wtorek, 17 kwietnia 2012

40 dni - krucjata

Inspiracją podjęcia decyzji o walce o swoje małżeństwo - czyli o walce z samą sobą był i jest film Ognioodporny

Zanim zaczniecie czytać - oglądnijcie.

40 dni  - tyle dałam sobie czasu na przemianę mojego małżeństwa.
Ale sama to ja moge... Eucharystia i modlitwa.
Dziś dzień trzeci. Każdego dnia towarzyszy mi słowo Boże, które znajdę na email albo na Facebooku.
Zaakceptowałam swoją słabość, możliwość upadku. Niedziela miłosierdzia była naprawdę niedzielą mojej przemiany. Bóg mnie tak ukochał, ze nie pozwolił mi zniszczyć siebie i swojej rodziny.

Bardzo było to bolesne, ale teraz czuję ze Jezus jest obok mnie.

Pragnieniem serca jest móc dzielić się każdym dniem tutaj. Pomódlcie się bym umiała to przelać na "papier". Wierzę ze dzieło Boże nie może upaść.
Proszę o modlitwę w intencji mojej krucjaty. O to, by Bóg przemieniał moje serce i by czynił to tak jak Jemu się to podoba. Amen.

Moje zdjęcie powstało bardzo szybko.. Myślę że to Duch św mnie natchnął do tego by tak wyglądało. Bogu zawierzyłam naprawdę całkowicie swoje małżeństwo. Czuję się lżejsza o wiele kilogramów. Werset z 1 Kor 13, 5 to motto na całe 40 dni. Trafiło do mnie w  poniedziałek. Kiedyś ten hymn dostałam na modlitwie wstawienniczej, długo od niego uciekałam. Teraz werset 5 jest moją nadzieją. Uczepiłam się Bożej obietnicy na moje życie jak tonący brzytwy. Dziękuję o. Fabianowi Błaszkiewiczowi za jego kazanie wielkopostne. Dużo mi dało - bardzo dużo. Teraz wiem kim jest Jezus, gdy muszę wstać wcześniej by pójść na Eucharystię czy zrobić coś wbrew swojemu egoizmowi.


niedziela, 26 lutego 2012

"Czyniąc dobro nie można mieć oczekiwań"

Weekend w sumie to trudny do opisania. Bardzo ciepło minął. Szczególnie niedziela. Ale gdzieś w środku wewnętrzny oskarżyciel stara się mi go popsuć minionymi  nieprzyjemnościami. Trudno mi bronić siebie, obracac w żart przytyczki. Reaguję zaraz wyniosłością, nie patrzę  w oczy jak mówię prawdę. Krzywdzę i siebie i innych. Na ten Wielki Post m.in. podjęłam postanowienie pracy nad szacunkiem dla samej siebie. Trudne to zadanie, bo łatwiej powiedzieć co się myśli za plecami, niż na spokojnie, z uśmiechem - by nikogo nie zranić - ale stanowczo, by obronić swoje granice i nie dać się zawłaszczyć. Nie umiem znaleźć środka. Mój języczek lata jak szalony to od 0 to do 100... ale nigdy 50. Jakbym się bała. Właśnie kolejny raz strach. Bo może akurat jak zacznę umieć być po środku, to okaże się, ze znów jakieś ciepełko muszę opuścić?
Nie wiem. Wiem jedno, ze mnie to już męczy. Męczy mnie moja osoba, moje poddaństwo, a w środku złość że nie umiem być asertywna.
A tak naprawdę stoi za tym wszystkim pan zwany egoizmem. Czego jeszcze nie chcę oddać Jezusowi? Gdzie jeszcze panoszy się moja pycha? Gdzie są źródła moich bolączek i tzw. "przykrości" ?
Moja siostra pięknie powiedziała " czyniąc dobro nie można mieć oczekiwań". Otóż to... a ja oczekiwania miałam zawsze: stworzony schemat jak każdy powinien postąpić... scenariusz się sypie a ja popadam w złość na daną personę. Chyba wreszcie jestem wolna od OCZEKIWAŃ. Przestałam oczekiwać od ludzi zachowań czy reakcji na moją pomoc itp zgodnie ze swoim schematem działania. Każdy ma swój ogródek. Nie odpowiadam za kogoś emocje, myśli, kompleksy i uprzedzenia. A tak potrafiłam katować się do niedawna co kto powiedział, pomyślał itd. I to blokowało moje działania.
Mały misz -  masz, ale tak bywa jak człowiek porządkuje swoje wnętrze.

źródło: http://demotywatory.pl/1945056/Egoizm

"Czyniąc dobro nie można mieć oczekiwań"

Weekend w sumie to trudny do opisania. Bardzo ciepło minął. Szczególnie niedziela. Ale gdzieś w środku wewnętrzny oskarżyciel stara się mi go popsuć minionymi  nieprzyjemnościami. Trudno mi bronić siebie, obracac w żart przytyczki. Reaguję zaraz wyniosłością, nie patrzę  w oczy jak mówię prawdę. Krzywdzę i siebie i innych. Na ten Wielki Post m.in. podjęłam postanowienie pracy nad szacunkiem dla samej siebie. Trudne to zadanie, bo łatwiej powiedzieć co się myśli za plecami, niż na spokojnie, z uśmiechem - by nikogo nie zranić - ale stanowczo, by obronić swoje granice i nie dać się zawłaszczyć. Nie umiem znaleźć środka. Mój języczek lata jak szalony to od 0 to do 100... ale nigdy 50. Jakbym się bała. Właśnie kolejny raz strach. Bo może akurat jak zacznę umieć być po środku, to okaże się, ze znów jakieś ciepełko muszę opuścić?
Nie wiem. Wiem jedno, ze mnie to już męczy. Męczy mnie moja osoba, moje poddaństwo, a w środku złość że nie umiem być asertywna.
A tak naprawdę stoi za tym wszystkim pan zwany egoizmem. Czego jeszcze nie chcę oddać Jezusowi? Gdzie jeszcze panoszy się moja pycha? Gdzie są źródła moich bolączek i tzw. "przykrości" ?
Moja siostra pięknie powiedziała " czyniąc dobro nie można mieć oczekiwań". Otóż to... a ja oczekiwania miałam zawsze: stworzony schemat jak każdy powinien postąpić... scenariusz się sypie a ja popadam w złość na daną personę. Chyba wreszcie jestem wolna od OCZEKIWAŃ. Przestałam oczekiwać od ludzi zachowań czy reakcji na moją pomoc itp zgodnie ze swoim schematem działania. Każdy ma swój ogródek. Nie odpowiadam za kogoś emocje, myśli, kompleksy i uprzedzenia. A tak potrafiłam katować się do niedawna co kto powiedział, pomyślał itd. I to blokowało moje działania.
Mały misz -  masz, ale tak bywa jak człowiek porządkuje swoje wnętrze.

źródło: http://demotywatory.pl/1945056/Egoizm

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...