piątek, 30 sierpnia 2013

Moja pomoc przychodzi od Pana, który stworzył niebo i ziemię

Refleksja na koniec wakacji: moim marzeniem jest pracować w firmie takiej jak Pure Profit. Mam 36 lat, i wierzę, ze PR to moje powołanie. Skonsultuje to tylko z moim Tatem co On o tym myśli i poddam się Jego woli. Bo On wie co dla mnie najlepsze. A skoro wzbudza w moim sercu pragnienie takie, to na pewno zajmie się tym najlepiej. Po ludzku szanse są zerowe, ale po Bożemu - wynoszą 100%. Wczoraj znajomej powiedziałam, ze po ludzku bym nie uwierzyła, ale ponieważ żyjemy z Bogiem, to wierze i nie robi to wrażenia (śmiechem żartem oczywiście, bo napełnia ogromną radością i uwielbieniem Boga za Jego łaski), bo przecież u nas chrześcijan cuda to normalność :) a mając wiarę np. św Benedykt naprawia pęknięta płytę kuchni elektrycznej mojej mamy (Tak i to nie bajka), naprawia mój telefon komórkowy, który nie chcial się włączyć, ojciec Pio wspiera w szpitalu, św Filomena tak się wstawia u Jezusa, że dzieci wirusa przechodzą niestandardowo: Martyna ból brzucha i tylko gorączka, a przy tym wirusie atakującym jelita dzieci zlądowały w szpitalu; Ignaś tylko katar bez temperatury, i wirusowy katar minłą na wapnie dla alergików i oczywiście wspierany olejem św Filomeny (jak i Martyna) i ogromną moją wiarą, że moja pomoc przychodzi od Pana, który stworzył niebo i ziemię.
To jak mam nie wierzyć, ze Bóg zadba o mój rozwój zawodowy?? Że już tutaj dba i troszczy się bym była radosna???


wtorek, 6 sierpnia 2013

Trochę z głębi mnie, czyli coś co jest za żelazną kurtyną i nikomu do tego dostępu nie daję

I koniec wakacji u rodziców. Wracam do Lublina. Nie chcę, ale muszę. W sumie to nawet nie mogę powiedzieć, ze do domu, bo tak naprawdę to ja go nie mam. TU u rodziców, tam z teściami. Jestem zmęczona tym życiem w Lublinie. Ale nic nie mogę poradzić.
Moja kondycja duchowa jest marna. Czuję się fatalnie, jadę na resztkach paliwa jakim jest Eucharystia.
Ufam Bogu do momentu, gdy idzie po mojej myśli, a jak nie, to już panika.
Czasem to się zastanawiam po co ja żyję, w jakim celu Bóg mnie stworzył?

Nie chcę wracać do Lublina. I jest mi bardzo smutno.\

A Pan Bóg si do mnie uśmiechnął i uspokoi moje serce, dając do przeczytania ten artykuł
http://gosc.pl/doc/1616342.Szkaplerz-nosze-pod-koszula i przypomniał co jest ważne w życiu: modlitwa, Pismo św i zawierzenie Mu swojego życia, przychodzenie do Niego ze wszystkim i szukanie w tu i teraz Jego obecność. I zawsze pytać Go o opinię. Na razie nie mam ku temu sił. Obumarłam, a On podlewa i mówi dasz radę, a ja zapalam się na chwilę, a potem wszystko odchodzi. Bo dopada zniechęcenie i w głowie  kołacze ciągle , że przecież to nic nie da. A ja się poddaję. Bez Jego łaski i błogosławieństwa nie dam rady niczego zmienić. Nie chcę rzucać się na Brewiarz, bo a moment ide do pracy i nie wyrobię z modlitwami. Pismo św fakt zapuściłam się w czytaniu. O mszy św codziennej nie ma mowy, bo Ignaś jest jaki jest, a po zmianie lokum naszej pracy rano nie mam jak iść. Ale tak myślę, ze może właśnie o to Panu Bogu chodzi. Żebym zaczęła od swojej rodziny, tam służyć bo On całopaleń nie potrzebuje tylko miłości, a mnie łatwiej było iść na msze niż kochać bliskich i im służyć. Walczę z Nim jeszcze o to, ale wierzę, ze jeśli mimo oporów mam w sercu pragnienie to On je zmieni i uczyni zdolnym do miłości.




