poniedziałek, 24 września 2012
Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny
zaakceptowałam a nawet dałam zgodę Bogu na brak owoców w moim życiu doczesnym co do Roberta, natomiast nie tracę nadziei ze będziemy szczęśliwi.
Jestem po tzw spowiedzi furtkowej* i tyle miłości tyle uzdrowienia jakiego doznałam...jak to ks. Krzysztof starał się mi uświadomić ze była to najważniejsza chwila w moim życiu.... Bóg będzie mógł realizować swój plan przeze mnie w stosunku do moich dzieci i i męża. Tak cudnie było słyszeć, że to co czułam od dzieciństwa na temat świętości było dobre i dlatego tyle złą w moim życiu, żeby ten plan Boży nie mógł się wypełnić.
Mam dużo pokoju w sercu. Wierze ze Jezus też uzdrowił mnie do radości.
W niedzielę drugie zajęcia w szkole stylizacji Było świetnie!! Tym razem typy twarzy i typy sylwetki..a za tydzień określanie sylwetki każdej z uczestniczek - trzeba zabrać getry i koszulkę obcisłą na ramiączkach :D plus walizkę z ciuchami:D Będę ciekawie wygladac na mszy u Dominikanów o 8:00 Ale nie darowałabym sobie nie pójścia do nich przez posiadanie takiego przeskadzacza. Oni są niesamowici. Ostatnie kazanie...cudne. Jako zadanie w modlitwie Ojcze nasz nie mówić ojcze ale Tatusiu, Tato mój...coś cudownego bo zlało się to z tym o czym mówił ks. Krzysztof na spowiedzi. Jezus potwierdził , dopieczetował i tak jak mam modlić się By Bóg okazał mi się taki jaki jest... chyba zaczął od dominikanów :) Uśmiechnęłam się jak ojciec prowadzący Eucharystię powiedział, ze Bóg nam dziś międzynarodowy dzień dziecka ustanowił więc zobaczmy dziś w każdym dziecko a przede wszystkim w sobie.
W pracy ...nie wesoło. Jak na razie odrzucają każdy napisany projekt. Nawet ten, na który najbardziej liczyłam. Nie wiem co dalej będzie ze mną. Ale jedno wiem: Bóg złożył obietnicę na moje życie i tego się trzymał. A skoro jestem Jego niewolnicą to Pan musi zapewniać swojemu niewolnikowi pracę :D
__________________
* spowiedź furtkowa(pogłębiona)- u nas czeka się na nią miesiącami... a ja akurat byłam u przyjaciółki jak odwiedził ją jej bliski kolega a mój znajomy Akurat umówiony własnie na ową spowiedź. Mnie w środku roznosiło...Przeprosiłam Agę i poszłam z nim an Zieloną Po mszy do zakrystii do ks. Krzysztofa... i co? na środę... w środę nie było spowiedzi, ale rozmowa...niesamowita Jezus wiedział czego potrzeba :) potem modlitwa o termin i padło na sobotę. Aga ze znajomym śmieją się ze mnie mówiąc że prę do przodu jak taran i ze mam w sobie tyle odwagi, ze mnie podziwiają za nią.
wtorek, 11 września 2012
Małe wielkie rzeczy
Ignaś dziś padł. Akurat był po myciu, ja zdążyłam tylko pieluszkę mu założyłam gdy zadzwonił telefon - po 5 min rozmowy zorientowałam się, ze małego nie słychać. Przerażona biegiem do pokoju - a on już spał! Pan Bóg pobłogosławił za posłuszeństwo wobec Jego postanowień. Ciężko było swoje "ja wiem lepiej" do kieszeni schować. A za to i telefon od dawno niesłyszanego przyjaciela, i zupa wyszła przepyszna, i mały zasnął, i nowenna pompejańska owocna i była lekka .... cuda i łaski za to tylko, ze zamiast iść do katedry z bólem serca, z pogrzebaniem "ale przecież ja muszę ..." pojechałam do domu. Teściowa była umówiona i mogłam oszukać Roberta, ze zostaję po godzinach- on jechał by jak wariat spod Lublina. Tymczasem zdecydowałam pojechać do domu. I to było miłe Bogu :) Tak jak w dzisiejszym rozważaniu Modlitwy w drodze na wtorek 11.09.2012 r.," by prosić o świadomość, że zaproszenia Jezusa skierowane do ciebie są bardzo dobrze przez Niego przygotowane, niech to dodaje ufności" I to było takie zaproszenie"Agatka, chodź Ja mam na dziś o wiele ciekawszy plan na Nas. Zaufaj mi." Mała rzecz, ale przecież Jezus mówi"sługo dobry i wierny, byłeś wierny w małych rzeczach nad wieloma cię postawię".
