Przede wszytkom Bogu dziękuje, że byłam dziś na mszy. Buzia sama mi się uśmiechała. Szczególnie, gdy trzymałam gromnicę. Jakaś nadzieja ogromna mnie rozpierała.
A codzienne słowo Boże? Zaległości z dwóch dni nadrabiałam. Zauważyłam, ze bardziej przemawia Bóg do mnie Starym Testamentem i Psalmami. Ten dzisiejszy to odpowiedź na moje modlitwy, a raczej na moją rozmowę z Jezusem o tym co mnie obarcza, co obciąża czego się boję.
A Pan mówi:
" Przestań się gniewać i porzuć oburzenie
nie pałaj zawiścią, byś źle nie postąpił"
To teraz już wiem, ze Bóg się tym zajmie, o ile pozwolę mu na to. Bo Jezus zostawia wolność, pyta "Co chcesz bym ci uczynił", choć widzi żem ślepa, głucha, stara duchowo i uparta. A On pyta. A ja odpowiadam, czasem boli porzucenie pewnych nawyków ale wiem, że to musi boleć. Ciężko jest ustąpić samej sobie, pokonać starą siebie.
Ale Bóg mówi:
"Oto posyłam anioła przed tobą, aby strzegł cię w drodze i doprowadził do miejsca, które przygotowałem dla ciebie" (Wj 23,20).
Tak więc mimo, ze oddając swój niepokój związany z moją obecną sytuacją i uzyskując dla mnie w tym momencie trudną do wcielenia w życie pomoc Bożą, to Bóg mi pokazuje, ze On daje łaski i dam radę bo On chce bym doszła tam, gdzie On przygotował dla mnie miejsce.
Na pocieszenie dodał:
"poprzedzać cię będzie groza, którą wzbudzę; ześlę przerażenie na każdy lud, przeciwko któremu wyruszysz. Sprawię, że wszyscy twoi wrogowie będą uciekać przed tobą" ( Wj 23,27)
Dla tej obietnicy od jutra zaczynam trudną pracę nad sobą.
A miało być o Trydencie :D ale nic straconego. Może dojdzie więcej przemyśleń :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Lubię, kiedy piszesz :)