mnie zafascynował. Tj. fascynował mnie od dziecka, ale teraz mam ciąg, aby czytać o NIM. Fascynuje mnie z normalnego ludzkiego spojrzenia. Cóż socjolog tkwi we mnie i nigdy go nie wygonie, zresztą nie zamierzam. A fascynuje mnie, bo jest świetnym przykładem ze świętym być każdy może. Trzeba tylko umieć słuchać i umieć dokonywać wyborów w zgodzie ze swoim sumieniem a przede wszystkim przyznać się do błędów. W świecie gdzie nie ma autorytetów pozostają zawsze oni, nie zawsze idealni, nie zawsze pokorni. Hardzi i pyskaci. Stający okoniem Panu Bogu. Ale jak ten syn, co powiedział nie a poszedł do winnicy. Myślę, ze jakby dzieciom w ten sposób przedstawiać świętych, może mieliby jakieś autorytety. Ja pamiętam ze swoich katechez ze święty to był grzeczny, potulny, posłuszny i tylko gotowy by umrzeć. Szkoda, bo z wiekiem odkrywałam w wielkim zdziwieniu ze oni byli ZWYCZAJNI. Mieli dylematy, mieli mężów, żony, dzieci. Spotykały ich cierpienia, upokorzenia. Lubię też ze świętych Jana Bożego i Kamila de Lelis. Oni też do świętości daleko mieli. Ale usłyszeli wołanie i na nie odpowiedzieli. Bardzo lubię św. Gerarda i św. Alfonsa di Liguorii; I uparty, a drugi pokorny. No św. Robert też - bardzo pokorny człowiek. No i tak mogłabym w nieskończoność. Ale warto, bo może ktoś z was odkryje, ze żywoty świętych to nie nudne, pachnące naftaliną i z moherowym beretem opowiastki dla grzecznych dzieci, a prawdziwe historię, stanowiące niezła bazę dla niejednego filmu. Bo to jest dopiero samo życie.
aQada (21:34) 4 dźwięki



13 maja 2007
Niedziela


U nas słonko świeci, ale wiatr wieje. W cieniu chłodno, ale na słonku gorąc. Na qniach byłam dzisiaj. I niestety nie na ujeżdżalni tylko na lonży - konia zupełnia nie czułam i on to czuł. Pracować się mu też za bardzo nie chciało. Za to martynia półprzysiuad cwiczyła i dobrze jej szło. Mnie nogi w udach tak bolą, ze chodzić nie mogę. Za długa przerwa była.



Dziś przynykał mnie ks. Tomasz i z zapytaniem czy bym nie zastąpiła jednej pani w czytaniu wierszy Jana Pawła II w czwartek. zgodziłam się bez problemu. powiem nieskromnie, ze uwielbiam takie wystąpienia Mam nadzieję, ze plamy nie dam Dziś na 19:00 próba w kościele. Zobaczymy jak pójdzie
aQada (14:13) dźwięk



12 maja 2007
p.s Goździki


Goździki, jakie pozbierałąm wczoraj jako połamane i nie nadajace się juz do tych bukietów, wsadziłam do małego dzbanuszka i do dużego. Wyglądaja cudnie! Te w malutkim to dwa się rozwinęły, w dużym-też dwa! TAk niedawno nawet myślałam,że goździków nigdzie nie mozna dostać a one takie cudne! i prosze -mówisz masz :)

S. Ewciu dziękuję!!!!!!!
aQada (19:05) pustka i cisza


ciag dalszy soboty


Właśnie wstałam. Położyłam się około 15:00 i z ciezkim sercem wstałam o 18:00. Wczoraj koleżanka była u mnie. Siedziałyśmy do 1:00. Koni nie było..bo pani Kasia robiła porządki i zapomniała ze ma jazdę. Jutro, na 10:00 czyli jutro przymusowe wstawanie o 7:30. Słabo to widzę. Ostatnio jakieś wieczorne smutki łapie. Egzystencja mnie dopada i jakoś tak męczy. Nie chce mi się zbytnio wgłębiać w jej treść, ale ogólnie, że niby człowiek jest istotą społeczną tylko ze czemu to społeczeństwo mu bokiem wychodzi? oszukuje, jest egoistyczne? Namiętnie kłamie w żywe oczy. Wykorzystuje dobroć innych? I cóż jak to mówią jak szukasz to znajdziesz. I trafiłam na św. Teresę z Lisieux.Wcześniej czytałam św. Pawła fragmenty jego listów w Brewiarzu. i tak podnosiła mnie na duchu sentencja, ze moc moja w moich słabościach się kryje. nie rozumiałam jej zbytnio, Ale jak się szuka to się znajdzie tłumacza. Św. Tereska mi odpowiedziała. Teraz wiem, ze dzięki moim słabościom bliżej jestem Niego. I to mnie bardzo raduje. I każdy swój upadek jest krokiem do niego. Nie rozpamiętuję się w tych niemocach, tylko staram się patrzeć przez pryzmat tego, ze jakby nie one to pewnie nie chciałabym zmieniać swojego życia. myślę, ze to jest jakaś łaska. I może jednak uda mi się pojechać na te rekolekcje ignacjańskie? wczoraj śmiałam się jak przeczytałam odpowiedź na pytanie czy te rekolekcje kiedyś komuś zaszkodziły: 'kiedyś komuś zaszkodziły' - wszyscy go znamy - to był Adam Chmielowski. Jak widać nie wszystko dla wszystkich, ale to mu nie zaszkodziło w drodze do Boga - i znany jest dziś jako Święty Brat Albert Chmielowski, założyciel Albertynów:)”(szukamdrogi, 27.01.2007, Forum pomocy katolik http://www.katolik.pl/forum/read.php?f=1&i=148196&t=148182)
aQada (18:57) dźwięk


Sobota

Wstałam o 6:30. Wcześniej jakoś nie dało rady...Zamiast się wyspać to ja zwarta i gotowa o poranku. Martynka p[ospała do 9:30. Robic nic mi się nie chce. Ładu nie mogę zaprowadzić w swoich rzeczach. DZiś jeszcze na 14:00 wreszcie idziemy na konie. JAkoś sie nie widzę. Załozyłam bryczesy. Sadełko jest ale spodnie dobre. Szkoda,, ze w nich na co dzien chodzić nie można. Wyglądam dość dobrze. No lepiej niz w jeansach. Mam nadzieję tylko ze na ujeżdżalni będzie jedna osoba na 14:00 umówiona. Zresztą i tak będe pewnie na koncu jechała. Stresa juz łąpie. Najgorzej boję się spaść. i to mnie paralizuje ze w koncu naprawdę spadnę bo się skupiać nie będę na sylwetce i palcach tylko na tym że spadnę. ALe co ja poradze że mimo strachu chce jexdzić konno. i to mnie denerwuje. Co do prowadzenia samochodu mam ten sam strach i tram go za cholere nie mogę pokonać. A tu stres mam a jednak wsiadam na konia i jadę. Nie wiem na czym rzecz poilega. Ale wiem,że musze umieć jeździć konno. Nie weim po co , ale cóż czas pokaże. Później zdam relację jak było.
aQada (12:23) pustka i cisza



11 maja 2007
Radość

Po pierwsze: wczoraj bardzo długo rozmawiałam z pewną bardzo madrą osóbką. Jkaieś 4 godziny ! Ale było bardzo miło i sympatycznie! Bardzo się cieszę, ze ponzałam ową osobę :) Pogadałyśmy sobie o wszystkim, i tak jakbyśmy si e znały x lat a nie dopiero co :) Ciesze sie ze trafiłąm na Nasze Forum i poznałam osoby, któe wnoszą coś w moje życie :) Serdecznie im dziękuję :)
Po drugie: dziś byłam w kosciel układac kwiaty ja jutrzejszy ślub polsko -wenezuelski (dodam, ze siostra E. układała kwiaty wedłuf kolorów flag polksiej i wenezuleksiej) ale co naj... w tym było, ze można być tak blisko jego. ja wiem, ze w kosciele on mieszka itd...ale zawsze zazdrosciłam księżom tej bliskości tabernakulum.. a teraz ja mogłam obok Niego chodzić.... Stanu wew. nie da się opisać :) MArzenie się spelniło..móć być na ołtarzu i pzrechadzać się tak blisko :)
Przy okazji pomocy utytłałam się jak dziecko małe. I sprawiło mi to wiele radości!! Buzię miałam żółta od lilii :) Ale to było urocze :) Jakaś radośc mnie przepełnia ze przecież bedzie dobrze jak nie tak to inaczej ale zawsze właściwie dla nas :)

poizdrawiam serdecznie Pentelkę oraz Basię i Jagnę. owocnego "kongresowania" a także spotkania !!!!
aQada (10:50) dźwięk



09 maja 2007
PODZIĘKOWANIA


Zapomniałam dodać a wrećz na samym początku napsiać ze:
Serdecznie dziękuję wszystkim którzy odwiedzają mój blog, czytają. Mam nadzieje, ze znjadujecie tu jakieś ciekawe stronki, moze jakieś zdanie Wam w czymś pomogło.




aQada (10:25) pustka i cisza


wnioski

Doszłam do wniosku...a to m. in. dzięki koleżance, ze w życiu nie można brać "jakiejś tam pracy" tylko robić, to co się umie. Zdaje mi się że Pan Bóg jako tako obdarzył mnie jakimś tam talentem pisaninowym. Czas pisać sobie codziennie jakies opowiadanko, skrobnąć wiersz. Bo inaczej
to nadal mogę chodować swoje marzenia. dzięki kochanej Jagódce moze wyrobię się w pisaniu i jeszcze ze mnie ludzie będą. Musz emieć tylko dobry PR. Ale wejscia to umiem mieć ... często sa one kompletnie nieświadome. A wychodzą wręcz komoicznie i powiem ze nawet robię właśnie wtedsy dobre wrażenie. Obym nie zapeszyła tfu tfu na psa urok.
Pozdrawiam :)

aQada (10:21) pustka i cisza



08 maja 2007
wiersz jakby niedokończony a jednak ..

