Kochani,
chcę podzielić się moją małą radością. Otóż dziś mamy święto Matki Bożej. Ja na mszy św byłam na 10:30, ale ponieważ w dniu dzisiejszym postanowiłam podjąć roczną krucjatę w intencji męża i dzieci oraz zawierzyć dzieciaki Matce Bożej dosżłam do wniosku, ze jak tak bez przyjęcia Komunii takie rzeczy robić. W trakcie mojej spowiedzi było poświęcenie gromnic - ja wiem, ze Pan Bóg działa i w konfesjonale i pewnie moja gromnica była poświęcona, ale ;)-w związku z powyższym moja Martyna wzięła gromnicę na mszę na 18:00. Ponieważ ciemno to ją zaprowadziłam i potem poszłam ja odebrać po mszy św. W drodze zaraz po wyjściu bardzo przeraziłam się gdy usłyszałam grupę młodych chłopaków zachowujących się w sposób który może budzić strach o swoje życie. Przyśpieszyłam kroku i dzięki Bogu dotarłam bezpiecznie pod kościół. Normalnie to się mi takie rzeczy nie zdarzają... Ale dziś dla mnie ważny dzień i widać bardzo ważny bo chyba zły szaleje ale Pan Jezus i Matka Boża jedynie na tyle mu pozwolili.
Msza św, zakończyła się i patrze a moje dziecko z zapaloną gromnicą wyszło. Przyglądam się gromnicy- ledwo się tli. Myślę, zaraz zgaśnie. Gdzie tam! Doniosłyśmy do samego domu! A w domu Ignacek mógł ją zgasić mówić Bogu niech będą dzięki w odpowiedzi na moje światło Chrystusa.
I tak idąc z tą zapaloną gromnicą na początku uznałam, ze za chwilę zgaśnie-no przecież mróz i wieje, ludzie w osłonkach mogli donieś a nie my bez jakiejkolwiek ochrony. I przyjęłam to jako pewnik. Kiedy byłyśmy w połowie drogi do domu-ze względu na to, ze Martynka odniosła kontuzje na stoku wybrałam dłuższą, ale bezpieczniejszą drogę dla niej-zaczęłam chcieć donieść to światło do domu. I zaczęły się małe nerwy, Wtedy dotarło do mnie, ze nie ode mnie to zależy a od Pana Boga. Nadzieję traciłam co chwila-przecież wiało!!!
Nie zgasło to światło. Tym bardziej to dla mnie takie mocne doświadczenie opieki Matki Bożej, ze gromnicę pierwszy raz święciła Martynka i ze uczyniła to w dniu, w którym zawierzyłam ją Matce Bożej.
I zawstydzenie dla mnie, że ja bym z zapaloną gromnicą z kościoła nie wyszła-bo miałabym gotowy scenariusz jak się to skończy. A moje dziecko wyszło bo inni tak wychodzili i doniosła światło Chrystusa do domu, do Ignasia.
I tak jak byłyśmy za rogiem kościoła gdzie był przeciąg i to światło rozbłysło mocno na tym wietrze to taka nadzieja, taka radość, ze Jezus naprawdę te mroki rozświetla, ze On ze swoją Matką jest z nami, ze troszczy się i chroni od złego. Że zły to może tylko postraszyć jak wściekły pies na łańcuchu, bo tyle moze gdy z nami jest Matka Boża.
Kochani dzielę się tą radością bo to ważny dzień dla mnie. Bóg dał mi pokój w sercu bym nie bała się o moje dzieci. Pokazał, ze ma je w opiece najlepsza Matka na świecie. Powiedziałam Martynce,, ze musi ja Maryję bardzo kochać i Jezus skoro tak ta gromnica w jej ręku się pali :)