W ramach programu mojego życia "Jezu Ty się tym zajmij" prosiłam go o zabranie 7 cm nadwagi, prosiłam o komputer, ipod i iphon appla, prosiłam o usprawnienie kompa i inne rzeczy.... a Jezus uzdrowił moją klawiaturę. Nie nabijam się, nie żartuję...to fakt.
Jakiś kawał czasu temu synek zalał ją sokiem pomarańczowym. Trzy razy podejmowałam próby czyszczenia...nadaremnie... klawisze kleiły się i to zniechęcało mnie by pisać... a dziś... dziś klawiatura śmiga jak nowa..a najlepsze ze tylko klawisze z literami:D te z cyframi nad nimi nie, bo te numlockowe działają:D
Jezus jest w mojej codzienności. A po co ją naprawił? Bo dostałam propozycję napisania 3 artykułów. Niby się podjęłam..ale a to synek późno spać chodzi, a to zmęczenie..ale przede wszystkim klawiatura ..a zresztą czy dam rade... Teraz ja Jezus jej dotykał to DAM RADĘ !!!
Ale to jest niesamowite uczucie dotykać czegoś co przed chwilą dotykał sam Jezus... chciałam zawsze móc Go dotknąć...to wysłuchał modlitwy :) Pewnie ze dotykam swojej uzdrowionej duszy, czy przepukliny czy też kolana... jednak zauważam ze cuda po pewnym czasie stają się tak oczywiste, ze zapominam że to SĄ CUDA!! A teraz ta klawiatura... Bóg jest wielki i naprawdę chce być w mojej codzienności.
Jest mi cudownie. 7 lat czekał aż dojdziemy do tego miejsca, w którym jestem teraz... Jest ogromni8e cierpliwy i naprawdę MUSI MNIE KOCHAĆ...każdy inny był dał sobie spokój...a le nie ON...tak się cieszę ze mamy wspólną cechę - UPÓR w realizacji celu :)
a dziś poruszyło mnie słowo z i czytania
"Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie." Iz 49,1
Jestem w Bożym kołczanie, naostrzoną strzała...i jak przyjdzie czas wypuści mnie, by zrealizować to co zamierzył posługując się mną.
Jestem Bożą Strzałą:)
niedziela, 24 czerwca 2012
niedziela, 3 czerwca 2012
Ekspresowa odpowiedź
Dzieje się i to wiele az mnie ogarnia wewnętrzne przerażenie jak Bóg jest nieogarniony, i niesamowity!! Dziś tak mocno uderzył mnie fragment 1 Krn 28, 21 - 20. Idealnie Bóg dał mi odpowiedź na to czym Go zamęczałam. A chodziło o to, czy mój pomysł na własną działalność gospodarczą jest OK. Jest OK. Już się nie martwię bo skoro Bóg mówi:
"Bądź mężny i wytrwały. Nie obawiaj się i nie przerażaj bo Pan Bóg, mój Bóg, jest z tobą. On cię nie opuści ani nie porzuci. W każdej pracy będą przy Tobie ludzie doświadczeni w różnych dziedzinach" 1Krn 28, 20-21
"Bądź mężny i wytrwały. Nie obawiaj się i nie przerażaj bo Pan Bóg, mój Bóg, jest z tobą. On cię nie opuści ani nie porzuci. W każdej pracy będą przy Tobie ludzie doświadczeni w różnych dziedzinach" 1Krn 28, 20-21
no to co ja mam więcej pytać i się martwić?
Pomysł jest dobry, cel jak na razie Boga nie przesłania, tego chce ode mnie już stawia ludzi...więc?
I dlatego ogarnął mnie strach i lęk.... Bo taka odpowiedź mnie zaskoczyła. Pełna miłości i czułości i zapewnienia Moje dziecko Ja ci wszystko dam, tylko wytrwaj i mi zaufaj...
raz że zabiera strach o przyszłość a dwa - teraz mi wpadło -uczy jak mówić do swoich dzieci. Z troską, miłością a nie krzykiem dochodzić swoich racji....
Dlatego teraz spać mogę spokojnie bo wiem, ze Bóg mnie prowadzi. Bylebym tylko wytrwała i wierzyła Mu.
Współdziałać z Bogiem - tego pragnę. Pełnić Jego wolę i NIGDY nie popaść w pychę i uważać ze cokolwiek udało mi się dzięki moim zdolnościom.... Nic mi się nie udało dzięki moim zdolnościom. Dzięki robieniu po swojemu wszystko się rozwaliło. Bóg powalił dom, który zbudowałam po swojemu.
Teraz razem Go budujemy. Mam dość. Przychodzą czarne myśli, łzy i pytanie po co albo czasem egoistyczne "dlaczego". A On wysłucha, poklepie po plecach i biorę kamyki i znów biorę się do pracy. I zaczyna coś być widać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)