Samotność


Potępiwszy
Wszystko i wszystkich
Odgrodziwszy się
Od wszystkich i wszystkiego
Smutnym murem
Nienawiści
osiągniety został cel

vyżne rużbachy, Słowacja 29.04.2007
aQada



aQada (23:33) pustka i cisza


COŚ

COŚ należałoby napisać. Cos niby by się znalazło. ale problem z eo tym COŚ nie chcę p[isać. Bo jak się o tym COŚ mówi to to COŚ jakby na zlośc , ze sie o nim mówiło oddala się. A ja już bym nie chciała żeby to COŚ po raz kolejny się oddaliło.W sumie to nawet jest 2 COŚ. O jendym w sumie mogłabym napisac: bo tak już
napisane, wysłane tylko wynik nienzany. To może lepiej nie zapeszać?
COSIE są okrutne i bezwględne. Cenią sobie starszliwie i bezwarunkowe, nawet i bezwględnie brak rozmó na ich temat. Do momentu do póki nie przerodza się zCOŚ w KONKRET. O wtedy TAK! Bardzo dumne, napuszone chętnią gadają o sobie na lewo
i prawo. Porazek nie tolerują. Dlatego wolą być COŚ do momentu stania się KONKRETEM.
Przesadna nie ejstem, ale po co gadać skoro nic pewnego nie jest? jak bedzie - to pochwalę moje COSIE:)
Pozdrawiam wietrznie.
A wiersz napisalam ale jakiś nieskonczony. tzreba by skonczyć, ale jakoś wena w innym
kierunku poszła:)
aQada (15:16) pustka i cisza



07 maja 2007
Powrót


Już wróciłam. Pogoda była piekna - jak przyjechaliśmy. Następnego dnia do środy było zimno, a ja durna ni butów ni kurtki ciepłej. jakbym w góry nie jechała, albo jkabym nie wiedziała ze w maju w górach jest zimno. W czwartek było cudnie. Pojechaliśmy jeszcze na poprad, do Aquacity. Było tak ciepło (chłodny wiatr wiał) ze basen zewnętrzny dla dzieci był czynny. Woda cieplusienka. Martyna sobie nurkowała. Byłam bardzo zaskoczona! i widok stamtad na Bielanskie Tatry był cudny. Piękna panorama gór.








aQada (16:49)



Podziel się:

Trackback: http://bloog.pl/id,6187344,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
kwiecień 2007
piątek, 16 lipca 2010 14:18

28 kwietnia 2007
O SZAMPANKU ponownie


Znalazłam płytę z artykulikiem jaki pisałam o moim koledze :)


"Rajdowiec o duszy kabareciarza.

Ł. S., młody człowiek, jeżdżący jako pilot rajdowy w Automobilklubie Lubelskiem, będący ratownikiem drogowym, a także od niedawna sędzią piłkarskim, mimo tak wielu ekscytujących hobby, odkąd pamięta, chciał zaistnieć na scenie kabaretowej. Dzięki swojej wytrwałości, stanowczości w dążeniu do realizacji swoich planów, osiągnął to, co było jego marzeniem. W październiku 2003 roku niespodziewanie, w kawiarence, grupka pięciu studentów powołała do istnienia kabaret o nazwie HA-HA, którego pomysłodawcą jest Łukasz. Jak mówi: ”Marzenia się realizują, trzeba tylko wiedzieć jak się do tego zabrać”, on na pewno to wiedział.
Jest młodym, zdolnym, dobrze zapowiadającym się satyrykiem, miejmy nadzieje, że nie tylko lubelskiej sceny artystycznej, ale także i polskiej.
Teksty pisał na długo przed powstaniem kabaretu. Na pytanie jak tworzy skecze, odpowiada: ”mam komputer i tam taki specjalny przycisk << drukuj>>, naciskam go i gotowe”.
Na swoim koncie ma już sukcesy: występ w ACK Chatka Żaka w kabaretonie, V festiwal Piosenki Studenckiej „FAZA” w Zamościu, udział w eliminacjach do PaKI XX Przeglądu Kabaretów 2004 w Krakowie, udział w tegorocznych Kozienaliach, występy w Kawiarni Artystycznej „Hades”, porażki, jeśli się pojawiają, mobilizują go do pracy.
„Móc znaczy chcieć” powinno stać się dla nas myślą przewodnią, by tak jak Łukasz zrealizować swoje marzenia, które jak się okazuje można spełnić."
agata




aQada (13:12) pustka i cisza



27 kwietnia 2007
Usprawiedliwienie

...Prawdziwa Miłość nie wymaga i nie stawia warunków....

Jutro wyjeżdżam na Słowację. Wracam sobie 3 maja i jade do domku rodzinnego, do Turbi.. Moze tu być trochę ciszy, ale mam nadzieje, ze będę miała o czym pisać po powrocie. Pewnie dopiero qw niedzielę bo będąc na wsi raczej będe wolała spędzać czas w sadzie. Ale zabiram dyktafon:) Moze coś mądrego na mnie spłynie.
Wszystkim odwiedzajacym życzę udanego weekendu majowego :)
Jola bezpiecznej podrózy.
BAsju do zabawy się przyłączę ale najpierw musz eprzemyśleć od czego jestem najbardziej uzależniona :)

Mimo mojej nieobecności pozostawcie ślad po sobie :)
CHętnie poczytałabym sobie i o Waszych radościach :)
aQada (18:56) 3 dźwięki


CZesuaf i refleksje wiosenne

Wiosna wkoło..
Wczoraj miałam okazję poznać chłopaków z kabaretu Czesuaf. Świetny wieczór. Siedzieliśmy w Winiarni u Dyszona do 1:30. Śpiewaliśmy przy gitarze...Tango Libido to chyba długo się ode mnie nie odczepi. Było świetnie, a tak nie chciałam iść.Chl opaki byli dość zmęczeni (7h jazdy autem z poznania to męczące) ale dzielnie fason trzymali.
Stamtąd na piechotę do domu. Było pięknie. Spokojnie, puste ulice, ciepło...Cudnie... I nawet jakiś nocny ptaszek śpiewał.


(www.czesuaf.art.pl)
Ostatnio nie pisałam - jakoś nie miałam, o czym. Ale spojrzawszy na świat i to, co się teraz dzieje, pomyślałam ze chyba ślepa jestem. Wszystko cudnie budzi się do życia. AN szczególną uwagę zasługują ptaki. Jak one dzielnie zbierają różnorakie materiały na gniazdko swoje. Wróble mnie rozbrajają. Wczoraj idąc do szkoły z Martyną widziałyśmy scenę: jeden wróbelek siedział i straszliwie ćwierkał, w dziobku trzymał trawkę. Ćwierkał do wróbla obok. Nagle tamten odleciał...I okazało się, że tamten zatarasował mu wejście do jego gniazdka. Wiecie to było cudne. On świergolił i świergolił. Martynka powiedziała ze to były dwa bardzo kulturalne wróbelki. Bo ten grzecznie prosił, a tamten wykazł się zrozumieniem i kultura i odleciał.
To tyle na dzisiaj.


aQada (09:31) dźwięk



24 kwietnia 2007
DLA SZAMPANKA

Walka z rymami


Zarzucił mi przyjaciel
Że choć klasykę lubi
Zbytni brak rymów
Go przygnębia
Jakoś tak sens gubi
Dogi przyjacielu
Ja się zapieram i rękami i nogami
Przed tymi rymami
Nieszczęsnymi
Ten wiersz
Trochę zrymowany dedykuję Tobie
By być zrozumianym
Lublin 23.04.2007 g.23:10


aQada (14:40) dźwięk



21 kwietnia 2007
Brak tytułu

Topola

Smukła imigrantka
Siłą na grunt obcy
Przeniesiona
(bieg historii ją zmusił
żołnierzom kraju obcego
miała przypominać
strony tak dalekie i odległe
by tęsknośc ukoić
za krajem rodzinnym)
zakorzeniła sięi rośnie
i choć historia inny już ma nurt
ona teraz jest echem
mojego dzieciństwa

Lublin 20.04.2007 g. 10:20

Bilans zamyślenia

Zasmuciwszy się
Smutkiem
Niewiadomo jakiego pochodzenia
Zamyśliwszy się
na chwilę
nad niczym
nad pustką jakąś nieogarnioną
Odkrywszy parę prawd o sobie
Kolejny bilans wycszedł na plus
W poznawaniu siebie
Lublin 21.04.07 g. 13:36




aQada (13:33) dźwięk



20 kwietnia 2007
Brak tytułu


Wierzba

rosochata czy płacząca

razem z Borutą

diabłem o anielskim sercu ozeniona

wpleciona w krajobraz

bagien i moczar

tworząc z nim baśń nad baśniami

tworząc z nim harmonię nad harmoniami

nigdzie takiego nie spotkasz

choćbyś świat przemierzył

ta wierzba

zawsze tęskność

wzbudzi w Tobie

i powrócisz na ojczyzny łono

Lublin 17.04.2007







Brzoza



Smukła

o cerze białej

gładkiej jak aksamit

wyrosła na tej ziemie

by stać się świadkiem

Jej niedoli i łez wylanych

Niejeden ją sobie wybrał

na ślubne kochanie

Niejeden swe ciało

u stóp jej złożył

i zasnął spokojny

w cieniu jej gałęzi

Niejeden krzyż

jej bielą świeci

na niejednej mogile

powstańca zwykłego

Lublin 19.04.2007








aQada (10:14) dźwięk



14 kwietnia 2007
Tolerancja której nie ma

Smutny jest fakt ograniczonych poglądów, smutny jest fakt, ze propaganda jak za Geobelsa
odnosi swoje sukcesy. JAko socjolog rozumiem to, ponieważ aby coś osiągnąć trzeba otumanić tłumy i stłamsić inne głosy sprzeciwu. Co prawda do Goebelsa propagandziści
naisi do pięt nie dorastają, ale jednak daja radę.

Toelrancja pewnie ma już dośc takiego poniewierania i zmieniania jej znaczenia.

Ja mam tolerowac poglądy 80% spoleczeństwa. Ok i je toleruje. NAtomiast moje zdanie, moje poglądy wyzywane są od
zacofanych, wyśmiewane i obrażane. Czuję się jak Ci pierwi chrześcijanie na placu w Koloseum. Moze to górnolotne porównanie, ale jednak.
Kiedy religia była powiedzmy w pewnym okresie mego żcyia dośc obok nie miałam problemu. Nie miałam poglądów własnych w tej kwestii. I zgadzałąm się po części z tymi co sieją właściwy obraz społeczenstwa. Obecnie jednak wyrobiłam swoje zdanie, które niestety nie jest tolerowan.

