Nie mam czasu na pisanie. Wiele rzeczy leży i kwiczy. Zaczynam się nakręcać, bo .... I nagle stop. "Kto ci powiedział, że....?" No właśnie, kto? Ja sama. Z każdej sytuacji, relacji itp wyciągam nie swoje plusy, atuty, ale swoje minusy i "ja tak nie umiem" I co się pojawia? Powoli żal, potem zazdrość, gniew... a nawet frustracja...bo ja nie muszę umieć jak inni. Muszę robić jak ja umiem najlepiej. Przez naśladownictwo jeszcze nikt się nie wyróżnił.
Potrzeba dużo Bożej łaski, bym w końcu zrozumiała, że nie jestem naga, a Bóg mówi zupełnie co innego, tylko ja słyszę to co chcę usłyszeć.
