niedziela, 3 czerwca 2012

Ekspresowa odpowiedź

Dzieje się i to wiele az mnie ogarnia wewnętrzne przerażenie jak Bóg jest nieogarniony, i niesamowity!! Dziś tak mocno uderzył mnie fragment 1 Krn 28, 21 - 20. Idealnie Bóg dał mi odpowiedź na to czym Go zamęczałam.  A chodziło o to, czy mój pomysł na własną działalność gospodarczą jest OK. Jest OK. Już się nie martwię bo skoro Bóg mówi:
‎"Bądź mężny i wytrwały. Nie obawiaj się i nie przerażaj bo Pan Bóg, mój Bóg, jest z tobą. On cię nie opuści ani nie porzuci. W każdej pracy będą przy Tobie ludzie doświadczeni w różnych dziedzinach" 1Krn 28, 20-21

no to co ja mam więcej pytać i się martwić?
Pomysł jest dobry, cel jak na razie Boga nie przesłania, tego chce ode mnie już stawia ludzi...więc? 
I dlatego ogarnął mnie strach i lęk.... Bo taka odpowiedź mnie zaskoczyła. Pełna miłości i czułości i zapewnienia Moje dziecko Ja ci wszystko dam, tylko wytrwaj i mi zaufaj...
raz że zabiera strach o przyszłość a dwa - teraz mi wpadło -uczy jak mówić do swoich dzieci. Z troską, miłością a nie krzykiem dochodzić swoich racji....

Dlatego teraz spać mogę spokojnie bo wiem, ze Bóg mnie prowadzi. Bylebym tylko wytrwała i wierzyła Mu. 
Współdziałać z Bogiem - tego pragnę. Pełnić Jego wolę i NIGDY nie popaść w pychę i uważać ze cokolwiek udało mi się dzięki moim zdolnościom.... Nic mi się nie udało dzięki moim zdolnościom. Dzięki robieniu po swojemu wszystko się rozwaliło. Bóg powalił dom, który zbudowałam po swojemu.
Teraz razem Go budujemy. Mam dość. Przychodzą czarne myśli, łzy i pytanie po co albo czasem egoistyczne "dlaczego". A On wysłucha, poklepie po plecach i biorę kamyki i znów biorę się do pracy. I zaczyna coś być widać. 




sobota, 12 maja 2012

coś o mnie

Zakupiłam croissanty w Lidlu, wcześniej przeczytałam rozdział książki o. Adama i  się zaczęło. Doszło do tego Debout sur la zinc z przepięknym "yarata yarata yaratata" http://www.youtube.com/watch?v=4YJXSPXkVo8&list=FLc6Rhnh8sDK8PBFONHEk3aA&index=649&feature=plpp_video i znów byłam w Paryżu.... W związku z tym napisałam petycję - list do Pana Boga.
Ojciec Adam czy Ojciec Fabian to zakonnicy, którzy pokazują mi, ze to co we mnie to prawdziwe i nie wolno mi z tym walczyć...bo taka jestem i taki mój sposób przyjaźni z Jezusem. Dało mi to radość i pokój. Pokazało, że moja intuicja jest dobra, mam dobry kompas duchowy. I nim się kierować w drodze do Boga, bo On tego wręcz żąda ode mnie! Moich emocji, zwierzeń, łez, tego bym Mu dziękowała ale i byłą zła na to wszystko.
To moja droga, na której Jezus mnie utwierdza aż wreszcie o. Szostakiem dotarł do mnie.
Odkryłam, ze dominikańska droga jest mi bliska bo podobna do mnie, tego jaka jestem . Odetchnęłam z ulgą. Nie obrażałam Boga swoim sposobem bycia przed Nim.
I cóż w liście - prośbie zarwałam to, czym mnie o. Szostak zainspirował. Żadna bylejakość, wszystko dla mnie ma być co najlepsze, choć nie znajduję powodów by na to zasługiwać jednak o to proszę i będę w tym uparcie zarzucać petycjami i wnioskami, podaniami i listami.
A Bóg się cieszy widząc mnie taką radosną, i odetchnął z ulgą, ze wreszcie do mnie dotarł z tym jaką mnie widzi i jaką chce bym była.

Ps.
Kocham Cię mój Tato Niebieski!
Kocham Cię Mój Zbawco najlepszy Przyjacielu!
Kocham Cię Miłości nieogarniona, która wiejesz tam gdzie chcesz!


wtorek, 8 maja 2012

Wydarzyło się

Dzieje się tak dużo, a ja milczę. Tyle błogosławieństwa, tyle cudów...
A dokoła piękny maj. Moja kariera rozwija się.. mam wrażenie jakby ktoś pchał do przodu coraz szybciej
 i szybciej i kiedy myślę by dać sobie spokój, taki splot wydarzeń mnie spotyka, ze oddalam głupkowate myśli.
Wiele dał mi List do Rzymian 12-13. Niesamowite odkrycie mojego wewnętrznego lęku przed śmiercią
 i sadem Bożym. Czatachowa i wysłuchane z 22 kwietnia spotkanie naprawdę jest owocne. Teraz to widzę. Wiele łez, złości żalu i trudnej sytuacji a to wszystko po to żebym Jezusowi wreszcie powiedziała całą prawdę. Żeby pogadała z Nim jak z Przyjacielem a nie szukała ludzkiego zrozumienia. Od tamtej rozmowy napełnił mnie pokój, radość i wiara, ze uda się bo Jezus jest ze mną, A skoro ksiądz mówi mi, ze we mnie jest światło i jestem blisko Boga to nie będę tego negować i przy upadkach wpadać w pychę i mówić Bóg mnie nie kocha. Jezus daje łzy ale daje i radość. Czuję Jego przebaczenie, tylko teraz muszę iść do spowiedzi. Ale jak tu iść jak człowiek taki radosny? Ech te moje emocje...zawsze albo na górze albo na dole, nigdy stonowana.
Jezus odkrywa przede mną obraz mnie samej i jestem zaskoczona, że taka jestem.
Na mszy św. ostatnio staję przed Bogiem taka jak w danym momencie się czuję że jestem. A Jezus to bierze i przemienia. Niesamowite. A ja tyle szukałam sposobu na to by móc się zmieniać, a to wystarczy stanąć i powiedzieć Jezus staję dziś taka i taka, z takimi i takimi emocjami! Nie mówię, ze jest łatwo. Bo jest czarna strona. Ale Jezus pokazuje mi, że poradzimy sobie z nią.

A co do krucjaty.... to niesamowite cuda!!!!!!! Nie ma zmian widocznych ale jest oczyszczenie, była nawet rozmowa.... Dołączyłam do Ruchu Wiernych Serc i bardzo się z tego cieszę. Praktycznie zobowiązania wypełniam od prawie roku. To był impuls żeby dołączyć. Wiem, ze będzie dobrze.

zdjęcie oczywiście made by aQada  czyli ja  :)

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...