I mają rację ci z tamtej strony, ze u nas tolerancji nie ma. Moje poglady są katolickie i moherowe. Cóż niech będą. Jendak bardziej pociąga mnie Prawdziwa Wolność i Prawdziwa Tolerancja.


aQada (09:11) 4 dźwięki



12 kwietnia 2007
Schabowy niegodzień polskich podniebień?

hmm a propo jedzeia i td to 22.12.06 oglądałam powtórkę rozmów w toku z makłowiczem, kuroniem i okrasą. B. lubiłam makłowicza.... do wczoraj jak porządnie oglądnełam RwT. Kiedy zaczął wypowiadać się na temat Kuchni Polskiej i zrugał jak nie wiem co schabowego, zupę pomidorową ze to wytwór PRL-u (zgadzam się, ale mówienie ze to gówno nie jedzenie i ze ten kto to je to gustu nie ma??-tak to odebrałam) i jak zaczął te swoje mądrości szlacheckie wykładac, ze i kapary były i parmezan, kapłony etc. Taaa tylko teraz na czyim stole???? Mój pradziad (tata mojego śp. dziadka) był gospodarzem na wsi ale takim dość zamożnym. Miał dużo ziemi, zona uprawiała warzywa i jak na przełom XIX i XX wieku robienie na wsi różnego rodzaju sałat no to chyba świadeczy o jakimś tam statusie. Nie piszę tego by chwalić się przodkami, tylko zaznaczyć że kawior, kapłony, kapary jadano na stołach szlachecki. Tak chłop pańszczyźniabny, czy potem uwłaszczony jadał kasze, ziemniaki. Mięso do wielkich świąt6 (co widać ztresztą w Chłopach). Dla mnie kuchnia Polska to kasze, kapusty, róznego rodzaju ziemniaki,, barszcze, pierogi, i regionalne wytwory, które powstawały z prostych składników. I jeszcze jedno. Kuchnia Narodowa to dla mnie ta kuchnia która korzysta z dostepnych płodów ziemi. A takze to to co przyniosły nam historyczne zawirowania, migracje itd.
A ci od"szlacheckiego " zarcia - w czasie II wojny światowej ci co nie uciekli z Polski to szybciej zapadali na różne choroby, własnie pzrez to ich jedzenie.Podobnie jak Ci na sybir wysyłani. Mój dziadek spędził 5lata w Oświęcimiu. Przezył, cięzko pracował ale choroba go zadna tam nie zlapała się.
To tyle w temacie Kuchnia Polska. Załamał mnie brak hroyzontuu tego pana. A był dla mnie nieocenionym autorytetem kulinarnym. i kolejny ideał sięgnął bruku. Wiem ze górnolotnie, ale cóż... no tak mnie to dotknęło co mówił. Że musiałm z Wami się tym podzielić.
Kuchnia Polska to dla mnie Historia Polski na talerzu.

aQada (18:25) 4 dźwięki


Wolna wola co do wyboru

w krajach europy zahodniej religia jest standardem wliczanym do sredniej ocen. Uczą sie także o innych religiach mając po te 15-19 lat. Ale ponieważ u nas jest ostatnio modna nagonka na katolików i katolicyzm więc zamydla sie oczy ludowi że to jest łamanie wolnej woli.
.
Skoro jednak 2 letnie dzieci chodzą na angielski jest OK ale religia - be. Wypadałoby aby takie dziecko nawet wybierając inną religię znało chrześcijanską. Bo moze to umożliwi mu wtedy wybór??? Bo pozna?? A nie wybierze inną bo tej nie zna???

Polska mentalnośc -żydów ni ma komuny ni ma to trza se poużywać na katolikach. Ciekawe kto będzie po nas następny?? Bo pewnie nie geje i nie aborcja a tym bardziej nie eutanazja.
Ale pewnie jak będzie beatyfikacja Jana Pawła II to łzy zewne beda się lac- -pomijajac fakt ze w sumie to co on mówi to nie akceptuje 80% społeczeństwa.
A ku przypomnieniu - tak upadały wielkie cywilizacje bo własnie z tej wolności zaczęły wymyślać dla dobra społecznego zabójstwa, aborcje, homoseksulane związki.

Pewnei okrzykną mnie homofobem. jednak ja tylko trzymam się mojej wolnej woli i tego ze dzięki wielkiej woli Bozej zostałam zawezwana do Jego owczarni i nosze Jego pieczęć na swoim czole. Nie mogę inaczej. I czy to nie powinno być godne pochwały, ze czlowiek wierny poglądom?? Czy powinnam szcekać jak cała reszta?? Nie potępiam bo bez winy nie jestem. Ale wciskanie mojemu dziecku ze aborcja nie jest grzechem, eutanazja - dobrem wielkim dla mnie, a homoseksulizm - wolnością to mi się to nie podoba.
KAżdy głos psychologa mówiący chocby o homoseksualixmie jako chorobie i pokazujacy jak ja leczyć nie jest dopuszcany do głosu.
Jeszcze gorzej - Ci co byli tym dotknięci i uznali to za straszną chorobę, wyleczyli się
też nie chcą być wysłuchani.

I to jest wolnośc???



aQada (09:27) 6 koncertów



11 kwietnia 2007
Przykład idzie z góry czyli kultura na codzień

Często widze a raczej słysze jak to babcie swoje wnusie chwala, mamy na piedestały wywlają i wsio jest brzydkie i nauczyciel glupi, autorytetów zero. masz rację kochane dziecko.
A potem słysze tychze samcyh ludzi narzekajacych jak to dzieci sie w szkole ubierają, ze nauczyciele/ksiądz i wogóle każdy tylko nie ONI nic z tym nie zrobią.

Prosze! Nie dobijać mnie! Skoro jenda mamunia z druga idzie do skzoły czy koscioła czy sklepu jak na dyskoteke, albo nie baczać na to czy akurat to jej pasuje do jej wieku i wagi ubiera bo modne - co się dziwić dzieciom??
Skoro pozwala się biegać po dyskotekach, klubach - to co rodzice tkie sieotki marysie i glosu nie mają?? A jak ktoś z"pozycją" w sensie pedagog, nauczyciel, ksiądz zwróci uwagę to huzia na jóżia bo dzieciatko krzywdza!!!

A potem skutki takie, ze jak jeden chłopak lat17-18 udtąpił miejsca Pani w wieku koło 80 - 84 lat miesjca to jego kolega dopowiedział mu zeby ię nie wygłupiał bo zapłącił za to miejsce.

I czyja to wina??? Moja nie???

Pretensje łatwo mieć ale wymagac najpierw od siebie to juz gorzej. jeśli wymagam od siebie to daję przyład dziecku i mam pełną moc by wymagac od niego.

Tyle o do moich przemyśleń nha temat kul;tury i autorytetów i wiecnych narzekań na dzieci, które sami sobie wychowujemy i wad ich nie widzimy. Natomiast w innych - o tak!
aQada (16:52) pustka i cisza



07 kwietnia 2007
Wielkopiątkowe palenie kokosa - czyli Wielka Sobota ciut wcześniej

a propo podpalen wczoraj o mało chałupy nie sfajczyłam :shock:
Zapaliłam sobie swieczki przy krzyżu o 15:00 i jedną wsadziłam do łupiny kokosa.... fakt piękny świecznik, tylko trzeba pamiętać o tym ze swieca się pali.
Koło 18:00 tesiówka myła kuchenkę i nie mogąc domyc, poszła do łazienki po mocniejsy srodek. nagle słysze jej spokojny głos "Agata, przynieś baniak z wodą" od razu zczaiłam ze się pali kokos!!! Myśląc ze teściówka chce wodą z baniaka gasić pomyślałam, ze wszak narożnik mi zaleje ( no glupiej pomyśleć nie mogłam) i dawaj lece z kubkiem wody. Wpadam a tu płomien. Dziwię się ze krzyż i bukszpan się nie zajął :shock: i chlust na ogień, a to jak nie buchnie!!! wpadl teść - a on furiat jak i ja i złapał to coś i do zlewu do kuchni pobiegł. efekt taki ze potłukły się lekko pisanki, stopiła serweta i spaliła komoda z jednego boku. Gdyby był ktoś z boku nie mógłby uwierzyć ze w obliczu pozaru można tak stać i się gapić. Teraz rozumiem wszelakie thillery gdzie ktoś stoi zamiast uciekać. Myśmy stały jak dwa woły i się patrzyły. W koncu po akcji z kubkiem wleciałam do łazienki po ręcznik, wtedy wparował teść i on chyba jedyny racjonalnie zareagował.

Maż jak wrócił nie mógł uwierzyć.Pukał mi w czoło i jakby mógł to by chyba zabił. Śmialiśmy się potem. na przytyk teścia ze chałupy o mało nie spaliłam - odparłam ze on o mało domku nad jeziorem nie schajczył jak suszył grzyby i zaczął topić mu się chodnik i zadymiać futryna. Cóż śmiechu do tej pory jest ze mnie. A powiem wam ze palona łupina kokosa bardzo łądnie pachnie. jeszcze dodać do tego palący się lakier i sosnę - normalnie kadzidełka się kładą :)
Ot taka moja przygoda.

Teraz mam "komodę z historią" a moje prawnuki patrząc n anią będa mówić"rany ale ta prababka byłą kopnięta" :ubaw: i wcale się im nie zdziwie.

Ale tak ze mna jest albo zaleje przepokój wodą z pralki, albo mi akwarium pęknie, albo włącze syrenę strażacką....

aQada (12:11) pustka i cisza



05 kwietnia 2007
Spiżowe gody

Minęło osiem lat. W ym roku wypada w Wielki Czwartek, a wtedy był to Poniedziałek Wielkanocny. Do dziś w uszach mam słowa księdza z kazania " ze Ci młodzi wybrali dzień kiedy Chrytus zmartwychwstał, niech ich prowadi i bedzie im nadzieją i umacnia ich związek..."
Mama dziś powiedziala ze najgorsze minęłoo - ponoc I 7 lat to te z tych gorszawych.Pewnie tak. ja przyzwyczaiłam się wręcz zobojętnialam na ciągłe braki męża w domu i odkrywm ze w sumie to nienajgorzej jest. Machnełam ręką ze prezentu na urodziny jak sama nie kupię to nie dostane.
Dziś rocznica -
nawet bazia nie kupił.Cóz brak czasu - tylko co jest ważniejsze
klienci czy rodzina? Nikogo0 nie strasze ale wzyciu tak bywa ze wszystko się odwraca
ale wtedy za późno będzie
na prezenty, kwiaty, drobnostki
nikogo nie straszę....
aQada (22:59) pustka i cisza


Wielki Czwartek

Mam tyle do napisania. tyle mysli, których nie mogę poskładac. Za sybko uciekają. Wczoraj rozmawiałm o przemijających

ludziach naszego życia.
Ja to wyobrażam sobie jako pas odlewów miedzianych, które zostają zabierane
i pozostaje po nich forma i pasek się przewija. Mimo, ze w jakiś sposób odeszli, to zawsze
coś w tej formie po nich zostaje. Coś, co zmieniło nasze życie, coś co czegoś nas nauczyło.
I tak ta taśma do końca naszych dni się przewija. Pozostają tylko zdjęcia - łapacze dusz i filmy video czy dvd.
Teraz jest jeszcze dobrze, bo oni jeszcze żyją, jest szansa ich spotkać , przeprosić, pośmiać się znowu.
jednak gdy wyciąga się zdjęcie i dociera do nas fakt ze
Tej osoby materilanie już nie ma... nie możnma tego ogarnąć i zrozumieć. To bardzo trudne. była - i nie ma.
Z Psalmów podoba mi się werset" Jak tkacz zwinąłem swe życie" i
"3 * W proch każesz powracać śmiertelnym,
i mówisz: «Synowie ludzcy, wracajcie!»
4 Bo tysiąc lat w Twoich oczach
jest jak wczorajszy dzień, który minął,
niby straż nocna.
5 Porywasz ich: stają się jak sen poranny*,
jak trawa, co rośnie:
6 rankiem kwitnie i jest zielona,
wieczorem więdnie i usycha. "
Nic dodać nic ująć. Cały sens istnienia ludzkiego. I w tym wszysttkim On Wieczny, miłujacy tak, jak nie jesteśmy w stanie pojąć.
Dziś smutek mnie ogarnął, na myśl, ze wchodząc jutro do kościoła, on jest Pusty. Nie ma tam Jego. Nie trzeba klękać przechodząc przez środek kościoła.
Pustka i smutek ogromy. Nie do opisania. Wielki Piątek napawa mnie strachem i nie lubię wrecz unikam liturgii w tym dniu. Nie dojrzałam do miłości Bozej, nie dojrzałam do faktu, ze Bóg opuscił nas,
by powrócić w Chwale.
Wielki Piątek kościół just sam. Człowiek czuje wtedy co znaczy obecnoś Chrystusa w życiu.
Przynajmniej ja
Dopiero w okresie Tridum Męki Pańskiej
dociera do czlowieka sens cierpienia
czym tak naprawde jest miłość bliźniego.
Myślę ze bledną w takim momencie kwestie eutanazji, aborcji i innych
"ulepszaczy"życia czlowieczego
wprowadzonych przez wspaniały swiat cywilizacji.
Aktywistom polecam książkę Aldusa Huxleya"Inny, wspaniały świat". Czy aby
naprawdę do tego dążymy?
. Dziś gdy odprowadzano Go do ciemnicy,
poczułam się źle. I Jak sierota bez rodziny. I nadto wszystko to ja przyczyniłam się do tego bólu jaki mu zadadzą dzisiejszej nocy. I nadal przyczyniam się kazdego dnia.






















