Refleksja na koniec wakacji: moim marzeniem jest pracować w firmie takiej jak Pure Profit. Mam 36 lat, i wierzę, ze PR to moje powołanie. Skonsultuje to tylko z moim Tatem co On o tym myśli i poddam się Jego woli. Bo On wie co dla mnie najlepsze. A skoro wzbudza w moim sercu pragnienie takie, to na pewno zajmie się tym najlepiej. Po ludzku szanse są zerowe, ale po Bożemu - wynoszą 100%. Wczoraj znajomej powiedziałam, ze po ludzku bym nie uwierzyła, ale ponieważ żyjemy z Bogiem, to wierze i nie robi to wrażenia (śmiechem żartem oczywiście, bo napełnia ogromną radością i uwielbieniem Boga za Jego łaski), bo przecież u nas chrześcijan cuda to normalność :) a mając wiarę np. św Benedykt naprawia pęknięta płytę kuchni elektrycznej mojej mamy (Tak i to nie bajka), naprawia mój telefon komórkowy, który nie chcial się włączyć, ojciec Pio wspiera w szpitalu, św Filomena tak się wstawia u Jezusa, że dzieci wirusa przechodzą niestandardowo: Martyna ból brzucha i tylko gorączka, a przy tym wirusie atakującym jelita dzieci zlądowały w szpitalu; Ignaś tylko katar bez temperatury, i wirusowy katar minłą na wapnie dla alergików i oczywiście wspierany olejem św Filomeny (jak i Martyna) i ogromną moją wiarą, że moja pomoc przychodzi od Pana, który stworzył niebo i ziemię.
To jak mam nie wierzyć, ze Bóg zadba o mój rozwój zawodowy?? Że już tutaj dba i troszczy się bym była radosna???

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Lubię, kiedy piszesz :)