Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cuda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cuda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 sierpnia 2013

Co tam Panie w lipcu było

Wczoraj imieniny Ignasia  - zjadł miske żelków (dzięki czemu drugie danie miałam z głowy) i dostał mały motocykl. Tak go te prezenty ucieszyły, że z żelkami się nie rozstawał, póki ich nie zjadł, a z motocyklem spał. Miło patrzeć, ze do szczęścia to naprawdę mało trzeba.
Już sierpień, w przyszłym tygodniu wracamy do Lublina. Szkoda mi, że nie zostajnę tu całego tygodnia jeszcze. Ale i dentysta, i Martyny ortopeda a i trzeba się nad to morze zacząć ogarniać.
Po szpitalu (7 lipca trafiłam na neurologię, bo w czwartek dostałam strasznego bólu głowy. Neurolog położyła mnie na oddział i zleciła punkcję. Okazało się, że miałam zapalenie opon mózgowych.) dochodzę do siebie. Wczoraj nawet posiedziałam sporo na tarasie. Ale jeszcze mam zawroty głowy i lekkie miętolenia w głowie.
Z tym szpitalem i  z tą głową to palec Boży. Bo gdyby nie to pewnie bym zeszła z tego świata. Jak sobie później analizowałam swój stan zdrowia ja byłam jednym wielkim wirusem. Ale kto by mnie przyjął do spzitala na poważne leczenie? Jak czekałąm na oddziale to patrzono na mnie nieprzychylnie. Przyszła kobita, dobrze wygląda to pewnie dobrze się cuzje i wymyśla punkcje. Miny im zrzedły jak dostali wyniki. Takze choć pobyt był dla mnie okropnością duchową (nie zdałam egzaminu na zaufanie Panu Bogu, nie zdałam egzaminu z niesienia krzyża ani cierpienia) to dziękuję Panu Bogu za Jego interwencję. I za Beatkę, którą poznałam jakiś miesiąc wcześniej, bo to dzięki niej miałam załtwioną neurolog z dnia na dzień. Naprawdę wszystko to było pod czujnym okiem Bożej Opatrzności, bo patrząc po ludzku, wierzyć się nie chce.
Jak pisałam wyżej cięzki duchowo okres braku pokładania ufności w Panu Bogu (boję sie kłócia -każdy welflon to taki irracjonalny strach!!). Grunt, ze jakieś ułamki cierpienia byłam w stanie ofiarować za innych. I to naprawdę cud, ze przeżyłąm punkcję. Psalm 23 i Pan Jezus stał przy mnie. Na drugą nie wyraziłam zgdoy.
W każdym bądź razie po szpitalu dotarło do mnie czym jest modlitwa i jak ona jest ważna i wartościowa! Od tej pory mimo trudności z radością modlę się różańcem za chorych i cierpiących.
NAdto dostałam pakiet 3 w jednym: spowiedź, Komunia św. i namaszczenie chorych. W prezencie (pokuta) dostałam psalm 121 i 139. 121 był tym, czego potrzebowałam.
Powinnam była się tegio trzymać, ale nie. Wolałam po swojemu i w ten sposób dawać przystęp złemu by mógł siać spustoszenie. Mimo wszystko z tego wszystkiego Pan Bóg wyprowadza dobro.  Dużo walki było z Panem Bogiem, Jego wolą, ale też dużo prawdy w naszych relacjach i o mnie samej.
Wybieram się jutro do spowiedzi, ale przed sobą mam już takie zasieki, że zaczynam się poddawać. W takie sytuacji oddałam to Jezusowi. Niech On się tym zajmie: zasiekami, lękami i tym wszystkim co mnie zniechęca do walki.