aQada (21:00)




Podziel się:

Trackback: http://bloog.pl/id,6187339,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Marzec 2007
piątek, 16 lipca 2010 14:16

01 marca 2007
Rozmowy na rogu ulicy cz. 1

-Tak, dzieci chore na raka, nawet te malutkie mają niesamowita mądrość w sobie. Inaczej podchodzą nawet do samych zabiegów. Nie wiem, czy Bóg im taką siłę daje. Nie mam wytłumaczenia - odparła koleżanka. Masz rację - przyznałam-jak pisałam prace o wolontariuszach nie mogłam uwierzyć, jaka siła tkwi w takim małym ciałku, które tak mało jeszcze wie o życiu a tak już mocno jest doświadczone.

Taka to rozmowa toczyła się w przerwie między szkołą a przystankiem MPK ze znajomą, pracującą w szpitalu dziecięcym na chirurgii. Taki sobie sens życia można odnaleźć. Dostrzec ze problemy, które się ma tak naprawdę rosną do ich rangi, bo my je tuczymy swoimi jadami, skargami i pretensjami. Gdy ma się chore dziecko, gdy traci przytomność, gdy trzeba uważać na każdą infekcję. Problemy jakby znikają. Po prostu ich nie ma. Tak jak nie ma przypadków, tak też ludzie, jakich spotykamy, choćby tylko w przelocie służą jakiemuś celowi w naszym życiu. Tak też i posłużył pewien człowiek w wypożyczalni video, gdy ja ochrzaniałam Martynę że biega i się wścieka, on popatrzył i powiedział" jak biega i krzyczy to znaczy, że zdrowe. Niech się Pani cieszy". Trząsnęło mną - faktycznie! Przecież to ze biega oznacza ze ma dwie zdrowe nogi, to ze się wścieka, znaczy, że nie jest sparaliżowana, ze nie jest niemową. Pytanie jednak zawsze, jakie mnie nurtowało, to, dlaczego dzieci ulegają takim ciężkim doświadczeniom jak cierpienie, jak choroby, kalectwa itd. Odpowiedź znalazłam w piśmie dla dzieci: Tęcza. Cierpienie to Wielka zagadka, a my, świadkowie tegoż cierpienia mamy czerpać z niego samo dobro. Bo ileż można nauczyć się od osób śmiertelnie chorych, przykutych do łóżka. A o ile więcej nauczą nas dzieci z chorobami, upośledzeniami???
cdn.




aQada (15:20)

02 marca 2007
Rozmowy na rogu ulicy cz.2


Kiedy przebywałam z wolontariuszami podczas ich cotygodniowych spotkań, to i nie mogłam nadziwić się ich sile. Temu, ze odnaleźli swoje powołanie właśnie tutaj, a po II nie mogłam pojąć, nie mieściło mi się w głowie to, co opowiadali o swoich podopiecznych. Podopiecznych ich wewnętrznej sile i mądrości. Do dziś pamiętam jak jedna z wolontariuszek odwiedzała chłopca, który jeździł na wózku. Któregoś dnia powiedział, ze jak umrze, to już wózka nie będzie potrzebował, bo w niebie Pan Jezus da mu nogi. A najdziwniejsze w ich chorobie jest to, ze odchodzą nie na oczach swych rodziców, ale kiedy ich nie ma, gdy na chwile spuścili ich z oczu. Tak jakby swoim odejściemm jak najmniej kłopotu chcieli sprawić. Na jednym z forum poświęconym rodzicom dzieci, które odeszły. Jedna mama napisała, ze wyszła do na chwilę do kuchni, kiedy wróciła dziecko jej już nie żyło. Nie wiem czy umiałabym pogodzić się z chorobą śmiertelną moich najbliższych, szczególnie dziecka. A tym bardziej ze swoją. Czy przeczytane książki pomogłyby mi w przejść od negacji do spokojnego zaakceptowania zaistniałej sytuacji. Nie wiem, co bym wtedy zrobiła. Nie wiem jak silna wtedy okazała by się moja wiara. Czy nadal umiałabym kochać Boga, czy zachowałabym się jak Hiob, czy też jak św. Piotr w chwili I próby? Nie wiem. Jednak może w ten sposób Pan Bóg przeprowadza nam egzamin z naszej wiary i ufności? Pokazuje ze cierpienie to najpiękniejsza forma modlitwy, jeśli człowiek umie ja gonie przyjąć?? Że w cierpieniu ukryty jest sens człowieczeństwa?? Nie wiem – wiem jedno – cierpienie i śmierć dziecka zawsze boli i najbardziej dotyka. Jednak myślę sobie, ze teraz te maluchy biegają po niebieskich łąkach i w niebie musi być bardzo, ale to bardzo wesoło, skoro pan Bóg na świętych wybiera i takie maluchu.


aQada (10:55)

04 marca 2007
Refleksja na 8 marzec



Biegną mężczyźni z kwiatami w dłoni. Do żon, matek, kochanek, konkubin, córek. Biegną do tego wszystkiego, co mieni się płcią żeńską. Przypominają sobie, ze istnieją. Może w zadumę popadną, jakie byłoby ich życie bez nich?



Ich święto, trzeba kupić kwiatka. Codziennie mijają róże, tulipany żółte, gerbery czerwone. Mijają. Nie wiedzą zbyt po cóż te kwiaty tak stoją. Nie zastanawiając się zbytnio nad istotą ich bytu. Tego jednego dnia w roku nagle - jak w zaprogramowanym urządzeniu – zmieniają się. Zatrzymują się przy kwiaciarniach. Stoją w kolejkach, aby dostać kwiatka. Bo przecież dziś ten dzień. Pędzą z przechylonym gerberem, wyrwanym z rozmyślań nad sensem istnienia, pękiem smutnych róż, bo jedna z nich dziś rano uwiędła, i innymi bukietami mniejszymi lub większymi. Dają je swoim kobietom, – bo tradycja to piękne imię. Tylko nie moze być puste i znaczyć tylko co znaczy.




aQada (16:59)

07 marca 2007
Refleksja wczorajszej nocy






REFLEKSJA
Dziękuję Ci Jezu za przeżyte dopołudnie
Za te przebiśniegi białe z łebkami przy ziemi
Za te dwie sroki spotkane po drodze
Za teściową
Za rozmowę przez telefon z mamą
I to słońce, co radośc w me serce wlewa
I za tą radość, że mogę Cię wielbić
Dziękuję żeś mnie stworzył
Lublin 07.03.2007


BEZSENNA NOC
Po co istniejemy? W jakim celu rodzić dzieci, skoro w momencie narodzenia skazujesz
je Boże na śmierc??
Po co jestem? Czy chciałam żyć? Tkwiłam sobie w błogiej nieświadomości, gdzieś
A Ty zadecydowałes bez mojej woli
Oto człowiek
A może ja nie chciałam zaistnieć?
Tak dziękuję mamie że mnie urodziła
W końcu mogłam różnie skończyć
Jednak na myśl o wieczności robi mi się słabo
Nie umiem jej ogarnąć ani pojąć
A sens życia? Po co żyję?
Co chesz przeze mnie osiągnąć?
Jakie jest moje miejsce w Twoim planie?
Nie umiem pogodzić się z wiecznością
Z faktem nieistnienia materialnego
Po co mnie stworzyłeś? Skazujac na śmierć od I chwili mego życia??


REFLEKSJA b
I jak zwykle wielki jesteś
Nigdy nie dasz mi odejść bez odpowiedzi.
I jak Cię tu nie kochać?


aQada (13:12)

08 marca 2007
Starość nie radość, ale....co siejesz, to zbierasz

Jaki człowiek był za młodu taki tym bardziej będzie na stare lata. jak uwielbiał bruździć, być złośliwym, uważać ze jego na wierzchu to tym bardziej te złe cechy charakteru nasilą się w wieku późniejszym. Tylko rzecz polega na tym, ze mamy zwalczać to zło. Mam wśród swoich znajomych takie osoby, z którymi na stare lata nie chciałabym mieć nic do czynienia, co nie znaczy ze ja nie będę święta. Oj sama mieszkać muszę, dziecko na swoim. Trzeba mieć świadomość swoich wad, wtedy da się żyć innym. A jak ktoś był zgorzkniały, z wiecznymi pretensjami do świata za "młodu", nie akceptował siebie, wszystko było złe, to co się dziwić??? jak pisze jedna dziewczyna o swojej mamie, 90- ciolatka wesoła, dbajaca o siebie.. Myślę że to przykład radosnej kobiety. Niestety takich ludzi mało jest. których satysfakcją jest uśmiech bliskich a nie wieczne pretensje i egocentryzm budowany właśnie od młodych lat. Trzeba krytycznie na siebie spojrzeć by wady niwelować, ale niektórym to niepotrzebne, bo ONI wad nie mają. Niestety stąd takie a nie inne problemy. Tata mój zawsze powtarzał jak byłam małą czy w liceum, że co " jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz"??? Nie! masz dążyc do zmiany, do pracy nad swoim charakterem by właśnie być wolnym od wszelakich "ograniczeń" by być ponad zło w nas tkwiące. Kiedyś nas rozliczą z danego nam czasu, z danych talentów. Nie będzie usprawiuedliwen typu" no ale ja mam taki charakter" To trzeba było pracować nad sobą.
Szczerze mówiąc to ja współczuję takim ludziom, zgorzkniałym, bo ich złość tak naprawdę bierze się z wewn. samotności i pustki, braku spełnienia. Smutne, dlatego wpajajmmy naszym dzieciom ze je kochamy i ze są cudowne, bo tak wychowamy pokolenie madrych psychicznie ludzi, wiedzących co to empatia i współczucie. Niestety niektóre z nich same zapracowały na taki los, ze dzieci nimi się nie interesują. Skoro było 1200 ważniejszych rzeczy, skoro móienie "kocham cię skarbnie, jesteś naj..." to kreowanie egoistów... no to mają co chciały.
Ale nie mozna winić młodych źze to ich wina ze jedna czy druga osoba jest jaka jest. Co zasiejecie, to żąć będziecie. Kto wiatr sieje, burzę zbiera.

