Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryba. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 lutego 2013

28,00 dag filetu z łososia

 "Postępowanie wasze niech będzie wolne od chciwości na pieniądze: zadowalajcie się tym, co macie. Sam bowiem powiedział: Nie opuszczę cię ani pozostawię." Hbr 13,5

Zastanawiając się co zjemy na obiad, weszłam na blog, który mnie zazwyczaj inspiruje. W oko od razu wpadła mi zapiekanka z łososia. Sprawdziłam składniki - stwierdziłam, ze ok, niech będzie. Za łososiem musiałam wysiąść na targu, ale o dziwo chciało mi się i pisać smsa do męża zawierającego listę sprawunków, jak i wysiąść przy targu i pójść po rybę. 
W autobusie spotkałam znajomą dziewczynę ze szkolenia - taki gratis od Pana Boga. A na targu? Jak zawsze jest pełno łososia, szczególnie surowego, tak dziś ostał się jeden, mały kawałeczek! 
Ile ważył? Bez dwóch gram - tyle  ile potrzebowałam na obiad, czyli 28 dag . Zastanawiam się, czy gdybym chciała zrobić jeszcze coś z łososia, czy znalazłoby się więcej.
A rano I czytanie i by nie martwić się pieniędzmi, bo Bóg mnie nie opuści ani nie porzuci. Cóż, teoria to teoria. Zawsze trzeba praktyki, by coś sobie utrwalić. Pan Bóg po raz kolejny zadbał o to, bym Mu zaufała. Chyba dziś wreszcie dopiął swego. Jezus naprawdę troszczy się o mnie.
 Muszę tylko więcej naczyń na oliwę brać, bo chyba nadal nie do końca ufam Panu Bogu i nie do końca pozwalam Mu "zaszaleć" i dać mi obfitość. 


*

*zdjęcie pochodzi z portalu http://www.sxc.hu

28,00 dag filetu z łososia

 "Postępowanie wasze niech będzie wolne od chciwości na pieniądze: zadowalajcie się tym, co macie. Sam bowiem powiedział: Nie opuszczę cię ani pozostawię." Hbr 13,5

Zastanawiając się co zjemy na obiad, weszłam na blog, który mnie zazwyczaj inspiruje. W oko od razu wpadła mi zapiekanka z łososia. Sprawdziłam składniki - stwierdziłam, ze ok, niech będzie. Za łososiem musiałam wysiąść na targu, ale o dziwo chciało mi się i pisać smsa do męża zawierającego listę sprawunków, jak i wysiąść przy targu i pójść po rybę. 
W autobusie spotkałam znajomą dziewczynę ze szkolenia - taki gratis od Pana Boga. A na targu? Jak zawsze jest pełno łososia, szczególnie surowego, tak dziś ostał się jeden, mały kawałeczek! 
Ile ważył? Bez dwóch gram - tyle  ile potrzebowałam na obiad, czyli 28 dag . Zastanawiam się, czy gdybym chciała zrobić jeszcze coś z łososia, czy znalazłoby się więcej.
A rano I czytanie i by nie martwić się pieniędzmi, bo Bóg mnie nie opuści ani nie porzuci. Cóż, teoria to teoria. Zawsze trzeba praktyki, by coś sobie utrwalić. Pan Bóg po raz kolejny zadbał o to, bym Mu zaufała. Chyba dziś wreszcie dopiął swego. Jezus naprawdę troszczy się o mnie.
 Muszę tylko więcej naczyń na oliwę brać, bo chyba nadal nie do końca ufam Panu Bogu i nie do końca pozwalam Mu "zaszaleć" i dać mi obfitość. 


*

*zdjęcie pochodzi z portalu http://www.sxc.hu

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

8 dzień tygodnia

Czytając opowiadanie Hłaski 8 dzień tygodnia, zastanawiałam się o co chodzi (byłam wówczas w liceum).
Dziś jest mój 8 dzień tygodnia. Dziś dzień błogosławieństwa swojego męża. To dało mi ogromną siłę rano, gdy było najtrudniej. Zamiast zakręcać się w swój żal, smutek i zatapiać się w tym jak mi jest źle, poprosiłam Boga aby błogosławił dziś mojemu mężowi. Aby przez to błogosławieństwo pękła ta szyba, ta zapora, która nie pozwala mi w pełni wybaczyć. Bóg wysłuchał modlitwy. Moje "ja" zniknęło, a ja zobaczyłam słońce. Była pokusa zatapiania się w łzy i uskarżanie jak zostałam potraktowana źle. Ale modlitwa serca wszystko wróciła na swoje miejsce. 
I dziś Pan błogosławii obficie.
Wczoraj wysłuchałam kazania o. Szustaka o pieczonej rybie http://188.40.128.88/op/beczka/nagrania/dwudziestki/2012.04.22.mp3. I dziś były zajęcia praktyczne z zjedzenia pieczonej ryby, którą jest sam Jezus. Pierwszy raz uwierzyłam, że Jezus zjadł naprawdę moją śmierć: moje lęki, strachy, ze naprawdę zmartwychwstał. I dziś bez lęku - no może maleńkie stresy były, ale wynikały z nagłych decyzji, będących dla mnie zaskoczeniem - jeździłam autem w godzinach tzw. lubelskiego szczytu. 
Bóg dał też możliwość zobaczenia męża, który zrobił zakupy. Mogłam się z nim przywitać i pożegnać:)

Mój ósmy dzień tygodnia jest dniem błogosławieństwa Bożego, ale musiałam dać swoje 100%: zaprzeć się tego co tak bardzo lubię - paprania się w swoim cierpieniu, i dać się wyciągnąć Jezusowi i uwierzyć, ze naprawdę On zabrał na krzyż moje lęki, moje grzechy. Naprawdę jestem martwa dla grzechu. A teraz muszę to  Jezusa pomocą wprowadzić w czyn, bo jakże miłe jest w swoim bagienku..... 

Pobłogosławił Bóg w pracy i w domu - przy przygotowywaniu posiłku i znoszeniu psot synka... Naleśniki wyszły takie, jak nigdy dotąd :) Dziękuję Ci Jezu za nie :) I bałagan jakiego przysporzył mi Ignaś nie wywołał szału, ale skończyłam naleśniki, a potem odkurzyłam. Zobaczyłam dziś, ze nie można zaczynać 100 czynności na raz, ale po kolei - najpierw jedna, potem druga. 


Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...