Akurat w niedzielę ojciec Adam w kazaniu pt Westchnienia Jezusa mówił o siedzeniu przy Nim, jak ten głuchoniemy z ewangelii, i dał słuchaczom 3 dni na własnie takie trwanie z Jezusem, by później móc odetchnąć- westchnąć z Nim, ze to już za nami, że minęło i można odpocząć. Nie sądziłam, że Jezus będzie chciał takiego trwania przy Nim:)
niedziela, 24 czerwca 2012
Cud naprawy klawiatury Bożą Ręką - dosłownie!
W ramach programu mojego życia "Jezu Ty się tym zajmij" prosiłam go o zabranie 7 cm nadwagi, prosiłam o komputer, ipod i iphon appla, prosiłam o usprawnienie kompa i inne rzeczy.... a Jezus uzdrowił moją klawiaturę. Nie nabijam się, nie żartuję...to fakt.
Jakiś kawał czasu temu synek zalał ją sokiem pomarańczowym. Trzy razy podejmowałam próby czyszczenia...nadaremnie... klawisze kleiły się i to zniechęcało mnie by pisać... a dziś... dziś klawiatura śmiga jak nowa..a najlepsze ze tylko klawisze z literami:D te z cyframi nad nimi nie, bo te numlockowe działają:D
Jezus jest w mojej codzienności. A po co ją naprawił? Bo dostałam propozycję napisania 3 artykułów. Niby się podjęłam..ale a to synek późno spać chodzi, a to zmęczenie..ale przede wszystkim klawiatura ..a zresztą czy dam rade... Teraz ja Jezus jej dotykał to DAM RADĘ !!!
Ale to jest niesamowite uczucie dotykać czegoś co przed chwilą dotykał sam Jezus... chciałam zawsze móc Go dotknąć...to wysłuchał modlitwy :) Pewnie ze dotykam swojej uzdrowionej duszy, czy przepukliny czy też kolana... jednak zauważam ze cuda po pewnym czasie stają się tak oczywiste, ze zapominam że to SĄ CUDA!! A teraz ta klawiatura... Bóg jest wielki i naprawdę chce być w mojej codzienności.
Jest mi cudownie. 7 lat czekał aż dojdziemy do tego miejsca, w którym jestem teraz... Jest ogromni8e cierpliwy i naprawdę MUSI MNIE KOCHAĆ...każdy inny był dał sobie spokój...a le nie ON...tak się cieszę ze mamy wspólną cechę - UPÓR w realizacji celu :)
a dziś poruszyło mnie słowo z i czytania
"Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie." Iz 49,1
Jestem w Bożym kołczanie, naostrzoną strzała...i jak przyjdzie czas wypuści mnie, by zrealizować to co zamierzył posługując się mną.
Jestem Bożą Strzałą:)
Jakiś kawał czasu temu synek zalał ją sokiem pomarańczowym. Trzy razy podejmowałam próby czyszczenia...nadaremnie... klawisze kleiły się i to zniechęcało mnie by pisać... a dziś... dziś klawiatura śmiga jak nowa..a najlepsze ze tylko klawisze z literami:D te z cyframi nad nimi nie, bo te numlockowe działają:D
Jezus jest w mojej codzienności. A po co ją naprawił? Bo dostałam propozycję napisania 3 artykułów. Niby się podjęłam..ale a to synek późno spać chodzi, a to zmęczenie..ale przede wszystkim klawiatura ..a zresztą czy dam rade... Teraz ja Jezus jej dotykał to DAM RADĘ !!!
Ale to jest niesamowite uczucie dotykać czegoś co przed chwilą dotykał sam Jezus... chciałam zawsze móc Go dotknąć...to wysłuchał modlitwy :) Pewnie ze dotykam swojej uzdrowionej duszy, czy przepukliny czy też kolana... jednak zauważam ze cuda po pewnym czasie stają się tak oczywiste, ze zapominam że to SĄ CUDA!! A teraz ta klawiatura... Bóg jest wielki i naprawdę chce być w mojej codzienności.
Jest mi cudownie. 7 lat czekał aż dojdziemy do tego miejsca, w którym jestem teraz... Jest ogromni8e cierpliwy i naprawdę MUSI MNIE KOCHAĆ...każdy inny był dał sobie spokój...a le nie ON...tak się cieszę ze mamy wspólną cechę - UPÓR w realizacji celu :)
a dziś poruszyło mnie słowo z i czytania
"Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie." Iz 49,1
Jestem w Bożym kołczanie, naostrzoną strzała...i jak przyjdzie czas wypuści mnie, by zrealizować to co zamierzył posługując się mną.
Jestem Bożą Strzałą:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)