aQada (19:28)

13 marca 2007
reklamowe pranie mózgu

Leżąc sobie w łóżku przez ostatnie 5 dni z powodu grypy, mogłam swobodnie oglądać programy w TV. Mam ich podstawowy pakiet. Myślę że, nie wiele straciłam nie mając kablówki. To, co dźwięczy mi w uszach do tej pory to sygnał zapowiadający reklamy czy to Polsatu czy TVN. Nie będę rozdrabniać się na temat tego, że w komedi sytuacyjnej (sit com) która trwa jakies 30 min, posieczona jest na 3 bloki reklamowe, gdzie I reklama z tego co pamiętam powinna być po 15 min filmach lub 20. Nie o tym to będzie a o przekazie reklamowym.
Tematy związane z seksualnością zawsze ciekawiły. Jednak w latach 60 szczytem tego było fruwająca sukienka Merlin Monroe czy też odsłonięty kawałek ciała Sophie Loren. Rewolucja nastała w latach 70, co wszyscy wiemy, jednak powszechnie akceptowana nie była. Nic dobrego zresztą nie przyniosła. Ale to tez inny temat. Lata 80 – no tutaj nagość na ekranie to norma. Szczególnie w filmie polskim – że niby jakieś przesłanie ma. W koncu nastąpiła u nas era reklam! No zgorszenie niesamowite i wstyd budziła reklama podpasek Allwayes czy tamponów OB. Obecnie żadna dziewczyna nie wstydzi się kupić podpasek czy tamponów, tym bardziej mąż czy chłopak. To jest ta dobra strona reklam, że w ten sposób uświadamiają społeczeństwo. Ale już nie tylko w reklamach prezerwatyw widoczne są elementu seksualne. Przyznam że w reklamach prezerwatyw jest to bardziej subtelniejsze niż choćby w reklamie Mentos super świeżych cukierków, gdzie młodemu chłopakowi sutki wyrastają na około 3 cm. Ostatnio reklama Bakomy i nowego deseru, reklama Kinder Bueno czy też niedawno puszczana reklama Nescaffe (w łózku kartka zimo, a w kuchni na kawie gorąco... i dwóje patrzących na siebie w dośc znaczący sposób, a na koniec spiker :dobry pooczątek dnia).. Nie wiem czy aby na pewno jest to dobry kierunek. Owszem, przekaz zapewne skierowany jest do młodych osób, singli, pracujących zawodowo. Obok tego promowany jest także „wolny związek”, co też jest innym tematem. I te wszystkie reklamy naładowane podtekstami seksualnymi ogląda moje dziecko. I to w porze dziennej. Chcąc przełączyć na inny kanał – też reklamy. I co się dziwić , że młodzież jest taka a nie inna, skoro głowę nafaszerowaną ma reklamowym złomem. Bawią się w dorosłe życie, mieszkają ze sobą, sypiają, tylko ze jak pojawia się problem, nagle stają się dziećmi, nie potrafią stawić im czoła jak dorosły. I stąd później różne dramaty nastolatków, jakie ogląda się codziennie w TV. Cieszy mnie jedynie fakt, ze moje dziecko ma krytyczny pogląd na wiele reklam i nazywa je durnowatymi, lub ohydnymi. Na I miejscu najohydniejszej reklamy plasuje się Mentos ze swoimi „cyckami” u faceta. Wśród najgłupszych to „przybijmy piątkę, bo dokonałyśmy dobrego wyboru”, czy też najnowsza HotGripex, gdzie dziecko moje nie może pojąć po I skąd wziął się mróz na tej Pani, a po II jak mróz ją zatrzymał skoro ma temperaturę?? A III, jakim cudem lekarstwo wypiła skoro jest zmrożona???? Lista durnowatych reklam jest długa u mojego dziecka. Choć reklamy zabawek w jej glowie też chcą zrobić pranie mózgu. Oczywiście reklama zabawek to też temat rzeka.
Dziwi mnie jedynie fakt, ze sypianie na lewo i prawo jest tak nahalnie nagłaszane
jako jedyny słuszny wzorzec. A nie mówi się o kraju, który tak kochamy naśladować we wszelkich
wszystkim, USA, gdzie akurat i coś dobrego też jest. Otóz młode dziewczyny
wcale nie poczytują sobie za zaszczyt sypiania z byle kim i byle gdzie,
co chcą nam wmówić seriale dla "młodzieży" from USA.
Wiedzą, że aby mężczyzna cię szanował, sama musisz się szanować. Ale po co o tym mówić
skoro to temat passe ?? Czy aby na pewno??A nie powinno być tak, że skoro kij ma dwa konce, to także są
dwa wzorce życia do wyboru?? Niekoniecznie spelniająca zachcianki faceta lala po 30, "dzięki temu
jestesmy ze sobą tak długo" ??? Oglądając tę reklamę niby niewinną (sunsilk) doznałam wstrząsu społecznego, że zaczynamy promować wielowiekowy stosunek poddaństwa kobiety względem mężczyzny -
oczywiscie wcale tak nie jest, to przecież wolność?? A ja się pytam gdzie???
Mnóstwo jest reklam stawiajacych kobietę jako seksulany obiekt pożądania i spelniania męskich zachcianek. pozbawionej własnej woli, bojącej się samotności (dlatego robi wszystko, by nie stracić faceta), wierzącej naiwnie,
że nadal ma 28 lat (Olay total effects) i nie musi martwić się o swoje życie osobiste.
Myślę sobie, że jakby twórcy reklam popytali czasem dzieci, co sądza o ich reklamach może niejeden z nich zmieniłby prace i specjalizację.



aQada (09:20)


15 marca 2007
Lekcja pokory cz.2

-Co Ci MArtynko kupić dziś do szkoły? Drożdżówkę czy cebularza?
-Drożdżówkę mamo. Z serem!
-Dzień dobry. (czekanie w kolejce)
-Słucham (opryskliwie i jakby za karę ktoś tu jej kazał stać)
-Poprosze drożdżówkę z serem.
(podchodzi i bierze, ale jakąś okrągłą z bakaliami)
-Nie, nie tą! ( z uśmiechem na twarzy zwracam delikatnie uwagę)
-To trzeba było mówić jaka! (z wyrazem urażonej hrabiny odpowiedziałą Pani ekspedientka)
-No ale ja nie wiem jakie sa rodzaje drożówek sera.
-To trzeba było spytać!
-Ile płacę?(mina nadal bardzo pogodna)
-70 groszy (oschła odpowiedź)
-Prosze bardzo. dziękuję. Do widzenia!
(zaskoczenie na twarzach obu ekspedientek)
Jak komuś nie dowalisz dzień stracony. A że takie sytuacvje na mnie padaja... raczej to nie przypadek.


aQada (15:38)

18 marca 2007
samotność wiele ma imion, ale jedno nazwisko

Zawsze dookoła nas ludzie. Niby człowiek istota społeczna, niby ich do życia potzrebuje, ale gdy ich naprawdę potzrebuje okazuje się że jest SAM. Sam jak palec, jak samotna wyspa, ze jednak staje się samotnym żeglarzem itd.
NApisano tony książek i mądrych i tyhc mniej mądrych. Najlepiej samotnośc definiuje nasze życie. jak napisał Władysław Tatarkiewicz"samotność jest przyejmnością dla tych co jej pragną i męka dla tych, co są do niej zmuszeni".
Lubię pobyć chwilę sama, jak śpiewa zresztą Myslowitz, tylko wtedy ten przerażajacy dzwonek, który słychać... mimo, ze gra telewizor, i ten strach gdy za oknem mrok....
Będąc wsród ludzi jednak jest się samotnym. Samotnym bo bliska osoba ma pracę, samochód do naprawy. Bo to sa sprawy priorytetowe.Samotnym, bo jak boli, to pozostaje rozmowa z samym sobą.
Myślę że na samotnośc skazujemy się sami, dobrowolnie. Odrzucając chęć pomocy
barykadując się od innych, mając dzięki temu
masochistyczną przyjemność ze jest się takim biednym
bo nikt nas nie kocha.
To taka chora samotność. Ale jednak samotność, która rośnie w niewyobrażalną siłę
i odziela nas od reszty świata by w koncu pochłonąć nas w całości
by sprawić, ze w końcu stanie się dla nas normą.
Gdy okaże się ze obecnośc ukochanej osoby staje się nieznośna, że wszystko drażnmi
ze wizyty towarzyskie stają się nudne
ze pragnie zaszyć się w domu ze swoimi myślami i Nią obok.
Samotność zabija nas dla ludzi, wmawia, ze nikt nam potzrebny nie jest
Ze ona bedzie nam tylkom wierna i nigdy nas nie opuści.
Tak, na pewno. Skoro odgrodzimy sie od wszystkich,
bo nic nie potrafią tylko ranić w końcu wybierzemy siebie, samotność i własny świat gdzie o ironi! samotni nie jesteśmy!
Mamy fajne życie, super przyjaciół, jeździmy na fantastyczne wycieczki,
i jak tu powracać do szarości codziennych dni?
I tak samotnośc staje się naszym najwierniejszym towarzyszem, który
rozumie nasze problemy. Taki narkotyk.
Jedni z Nią walczą, inni szybko się poddają, jeszcze inni udają ze są cwańsi.
A i tak w końcu nas dopadnie chłodem scian, pustką życia, wilgotnym mrokiem.
Ale czy na pewno jesteśmy sami, nawet jeśli bardzo tego chcemy???





aQada (19:47) pustka i cisza



19 marca 2007
Wiersz na Wielki Post nr 2


Zagubienie

Zagubiłam siebie
w nicości szukania
bycia kimś
kim być powinnam
chęci to dobry budulec
dla piekła
nieźle po nim kopyta szatańskie stukają
i dobrze smiech Złego niesie się po nim
i ten szept: znów jesteś nikim
nie dasz rady
jesteś tylko człowiekiem

by być kimś
by być człowiekiem
trzeba z ciemności
wychylić głowę
by iść w stronę swiatła
by wciąż upadając
mieć nadzieję
że to ostatni upadek
że tutaj jest koniec
że tutaj z poczwarki
motyl się narodzi
taka nadzieja
ma sens istnienia
ma sens naszego życiia
by na końcu tej drogi
z wielką radością
móc powiedzieć
zwyciężyłem!
Lublin 19.03.2007





aQada (14:18)