A co poza duchowymi kwestiami - na tydzień przed szpitalem zakupiłąm sobie czytnik Nook. I dzieki tej inwestycji (też to palec Boży) przeczytałam w szpitalu 8 książek:

* Hobbit
*Smażone zielone pomidory
*Sprawiedliwość owiec
*Taniec z aniołem
*Wołanie z oddali
*Słońce i cień
*Trochę proroka Ezechiela
*Pierwsze Damy II Rzeczypospolitej
*Marsylski szwindel
*Hotel Pastis

Moze powoli napisze kilka słó o każdej z nich. Ale to innym razem.





poniedziałek, 24 września 2012

Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny


 zaakceptowałam a nawet dałam zgodę Bogu na brak owoców w moim życiu doczesnym co do Roberta, natomiast nie tracę nadziei ze będziemy szczęśliwi.
Jestem po tzw spowiedzi furtkowej* i tyle miłości tyle uzdrowienia jakiego doznałam...jak to ks. Krzysztof starał się mi uświadomić ze była to najważniejsza chwila w moim życiu.... Bóg będzie mógł realizować swój plan przeze mnie w stosunku do moich dzieci i i męża. Tak cudnie było słyszeć, że to co czułam od dzieciństwa na temat świętości było dobre i dlatego tyle złą w moim życiu, żeby ten plan Boży nie mógł się wypełnić.

Mam dużo pokoju w sercu. Wierze ze Jezus też uzdrowił mnie do radości.

W niedzielę drugie zajęcia w szkole stylizacji Było świetnie!! Tym razem typy twarzy i typy sylwetki..a za tydzień określanie sylwetki każdej z uczestniczek - trzeba zabrać getry i koszulkę obcisłą na ramiączkach :D plus walizkę z ciuchami:D Będę ciekawie wygladac na mszy u Dominikanów o 8:00 Ale nie darowałabym sobie nie pójścia do nich przez posiadanie takiego przeskadzacza. Oni są niesamowici. Ostatnie kazanie...cudne. Jako zadanie w modlitwie Ojcze nasz nie mówić ojcze ale Tatusiu, Tato mój...coś cudownego bo zlało się to z tym o czym mówił ks. Krzysztof na spowiedzi. Jezus potwierdził , dopieczetował i tak jak mam modlić się By Bóg okazał mi się taki jaki jest... chyba zaczął od dominikanów :) Uśmiechnęłam się jak ojciec prowadzący Eucharystię powiedział, ze Bóg nam dziś międzynarodowy dzień dziecka ustanowił więc zobaczmy dziś w każdym dziecko a przede wszystkim w sobie.

W pracy ...nie wesoło. Jak na razie odrzucają każdy napisany projekt. Nawet ten, na który najbardziej liczyłam. Nie wiem co dalej będzie ze mną. Ale jedno wiem: Bóg złożył obietnicę na moje życie i tego się trzymał. A skoro jestem Jego niewolnicą to Pan musi zapewniać swojemu niewolnikowi pracę :D

__________________
* spowiedź furtkowa(pogłębiona)- u nas czeka się na nią miesiącami... a ja akurat byłam u przyjaciółki jak odwiedził ją jej bliski kolega a mój znajomy Akurat umówiony własnie na ową spowiedź. Mnie w środku roznosiło...Przeprosiłam Agę i poszłam z nim an Zieloną Po mszy do zakrystii do ks. Krzysztofa... i co? na środę... w środę nie było spowiedzi, ale rozmowa...niesamowita Jezus wiedział czego potrzeba :) potem modlitwa o termin i padło na sobotę. Aga ze znajomym śmieją się ze mnie mówiąc że prę do przodu jak taran i ze mam w sobie tyle odwagi, ze mnie podziwiają za nią.

