"Bądź mężny i wytrwały. Nie obawiaj się i nie przerażaj bo Pan Bóg, mój Bóg, jest z tobą. On cię nie opuści ani nie porzuci. W każdej pracy będą przy Tobie ludzie doświadczeni w różnych dziedzinach" 1Krn 28, 20-21
no to co ja mam więcej pytać i się martwić?
Pomysł jest dobry, cel jak na razie Boga nie przesłania, tego chce ode mnie już stawia ludzi...więc?
I dlatego ogarnął mnie strach i lęk.... Bo taka odpowiedź mnie zaskoczyła. Pełna miłości i czułości i zapewnienia Moje dziecko Ja ci wszystko dam, tylko wytrwaj i mi zaufaj...
raz że zabiera strach o przyszłość a dwa - teraz mi wpadło -uczy jak mówić do swoich dzieci. Z troską, miłością a nie krzykiem dochodzić swoich racji....
Dlatego teraz spać mogę spokojnie bo wiem, ze Bóg mnie prowadzi. Bylebym tylko wytrwała i wierzyła Mu.
Współdziałać z Bogiem - tego pragnę. Pełnić Jego wolę i NIGDY nie popaść w pychę i uważać ze cokolwiek udało mi się dzięki moim zdolnościom.... Nic mi się nie udało dzięki moim zdolnościom. Dzięki robieniu po swojemu wszystko się rozwaliło. Bóg powalił dom, który zbudowałam po swojemu.
Teraz razem Go budujemy. Mam dość. Przychodzą czarne myśli, łzy i pytanie po co albo czasem egoistyczne "dlaczego". A On wysłucha, poklepie po plecach i biorę kamyki i znów biorę się do pracy. I zaczyna coś być widać.