21 marca 2007
Przypominanie o przemijaniu -Urodziny

Nieuchronnie co roku jest TEN DZIEŃ. Dla innych nie znaczy on zupełnie nic. Podobnie jak TE DNI INNYCH nic nie znaczą dla nas. My jendak pamiętamy o TYM DNIU z każdym rokiem coraz bardziej, i coraz bardziej chcielibyśmy żeby nadchodził jak najwolniej.
A ON nadchodzi bardzo szybko.rok za rokiem mija. Nadchodza URODZINY.Dla dzieci najszczęśliwszy dzień w życiu, dla nastolatków- wręcz upragniony - w koncu te 18 lat! Pamiętam sowje 18 lat, bardzo dokładnie. Dostałam 18 róż, miałam na sobie czarną sukienkę, buty na obcasie, nawet się chyba trochę pomalowałam. I byłam bardzo szczęsliwa i byłam ta najważniejsza.
Kolejne urodziny nie były już niczym szczególnym. Na studiach mijały sobie beztrosko. Ot kolejny rok do przodu. Dopiero gdy skończyłam studia, dostrzegłam, ze nastąpił koniec czegoś co już nie wróci. Koniec młodości. Niestety.Jakość jeszcze to spokojnie się przeżywalo, bo w końcu dopieor 24 lata. Ale czlowiek nagle zerka na datę, a tu już 28 lat. To był okropny czas. Czułam sie jak 40 latka. Wszystkim mówiłam ze ja już pzrecież 30 latka jetsem. Na co znajome po 30 śmiały się, ze 28 lat to jeszcze piękny wiek. I miały rację. Za 6 dni będe należec do grona 30 latek. Pamiętam taki film z lat licealnych: życie zaczyna się po 30. Moz ei tak. Człowiek ma inne spojrzenie. Wreszcie w miarę dojrzał, hormony się uspokoiły. Ale co z tego skoro jendak już na wiele sobie pozwolić nie można, są rzeczy
które wypadają a które nie. Mimo tak wyzwolonego swiata, zdrowy człowiek psychicznie wie, że
już od teraz zdalo by się poważniej myśleć o życiu. Już milostki trzeba pożegnać
młodziencze zakochania to tylko wspomnienie. Może i dobrze ze jest taki etpa w życiu.
Etap, gdzie zaczyna poważnie się traktować swoje życie i życie innych ludzi.
Ale czy to ta młodość musi tak szybko odchodzić? Złąmane serca, niepewności, randki. Niby
i jest to po 30 (jeśli idzie o samotnych) ale to juz nie to samo. Hormony się uspokoiły,
do głosu dochodzi rozsadek w wyborze partnera. Moze dopieor po 50 czlowiek zdaje sobie sprawę że trzeba kichać na całą tą powagę i znów wraca młodzienczy błysk w oku.
Ale na etapie 30 latka jest niestety perfidny, wyrahowany i nie ma miejsca na zakochanie się na zabój. Ci co mają już założone rodziny (jak ja) teoretycznie powinni być zadowoleni gdyż wyboru dokonali pod wpływem tak zwanej "miłosci od pierwszego wejrzenia".
Niestety realia życia dopadają pazurami i nas. Czlowiek wtedy zastanawia się
czy nie lepiej byloby być samemu i teraz dokonać racjonalnego wyboru.
Jednym słwoem tak źle i tak nie dobrze.
Jedyny słuszny wniosek to taki, ze tzreba cieszyć się żcyiem bo moze następny TEN DZIEŃ nie nastać.I wówczas zniknął wszelakie problemy związane z doczesnością
a wiecznośc stanie się relanym faktem. Tam miejsca nie będzie na takie troski. Oby nic tam Złego nas nie dopadło. Jak pisał jeden zakonnik w wywiadzie, oprócz zdrowia życzmy sobie przede wszystkim zbawienia. Bo zdrowie cóż jest a jak go nie ma i nie powróci widać lepiej być martwym i zbawionym niż zdrowym i szukającym Drogi.
Zyczę sobie zatem na te swoje 30 urodziny przede wszystkim zbawienia w wieczności, znalezienia swojego powołania i swojej Drogi do Pana. Łaski mądrości, serca czystego i miłosiernego i pokory. A oprócz tego zdrowia, radości z posiadanego stanu życiwoego, by
każda rzecz która mnie spotka, była drogowskazem jak iśc by dojść.Realizacji tych planów, które są dla mnie dobre.


aQada (19:14)
22 marca 2007
reklamowe pranie mmózgu cz. 2

Zbliza się wiosna i znów zaczynają się polowania na "wałeczki" oczywiście tłuszczyku. Straszna muzyka Szczęki i mnóstwo kostiumów kapielowych...a na końcu straszliwe pytanie"Czy się zmieścisz?" Ja pewnie nie i szczerze powiem mam to gdzieś. Natomiast obawiam się o osoby
które naprawde mają problemy z nadwagą i będa jeść teraz coś co nazywa się chlebem z firmy Wasa, ewentualnie zarzyje płatków Nestle Fit bo przecież to taka cudowna wiadomość..jak to martyna mówi"no mamo, to chyba trzeba by jeść od rana do nocy". No właśnie.
A trzeba jeszcze dodać jogurt Jogobella bo przeciez ma się wrażenie ze owoce rwane są "ze krzaczka". Plus tabletki CLA + Chrom. No i ja myślę ze moze to straczy już dla osoby mającej albo niską samoocenę albo mającą nadwagę i czująca się napietnowaną. Bo jak się nie czuć? Albo jak będąc nastolatką nie pragnąć wyglądać jak dziewczyny z reklam? Zapomnialam dodać reklamy Nivea "Bye Bye cellulite!" Tylko ze panienka lekko wklepująca w swój tyłeczek kremik jest myszką z każdej strony poprawiana. Wystarczy przyjżeć się jednej z panienek w sukience dość kolorowej i kozaczkach...no nogi to ja już mam lepsze (ku pokrzepieniu serca). niestety pojawia się bardzo krótko jest prawie nie zauważalna. Ale nie dla mnie- tropiciela reklamowych kłamstw. sama kiedyś popadłam w wir odchudzania, jedzenia tabletek itd. Jak ważyłam 52 kg wyglądałam okropnie. Twarz starsza o 10 lat (mialam wtedy 24 lata), chuda, jakbym miała anemię.tragedia.Ale nie interesowalo mnie zdanie innych że wyglądam tragicznie. Jeszcze uważałam
ze jestem za gruba
- bo te uda. Teraz ważę sobie 62 kg. mam zwałki i mam to gdzieś. kocham jeść (no nie w sensie pozeram wszystko co się nawinie). Jem żeby życ ale też jem dla samego smakowania. Jednak i we mnie tego typu reklamy zaczynają budzić lęk przed pójściem na plażę bo znowu za grube uda, bo tluszcyk na brzuchu...ale chwila moment pojadę na Słowację i od razu mi pzrejdzie. Okaże się ze długonogie panienki to fikcja, bo albo sa długonogie i wygladają jak anemiczki, albo chciałyby przytyć i nie mogą, albo nie są za urodziwe, albo ładne ale przy kości.
Zatem gdzies sie mieszcze. Ważne by byc zadowolonym, ze swojego życia. A na I miejscu najidiotyczniejszych reklam kolejne miejsce zajmuje "chleb" wasa ze swoim "czy się zmieścisz" i Nestle Fit " aż chce ci się krzyczeć".
Pozdrawiam wszystkie nieidalne ale radosne osoby bo piękno jest w nas a reszta to bzdura reklamowa. Nie dajmy się zwariować i zabić w sobie siebie poprzez wtłaczanie nam jakichś chorych ideałów nie wiadomo skąd rodem.
aQada (18:16) 4 dźwięki



26 marca 2007
Rekolekcje


Zaczęły się rekolekcje - droga na Golgotę, ajk to pięknie określił rekolekcjonista. Bolesna - to prawda, ale jaka oczyszczająca i tresciwa. Ból i lęk potrzebne są aby dokładnie oczyścić swoje sumienie z tego co szpeci mnie - czlowieka. A szpeci dużo - zazdrość że temten am tyle aja tak malo, zawiść, ze ona jest taka ładna a ja nie, oszukiwanie - bo lepiej skłamać niż się tlumaczyć dlaczego, obłuda- tak, pouśmiecham się do ciebie, ale nie zmienia to faktu zże jak tylko się odwróisz to tak cię obgadam ze ci w pięty pójdzie; i wielu innych podlości jakie we mnie siedzą.
Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to ze słowa powiedziane 2000 lat temu do Magdaleny "Idź i ja Cię nie potępiam" są napiękniejszym czego mozemy doświadczyc i jest jak najbardziej relanym.
Tylko musimy chcieć i musimy pamiętac, ze grzech u Boga znaczy tyle, co slowa zapisane na ziemi, tak jak Pan pisał gdy dopadli go "dobrzy" ciągnąc za sobą ta złą. Tyle znaczy u boga nasz grzech. Ważne jest dobro, które czynimy. Ważne jest także ciągłe podnoszenie się z upadku i naprawianie tej niedoskonałej maszyny jaka jest nasze ciało. Moze w koncu dostaniemy dobre, bez wad. Ale na razie pozostaje nam ciężka droga na Golgotę, by móc właściwie przeżyć najpiękniejsze swięta w roku - Zmartwychwstanie Pana. Wszystkim nam życze owocnej drogi.




aQada (13:40)

27 marca 2007
Urodziny

Wiersz dla samej siebie

Tak kiedyś odległe dziś tak bliskie
30 lat minęło niewiadomo kiedy
Patrząc na czas miniony
Wydaje się tak dużo tego
Po chwili zastanowienia
Przeciez cóż to 30 lat?
To tak niewiele
A jednak tak wiele się zdarzyło
Pierwszy dzień szkoły
zaczepki kolegów
przeprowadzka, szkoła nowa
nowi znajomi i nowe zmartwienia
mysli wzniosłe i bardzo przyziemne
marzenia o życiu i rycerzu z bajki
Pierwsza miłość, serce złamane
studia, młodzieńcze pragnienia
znów nowi znajomi, znów smutek i łzy
po drodze gdzies mąż znaleziony
i dziecko w ramionach
daleko od domu, nowe miasto
dyplomy, nadzieje -domki z kart
nowe szaleństwa i hobby nowe
znów nowi znajomi, radosne momenty
pierwsze kroki dziecka, pierwsze słowo
pierwszy dzien szkoły, wzruszenia
nadal jednak te same marzenia, te same nadzieje
szalone pomysły i spontaniczne zrywy
barwy mojego życia i kształty jego
jak w kalejdoskopie zmieniają się
wszystko to tworzy niepowtarzalną Mnie
Lublin 27.0307







aQada (14:32)

28 marca 2007
Dzień po

Dzień, który zblizał się krokami ciężkimi i najczarniejszymi z muzyką w tle Szczęki, okazał się najmilszym dniem urodzinowym.Ten zapach, klimat, jakoś w powietrzu coś wisiało jak u SDM
"coś wisi w powietrzu i nie ma na to rady". Wisiało ale nic zlowieszczego. wręcz wszystko
sprzyjało dobremu nastrojowi.
I pogoda wiosenna, i slonko, i piękne rekolekcje, i spacer z dzieckiem i
spotkanmy ksiądz proboszcz i prezent
od niego w postaci błogosławieństwa. W tym momencie poczułam się bardzo dobrze i jakoś tak lekko. Radośnie i jakaś euforia wewnętrzna mnie opanowała. Dodało mi skrzydeł. Myślę ze w euforii trwam jeszcze dziś, choć pomimo tych samych czynności, tych samych wosków zapachowych dzień już nie pachnie jak ten wczorajszy. Taki zapach trzydziestych. Lekki, czysty. Mimo, że to dziś porzadki swiąteczne rozpoczęłam, to wczoraj pachniało tak jakby wszystko bylo już dawno pomyte. Zapach do niezapomnienia. Kolejna piękna rzecz tego dnia.
I tak wśród wiosennych piękności, bukietu z polnych kwiatów od dziecka,
zapachu stworzonego przez jakieś nieznanne czynniki 30 urodziny z horroru przerodziły sie
w coś co by się chciało by trwało wciąż i by aromat tego ciągnął się już zawsze za mną..Jednak dzień jak ten zapch ulotny. Pzostał tylko zapisany
w pamięci.


aQada (20:07)

29 marca 2007
Kształt wody


Czy woda ma kształt? każdy rozsądny człowiek odpowie, ze nie ma. I w sumie można przyznać mu rację. Tylko że jesli wlejemy ją do naczynia przybiera ona kształt tego naczynia.