wtorek, 11 września 2012

Małe wielkie rzeczy


Ignaś dziś padł. Akurat był po myciu, ja zdążyłam tylko pieluszkę mu założyłam gdy zadzwonił telefon - po 5 min rozmowy zorientowałam się, ze małego nie słychać. Przerażona biegiem do pokoju - a on już spał! Pan Bóg pobłogosławił za posłuszeństwo wobec Jego postanowień. Ciężko było swoje "ja wiem lepiej" do kieszeni schować. A za to i telefon od dawno niesłyszanego przyjaciela, i zupa wyszła przepyszna, i mały zasnął, i nowenna pompejańska owocna i była lekka .... cuda i łaski za to tylko, ze zamiast iść do katedry z bólem serca, z pogrzebaniem "ale przecież ja muszę ..." pojechałam do domu. Teściowa była umówiona i mogłam oszukać Roberta, ze zostaję po godzinach- on jechał by jak wariat spod Lublina. Tymczasem zdecydowałam pojechać do domu. I to było miłe Bogu :) Tak jak w dzisiejszym rozważaniu Modlitwy w drodze na wtorek 11.09.2012 r.," by prosić o świadomość, że zaproszenia Jezusa skierowane do ciebie są bardzo dobrze przez Niego przygotowane, niech to dodaje ufności" I to było takie zaproszenie"Agatka, chodź Ja mam na dziś o wiele ciekawszy plan na Nas. Zaufaj mi." Mała rzecz, ale przecież Jezus mówi"sługo dobry i wierny, byłeś wierny w małych rzeczach nad wieloma cię postawię".
Akurat  w niedzielę ojciec Adam w kazaniu pt Westchnienia Jezusa mówił o siedzeniu przy Nim, jak ten głuchoniemy z ewangelii, i dał słuchaczom  3 dni na własnie takie trwanie z Jezusem, by później móc odetchnąć- westchnąć z Nim, ze to już za nami, że minęło i można odpocząć. Nie sądziłam, że Jezus będzie chciał takiego trwania przy Nim:)


kazanie z niedzieli 9.09.2012 o. Adama Szustaka http://78.46.106.248/langustanapalmie/2012.09.09.XXIII.niedziela.zwykla.mp3

niedziela, 24 czerwca 2012

Cud naprawy klawiatury Bożą Ręką - dosłownie!

W ramach programu mojego życia "Jezu Ty się tym zajmij" prosiłam go o zabranie 7 cm nadwagi, prosiłam o komputer, ipod i iphon appla, prosiłam o usprawnienie kompa i inne rzeczy.... a Jezus uzdrowił moją klawiaturę. Nie nabijam się, nie żartuję...to fakt.
Jakiś kawał czasu temu synek zalał ją sokiem pomarańczowym. Trzy razy podejmowałam próby czyszczenia...nadaremnie... klawisze kleiły się i to zniechęcało mnie by pisać... a dziś... dziś klawiatura śmiga jak nowa..a najlepsze ze tylko klawisze z literami:D te z cyframi nad nimi nie, bo te numlockowe działają:D

Jezus jest w mojej codzienności. A po co ją naprawił? Bo dostałam propozycję napisania 3 artykułów. Niby się podjęłam..ale a to synek późno spać chodzi, a to zmęczenie..ale przede wszystkim klawiatura ..a zresztą czy dam rade... Teraz ja Jezus jej dotykał to DAM RADĘ !!!
Ale to jest niesamowite uczucie dotykać czegoś co przed chwilą dotykał sam Jezus... chciałam zawsze móc Go dotknąć...to wysłuchał modlitwy :) Pewnie ze dotykam swojej uzdrowionej duszy, czy przepukliny czy też kolana... jednak zauważam ze cuda po pewnym czasie stają się tak oczywiste, ze zapominam że to SĄ CUDA!! A teraz ta klawiatura... Bóg jest wielki i naprawdę chce być w mojej codzienności.

Jest mi cudownie. 7 lat czekał aż dojdziemy do tego miejsca, w którym jestem teraz... Jest ogromni8e cierpliwy i naprawdę MUSI MNIE KOCHAĆ...każdy inny był dał sobie spokój...a le nie ON...tak się cieszę ze mamy wspólną cechę  - UPÓR w realizacji celu :)

a dziś poruszyło mnie słowo z i czytania

"Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie." Iz 49,1

Jestem w Bożym kołczanie, naostrzoną strzała...i jak przyjdzie czas wypuści mnie, by zrealizować to co zamierzył posługując się mną.

