Przeprowadzam się. Zamykam swój ogródek. Powody są prozaiczne - czasem chce się napisac to co się czuje, ale nie pisze się bo... Żeby mieć większy komfort a i też odciąć sobie kolejny powód nie pisania (bo chaotyczność, bałaganiarstwo - z tym muszę się pogodzić; lenistwu mówię nie - więc tutaj sobie pousuwam co nieco a pewnie z czasem albo zlikwiduję. Jeśli kto z Was moi drodzy Obserwatorzy chciałby wejść do przygotowanego na zimową porę ogródka a nawet i dalej to piszcie na mój email jaszka27@gmail.com.
Jednak mój blog będzie mocno strzeżony przez dwa psy, więc wpuszczą tylko tych, których będą dobrze znać.
Nad likwidacją tego jeszcze się zastanowię.
Zapraszam natomiast wszystkich do nowego blogu: Opowiadania http://agataopowiada.blogspot.com/.
poniedziałek, 7 października 2013
piątek, 30 sierpnia 2013
Moja pomoc przychodzi od Pana, który stworzył niebo i ziemię
Refleksja na koniec wakacji: moim marzeniem jest pracować w firmie takiej jak Pure Profit. Mam 36 lat, i wierzę, ze PR to moje powołanie. Skonsultuje to tylko z moim Tatem co On o tym myśli i poddam się Jego woli. Bo On wie co dla mnie najlepsze. A skoro wzbudza w moim sercu pragnienie takie, to na pewno zajmie się tym najlepiej. Po ludzku szanse są zerowe, ale po Bożemu - wynoszą 100%. Wczoraj znajomej powiedziałam, ze po ludzku bym nie uwierzyła, ale ponieważ żyjemy z Bogiem, to wierze i nie robi to wrażenia (śmiechem żartem oczywiście, bo napełnia ogromną radością i uwielbieniem Boga za Jego łaski), bo przecież u nas chrześcijan cuda to normalność :) a mając wiarę np. św Benedykt naprawia pęknięta płytę kuchni elektrycznej mojej mamy (Tak i to nie bajka), naprawia mój telefon komórkowy, który nie chcial się włączyć, ojciec Pio wspiera w szpitalu, św Filomena tak się wstawia u Jezusa, że dzieci wirusa przechodzą niestandardowo: Martyna ból brzucha i tylko gorączka, a przy tym wirusie atakującym jelita dzieci zlądowały w szpitalu; Ignaś tylko katar bez temperatury, i wirusowy katar minłą na wapnie dla alergików i oczywiście wspierany olejem św Filomeny (jak i Martyna) i ogromną moją wiarą, że moja pomoc przychodzi od Pana, który stworzył niebo i ziemię.
To jak mam nie wierzyć, ze Bóg zadba o mój rozwój zawodowy?? Że już tutaj dba i troszczy się bym była radosna???
To jak mam nie wierzyć, ze Bóg zadba o mój rozwój zawodowy?? Że już tutaj dba i troszczy się bym była radosna???
wtorek, 6 sierpnia 2013
Trochę z głębi mnie, czyli coś co jest za żelazną kurtyną i nikomu do tego dostępu nie daję
I koniec wakacji u rodziców. Wracam do Lublina. Nie chcę, ale muszę. W sumie to nawet nie mogę powiedzieć, ze do domu, bo tak naprawdę to ja go nie mam. TU u rodziców, tam z teściami. Jestem zmęczona tym życiem w Lublinie. Ale nic nie mogę poradzić.
Moja kondycja duchowa jest marna. Czuję się fatalnie, jadę na resztkach paliwa jakim jest Eucharystia.
Ufam Bogu do momentu, gdy idzie po mojej myśli, a jak nie, to już panika.
Czasem to się zastanawiam po co ja żyję, w jakim celu Bóg mnie stworzył?
Nie chcę wracać do Lublina. I jest mi bardzo smutno.\
A Pan Bóg si do mnie uśmiechnął i uspokoi moje serce, dając do przeczytania ten artykuł
http://gosc.pl/doc/1616342.Szkaplerz-nosze-pod-koszula i przypomniał co jest ważne w życiu: modlitwa, Pismo św i zawierzenie Mu swojego życia, przychodzenie do Niego ze wszystkim i szukanie w tu i teraz Jego obecność. I zawsze pytać Go o opinię. Na razie nie mam ku temu sił. Obumarłam, a On podlewa i mówi dasz radę, a ja zapalam się na chwilę, a potem wszystko odchodzi. Bo dopada zniechęcenie i w głowie kołacze ciągle , że przecież to nic nie da. A ja się poddaję. Bez Jego łaski i błogosławieństwa nie dam rady niczego zmienić. Nie chcę rzucać się na Brewiarz, bo a moment ide do pracy i nie wyrobię z modlitwami. Pismo św fakt zapuściłam się w czytaniu. O mszy św codziennej nie ma mowy, bo Ignaś jest jaki jest, a po zmianie lokum naszej pracy rano nie mam jak iść. Ale tak myślę, ze może właśnie o to Panu Bogu chodzi. Żebym zaczęła od swojej rodziny, tam służyć bo On całopaleń nie potrzebuje tylko miłości, a mnie łatwiej było iść na msze niż kochać bliskich i im służyć. Walczę z Nim jeszcze o to, ale wierzę, ze jeśli mimo oporów mam w sercu pragnienie to On je zmieni i uczyni zdolnym do miłości.
Moja kondycja duchowa jest marna. Czuję się fatalnie, jadę na resztkach paliwa jakim jest Eucharystia.
Ufam Bogu do momentu, gdy idzie po mojej myśli, a jak nie, to już panika.
Czasem to się zastanawiam po co ja żyję, w jakim celu Bóg mnie stworzył?
Nie chcę wracać do Lublina. I jest mi bardzo smutno.\
A Pan Bóg si do mnie uśmiechnął i uspokoi moje serce, dając do przeczytania ten artykuł
http://gosc.pl/doc/1616342.Szkaplerz-nosze-pod-koszula i przypomniał co jest ważne w życiu: modlitwa, Pismo św i zawierzenie Mu swojego życia, przychodzenie do Niego ze wszystkim i szukanie w tu i teraz Jego obecność. I zawsze pytać Go o opinię. Na razie nie mam ku temu sił. Obumarłam, a On podlewa i mówi dasz radę, a ja zapalam się na chwilę, a potem wszystko odchodzi. Bo dopada zniechęcenie i w głowie kołacze ciągle , że przecież to nic nie da. A ja się poddaję. Bez Jego łaski i błogosławieństwa nie dam rady niczego zmienić. Nie chcę rzucać się na Brewiarz, bo a moment ide do pracy i nie wyrobię z modlitwami. Pismo św fakt zapuściłam się w czytaniu. O mszy św codziennej nie ma mowy, bo Ignaś jest jaki jest, a po zmianie lokum naszej pracy rano nie mam jak iść. Ale tak myślę, ze może właśnie o to Panu Bogu chodzi. Żebym zaczęła od swojej rodziny, tam służyć bo On całopaleń nie potrzebuje tylko miłości, a mnie łatwiej było iść na msze niż kochać bliskich i im służyć. Walczę z Nim jeszcze o to, ale wierzę, ze jeśli mimo oporów mam w sercu pragnienie to On je zmieni i uczyni zdolnym do miłości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