I tak jest z naszą rzeczywistością - taką wodą, którą dostosowujemy do naszego naczynia - sumienia. I teraz od nas zalezy jak ta rzeczywistość będzie ukształtowana. Czy bedzie to naczynie prawdy, uczciwości, szacunku czy też kłamstwa, korupcji, ohydnych zbrodni i zwyrodnień, pseudokompromisów dla dobra kogoś tam. Kształt wody zalezy do naczynia - rzeczywostośc zależy od naszej moralności.

polecam książkę Andrea Camilleriego "Kształt wody". Można się przekonać że ie do końca ta nasza woda jest zanieczyszczona brudami naszego sumienia. Są jeszcze ludzie, któym zależy na p[rawdzie i że mają doskonałe rozróżnienia dobra i zła.




aQada (19:05)









30 marca 2007
Zakupy


Dziś postanowiłamm upłynnić gotówke urodzinową. jedna się dała dość szybko - choć czaiłam się ztymn dwa dni. Torba jednka jest w mym posiadaniu i jest idealna. CVo do drugiej gotówki urodzinowej jakoś nie bardzo chce się upłynnić. Ja nie wiem klatwa jakaś czy co?? No zero zaslugujących butów na jej wydanie. Co do gotówki spożywczej niestety nie mogłam się opanowac i zmaiast chabaniny kupiłam sobie Chmielewskiej Lesia. Ostatecznie do zakupu przekonał mnie różowy słon tańczący charlstona. To chyba wystarczający argument ze "nie samym chlebem.." Nie wiem co na to mąż-zapewne będzie wielce niekontent gdy jutro znów poprosze o gotówkę, zwłaszcza ze wybieram się z wiizytą do szwagrostwa i z pustymi rękami nie wypada iść. ale co ja poradze ze jak zacznę czytać, to konca nie ma??? Długo nie czytałam - moze zjakieś pare miesięcy bo nie moglam sobie książki znaleźć. W koncu przez przyapdek zaslzam z córcią do osiedlowej biblioteki, do któej z zapisaniem się czaiłam około 7 lat - o 2 lata krócej niż tu mieszkam. Wynikało to z wrodzonej mej dzikości przed "nieznanym". Ale jak już się zapisałam i z wielkim zapałem i radości.a ruszyłam ku półkom uginającyh się od ksiązek, doznałam szoku - kompletnie nie pamiętam żadnego autora. nic. ZCarna dziura. Pzreciez braci karamazow czytać nie będę. I olśnienie! No Chmielewska- a jak ognia jej unikałam, uważając za kompletnie nie wartą czytania - a już pochwały tego jej Lesia wprawiały mnie w wielkie zdenerowanie. Pierwsze zmiany co do autorki nastąpiły bo oglądnięciu z nia "Uwagi". Pomyślałm no niezła z niej kobita. Niesamowita. Ale to bylo z półtora roku temu. i dopieor w bibliotece postanowiłam spróbować. Lesia na szczeście nie było. Za to bylo ostatnie zdanie nieboszczyka. Obawiam się ze kazda książka po tej bedzie niewystarczająco zadowalajaca mnie pod wzgledem podniesionej adrenaliny. To co ona tam napisala przechodzi moje ludzkie pojęcie, ze tak można i że czlowiek ma taką wiedzę!!!! Ciesze się ze napisał tyle książek, bo każdy autor po którego siegałam kończył się na 3,6 lub 8 książce (Coleho, Mendoza). No przepraszam - MArio VArgasa LLosę i Gabriela Garcia Marqueza potraktowałam po macoszemu nie dajac szans reszcie książek. Chmielewska napisała ich bardzo dużo i pewnie zanim dojde do najnowszej bedzie ona już dawno "stara" gdyz za nia bedzie kolejna lista nowości Pani Joanny :)


aQada (18:07)























Podziel się:

Trackback: http://bloog.pl/id,6187330,trackback


komentarze (0) | dodaj komentarz
Luty 2007
piątek, 16 lipca 2010 14:11


23 lutego 2007
Lekcje pokory dla opornych

Hardośc i upór to cechy z których za zbyt dumna nie jestem. Są 5 kulą u nogi. Wiadomo jednak-samemu cieżko z nimi walczyć. A zresztą czasami człowiek zastanawia się po co. I wtedy zaczynają dziać się dziwne sytuacje. Z początku reagowałam na nie bardzo arogancko i opryskliwie. teraz wiem po co mi one. Po to by nauczyć się szanować bliźniego i przestać być dumną i hardą. Że aby wejśc na górę czasami długo trzeba kluczyć i błądzić.
Uswiadomiłam sobie to niedawno, dopiero gdy w pewnym sensie bardziej zaufałam panu Bogu i modliłam sie przez wstawiennictwo moich patronów o pomoc w tej sprawie.
Powrót z zakupów.
Wyszłam ze Smyka wielce uradowana ze córce kupiłam śliczny szlafroczek. pobiegłam na przystanek. Nie miałam biletów a na prywatny nie chciało się mi czkeać. Miałam akurat 2 zł aby w autobusie bilet kupić. Gdybym pisała o tym wtedy na pewno kierowca to burak, Pani starsza to wścibska baba. Teraz mam do tego dystans. Pan kierowca na widok "uciłanych" 2 zł po 10 gr rzucił i powiedział ze mam zabierać pieniądze. zdiwiona spytałam dlaczego, przecież dałam wyliczone. Okazalo się ze brakowało 10 gr. dałam panu 10 zł - niech wydaje. Ale musiałm dodać (juz byłam złą do granic możliwośc - jak można komuś rzucac poieniądze jak psu :/ ) "niech Pan sprzeda mi ten bilet do cholery. na co Srtaruszka zrugałą mnie, ze nie powinnam przeklinac. A zeby mieć swoje ostatnie zdanie Pan Kierowca dodał ze on Caritas nie jest i nie będzie nikomu tu niczego sponsorował. Cóż ręce opadły. Poczułam się jak jakis żebrak. jak wogóle ktoś mógł o mnie coś takiego powiedzieć - ja taka uczynna, pomagająca innym. Wyłam całą drogę jaka to niesprawiedliwośc mnie dotknęłą. po pewnym czasie uswiadomiłąm sobie ze nic na darmo się nie dzieje i albo przestanę przejmowac sie takimi sytauacjami i przestanę wsadzać komentarze albo to ja będę zawsze zła i to ja będę tylko na tym cierpieć. dobroć to nie tylko pomoc innym ale to też zamilknięcie wtedy gdy najbardziej korci by dogadać.
niby nic, ale dla mnie to zdarzenie ma duże znaczenie. Umocniło mnie trochę i uodporniło na inne docinki Pań z piekarni, "dobrych" staruszek służących zawsze radą czy pań Psychologów.
cdn.




aQada (13:26)

24 lutego 2007
Postanowienia na różne okazje


-Od jutra nie pale! koniec z tym syfem!

-Koniec ze słodyczami, musze schudnąć. Bo jak ja wyglądam!!

- Stop, stop ograniczam imprezki. No tak życ nie można!

itd,itd....Mozna przykładów podawać tonami. Każdy nieraz słyszał takie obietnice i sam nieraz pewnie podobne składał.Ja też. wyjątkiem nie jestem. W jednym wytrwałam 3 miesiące-codziennie rano cwiczyłam 30 minut; w innym 3 lata - styl żywienia: niełączenie pokarmów i bez kawki.Ale gdzies kończy się jakaś granica, gdzies pękamy, zastanawiamy się w jakim celu. Mogą nas nawet dopaśc bardzo egzystencjalne pytania "po co to wszystko, skoro i tak robaczki mnie zjedzą". Momentem w którym wszelakie postanowienianabierają dla mnie większego sensu jest Wielki Post. Tak jak w tamtym tak i w tym roku nie jem potraw mięsnych, nie piję kawy, nie jem słodyczyi nie pije alkoholu. w moim cyklu żywieniowym sa to rzeczy dośc znaczące (no moze słodycze nie aż tak), jednak doszłam do wniosku że da rade bez tego żyć. W tamtym roku było gorzej. Czułam że faktycznie czegoś się wyrzekłąm i to ma sens. Jednak w tym roku, jakoś czuję ze nie ma to żadnego znaczenia. Dlaczego? Ano odmówić picia winka czy piwka w knajpce czy u znajomych odmówię-nie raz to przechodziłam w ciagu roku ( w sierpniu też nie piłam), co do reszty znajomi przyzwyczajeni są do moich "udziwnień" a nawet szanują ze mam jakieś postanowienia i otwarcie mówię o tym.O co chodzi wtakim razie? I wtedy nawija sie Brewiarz z Psalmem 50 gdzie czytamy:

"«Czemu wyliczasz moje przykazania i masz na ustach moje przymierze* 17 ty, co nienawidzisz karności i moje słowa rzuciłeś za siebie? 18 Ty widząc złodzieja, razem z nim biegniesz i trzymasz z cudzołożnikami. 19 W złym celu otwierasz usta, a język twój knuje podstępy. 20 Zasiadłszy, przemawiasz przeciw swemu bratu, znieważasz syna swojej matki. 21 Ty to czynisz, a Ja mam milczeć? Czy myślisz, że jestem podobny do ciebie? Skarcę ciebie i postawię ci to przed oczy*. 22 Zrozumcie to wy, co zapominacie o Bogu, bym nie porwał, a nie byłoby komu zbawić. 23 Kto składa Mi ofiarę dziękczynną, ten Mi cześć oddaje, a postępującym bez skazy ukażę Boże zbawienie».