 Jestem Bożą Strzałą:) 

wtorek, 8 maja 2012

Wydarzyło się

Dzieje się tak dużo, a ja milczę. Tyle błogosławieństwa, tyle cudów...
A dokoła piękny maj. Moja kariera rozwija się.. mam wrażenie jakby ktoś pchał do przodu coraz szybciej
 i szybciej i kiedy myślę by dać sobie spokój, taki splot wydarzeń mnie spotyka, ze oddalam głupkowate myśli.
Wiele dał mi List do Rzymian 12-13. Niesamowite odkrycie mojego wewnętrznego lęku przed śmiercią
 i sadem Bożym. Czatachowa i wysłuchane z 22 kwietnia spotkanie naprawdę jest owocne. Teraz to widzę. Wiele łez, złości żalu i trudnej sytuacji a to wszystko po to żebym Jezusowi wreszcie powiedziała całą prawdę. Żeby pogadała z Nim jak z Przyjacielem a nie szukała ludzkiego zrozumienia. Od tamtej rozmowy napełnił mnie pokój, radość i wiara, ze uda się bo Jezus jest ze mną, A skoro ksiądz mówi mi, ze we mnie jest światło i jestem blisko Boga to nie będę tego negować i przy upadkach wpadać w pychę i mówić Bóg mnie nie kocha. Jezus daje łzy ale daje i radość. Czuję Jego przebaczenie, tylko teraz muszę iść do spowiedzi. Ale jak tu iść jak człowiek taki radosny? Ech te moje emocje...zawsze albo na górze albo na dole, nigdy stonowana.
Jezus odkrywa przede mną obraz mnie samej i jestem zaskoczona, że taka jestem.
Na mszy św. ostatnio staję przed Bogiem taka jak w danym momencie się czuję że jestem. A Jezus to bierze i przemienia. Niesamowite. A ja tyle szukałam sposobu na to by móc się zmieniać, a to wystarczy stanąć i powiedzieć Jezus staję dziś taka i taka, z takimi i takimi emocjami! Nie mówię, ze jest łatwo. Bo jest czarna strona. Ale Jezus pokazuje mi, że poradzimy sobie z nią.

A co do krucjaty.... to niesamowite cuda!!!!!!! Nie ma zmian widocznych ale jest oczyszczenie, była nawet rozmowa.... Dołączyłam do Ruchu Wiernych Serc i bardzo się z tego cieszę. Praktycznie zobowiązania wypełniam od prawie roku. To był impuls żeby dołączyć. Wiem, ze będzie dobrze.

zdjęcie oczywiście made by aQada  czyli ja  :)

sobota, 18 lutego 2012

bo Ty jesteś ze mną

Na obecny moment nie umiem wyrazić słowami, jak Bóg działa w moim życiu i jak przychodzi by mnie ratować. Gdy w czwartek płakałam, w piątek rano zrobił wszystko bym wróciła do Niego. Wyszłam z domu  smutna, z poczuciem odrzucenia, wiedząc że i tak zapewne na przystanku poczekam  15 min bo w 8 min to ja nie zdążę dojść i jeszcze kupić bilety by pojechać wcześniejszym. Zdążyłam. Będąc w autobusie dopiero dotarło do mnie ze Bóg ma plan :) I miał. Mimo braku pojednania z Bogiem, poszłam na mszę a tam od razu do konfesjonału. Myślenie wyłączyłam. Prosiłam tylko Anioła Stróż i Ducha św o pomoc. Wyspowiadałam się.
Potem coaching, w którym Bóg pokazał mi że mam wziąć odpowiedzialność za swoje życie, bo inaczej nie może On w nie wejść i obdarować mnie tym co mi przeznaczył. Dziś na Sycharze uświadomił mi, że wysłuchuje moje modlitwy, ale ja nie przebaczyłam....sobie! Trzymam nóż z uporem maniaka. Jezus go chce wyciągnąć a ja trzymam i mówię Nie, niemożliwe żebyś mógł wybaczyć Tego się nie wybacza! Dziś miało mnie tam nie być. Zły szalał i mocno zasmucona tam jechałam. Smuciłam się na mszy, że dałam sobie odebrać dar radości. Nie dałam. On jest we mnie. A Jezus dziś zaczął proces uzdrawiania mnie samej. Już się nie boję, czego On może chcieć ode mnie. Ważne, ze jest przy mnie. A cała reszta to tylko na chwilę.
Moje 12 kroków i moje wystąpienie o tym, ze Bóg daje wolną wolę, potem smutek. A dziś Bóg powiedział mi Dosyć tego oskarżania się! Grzeszysz pychą! Obrażasz moje miłosierdzie! Przyjmij moje przebaczenie! I tak powiedziałam Jezusowi Tak. Pięknie osoba prowadząca spotkanie powiedziała o przebaczeniu: to jest decyzja, a gdy nachodzić będą złe myśli, trzeba sobie tą chwile przypomnieć. Bo to co innego niż emocje, które będą. Ale nigdy więcej braku przebaczenia, bo podjęłam decyzję. I wreszcie otworzyłam swój słoik.
Czemu nie umiem chwalić Boga za te cuda? Ale płakać mogłabym by wszyscy słyszeli? Bóg mnie prowadzi. Nawet do spowiedzi tak mnie kocha, a ja gardziłam Jego miłosierdziem. Dziś wierze w to, ze uwolnił mnie, ze zabrał wreszcie to poskarżenie i dał mi wolność. Swoja wolność. Niczego nie muszę się lękać bo On jest ze mną, bo mnie wykupił. Pan moim pasterzem, choćbym szedł przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę bo Ty jesteś ze mną!!!!!
Rozmowa z siostrą dziś rano też wiele mi wyjaśniła i uwolniła od złych emocji. Też wiem, że to sprawka Pana Boga.
Dziękuję mu za to czym mnie już obdarował, i proszę o to w czym jeszcze nie domagam i czego boję się poprawić, bo lękam się opuścić swoje ciepełko. A On mi pokazuje czarno na białym, ze chce bym żyła pełnią życia. tak na 100%.
Wiem, ze nie będzie łatwo. Muszę zaakceptować fakt, że upadam oraz to, że Jezus o tym wie.
Oczywiście Bóg "wysłała Go, aby każdy z was dzięki Jego błogosławieństwu odwrócił się od grzechów"/Dz 4, 26