czwartek, 1 sierpnia 2013

Co tam Panie w lipcu było

Wczoraj imieniny Ignasia  - zjadł miske żelków (dzięki czemu drugie danie miałam z głowy) i dostał mały motocykl. Tak go te prezenty ucieszyły, że z żelkami się nie rozstawał, póki ich nie zjadł, a z motocyklem spał. Miło patrzeć, ze do szczęścia to naprawdę mało trzeba.
Już sierpień, w przyszłym tygodniu wracamy do Lublina. Szkoda mi, że nie zostajnę tu całego tygodnia jeszcze. Ale i dentysta, i Martyny ortopeda a i trzeba się nad to morze zacząć ogarniać.
Po szpitalu (7 lipca trafiłam na neurologię, bo w czwartek dostałam strasznego bólu głowy. Neurolog położyła mnie na oddział i zleciła punkcję. Okazało się, że miałam zapalenie opon mózgowych.) dochodzę do siebie. Wczoraj nawet posiedziałam sporo na tarasie. Ale jeszcze mam zawroty głowy i lekkie miętolenia w głowie.
Z tym szpitalem i  z tą głową to palec Boży. Bo gdyby nie to pewnie bym zeszła z tego świata. Jak sobie później analizowałam swój stan zdrowia ja byłam jednym wielkim wirusem. Ale kto by mnie przyjął do spzitala na poważne leczenie? Jak czekałąm na oddziale to patrzono na mnie nieprzychylnie. Przyszła kobita, dobrze wygląda to pewnie dobrze się cuzje i wymyśla punkcje. Miny im zrzedły jak dostali wyniki. Takze choć pobyt był dla mnie okropnością duchową (nie zdałam egzaminu na zaufanie Panu Bogu, nie zdałam egzaminu z niesienia krzyża ani cierpienia) to dziękuję Panu Bogu za Jego interwencję. I za Beatkę, którą poznałam jakiś miesiąc wcześniej, bo to dzięki niej miałam załtwioną neurolog z dnia na dzień. Naprawdę wszystko to było pod czujnym okiem Bożej Opatrzności, bo patrząc po ludzku, wierzyć się nie chce.
Jak pisałam wyżej cięzki duchowo okres braku pokładania ufności w Panu Bogu (boję sie kłócia -każdy welflon to taki irracjonalny strach!!). Grunt, ze jakieś ułamki cierpienia byłam w stanie ofiarować za innych. I to naprawdę cud, ze przeżyłąm punkcję. Psalm 23 i Pan Jezus stał przy mnie. Na drugą nie wyraziłam zgdoy.
W każdym bądź razie po szpitalu dotarło do mnie czym jest modlitwa i jak ona jest ważna i wartościowa! Od tej pory mimo trudności z radością modlę się różańcem za chorych i cierpiących.
NAdto dostałam pakiet 3 w jednym: spowiedź, Komunia św. i namaszczenie chorych. W prezencie (pokuta) dostałam psalm 121 i 139. 121 był tym, czego potrzebowałam.
Powinnam była się tegio trzymać, ale nie. Wolałam po swojemu i w ten sposób dawać przystęp złemu by mógł siać spustoszenie. Mimo wszystko z tego wszystkiego Pan Bóg wyprowadza dobro.  Dużo walki było z Panem Bogiem, Jego wolą, ale też dużo prawdy w naszych relacjach i o mnie samej.
Wybieram się jutro do spowiedzi, ale przed sobą mam już takie zasieki, że zaczynam się poddawać. W takie sytuacji oddałam to Jezusowi. Niech On się tym zajmie: zasiekami, lękami i tym wszystkim co mnie zniechęca do walki.

A co poza duchowymi kwestiami - na tydzień przed szpitalem zakupiłąm sobie czytnik Nook. I dzieki tej inwestycji (też to palec Boży) przeczytałam w szpitalu 8 książek:

* Hobbit
*Smażone zielone pomidory
*Sprawiedliwość owiec
*Taniec z aniołem
*Wołanie z oddali
*Słońce i cień
*Trochę proroka Ezechiela
*Pierwsze Damy II Rzeczypospolitej
*Marsylski szwindel
*Hotel Pastis

Moze powoli napisze kilka słó o każdej z nich. Ale to innym razem.





Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...