Nic dodać nic ująć. w kwesti wyrzeczeń materialnych powiedzmy dorosłam. teraz czas na duchową stronę przyrzeczeń wielkopostnych. I jak to powtarzam wciąż i zawsze przypadków nie ma ani kowali własnych los wykuwajacych. chcesz to się zmienisz, nie chcesz nikt na silę pchać do dobnrego Cię nie będzie.
aQada (15:03)

25 lutego 2007
Legenda na Wielki Post

" W dawnych czasach, gdy ludzie w czaie Wielkie Postu mocno pokutowali, jedną z form pokutnych była pielgrzymka do Świętego Miasta. Zabierało się w drogę krzyż tak duży jak nasze winy. Ludzie mieli różne i małe i średnie, ale jeden Człowiek miał tak wielki krzyż, iż musiał nieść go na plecach. Po kilku dniach wędrówki krzyż niesamowicie mu ciążył, był bardzo wyczerpany. W nocy, gdy udał się na spoczynek, przyszedł do niego Szatan, z propozycją: -Jeśli chcesz, pomogę ci nieść twój krzyż. Człowiek natychmiast się zgodził, na co Szatan-Odetnij kawałek krzyża, od razu łatwiej będzie ci go nieść. Jak tylko pielgrzym wstał, zrobił jak Szatan kazał. I faktycznie, było lżej. Ale jeszcze uwierał ciężar. I znów nocą pojawił się Szatan, z tym samym pomysłem. Człowiek znów następnego dnia odciął kawałek krzyża. I było lekko nieść. Wielką radość poczuł, gdy z daleka zobaczył zarys Świętego Miasta w oddali. Szybko jednak okazalo się, że Miasto oddziela przepaść. Zobaczył też, ze ludzie kładą swoje krzyze i przechodza po nich do miasta.Jego krzyż był za krótki." z kazania u św. Antoniego Lublin
aQada (13:50)

26 lutego 2007
Tolerancja i wolność cz.1


Jak to jest z ta tolerancją???Czy tolerować znaczy pozwalać na wszystko, być wolnym bez żadnych granic?? Czy stosować zasadę św. Augustyna" Kochaj i rób, co chcesz"???

Zacznę od definicji słownikowej:

TOLERANCJA <<łac. tolerantia = wytrzymałość na coś> liberalizm w stosunku do cudzych odmiennych od naszych poglądów, wierzeń, wyrozumiałość dla czyjegoś odmiennego postępowania.

TOLEROWAĆ <<łac. tolero =znoszę, wytrzymuję coś>> odnosić się z wyrozumiałością do czyichś przekonań, postępków, do czyjegoś zachowania: godzić się na czyjąś obecność, znosić coś, kogoś. (za: Słownik Wyrazów Obcych PWN, Warszawa 1991)

Ale żeby obraz trochę rozjaśnić lub dodać mu szerszego spektrum dodam jak tolerancja definiowana jest w socjologii i jakie wyróżnia się podziały:

TOLERANCJA postawa szacunku wobec poglądów osób czy grupy; uznawanie prawa innych jednostek czy grup społecznych do odmiennych, a nawet konkurujących postaw, przekonań, gustów i zachowań. Oprócz takiego terminu mamy jeszcze

TOLERANCJĘ FRUSTRACYJNĄ termin S. Rosenzweiga, określa psychiczno - ograniczoną wytrzymałość czy umiejętność stosunkowo sprawnego reagowania jednostki na napływające bodźce zewnętrzne w sytuacji frustracyjnej, spowodowanej niemożnością podjęcia określonego działania lub też wypełnienia zadania.

Oraz TOLERANCJĘ RELIGIJNĄ uznawanie przez jednostkę czy grupę społeczną prawa innych do wyznawania (lub odrzucania) i praktykowania różnej, odmiennej od własnej religii lub do własnego światopoglądu niereligijnego: przeciwieństwo skrajnego fanatyzmu religijnego. Czasem stosowane inne określenia: wolność wyznania, wolność przekonań religijnych i wolność sumienia. Przeciwstawnie do tolerancji na II biegunie mamy:

FANATYZM bezkrytyczne przekonanie o absolutnej słuszności jakiejś sprawy lub idei (poglądów religijnych, politycznych i społecznych), połączone z nienawiścią, nietolerancją i zwalczaniem odmiennych poglądów. Postawę taką na ogół cechuje gwałtowność, bezkompromisowość oraz gotowość do zapłacenia każdej ceny za realizację wytyczonych celów. (za: K. Olechnicki, P. Załęcki, Słownik Socjologiczny, wyd. Graffiti BC, Toruń 1999)



Dość definicji słownikowych jak ma się to do życia społecznego, w którym ciągle trąbi się o tolerancji dla inności wszelakiego rodzaju.

Wymaga się od nas tolerowania różnych zmian społecznych (małżeństwa homoseksualne, aborcja, eutanazja). Kiedy jednak okazuje się, ze jakaś jednostka ma inne zdanie wyzywana jest przez druga stronę barykady od ciemnogrodu i moherowych beretów. Czyli wniosek, jaki nasuwa mi się zawsze w takich momentach to: macie to tolerować, ale wasze zdanie nas nie obchodzi. W związku z tym tolerancja ma być tylko jednostronna? A wszelakie odmienne zdania są tłumione, obrzucane obraźliwymi wyzwiskami. Czy aby nie zaczyna się wtedy fanatyzm?? Jednostronna tolerancja miała miejsce w totalitarnych systemach. Demokracja z samego swojego znaczenia oznacza ludowładztwo. Oznacza także brak cenzury, wolność myśli i słowa, wolności wyznaniowa. Natomiast obecnie mamy do czynienia z różnymi formami fanatyzmu - czyli tej jednostronnej tolerancji: ty tolerujesz moje poglądy, ja twoich nie- politycznego, społecznego, antykatolickiego. Obecnie wymaga się tolerowania tylko i wyłącznie tego, co jest politycznie i społecznie poprawne. Jeśli publicznie osoba chociażby w jednym zdaniu, jednym wyrazie powie coś sprzecznego z obecnymi tendencjami społecznymi i politycznymi zaraz jest nagonka, zaraz przeprosiny wszystkich za wszystko, a nawet przeprosiny za czyny niezawinione. Jednak, gdy obraża się odczucia religijne katolików, chrześcijan, obraża godność Polaków, poniża innych ze względu na poglądy niepasujące do liberalnego świata, świata wszak wolnego od wszelakich uprzedzeń, wtedy tolerancję diabli biorą i znów jest nagonka i szczucie i znów niewinni muszą przepraszać. Pytam czy to jest TOLERANCJA? Taka nagonka przypomina mi zawsze zrzucanie winy męża, który zdradza żonę na nią. To takie pozbycie się poczucia winy i uspokojenia swojego sumienia". Przecież jestem OK to ona jest złą żoną".

A jak ma się wolność w tym wszystkim?? "Ja jestem wolny, mam swoje zdanie," Chocolate Spoon to dla mnie definicja wolności pojmowanej jako możlwiośc wyrażania swoich poglądów. Tego co myślę, nie bania się przede wszystkim tego. Nie bania sie, ze za moje poglady mogę zostać uwięziony czy nawet ponieść śmierć jak ma to miejsce chociażby w Chińskiej Republice Ludowej.



cdn






aQada (12:53)

Tolerancja i wolność cz. 2



Wolność to także słowa piosenki Chłopców z Palcu Broni "Wolność kocham i rozumiem Wolności oddać nie umiem". Wolność jest nam przypisana. Rodzimy się do bycia wolnymi. Jednak prawo naturalne daje nam pewne drogowskazy jak żyć by móc w pełni z tej wolności korzystać. Jakie? Ano każdy człowiek urodzony nawet w najgłębszej dżungli wie, ze zabijanie jest złem. Inna sprawa, jak on świadomość wykorzysta. I to jest już właśnie wolność. Wolność to świadomość istnienia czynów złych moralnie, społecznie. Mam drogowskaz na drodze, który informuje nas, jaka droga jest właściwą. Oczywiście możemy się zbuntować i powiedzieć sobie" Jestem wolny wiec wybieram swoją drogę. Nikt nie będzie mi nic nakazywał". I masz do tego prawo. <> (cytat z: Gość Niedzielny, nr.8, 25.02.2007, art. Skąd sumienie wie, co jest dobre a co złe, ks. T. Jaklewicz, str. 18). Skoro kochamy swoja wolność, trzeba ją także rozumieć. Rozumieć właściwie. Nie polega ona na robieniu wszystkiego, co jest na topie, nie polega na obalaniu wszelkich zasad, wybijaniu się ponad nie. To jest źle rozumiana wolność. To jest głupota, która może mieć ciężkie w skutkach konsekwencje. To tak jakby jechać pod prąd na autostradzie. Czy to ma sens? Owszem, gdy chcemy poczuć się naprawdę wolnymi, Pannami swojego życia i po prostu się zabić. Jeśli rozumiem, czym jest wolność, jeśli wiem, czym jest tolerancja na pewno nie zagubię się w tych wszystkich poprawnościach społeczno-politycznych. Będę umiał wyrażać swoje poglądy, ale i będę szanował poglądy innych. Tak bardzo oburza nas rasizm, antysemityzm. Szukamy wielkich słów by pokazać, jakim jest się wspaniałym tolerancyjnym człowiekiem. Natomiast gubimy się w najprostszych sprawach życia naszego. I nasza tolerancja zamienia się w zaciekłość, zawiść, nienawiść. Wolność i tolerancja to dwa piękne słowa. Dla chrześcijan zamiast tolerancji jest miłość bliźniego, która jest 1000kroć trudniejsza od tolerancji. Bo kochać kogoś, kto mnie nienawidzi jest trudna. Wybaczyć, komuś, kto mnie skrzywdził -niemożliwa. Chrześcijanie mają obowiązek wybaczać i kochać, ale nie mogą pozwolić na czynienie z siebie cielęcia na rzeź prowadzonego, a gdy mają swoje zdanie, wytykane im jest ze przecież mają kochać. Tak - kochać, ale nie dać się poniżać. Każdy ma człowiek swoją godność, a ona jest także wyznacznikiem naszej wolności. Mają kochać i mają także bronić tego, co wyznają. To tak jak zmusić wegetarianina żeby zaczął jeść mięso. Jestem wyznawca takiej religii, mam takie zasady a ze bronią one słabszych staję w ich obronie. Dlatego żyj i pozwól żyć innym. Miej swoje zdanie, ale nie potępiaj swojego sąsiada, że ma inne zdanie. Ja wysłucham twojego, ale ty wysłuchaj moich argumentów. Nie patrz jednostronnie, nie stawaj się fanatykiem. Patrz obiektywnie. Ja wysłucham Ciebie, ty wysłuchaj mnie. Nie musisz akceptować poglądów innych, ale nie popadaj w fanatyzm. Nie ma jednej strony medalu.

cdn.



aQada (12:18)

27 lutego 2007
Postny wiersz

Świąteczne porządki

Oczyściłam swoją duszę
Wymiotłam z niej kurz
I te pajęczyny co ja porosły

Świąteczne porządki
Zrobiłam w środku siebie

Chcę aby moja dusza
Lśniła jak mój dom
Ale wszak nigdy
Do końca
I nigdy dokładnie
Nie zrobi się porządku
Zawsze cos się pominie
O czymś się zapomni...
(23.12.2003)



aQada (12:32)












Podziel się:

Trackback: http://bloog.pl/id,618730



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Lubię, kiedy piszesz :)

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...