źródło: http://dwellingintheword.wordpress.com/2011/08/
* * *

Nie proszę o cuda ani wizje, o Panie,

Lecz o sile na co dzień!

Naucz mnie sztuki małych kroków:

Uczyń mnie pomysłowym i wynalazczym,

Abym w codziennej różnorodności i mnogości

W porę dostrzegł moje doświadczenia i poznania,

Które spotykają mnie.

Uczyń mnie bardziej zręcznym we właściwym podziale czasu,

Obdaruj mnie wyczuciem, abym dowiedział się,

Co jest najważniejsze, a co stoi na drugim miejscu.

Pozwól dostrzec mi, ze sny nie prowadza do niczego,

Ani odnośnie przeszłości, ani tez przyszłości.

Pomóż mi czynić jak najlepiej moje następne zadania

Oraz dostrzec teraźniejszość jako najważniejszą rzecz.

Uchroń mnie przed naiwna wiara,

Iż w życiu wszystko musi gładko przebiegać.

Obdarz mnie trzeźwym poznaniem,

Ze trudności, upadki, niepowodzenia i zmiany na gorsze

Są normalnym dodatkiem do życia,

Za pomocą których wzrastamy i dojrzewamy.

Przypomnij mi o tym, ze czasami serce sprzeciwia sie rozumowi.

Przyślij mi w odpowiednim momencie kogoś, kto ma dosyć odwagi,

Powiedzieć mi prawdę.

Chciałbym pozwolić wypowiedzieć się tobie i innym.

Prawdy nie mówi się samemu sobie,

Prawdy dowiadujemy się od innych.

Wiesz, jak bardzo potrzebujemy przyjaźni.

Spraw, abym dorósł do najpiękniejszego, najtrudniejszego,

Najbardziej ryzykownego i najdelikatniejszego przedsięwzięcia w życiu.

Użycz mi potrzebnej wyobraźni,

Abym we właściwej chwili, z udziałem słów lub w milczeniu,

Przesłał paczuszkę dobra pod właściwym adresem.

Uczyń ze mnie człowieka, który

Podobny jest do głęboko zanurzonego statku,

Abym osiągnął także tych będących na dole.

Ustrzeż mnie przed strachem,

Iz mógłbym zaniedbać moje życie.

Nie dawaj mi tego, czego sobie życzę,

Lecz to, czego potrzebuje./A. Saint - Exupery

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...